Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Tęsknota za domem

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarduszekLesny
    Uczestnik
    Liczba postów: 12

    Hej.

    Czasem dopada mnie dziwny rodzaj tęsknoty za rodzinnym domem, stronami… Tam nic się nie zmienia, chyba że na gorsze. Matka wariuje, ojciec pije, wszyscy z wszystkimi się kłócą. Moje wewnętrzne dziecko tęskni jednak, przez co czuję wiele razy smutek. Tęskni za dobrymi momentami, o których dobrze pamięta… Pomimo wszystko. Ale to ułuda, bo nawet gdybym tam powróciła, to wpadłabym w to piekło i na nic terapia – na nic mozolne przedzieranie się przez obecne życie jak robak, by wyjść na swoją powierzchnię i wyzdrowieć z tego, co utrudnia mi dorosłe funkcjonowanie.

    Nie jest łatwo przetłumaczyć temu wewnętrznemu dzieciaczkowi, że … Dzisiaj nie może być już tam jego domku.  Z poziomu dziecka ta tęsknota jest zasadna i wiele razy wpadałam w te sidła łudząc się, ze może jednak będzie tam inaczej. Wracałam, próbowałam siebie na siłę przekonywać. To był rodzaj pewnego masochizmu, bo za każdym razem dostawałam bęcki, a za chwilę znów wracałam do punktu wyjścia i walki z przekonaniami, że może mi się tylko wydaje, a tak naprawdę, to nie jest tam aż tak źle… Dziś jest inaczej, minęło kilka lat odkąd nie widziałam rodziców. Jako dorosła próbuję postrzegać świat inaczej – ale dziecko we mnie nadal tęskni. I są dni, że zapłaczę… Bo cóż innego mam tej małej istocie w sobie powiedzieć? Ech. Trudne to sprawy. Ale wiem, że wielu z nas dotyczy taki problem.

    Jak to jest u Was?

    Trzymajcie się, Kochani. I utulajcie swoje wewnętrzne dzieciaki 🙂

     

    • Ten temat został zmodyfikowany 2 miesięcy, 4 tygodni temu przez AvatarduszekLesny.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Hej,

    Brzmi trochę tak, że starego już nie ma, a nowe jeszcze nie wybudowane. Znam to. Trochę jak przeprowadzka do innego miasta?

    Widzisz, zerwać kontakt z domem, z jego dysfunkcją, zachowaniami pijącego alkoholika i wszelkimi innymi tego typu toksynami – jest dobre, a pod kątem zdrowienia czasem wręcz bezcenne.

    Ale też dom to może być okolica, w której wyrastałaś (zwłaszcza, jeśli masz jakieś dobre wspomnienia z dzieciństwa), Twoja bądź co bądź rodzina i dziedzictwo przodków (złe, ale też i dobre). A myślę, że ciężej jest zdrowieć bez korzeni.

    Dlatego sądzę, że warto zachowywać w tym jakiś umiar. Odrzucić to, co złe, ale zachować to, co dobre. Uzdrowić roślinkę, a nie wyrwać ją z korzeniami. Wszelkie skrajności nie są dobre na dłuższą metę.

    Zależy też, na ile pewnie się czujesz sama z nową sobą. Czy np. będąc z wizytą w rodzinnym domu jesteś już na tyle silna, żeby się obronić? Czy wizytę taką odchorujesz? Czasem też możesz zajrzeć w rodzinne strony bez zaglądania do domu rodziców – taka możliwość teoretycznie też istnieje.

    Twoje wewnętrzne dziecko potrzebuje tlenu. Możesz mu go dać. Ale to do Ciebie dorosłej należy, żeby zrobić to tak, żeby było przy tym bezpiecznie. I żeby dostało powiew tego, na czym wyrosło. Ale już bez toksyn.

    Czasem pomaga też znalezienie sobie w okolicy miejsca, w którym „ładujesz swoje akumulatory”, bo przypomina Ci (w pozytywnym sensie) klimat rodzinnych stron.

    AvatarduszekLesny
    Uczestnik
    Liczba postów: 12

    @dda93,

    Mam nad czym pomyśleć dzięki Twojej odpowiedzi. 😉 Dziękuję.

    Tak, obecnie wiem, że nowe jeszcze nie jest wybudowane, a wyrwanie z korzeniami… daje o sobie po latach nadal znać. Nadal…Może dlatego to wewnętrzne dziecko tak próbuje mnie sprowadzać do myślenia o domu. Bez korzeni nie jest łatwo, to prawda…

    AvatarAeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Witaj,

    ja też mam cholerny sentyment do mojego rodzinnego domu, do Bydgoszczy i świata mojego dzieciństwa.

    Ale zdałem sobie sprawę, że ten świat już nie istnieje. Stoją te same domy, rosną te same drzewa, idę tymi samymi ulicami, czasem nawet spotykam tych samych ludzi – ale to jest już zupełnie inny świat.

    Podobno dlatego za nim tęsknimy, bo gdy zawiedli nas ci, którzy mieli być dla nas oparciem – stabilności postrzegamy w naszym otoczeniu: w murach domu, w ogródku za oknem, w znajomym widoku.

    Dość znamienne: mniej tęsknię za rodziną, więcej za jej siedzibą.

    Ale ciekawe, czy można do tego nie wracać? Ja wracam bez napędu. A jeśli go potrzebuję, to słucham

    Wyciskacz łez, dla mnie zwłaszcza 1:15 i 2:27

     

    Avatardedra
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Mi się wydaje to całkiem naturalne. Tęsknimy za domem, za dzieciństwem. Mózg ma taki mechanizm, że czasami działa wybiórczo. Nie oszukujmy się pomimo całej tragedii życia w domu z alkoholikiem, czasem zdarzały się dobre momenty i to te chwile chcemy wspominać i pamiętać. To trochę takie idealizowanie pewnych wspomnień, a zapominanie o innych. Mi świadomość tego zjawiska pomaga.

     

    pozdrawiam

    AvatarMary Yellan
    Uczestnik
    Liczba postów: 63

    @dedra

    To może działa trochę na zasadzie wspomnień osób pamiętających wojnę (w końcu to ich dzieciństwo, młodość) mimo wszystko tęskni się za tymi miłymi skrawkami, bo w końcu dzieciństwo czy młodość ma się tylko raz.

    Do niedawna nigdy o tym nie myślałam, choć ja akurat nieszczególnie tęskniłam do mojej rodzinnej miejscowości z powodów braku innych życzliwych ludzi (np sąsiadów) a właściwie ich zniknięcia na przestrzeni lat lub bardzo małej ilości w porównaniu do tych, z którymi chciałam uciąć kontakt bo ranili. Tłumaczę sobie to też tym, że po prostu złe wspomnienia jakby zalewają całokształt przeszłości, a niekoniecznie tak było w rzeczywistości – może było więcej tych dobrych wspomnień? Jednak jakoś to nie sprawia, że chcę tam wrócić. Wieś jak wieś, dość malownicza, dobre miejsce do życia pod kątem pracy, wypoczynku, założenia rodziny. Właśnie rodziny… Doszłam do etapu, że jestem w stanie zaaklimatyzować się gdziekolwiek, choćby na drugim końcu kraju, byle odciąć się od tego marazmu w domu rodzinnym, który wciąż nie znika, bo póki ojciec żyje to nie ma rozwiązania na jego zachowanie.


    @dda93

    Starego a nowego jeszcze nie ma: Najgorsze jak jednocześnie chce się uciec od starego a jednak panicznie boi się, że za parę lat tego już nie będzie i nie będzie do czego wracać:/ Jako dziecko strasznie przeżywałam „Bożą Podszewkę” dziś tak myślę, że może to chodzi o nieprzepracowany ból z przeszłości, że nie można tak łatwo zapomnieć i zbudować tego nowego, a nie o sam proces bezpowrotnego odcięcia się od tamtego miejsca.

    Ciekawy pomysł do pamiętania innego miejsca z tamtych terenów. Szkoda, że u mnie nie zadziała. Bo przebywając w jakiejkolwiek części mojej miejscowości (zupełnym przypadkiem) napotykam ojca podpitego albo zachowującego się jak to alkoholik ma w zwyczaju :/ choćbym nie chciała. Takie memento dla mnie. Nikt z pozostałej części rodziny tak nie ma. Wręcz muszą go szukać jak potrzebują coś od niego. Może to jakaś kara, że ja nie muszę z nim już mieszkać, więc chociaż tak los daje mi znać od kogo pochodzę… żebym zbyt szybko nie zapomniała i nie uderzyła mi sodówa. Zatem póki co – przyjemne zakątki mej rodzinnej miejscowości są zajęte. Więc pozostaje mi szukać innych. Na szczęście mam w pobliżu góry. Tam raczej żaden alkoholik się nie zapuści…

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.