Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Ta terapia to prawdziwa frajda:D:D
-
AutorWpisy
-
Anonim
2 stycznia 2010 o 21:28Liczba postów: 20551Co innego, jeżeli ktoś cierpi, bo lubi, bo tym zwraca na siebie uwagę innych i nimi manipuluje, a co innego, jeżeli człowiek cierpi i tego cierpienia znieść nie może, nie chce tego i nie potrafi się od niego uwolnić. Uważam, że takie życie nie ma sensu, ale nikomu nie nakazałbym aby uważał tak samo. Ale dość pisania o ogólnikach i skupmy się na konkretach.
Jeżeli dobrze Cię rozumiem, to chodzi Ci o to, czy uważam za wartościowszego człowieka, który wyróżnia się jakimiś porządanymi przymiotami – atracyjność fizyczna, status materialny, poziom inteligencji, dobre umiejętności interperonalne itd. Tak, jestem skrajnym materialistą i uważam, że to się liczy, a nie jakieś abstrakcyjne wartości typu: dusza, potencjał, bogate wnętrze.
Mimo iż emocjonalnie buntuję się przeciwko takiemu stanowisku, to jednak doświadczenie, obserwacja mówią, że im ktoś piękniejszy, bogatszy, inteligentniejszy itd, tym bardziej go ludzie szanują, więcej w życiu osiąga, jest osobą wartościowszą. A te całe psychologiczne, czy religijne bajdurzenie, że każdy jest wyjątkowy i tak samo wartościowy uważam za oszustwo, pragmatyczne, ale jednak oszustwo. Beztalencie i miernota, które uwierzy, że jest istotą wyjątkową, mimo, że będzie mieć dobre samopoczucie, będzie jednak dalej miernotą.Każdy lubi czuć się potrzebnym.
Istotna jest kwestia poziomu odczuwania tej potrzeby.
Jednemu wystarczy, że potrzebuje go ktoś, kto tak naprawdę potrzebuje kogokolwiek.
Innego zadowoli dopiero to, że potrzebuje go określona osoba. O konkretnych wymaganiach, założeniach etc.Moim odkryciem związanym z terapią było uświadomienie sobie , że inni w relacje ze mną przenoszą tez swoje frustracje , kompleksy , problemy , pomogło mi to zrozumieć ,że nie zawsze coś się psuje z mojej winy (a długo miałam takie przeświadczenie ) .I nagle uświadomiłam sobie ,że dążąc do bliskości często podświadomie wybieram ludzi toksycznych , ponieważ w take relacje bardzo łatwo mi się zaangażowac , a potem dziwie się dlaczego tak dziwnie to wszystko wychodzi .
Np. mam koleżanke, która czuje się lepsza ode mnie poneważ jest w związaku , ma dziecko , ja jestem sama .Problem polega na tym ,że uważa sie za lepszą chociaż jej związek może i jest udany … ale na odległość , jak sa razem bez przerwy się kłócą .
Terapia nauczyła mnie czasem zdysanować się do niektórych relacji , aby spojrzeć na nie z boku .Do refleksji nad wartościowaniem ludzi, a raczej do zrewidowania stereotypowych poglądów skłania książka "Marilyn – ostatnie seanse". Miała, wydawałoby się, wszystko -sławę, urodę, pieniądze, a będąc ddd czuła się straszliwe samotna i nieszczęśliwa i zakończyła krótkie życie koktajlem z różnych psychotropów jakimi ją faszerowano. Książka pokazuje też, jak zbytnie zaufanie do terapeuty, oddanie mu kontroli nad własnym życiem prowadzi do całkowitej defragmentacji osobowości.
Polecam każdemu DDA/DDDdo przeczytania. Ja pochłonęłam 400 stron niemal jednym tchem.Zaciekawiło mnie to, co napisałać o książce BlackDalia i chętnie ją przeczytam. Sam od jakiegoś czasu czytam biografię pisarzy, którzy mnie interesują i są to bardzo ciekawe lektury. C. S. Lewis (ojciec i brat alkoholicy), Balzak (wieczny parweniusz, typowy DDD), Dumas (syn odtrącenego przez Bonapartego generała – mulata)
Okazuje się wielkość jest często okupiona wielkim kosztem z jedej strony, oraz w pewien sposób wspierana przez dysfunkcje.
Dla mnie terapia była czasem oduczania się porównywania się do innych i wielką lekcją pokory, gdy uczyłem się od osób według moich wcześniejszych kryteriów gorszych. I uważam, że każda osoba jest wartością ze względu na możliwość czynienia (i przekazywania) dobra.„Mimo iż emocjonalnie buntuję się przeciwko takiemu stanowisku, to jednak doświadczenie, obserwacja mówią, że im ktoś piękniejszy, bogatszy, inteligentniejszy itd, tym bardziej go ludzie szanują, więcej w życiu osiąga, jest osobą wartościowszą. ”
To, że ludzie traktują inaczej osoby bogate i piękne to się zgadzam. Ale czy Ci ludzie stracą do mnie szacunek jak ja stracę pieniądze i urodę? Raczej tak. Więc tak naprawdę nie mnie szanują.
Poza tym jak napisała BlackDalia bogactwo, uroda i sława nie gwarantują, że sama do siebie poczuję szacunek i uznam się za osobą wartościową. Dlatego nie szukałabym jednak potwierdzenia swojej wartości w zewnętrznych atrybutach ale wewnątrz siebie.Ciekawa dyskusja. Ordynek widzi wartość człowieka – jak mistrz Eckhart- w czynieniu i przekazywaniu dobra… Poza tym widzę, że czytamy podobne książki. Uwielbiam "Listy starego diabła do młodego" Lewisa. Genialna książka.
Magduśko, możesz powiedzieć, jakie cechy wewnętrzne według Ciebie czynią człowieka wartościowym. Bardzo mnie to ciekawi. Ja bym zaproponował coś innego: zamiast doszukiwać się w sobie wartości, może lepiej byłoby rozmyć własną tożsamość. Podchodzić do siebie z dystansem, ironią i uwalniać się od wartościowania, od dumy, ale i od własnej pogardy.„jakie cechy wewnętrzne według Ciebie czynią człowieka wartościowym”
Dobrze, że dodałeś słowa "według Ciebie" bo właśnie tu wchodzimy w subiektywizm.
Ja cenię u ludzi inteligencję (nie musi być poparta dyplomem ukończenia Harvard’u), uczciwość, poczucie humoru (co ważne, również na swoim punkcie), umiejętność okazywania uczuć, spontaniczność, kreatywność, upór w dążeniu do celu (objawiający się nie w waleniu głową w mur ale w niepoddawaniu się w trudnych chwilach) oraz specyficzne ciepło, które ujawnia się w spojrzeniu, słowach i postępowaniu.
Kolejność przypadkowa.Torquemado, to co pisałem o odkrywaniu wartości człowieka nie jest związane z Eckhartem ponieważ pisałem o realnym doświadczeniu umiejscowionym w czasie i przetrzeni a nie o przemyśleniach nad pismem średniowecznego mistyka.
Inną sprawą jest, że akurat Eckhart i jego szkoła mistyczna jest mi bliska ze względu na sposób rozumowania czasami oparty na paradokach.
Czas terapii to dla mnie schodzenie do środka, do wewnątrz gdzie się dzieją najciekawsze rzeczy. Mistycy przecierali drogę i wszyscy (różnych religii) ostatecznie spotykają w tym samym miejscu-Bogu. Pocieszające, prawda?magduska zapisz:
„Lubię tego typu dyskuje bo sama mam mnóstwo wątpliwości 🙂
A gdyby tak zacząć od drugiej strony…
Mamy dwie osoby, z których tylko jedna może zachować życie a my mamy zdecydować która (wiem, że to koszmar).
Jakimi kryteriami się posłużymy?
Wiekiem? Potencjalnymi możliwościami? Osiągnięciami? Poziomem inteligencji? Stanem zdrowia? Stanem cywilnym?
Co zdecyduje o tym, że jedna z nich okaże się warta więcej od drugiej?”Moim zdaniem nie ma takiej rzeczy, cechy itp, która byłaby w stanie określić większą wartość jednej czy drugiej osoby. Obiektywnie rzecz biorąc.
ALE 😀
tak naprawdę cały czas oceniamy różnych ludzi wg różnych kryteriów
np. bardziej podobają się nam osoby podobne do nas (albo na odwrót – osoby podobne do nas wydają nam się odpychające)
działają różnego rodzaju skojarzenia – np. pan A przypomina nam pierwszego chłopaka, więc czujemy do niego większą sympatię albo antypatię (bo ten nasz chłopak okazał się palantem)
być może postawiony w takiej sytuacji mężczyzna wybierze kobietę, która będzie go bardziej pociągała (w nadziei na …), albo wręcz przeciwnie – nie chcąc zdradzić żony na wszelki wypadek wybierze tą mniej atrakcyjną (ależ mam skojarzenia 😀 )
jeśli jestem lekarzem to pewnie wybiorę osobę, która lepiej rokuje – tzn. co do której mam większą pewność, że uda mi się ją uratować
można też kierować się względami finansowymi – dla własnych korzyści wybrać osobę, która bardziej się nam "odwdzięczy"Oceniając innych często angażujemy własną podświadomość – nie do końca rozumiemy swoje wybory.
Wydaje mi się, że na naszą decyzję największy wpływ mają jakieś nasze własne (uświadomione lub nie) korzyści. Intuicyjnie wybieramy to, co wydaje nam się najlepsze.
A ponieważ każdy z nas jest inny – ma inne potrzeby, priorytety, doświadczenia, skojarzenia, przekonania, inaczej funkcjonuje itd – to kryteriów jest mnóstwo. Nie ma z góry określonych reguł. Nawet gdyby OBOP czy inna instytucja przeprowadziła teraz badania i otrzymano by jakieś wyniki, to za rok, dwa czy dziesięc lat najprawdopodobniej te kryteria byłyby już zupełnie inne.
Zresztą – kryteria nie zależą tylko od osoby, ale również od sytuacji w jakiej ta osoba się znalazła, jej (chwilowego!) stanu emocjonalnego, aktualnych potrzeb itd itd -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.