Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD totalnie zagubiona w zyciu

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 24)
  • Autor
    Wpisy
  • Ysha
    Uczestnik
      Liczba postów: 16

      Agnieszka84 zapisz:
      ” Co gorsza , macie obawy , ze Wasza przeszlosc skazuje Was na samotnosc? Ze nikt nie zaakceptuje Was takimi jakimi jestescie? Z tym bagazem jaki macie na plecach? .”

      Zastanowiły mnie te pytania… A co robicie wtedy, gdy jednak jest obok ktoś, kto wierzy w nas takimi jakimi jesteśmy? I zapewnia o tym?
      Bo mi to często wydaję się niemożliwe, a może nie do końca szczere (nie wiem), bo czemu ktoś miałby chcieć być przy mnie…? 🙁

      Eugenia
      Uczestnik
        Liczba postów: 7086

        Ysha zapisz:
        Agnieszka84 zapisz:
        ” Co gorsza , macie obawy , ze Wasza przeszlosc skazuje Was na samotnosc? Ze nikt nie zaakceptuje Was takimi jakimi jestescie? Z tym bagazem jaki macie na plecach? .”

        Zastanowiły mnie te pytania… A co robicie wtedy, gdy jednak jest obok ktoś, kto wierzy w nas takimi jakimi jesteśmy? I zapewnia o tym?
        Bo mi to często wydaję się niemożliwe, a może nie do końca szczere (nie wiem), bo czemu ktoś miałby chcieć być przy mnie…? :(”

        Też mnie to zastanawia…..Zauważyłam u siebie jedną rzecz, otóż ja w domu byłam zapewniana ze strony tych, którzy mnie kochali o miłości o trosce o wierze we mnie itd. Po czym przychodził trudny czas (a taki właściwie był ciągle…) i szlag wszystko trafiał i już byłam najgorsza, a wszelkie moje słabe stany potknięcia i takie tam były wykorzystywane przeciwko mnie i rzucane mi było tym w twarz…… I dlatego mnie jest trudno wierzyć w te zapewnienia, bo za chwile być może zmieni się kurs wiatru i wszystko poleci na mnie…..Przynajmniej ja odkryłam skąd się we mnie bierze niewiara w te wszystkie super zapewnienia….Ze być może i można mnie kochać ALE…no właśnie i to ALE jest bardzo bolesne…..
        W związku z tym ja chyba siebie skazuję na samotność lepsze mi się to wydaje niż te wszystkie ALE które bywają bolesne….Możliwe, ze to taki etap tylko i dojdę do czegoś innego, ale póki co tak właśnie jest….

        Agnieszka84
        Uczestnik
          Liczba postów: 54

          U mnie ktos taki byl… wydaje mi sie, ze jako osoba nie majaca wczesniej do czynienia z DDA bardzo sie staral zrozumiec i wspierac. A ja zawsze doszukiwalam sie dziury w calym. A to, ze sie uzala nade mna, a to, ze przyzwyczail sie do mnie, a to, ze pozna kogos lepszego, zobaczy ile ze mna jest nie tak i pojdzie do tej "lepszej, ladniejszej,zaradniejszej, bardziej ulozonej"… a co gorsza sama doprowadzalam do sytuacji , ktorych balam sie z Jego strony. Myslenie na zasadzie- skoro On i tak zobaczy jaka jestem niefajna i wybierze kogos innego to lepiej jak ja sie wycofam pierwsza. Albo – On na pewno kogos pozna lepszego, wiec lepiej jak ja sie szybciej za kims rozejrze. Troche to u mnie zagmatwane , bo owa znajomosc trwala na odleglosc i do naszego bycia razem nie dochodzilo przez moje jazdy a ostatecznie mial tak dosc "przyjemnosci" jakie Mu funduje , ze wypisal sie z mojego zycia na zawsze. I nie dziwnie sie. Wiec odpowaidajac na pytanie- jesli juz taki ktos jest to zderza sie to z moim niedowierzaniem, ze faktycznie taki ktos sie znalazl i sama prowadze do destrucji tej relacji, tak naprawde bardzo jej pragnac. Kaszana ;-/

          Agnieszka84
          Uczestnik
            Liczba postów: 54

            A dlaczego tak jest? Mysle, ze to wynik kompleksow, niewiary w to, ze ktos moze we mnie widziec fajna, wartosciowa osobe..i taki strach , jakby za kazdym rogiem milo sie kryc jakies zlo- ktos oszuka, oklamie, zostawi…Ciezko mi sie odniesc w tym temacie do domu rodzinnego, bo zwyczajnie bardzo malo z niego pamietam..ale nie wydaje mi sie, ze by ktos kiedys mowil, ze jestem nietaka, ze gorsza itd. Moze problem w tym ,ze ogolnie nic mi nie mowiona..ojciec pil badz trzezwial a mama jakos starala sie ogarnac sytuacje i bardziej pilnowala ojca niz mnie…moze nie bylam dolowana w domu ale tez nikt mna nie kierowal , nie pokazywal co i jak, jak soebie radzic, jakie sposoby i drogi obierac..nie wiem..

            Marko
            Uczestnik
              Liczba postów: 15

              Jezuuu aż mnie przeraża jak idealnie pasuje do mnie to co napisałaś w 1 poście, mnie najbardziej boli te mnóstwo sytuacji w których zachowałem się nie w porządku do wielu świetnych i porządnych osób.

              Agnieszka84
              Uczestnik
                Liczba postów: 54

                a mnie bardziej boli jak sie zachowalam do tych osob jedynych,najwazniejszych

                kulfon
                Uczestnik
                  Liczba postów: 156

                  hej agnieszko,

                  rowniez podpisuje sie pod tym, co pisalas w pierwszym poscie. tez sie tak czasami czuje, z wieksza badz mniejsza intensywnoscia. zagubiona, niezrozumiana. kiedys – dobre kilka lat temu – myslalam ze jestem silna nie dajac po sobie poznac jak tragicznie jest u mnei w odmu , zyciu. toz to powod do dumy wystrychnac ludzi na dudka. jakas taka rola nastoletniej matki polki mi sie zalaczala.

                  mam wrazenie czasem ze bywam wiezniem swojego umyslu, wspomnien , zaslyszanych inwektyw i tych niewypowiedzianych unoszacych sie zlowrogo w powietrzu. wtedy jestem zamknieta i nie mam najmniejszej ochoty (a raczej boje sie) wychodzic poza to wiezienie.tak bolesnie skoncentrowana na sobie i swojej iluzji. zyje w jedynym ”bezpiecznym” miejscu jakie znam , sama , bo nikogo tam nie wpuszcam. ”Uporczywe są pęta, lecz serce mnie boli, kiedy próbuję je zerwać”.

                  I tez widze w sobie mojego ojca, te jego oblesne cechy, skrywane poczucie wyzszosci ktore mi zaszczepil, wybujale ego, controling pt. ”ja musze to zrobico , bo ty nie potrafisz”.. ciezko sie z tym zmierzyc, bo nie chce tego cholerstwa. choc wiem, ze tzreba sie temu przyjrzec , by moc to odrzucic. widze tez cechy matki , te ktorymi pogardzam, zgadzanie sie na sytuacje, nieumiejetnosc walki o wlasne zycie , poczucie nizszosci.. to sa dwa cholernnie rozne fronty , scieraja sie we mnie i powoduja w koncu burze – jakby we mnei na nowo odgrywaly sie konflikty moich rodzicow, jak zdarta plyta.

                  wiecie co, ja usiwadomialm sobie – a propos krzywdzenia innych ludzi – ze nie jestem na tyle wazna by moc faktycznie kogs skrzywdzic./zranic.smutny wniosek z tego wyszedl – przekoanie ze krzywdzi tylko ten, kogo sie kocha.

                  Ysha
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 16

                    Felicja zapisz:
                    „Przynajmniej ja odkryłam skąd się we mnie bierze niewiara w te wszystkie super zapewnienia….Ze być może i można mnie kochać ALE…no właśnie i to ALE jest bardzo bolesne…..
                    W związku z tym ja chyba siebie skazuję na samotność lepsze mi się to wydaje niż te wszystkie ALE które bywają bolesne….Możliwe, ze to taki etap tylko i dojdę do czegoś innego, ale póki co tak właśnie jest….”

                    Właśnie, to ciągle pojawiające się "ALE…" Ciężko jest zaufać, kiedy co rusz doznawało się zranienia…
                    Zastanawiam się czy w ogóle jest możliwe szczere i prawdziwe uczucie ze strony drugiej osoby? Chciałabym wierzyć, że tak…

                    Ysha
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 16

                      Agnieszka84 zapisz:
                      „a mnie bardziej boli jak sie zachowalam do tych osob jedynych,najwazniejszych”

                      Zastanawiam się też, czy wtedy kiedy zranimy innych tych "jedynych, najważniejszych" (świadomie bądź nie) możemy to jakoś naprawić? Czy może lepiej zostawić to tak jak jest i nie wracać do tego, bo tak będzie lepiej… czyli wtedy kiedy o nas zapomną.

                      YokoOno
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 339

                        Można naprawić 🙂 😉

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 24)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.