Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › :)
-
AutorWpisy
-
przeczytałam kiedyś w jednej książce że warto jak najczęściej się da stanąć z boku siebie i spojrzeć na siebie jak na małe dziecko ( nie wiem czy tak na serio to działa)
tzn wyobrazić sobie np małą dziewczynkę – siebie z lat dzieciństwa
póżniej trzeba mówić do tego dziecka ze jest kochane itd itdjak tak czasem robie i wiecie co?
widzę grzeczne ale zagubione dziecko, poprostu jest mi żal tego dziecka, chce mi się płakać jak na nie patrze i mam ochotę z całej siły je przytulić wziąć za rękę i powiedzieć że wszystko będzie dobrze, nie potrafie zrozumieć jak rodzice mogli tak to dziecko olewać….Jestem dorosla a marzę o byciu dzieckiem. Kochanym, zauważonym…
A przecież ciągle mogłabym nim być… gdybym kiedykolwiek byla.Edytowany przez: Inmymind, w: 2010/09/21 01:01
no właśnie może to jest klucz do wszystkiego? postarać się być dzieckiem choć jeden dzień, jak jeden dzień będzie lepszy to moze następny też
nie dopuszczać do glosu rodzica krytykanta i akceptować siebie w zupełnośći 🙂Jak ja to sobie zrobiłam, tak pomyślałam i spojrzałam jak na dziecko, od razu łzy w oczach, przypominają się chwilę gdy tata bił mamę, kolegow, i uciekalyśmy z domu… nie potrafię zobaczyć siebie jako szczęśliwe dziecko..:( jeszcze chyba nie czas.
każdy z nas ma inne wspomnienie na pewno
u mnie bicia w domu nie było ale i tak brakowało wiele do normalnego wychowania
szczęśliwa byłam jedynie poza domem, autorytetami byli dla mnie rodzice koleżanek albo osoby z harcerstwa, i tylko od nich miałam jakieś pochwały albo jakieś wsparciepoza tym bardzo mało pamiętam , mój mózg wymazał sobie wiele szczegółów…
Właśnie… tylu rzeczy nie potrafię sobie przypomnieć, choć wiem że one się wydarzyły.
A zapewniają mnie o tym uczucia, których nie potrafię, choć tyle lat minęło, zepchnąć w kąt, tak jak to zrobiłam z obrazami.
Mózg… swietna machina dla przetrwania o zdrowych zmysłach. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.