Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Tęsknota po terapii

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 29)
  • Autor
    Wpisy
  • dda93
    Uczestnik
      Liczba postów: 581

      Tak jeszcze patrząc na sprawę z dwóch stron:

      Zdarzyło mi się znać terapeutkę, która robiła kiedyś terapię swojemu byłemu czy umawiała się z pacjentem na kawę lub wspólne wyjazdy na szkolenia – pomimo superwizji i ogromnego doświadczenia – i bardzo tym straciła w moich oczach (merytorycznie będąc jednym z najlepszych terapeutów jakich znałem). Takich rzeczy się po prostu NIE ROBI.

      Miałem też kiedyś scenę zazdrości w wykonaniu innej terapeutki, kiedy dowiedziała się, że „zdradzam ją” z jej kolegą po fachu (choć obszary obu spotkań były inne, a i częstotliwość marna).

      Z drugiej strony, rozumiem, jaki ból można czuć tracąc kobietę, którą dobrze czujesz jako przyjaciółkę, a niekoniecznie jest między Wami chemia i w ogóle wyszłoby z tego coś w kwestii damsko-męskiej.

      Bezpieczniej jest jednak zakładać, że jakaś chemia już działa, albo przynajmniej silne, głębokie emocje. Na Twoim miejscu więc wiałbym jak najszybciej z zasięgu oddziaływania tej relacji, o ile jeszcze nie jest za późno…

      adamus40
      Uczestnik
        Liczba postów: 9

        No i właśnie dlatego Was pytam o opinię i dziękuję za dzielenie się doświadczeniami.  Ja chciałbym przejść na relacje znajomych czy przyjacielskie a terapeutyczne zakończyć, czuje taka potrzebę ,wiem ze to potrzeba patologiczna ale chciałbym ja zaspokoic bo cale życie palilem mosty za sobą… może tego nie muszę palić  .. nie wiem czy się spotkać z nią jeszcze raz jako terapia i powiedzieć jeszcze raz o uczuciach jakie były i jakie się pojawiły… czy zmienić terapeute na własną rękę lub poprosić terapeutke o polecenie kogoś… dziwne to wszystko a może poprostu czekać i czas leczy rany i z pomocą modlitwy (bo dość mocno wierzę) przejdzie to co się dzieje

        dda93
        Uczestnik
          Liczba postów: 581

          Dla mnie taka „przyjaźń” pomiędzy kobietą a mężczyzną, gdy co najmniej jedno z nich jest w poważnym związku, to igranie z ogniem i dopraszanie się o problemy.

          To nie znaczy, że trzeba być niemiłym i oschłym dla współpracownic w projekcie czy koleżanek z pracy, ale rozstania i zdrady też się skądś biorą – bardzo często z takich właśnie „niewinnych eksperymentów”.

          Sorry za bezpośredniość, ale tak właśnie myślę. Mówię to jako niekatolik i rozwodnik.

          Jeśli chcesz być wiarygodnym i uczciwym partnerem wobec swojej narzeczonej, moim zdaniem tworzysz dużą szansę na zboczenie z tej drogi.

          To, jak Cię ona potem oceni, albo Bóg, to szczegół. Bo to Ty potem będziesz żył z własnymi wyborami i ich konsekwencjami – na dobre i złe.

          Dla wielu osób pierwsze małżeństwo kończy się porażką i więcej szczęścia mają w drugim. Ale Ty chyba jeszcze nie zacząłeś pierwszego?…

          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 2 miesięcy temu przez dda93.
          adamus40
          Uczestnik
            Liczba postów: 9

            Dla mnie nie chodzi o relacje związkowe seksualne itd podkreślam z cala stanowczością że chodzi o relacje znajomych czy przyjaciół….a tutaj odczytuje ze grozi mi wręcz romans albo jakieś rozbicie związków…. w etyce psychologów jest stanowczy zakaz nawiązywania relacji seksualnych przez conajmnien 2 lata … o relacjach innych jest tam dość luźno. A tutaj chodzi mi o relacje znajomych … a terapię nie wiem czy można ogarnąć u kogos innego przyglądając się i szukając rozwiązania tej sprawy w sposób najmniej szkodliwy dla mnie… czy jeszcze raz się spotkać w tej relacji terapeutycznej i ponazywać wszystko mocniej i spróbować zakończyć… no taki rozkrok mam że szok

            dda93
            Uczestnik
              Liczba postów: 581

              Nikt Ciebie o nic nie oskarża. Natomiast gdyby sprawa nie była istotna, pewnie w ogóle byśmy o tym tu nie rozmawiali. Widać musi być jednak poważna, skoro powoduje zerwanie terapii i trzeba się nad tym zastanawiać.

              Jedna sprawa to to, co świadomie deklarujemy, a druga to to, do czego w sposób nieświadomy możemy zmierzać. Ja bym sobie tak bezgranicznie w tej kwestii nie ufał. Bo zawsze mogą zadziałać u nas jakieś mechanizmy „w tle”, zwłaszcza gdy jesteśmy dodatkowo obciążeni bagażem DDA, AA czy np. SLAA.

              Jest duże prawdopodobieństwo, że w wyniku podtrzymywania takiej znajomości właściwie nic się nie stanie. Ale równie duże, że stanie się coś konkretnego. Teorie i przepisy sobie, a życie sobie. A że nie jesteśmy już dwudziestolatkami, warto czasem pomyśleć, przewidzieć – jak w szachach – co może się zdarzyć kilka posunięć później.

              Silne emocje i rozterki u Ciebie zaistniałe w związku z tą sytuacją mogą sygnalizować, że jakiś ważny obszar został poruszony.

              Ciekaw bardzo jestem, jak Ci się to dalej potoczy w najbliższych miesiącach. Nie chciałbym w jakikolwiek sposób naruszać Twojego obszaru, ale pytałeś o doświadczenia, więc z moich doświadczeń czułem się w obowiązku zachęcić Cię do zachowania dużej ostrożności.

              • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 2 miesięcy temu przez dda93.
              noname
              Uczestnik
                Liczba postów: 23

                Podpisuję się pod tym, co mówi użytkownik dda93. Emocje w Tobie kipią i na pewno nie są dobrym doradcą, to igranie z ogniem. W emocjach człowiek nie myśli, tylko działa, więc nie ufałabym sobie, gdybym była na Twoim miejscu. Co byś czuł dotykając w tańcu panią terapeutkę? Co ona by czuła… i co czułaby Twoja partnerka przyglądając się Wam? Całkiem możliwe, że do niczego by nigdy nie doszło, jeśli terapeutka niczego do Ciebie nie czuje… jednak mimo wszystko żal mi Twojej partnerki w tej sytuacji. Nie chciałabym być na jej miejscu. Czy z nią także potrafisz rozmawiać tak jak z terapeutką na wszystkie ważne dla Ciebie tematy? Może Twoja partnerka czuje się w pewien sposób gorsza lub niewystarczająca w tej relacji, może czuje, że brakuje tu szczerości, czuje zagrożenie? Czy jesteś pewien, że to miłość stabilna i dojrzała, czy może masz jakieś wątpliwości? Nie musisz odpowiadać, tylko porządnie się zastanów nad sobą i nad jakością dialogu w związku. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży.

                adamus40
                Uczestnik
                  Liczba postów: 9

                  Ja jestem z partnerka 8 lat , myślę że ta miłość jest bardzo dojrzała,  odpowiedzialna… to już nie jest chodzenie do kina i motyle w brzuchu tylko raczej odpowiedzialność i wspieranie jedno drugiego … co do szczerości owszem rozmawiamy często wyłem przy partnerce jak bóbr,  mówiłem  o ojcu alkoholiku i o swoich problemach i uczuciach ,to koniec końców z jej wsparciem zacząłem chodzić na terapię… teraz też z nia rozmawiam o tej sytuacji tak samo jak tutaj opisuje , wszystkie te rozterki zna , wiem że mnie wspiera i też wiem że może się źle czuć ale ona wie ze może mi to powiedzieć. Najdziwniejsze jest to że wesele I datę ślubu wyznaczyliśmy i zaczęliśmy to ogarniać w trakcie terapii w połowie dokładnie bo właśnie wtedy chociaż trochę pewniejszy się stałem i decyzyjny … także ta terapia to nie było na zasadzie „moja terapeutka to ideał i w sumie nie będę się żenił ” ale wręcz przeciwnie przy pomocy terapi I terapeutki wg mnie jeszcze lepiej do siebie docieramy jako para. A z tym tańcem… hmm … pisałem już wcześniej jeśli na tym weselu będzie moja terapeutka (chciałbym aby była) I będzie okazja tańca… myślę że nie będzie problemu bo wszystkie strony łącznie z narzeczona wiedza jakie są relacje I że wszystko jest zdrowo ustalone.

                  dda93
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 581

                    Niby wszystko w porządku… Ale jednak… Skąd ta tęsknota?

                    Uzależnienie emocjonalne (plus ewentualnie „chemia”) od innego człowieka (terapeuty), będącego w kluczowej pozycji? – trochę piszesz, że tak, trochę jednak to odrzucasz.

                    „Neurotyczna potrzeba partnera” (czyli kogoś, kto weźmie odpowiedzialność za mój los, moje decyzje)? – jednym z etapów zdrowienia z DDA/DDD jest wzięcie odpowiedzialności za MOJE życie – bo nikt tego za mnie nie zrobi i nikogo ono tak naprawdę aż tak bardzo nie obchodzi (oprócz mnie, czy zaangażowanego terapeuty).

                    Trzecia sprawa, nieuchronnie przychodzi moment, kiedy człowiek przestaje chodzić co tydzień do terapeuty i musi stać się własnym terapeutą sam – i większość ludzi (co zrozumiałe) trochę boi się tego etapu. Jest to trochę takie „wyjście spod ochronnego parasola” terapii, czy jak pierwsza jazda po mieście bez instruktora.

                    j.b
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 50

                      Przeczytałam cały ten wątek i czytając go poryczałam się, jestem pod ogromnym wrażeniem Waszej mądrości życiowej i umiejętności przekazywania jej w tak klarownej formie. To, co piszecie jest skarbnicą wiedzy i oby to forum nie wygasło jak inne fora, bo to byłaby wielka strata.

                      Wracając do wątku, ponieważ autorze zbierasz opinie, i ja się wypowiem, choć naprawdę w porównaniu z tym, co inni tu już napisali, ja nic nowego już nie wniosę. Mogę jedynie powiedzieć, że na pewien sposób Cię rozumiem w tym Twoim poszukiwaniu ciepła, tej matczynej energii, jestem nawet w stanie Ci uwierzyć, że to nie ma podtekstu seksualnego (choć jak trafnie zauważył dda93, „Jedna sprawa to to, co świadomie deklarujemy, a druga to to, do czego w sposób nieświadomy możemy zmierzać. Ja bym sobie tak bezgranicznie w tej kwestii nie ufał. Bo zawsze mogą zadziałać u nas jakieś mechanizmy „w tle”, zwłaszcza gdy jesteśmy dodatkowo obciążeni bagażem DDA, AA czy np. SLAA. „). U mnie sprawa jest nieco bardziej klarowna, ponieważ odczuwam to samo do niektórych kobiet, co wynika z Twoich opisów, a jestem heteroseksualną kobietą. Opisywałam to w moich pierwszych postach na forum. Jeśli chcesz to poszperaj w moich postach, może znajdziesz coś dla siebie. Nie mam żadnych złotych rad, bo to trzeba po prostu „przeżuć, przetrawić i wydalić”. A proces ten może być długi. W moim przypadku wspierany lekturą wielu podobnych do mojego przypadków. Dlatego podaję moją sytuację jako jeden z takich przykładów – może znajdziesz dla siebie jakieś punkty odniesienia i będzie to dla Ciebie kolejny powód do upewnienia się, że to typowy schemat DDA. A dzięki temu będzie Ci może łatwiej odnaleźć się w tej sytuacji.

                      • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 2 miesięcy temu przez j.b. Powód: zjadło akapit
                      tulmare
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 3

                        Przechodziłam, dobry terapeuta i terapia. Leczy i z napadów i z bólów somatycznych. Psycholog nie wystawi recepty (psychiatra tak), ale pomoże dojść do sedna i załatwić sprawę u podstaw.

                         

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 29)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.