Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD takie tam na poczatek

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Autor
    Wpisy
  • Anonim
      Liczba postów: 20551

      hmmm, wlasnie sie zarejestrowalam

      zdarzalo mi sie o czasu do czasu zagladac na te strone, zwykle wtedy kiedy dopadala mnie totalna beznadzieja i nie umialam odwrocic od niej uwagi (wlasnie przyszlo mi do glowy, ze zazwyczaj dzieje sie tak wtedy, kiedy za dlugo przebywam sama)

      jestem DDA, lat 36 (czy bywaja tu ludzie w takim wieku?, czy moze juz wszscy tacy poradzili sobie z problemami?), jestem singielka (jakby nie bylo ten amerykanizm brzmi lepiej niz stara panna), warszawa od 12 lat

      otoz bardzo mecze sie w swoim zyciu, mecze sie swoja wlasna osoba i doswiadczaniem mojej rodziny, wyc mi sie chce za kazdym razem kiedy z nimi przebywam, brat 7 lat mlodszy – marnotrawstwo swietnego materialu, nie umiem mu pomoc, co wbija mnie w potworne poczucie winy, za kazdym razem kiedy go widze, jestem wtedy totalnie psychicznie rozwalona, z dawnych relacji jeszcze na poziomie szkoly podstawowej i sredniej nic nie zostalo, nie umiemy ze soba rozmawiac :(((

      mama w totalnym dole, straszliwie wyizolowana, ma w nosie ludzi, nie chce do nich wyjsc, nie wiem czy chce sie leczyc, trudno zgadnac, moze nie chce sie przyznac…
      jej tez nie umiem pomoc

      tak sobie mysle, ze najlepiej na tle calej naszej rodzinki wypada moj ojciec, ktory pil odkad pamietam, nie wiem czy on tak dobrze sie czuje, czy tak wspaniale kamufluje swoje uczucia, czasem mam takie straszne przekonanie, ze on jest najzdrowszy z calej naszej czworki… w glowie sie nie miesci, nigdy tez nie miescilo mi sie w glowie, ze taki czlowiek jak on moze doprowadzac sie do takich stanow pijac, zupelnie bez sensu

      zawsze lubilam taki kawalek lady pank "mniej niz zero" kiedy po raz I to uslyzalam, pomyslalam sobie ze to o mnie, nadal tak mysle i nie umiem tego zmienic, zaloze sie ze tak samo mysli o sobie moj brat

      ok. roku temu nieoczekiwanie zakonczylam terapie indywidualna, trwalo to pewnie 1,5-2 lat, te rozmowy chyba sporo jednak mi dawaly, bo coraz bardziej mi ich brak, znalazalm sie znow na rowni pochylej w dol 🙂 nie moge nad tym zapanowac, nic mnie nie cieszy, nic mi sie nie chce, nie moge skupic sie na tym, co lubie przeciez, moze tylko wtedy kiedy jestem w gorach, wtedy jest ok, poza tym swiat mnie meczy, nie chce mi sie zyc, bo nie widze powodu, mysli samobojcze? jasne od wielu lat, ale chyba mam zbyt silnie rozwiniety instynkt samozachowawczy (fajnie o tym pisal jack london w martinie edenie – mysle ze ostatnia strona powiesci) albo ciagle mam nadzieje, no i chyba jeszcze jedno, nie chcialabym skazac mojej mamy (moich rodzicow jednak) na przezywanie czegos takiego…

      maniakalnie szukam czegos co mi pomoze, nie jest w stanie zatrzymamc mnie zadna ksiazka, zadne czasopismo poza np. "charakterami", pozycje kt. przerabiam ostatnio "optymizmu mozna sie nauczyc" oraz "inteligencja emocjonalna" nic dodac nic ujac

      nie umiem zrozumiec po co zyje taki czlowiek, jak ja, bo ze nie mam rodziny swojej wlasnej juz zdolalam sobie wytlumaczyc – nie ma co przedluzac patologii, jestem do niczego, bezuzyteczna, aspoleczna, pewnie nikt tak nie powie, nawet sie zaloze, ale sztuke kamuflazu mam opanowana, moze cala moja rodzina tak ma, moze wy wszyscy tez tak macie, ze po was tez nie widac i ciagle odczuwa sie takie wyalienowanie?

      mysle o terapii grupowej, ale przeraza mnie to, mowiac szczerze…
      co innego pisac sobie tu, co innego gadac przed kilkunastoma realnymi osobami
      zreszta poczytalam sobie troche i ludziska maja chyba wieksze problemy, czy ja sie nie wyglupie z moimi fanaberiami? nigdy nikt mnie nie bil, nie bylam glodna, rodzice o to dbali, mama zawsze, ojciec wtedy gdy nie pil

      pzdr
      ed

      niewazne
      Uczestnik
        Liczba postów: 70

        hmmm….
        Proponuje najpierw zająć się zająć sobą, potem próbować pomóc bratu.

        „, brat 7 lat mlodszy – marnotrawstwo swietnego materialu, nie umiem mu pomoc, co wbija mnie w potworne poczucie winy, za kazdym razem kiedy go widze, jestem wtedy totalnie psychicznie rozwalona, z dawnych relacji jeszcze na poziomie szkoly podstawowej i sredniej nic nie zostalo, nie umiemy ze soba rozmawiac ”

        To jak potoczyło się jego życie to w małym stopniu Twoja wina, większa Twoich rodziców, a największa to już jego samego. Odpowiadamy za własne, życie.

        „mama w totalnym dole, straszliwie wyizolowana, ma w nosie ludzi, nie chce do nich wyjsc, nie wiem czy chce sie leczyc, trudno zgadnac, moze nie chce sie przyznac…

        jej tez nie umiem pomoc

        Powiem jeszcze raz, nie dasz rady nikomu pomóc dopóki o siebie nie zadbasz, bo się będziesz dołować, osoby, które będziesz chciała ratować to zauważą i to będzie koniec, zresztą im przyda się ktoś silny niż słaby. Więc nie obwiniaj siebie za to.

        „zawsze lubilam taki kawalek lady pank "mniej niz zero" kiedy po raz I to uslyzalam, pomyslalam sobie ze to o mnie, nadal tak mysle i nie umiem tego zmienic, zaloze sie ze tak samo mysli o sobie moj brat”

        Nie jest o Tobie xD To jest o ludziach co się przechwalają jacy oni wspaniali nie są, a tak naprawdę dla całego świata są nic nie warci. O Tobie jest H. Toola zwłaszcza fragment:
        [code:1]
        I am too, connected to you
        to slip away,
        to fade away.
        Days away I still feel you
        touching me,
        changing me,
        and (considerately killing me. 4x)
        [/code:1]

        „ok. roku temu nieoczekiwanie zakonczylam terapie indywidualna, trwalo to pewnie 1,5-2 lat, te rozmowy chyba sporo jednak mi dawaly, bo coraz bardziej mi ich brak, znalazalm sie znow na rowni pochylej w dol nie moge nad tym zapanowac, nic mnie nie cieszy, nic mi sie nie chce, nie moge skupic sie na tym, co lubie przeciez, moze tylko wtedy kiedy jestem w gorach, wtedy jest ok, poza tym swiat mnie meczy, nie chce mi sie zyc, bo nie widze powodu, mysli samobojcze? jasne od wielu lat, ale chyba mam zbyt silnie rozwiniety instynkt samozachowawczy (fajnie o tym pisal jack london w martinie edenie – mysle ze ostatnia strona powiesci) albo ciagle mam nadzieje, no i chyba jeszcze jedno, nie chcialabym skazac mojej mamy (moich rodzicow jednak) na przezywanie czegos takiego…”

        Przypominasz mi moją byłą (ona jest dużo młodsza od Ciebie jednakże 😀 ), chodzi mi o to, że ona też mówiła, że psycholog jej bardzo dużo dał i że teraz bez niego jest dużo gorzej, nie ma przyjaciół i tak dalej. I ja nawet po tym jak mnie rzuciła, jej pomagałem i ostatnio jak złapałem doła wiesz co mi powiedziała "że już nie jesteśmy przyjaciółmi i powinienem to dawno zauważyć". Pomijając mą głupotę, chce powiedzieć, że na pewno gdzieś wokół Ciebie jest ktoś kto będzie chciał Ciebie wysłuchać i pomóc, tylko trzeba go zauważyć i walczyć o przyjaźń.
        Zmiana otoczenia zawsze pomaga. I ogromny plus, że nie chcesz się zabić i że widzisz, że to pogrąży innych. To wymaga dużej mądrości życiowej no i braku samolubstwa 🙂

        „maniakalnie szukam czegos co mi pomoze, nie jest w stanie zatrzymamc mnie zadna ksiazka, zadne czasopismo poza np. "charakterami", pozycje kt. przerabiam ostatnio "optymizmu mozna sie nauczyc" oraz "inteligencja emocjonalna" nic dodac nic ujac

        Nie szukaj "czegoś" tylko "kogoś"… może to być nawet ktoś z forum. Byle nie ja bo ja jestem złym człowiekiem.

        „nie umiem zrozumiec po co zyje taki czlowiek, jak ja, bo ze nie mam rodziny swojej wlasnej juz zdolalam sobie wytlumaczyc – nie ma co przedluzac patologii, jestem do niczego, bezuzyteczna, aspoleczna, pewnie nikt tak nie powie, nawet sie zaloze, ale sztuke kamuflazu mam opanowana, moze cala moja rodzina tak ma, moze wy wszyscy tez tak macie, ze po was tez nie widac i ciagle odczuwa sie takie wyalienowanie?”

        Po co żyje? Dla siebie. Po co uzależniasz sens swojego istnienia od tego co zrobisz dla innych. Nie możesz się cały czas poświęcać, pomyśl o sobie w końcu.
        Wszyscy cierpiący czują wyalienowanie, bo cierpienie jest bardzo samolubne i osobiste i wyrabia w nas poczucie wyjątkowości cierpienia. Poza tym w społeczeństwie istnieje presja by być szczęśliwym. Smutni są odsuwani na bok, dlatego czasem zakładamy maski.

        „mysle o terapii grupowej, ale przeraza mnie to, mowiac szczerze…

        co innego pisac sobie tu, co innego gadac przed kilkunastoma realnymi osobami

        Spróbuj nie masz nic do stracenia.

        „zreszta poczytalam sobie troche i ludziska maja chyba wieksze problemy, czy ja sie nie wyglupie z moimi fanaberiami? nigdy nikt mnie nie bil, nie bylam glodna, rodzice o to dbali, mama zawsze, ojciec wtedy gdy nie pil”

        Czy to, ze miałaś lepiej ma oznaczać, że nie masz prawa cierpieć/być szczęśliwa? Daj spokój, skoro cierpisz masz prawo szukać pomocy, a jak ktoś Tobie powie, że miał gorzej itd. to jest zwykły narcyz co się podnieca jak mu jest źle, takimi ludźmi się gardzi a nie się przejmuje. Co jak co, ale masz nieiluzoryczny problem, więc nie masz czego się tu wstydzić

        Mam nadzieję że odpowiesz 😀 Powodzenia.

        Edzika
        Uczestnik
          Liczba postów: 4

          🙂 po cichu liczylam na jakakolwiek odpowiedz, choc brakowalo mi wiary…w kazdym razie dzieki za ofiarnosc, tak sobie mysle ze to tutaj dosyc moze byc istotne, chociaz… a…

          nie wiem, czy wynika to z zaawansowanego wieku i doswiadczenia zyciowego (jakie by nie bylo) czy z czegos innego, ale zdeje sobie sprawe z tego, ze nie pomoge nikomu dopoki nie dojde do ladu ze soba, choc zaznaczyc musze, ze w niczym ta siwadomosc nie pomaga

          jesli idzie o rozmowy z terapeuta, to nie jest tak ze nie moge bez tego zyc, musze powiedziec, ze dosyc sie zmuszalam zeby sie na nich pojawiac, mimo tego ze zwykle zamykajac drzwi gabinetu mialam poczucie ulgi, chocby na chwile

          moze i jest to odrobine uzalezniajace, troche to jest tak jakby terpeuta byl rodzicem, do ktorego mozna udac sie w potrzebie (w pewnym zakresie)
          luksusem jest to, kiedy masz godzine na gadanie, ktos cie slucha, czasem zadaje niewygodne co prawda pytania, ale takie kt. zmuszaja cie do weryfikacji ciebie samego i twojego zycia, i to jest dobre, pomaga czasem spojrzec inaczej na to co cie trapi,
          moge zyc bez tych rozmow, nawet po zakonczeniu terapii odczulam cos na ksztalt ulgi, ze nie musze juz wywlekac bebechow na wierzch, ale zdalalm sobie sprawe, ze nadal potrzebuje pomocy, bo bez niej nie podolam niestety, nie jest dobrze

          pre w strone grupy, bo mam takie intuicyjne wrazenie nieodparte, ze terapia idywidualna wytwarza miedzy dwiema osobami mimo wszystko cos subiektywnego, a grupa to jednak obiektywizuje, to przekonanie jadnakze wcale nie odejmuje mi strachu przed publicznym obnazeniem, ponadto obawiam sie ze w takiej grupie spotkam kogos znajomego i bede musiala zrezygnowac…no i ze sie wyda 🙁
          paranoja

          skandal
          Uczestnik
            Liczba postów: 139

            Jeśli chodzi o grupę to ja się tam odnalazłem…ale początki były trudne. Myślę, że nauczyła mnie rozmawiania o problemach z resztą o innych rzeczach też z innymi ludźmi. Wiesz jak się zaufa grupie to przenosi się to na innych ludzi.
            Wywlakanie flaków na terapii budziło we mnie opory …ale odczucie ulgi i zrozumienia samego siebie powoduje, że teraz każdym nowym odkryciem mam ochotę dzielić się na grupie i nie zamierzam tego przerywać chociaż raz chciałem uciec od tego i wyjechać do innego miasta. Znalazłem tam już pracę z resztą i to piękne miasto i może tam kiedyś wyjadę….ale jestem uparty i wykorzystałem to do tego aby zostać pomimo "nienajlepszej" pracy i chwilowej rezygnacji i skończyć co zacząłem…bo nie chcę żeby dopadło mnie to w najmniej oczekiwanym momencie.
            Poświęciłem coś żeby dowiedzieć się o sobie czegoś …bo też chodziłem bez sensu po świecie…a przynajmniej ja tak uważałem, bo inni jakoś widzieli inaczej. Potrafiłem motywować ludzi do działania samemu nie zauważając siebie. Z resztą nadal tak robię…chociaż ostatnio jakoś przez to dostałem ciężko po dupie no ale jak nie potrafiłem zaakceptować kogoś takim jakim jest i że każdy ma prawo żyć jak chcę nawet gdy mówi o cierpieniu wewnątrz i o dobrej minie do złej gry…cóż. MOżna tak żyć z resztą sama o tym piszesz i ja też tak się czułem kiedyś…ale czy warto?

            "Dokąd tak biegniesz..przed sobą nie uciekniesz" 🙂
            Powodzenia

            Anonim
              Liczba postów: 20551

              zazdroszcze wam tego odnalezienia, naprawde
              siedze tu sobie i sie ciesze ze moge popisac, ktos to przeczyta, w duzej czesci zrozumie, nawet odpowie, ale wiem ze kiedy przyjdzie do realizowania tego zamiaru (koniecznosci) jakim jest terapia w grupie, bedzie ciezko i moze stchorze, wmawiajac sobie, ze przeciez z pewnoscia sobie poradze

              czy zdarza sie wam czuc opor wobec interpretacji waszego zycia, zachowan, kt. polega czasem na pokazaniu np. ze wina nie jest po naszej stronie lub nie w calosci? nie odbieracie tego jako pranie mozgu? pamietam ze podczas terapii mialam czasem takie schizy, jakbym byla w jakis sposob sterowana…

              ponadto kolejna obawa, jak to jest z 12 krokami? jak jest z odwolaniem sie do Boga? ja nie wiem czy ja bym koniecznie chciala w taki sposob, poki co ja i p. Bog jestesmy w "separacji" czego na razie nie zamierzam zmieniac, i jesli ktos zechce przekonywac mnie ze tylko tak mozna, to nic z tego nie bedzie

              kontaktujecie sie z osobami z grupy poza sesjami? kolegujecie sie? przyjaznicie? czy tylko widujecie sie co tydzien? jak to wyglada?

              i jeszcze taka rzecz…
              mam wrazenie czasem czytajac artykuly nt. DDA, ze to sami wyjatkowi ludzie, utalentowani, wrazliwi, wyksztalceni, ciezko i nalogowo pracujacy, z sukcesem materialnym wrecz zatrwazajacym, niezwykli jednym slowem! a czy zwykli ludzie tez moga byc DDA? nie traktujcie tego jako jadowita zlosliwosc, ale dosc mnie irytuje taka przesada, przy takich opisach na portalach, kt maja byc z zalozenia pomocowe czuje sie jeszcze gorzej niz zanim na nie zawitalam…
              owszem moja samoocena lezy gdzies na dnie rowu marianskiego, ale nie sadze ze to moze byc wytlumaczniem mojego odbioru

              i jeszcze na koniec
              czy wg was jest roznica w terapii finansowanej przez NFZ i oplacanej prywatnie?

              pozdrawiam i dzieki jesli ktos zechce napisac

              skandal
              Uczestnik
                Liczba postów: 139

                U mnie na grupie finansowanej z NFZ nie ma 12 kroków chyba a przynajmniej ni etak jak w AA a co za tym idzie nikt nie skupia się na tym w co kto wierzy…
                Co do sterowania to moim zdaniem może masz na myśli opór wewnętrzny?, który podobno działa jak mechanizm obronny i może przejawiać się w różny sposób..ja chciałem uciec do innego miasta np …Dla mnie terapia w pewnym sensie zburzyła pewien porządek…chory porządek w mojej głowie, ktory był "bezpieczny" ale jednak patologiczny. Coś za coś… Wydaje mi się, że to najtrudniejsze do zaakceptowania jest w tym wszystkim to, że mamy problem, który samemu ciężko rozwiązac…bo "ja zawsze sam" itp. a przecież terapie to tylko spotkania co jakiś czas…a pracę się jednak wykonuje samemu;)
                Ja się rzadko kontaktuje z ludźmi z grypy poza spotkaniami ale ostatnio jakoś się przełamałem.
                Z wyjątkowością to ja uważam, że każdy jest wyjątkowy i niepowtarzalny na swój sposób….Czy kariera, pieniądze same w sobie dają szczęście. Nie sądzę. Znam wielu ludzi o których się mówi "przecież on ma to, ma tamto, czego więcej mu potrzeba?" …a czesto to tylko złudzenie. Wewnątrz mogą byc przestraszonymi i nieszczęśliwymi ludźmi… Niektórzy mówią, że szczescie to sposób w jaki postrzegamy rzeczywistość..i ja w to wierzę. Sam przez niektórych jestem uważany za człowieka bez problemów…i dlatego czułem się nienormalny bo co innego w głowie a co innego na zewnątrz..porażka. i nie chciałem burzyć czasem ich zdania ale teraz nie zalezy mi na tym;)

                To że czujesz się gorzej na portalach może ? wynika własnie z samooceny…albo to jakiś mechanizm obronny, wymówka …róznie może być? Wiele osób nie akceptuje tego że jest taki jaki jest i to może to?
                Każdy ma swój czas jak to mówią ale ja też się bałem spojrzeć prawdzie w oczy ..ale to mija:D Na prawdę warto!

              Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
              • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.