Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Trwała zmiana osobowości po przeżyciu sytuacji ekstremalnej
-
AutorWpisy
-
Czerwone Wino,
a te podróże z workiem treningowym robisz sama?
Ruszyla mi nienawiść po przeczytaniu książki Johna Bradshaw powrót do swojego wewnętrznego domu. I tez wtedy akurat w żadnej terapi nie byłam. Zaczęłam z nowa terapeutka końcem ubiegłego roku. Czułam ze dobrze bedzie mieć świadka bezpiecznie trzymającego przestrzeń.
Pani nawet mnie zachęciła do krzyku, natomiast jej oczy i ciało mówiło ze wolałaby nie słyszeć i abym szybko skończyła. Troszkę wycofana stała w kącie gabinetu.
Mi dźwięk dobrze robi, jakoś mam wrażenie ze z krzykiem ból sie z wewnątrz ciała uwalnia, z brzucha, z mocy, nie z siły mięśni jak mój ojciec to robił,
czy z uwalnianiem złości zostajecie sami? Czy może na terapi to robicie ?
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana temu przez
Niebo na Ziemi.
Cały czas dość mocno jest we mnie wdrukowane, że nie mam pokazywać słabości na zewnątrz, więc bardzo trudno byłoby mi np. krzyczeć przy terapeucie, zwłaszcza w budynku, w którym odbywają się sesje. Ponadto, chyba nie każdy nurt terapeutyczny uwzględnia tego typu sposoby uwalniania emocji w trakcie sesji 🤔 Osobiście uwalniam się poprzez płacz, czasami konwulsyjny, histeryczny, ale to mi właśnie pomaga. Robię to w samotności.
Podejrzewam, że Ty potrzebujesz czegoś znacznie silniejszego. Myślę, że takie walenie w worek, na którym są zdjęcia, może być bardzo oczyszczające i w twoim przypadku się sprawdzić. To akurat można robić samodzielnie.
To ciekawe, że terapeuta czasem może namówić do technik, których efektom potem sam nie umie podołać. Sam jestem na etapie wyboru terapeuty. Patrzę na te niektóre sympatyczne młode twarze i zastanawiam się , co one przeżyły takiego (poza pięcioletnimi studiami i dodatkowymi kursami), że miałbym oddać w ich ręce mój „popsuty” życiorys. I w końcu zaczynam rozumieć, że ja im niczego nie oddaję. Wszystko zależy ode mnie. Wszystko w moich rękach. W moich wyborach i decyzjach.
Jest nurt terapeutyczny metoda Lowena przez ciało który uwzględnia takie rzeczy. Byłam na weekendowych warsztatach o złości, było stanowisko z kozłem ja dostałam bejsbola. Terapeutka po drugiej stronie stała patrzyła mi prosto w oczy i bardzo właściwe i pomocne rzeczy mówiła. Babka mega konkretna. To tez było bardzo mocne uwalniające przeżycie. Tylko na co dzień w Warszawie ma gabinet.
byłam tez na warsztatach uwalniania traumy tylko prowadzonych przez obcokrajowcow, nie terapeutyczne, tylko rozwojowe, „czarna tara” tylko dla kobiet.
Niestety wszystko to nie sa tanie imprezy i raczej jednorazowe. I tez rodzi to u mnie frustracje ze tyle cierpienia w dzieciństwie a teraz zamiast na wczasy odpocząć wszystkie oszczędności na terapie i zajecia idą. Czuje ze moje wewnętrzne dziecko sie buntuje „czemu nigdy pomocy wsparcia wysłuchania i ukojenia nie dostałam” głos z podziemi mnie wychodzi „należały mi sie podstawowe rzeczy „bezpieczeństwa opieki ciepła i milosci i czemu ich nie było” Nie wiem czy tez tak macie?
Czerwone Wino zaraz chyba przejrzę ofertę worków:)
Jakubek tez już sie tak zastanawiam.
Z tym ze ja mam tak, z ostatnia terapeutka był moment że zauważyłam ze nie czuje sie kierowana, ze nie bardzo ona ma doświadczenie i pewność , ze nie jest przewodnikiem tej wyprawy. I jakoś wtedy sama do siebie powiedziałam, ze to OK bo ja wiem gdzie idę, i dzis ja kieruje swoim życiem.
Pozniej doszło do tego ze w trakcie terapi wychodzą „cięższe kawałki” i widzę u terapeutki bezradność,wycofanie, zastyga w ciszy. U mnie budzi to myśl , ze nie mam nawet towarzysza podróży.
Dostrzeglam podobieństwo z domu „to ja kieruje sobą i tez jestem w tym osamotniona” . Zadaje sobie pytanie czy to jest właściwe i na ile taki proces terapeutyczny jest leczący i pomocny?
Czerwone wino,
tez sie boje pokazywać słabości na zewnątrz. Mocno mi zostało wdrukowane ze niebezpiecznie jest pokazywac słabość. Chce to przezwyciężyć w szczegolnosci ze jestem kobieta.
poczuc i zapewnić sobie doświadczenie za którym bardzo tęsknie, ze jak jestem słaba to mogę odpuścić, odpocząć, puscic kontrole, bo jest ktoś kto sie opiekuje i chroni.
Jeszcze w pełni nie otworzyłam sie na budowanie własnej rodziny, na męża, na stała relacje, dłuższy związek partnerski po doświadczeniach z moja. Bardzo asekuracyjnie zapraszam kogoś bliżej.
Przy ostatnim partnerze w obieglym roku był świadkiem kiedy sie czegos bardzo wystraszyłam i mnie sparaliżowało, cały dzień byłam mocno zlękniona. Nie potrafił zrozumieć co sie dzieje i tez byc przy mnie. Głupio i niezręcznie mi było. Relacja tez długo nie trwała.
Czuje w środku zbyt wiele historii i przeżyć mam zamkniętych w sobie jak trupy w szafie.
Mam w sobie potrzebę opowiedzienia z najdrobniejszymi szczegółami co mnie spotkało. Jakie momenty grozy przeżyłam. Wypowiedzenia uwolnienia mojej historii. I tez poczucia ze po drugiej stronie siedzia ludzie z powaga uważnościa i jestem słuchana i słyszana. I nie uciekają wzrokiem w sciane, tylko przyjmują mnie w pełni.
Czy ktoś ma podobnie?-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana temu przez
Niebo na Ziemi.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana temu przez
Niebo na Ziemi.
Niebo na Ziemi, myślę, że każdy z nas chciałby wykrzyczeć to co go spotkało. Gdy całe dzieciństwo okupione jest krzywdą, w różnej jej formie, nie da jej się zapomnieć czy wymazać, można się tylko i aż nauczyć z nią żyć.
U mnie, niestety, jest z wypowiedzeniem tego co mnie spotkało bardzo duży problem, przede wszystkim dlatego, że nie pamiętam swojego dzieciństwa. Są emocje, odczucia, lęki, ale obrazów nie ma. Wygląda na to, że praktycznie wszystko wymazałam. Z okresu do 4 roku życia (wiek określam po ówczesnym miejscu zamieszkania), pamiętam tylko dwie sytuacje i są to „mocne” zdarzenia. Praktycznie obrazy z życia zaczynają się pojawiać mniej więcej od 8 roku życia. Pomiędzy 5 a 8 rokiem życia też jest ich tylko kilka. Wszystkie związane z alkoholowymi poczynaniami moich rodziców. Z mojego dzieciństwa mam 5 zdjęć (na oko określam wiek od 2 do 6 lat). I wiesz co, gdyby nie fakt, że kiedyś powiedziano mi, że to ja – nie wiedziałabym tego. Dziewczynka z tych zdjęć jest mi obca. Ale muszę przyznać, że, pomimo to, zdjęcia bardzo pomagają mi w pracy z wewnętrznym dzieckiem.
To czego teraz się uczę, to rozpoznawanie schematów i mechanizmów, które odpalają się we mnie na skutek pojawiających się zdarzeń. Terapeutka pomaga mi rozumieć, co może być ich podłożem. Bez zrozumienia tego nie będę w stanie ich „wyłapywać” i przestawiać na inne „tory”. A tylko dzięki temu moje życie może ocierać się o „normalność”.
wczesniej pamiętałam drobne chwile z powiedzmy 1 -2 podstawówki. Z wcześniejszego okresu pustka.
Od tego roku mi pamięć wraca (teraz mam 34 lata). W snach. tego sie nie zapomina, nie zniknęło.
nad ranem wracają mi nie tylko udczucia i słowa ale tez bardzo jasne obrazy.
Droga Niebo na Ziemi! (ale fajne indiańskie imię wymyśliłaś:)
poruszyła mnie Twoja historia, myślę o Tobie od wczoraj. Czerwone Wino i inni sporo już napisali, ale napiszę Ci o moich konkretnych doświadczeniach i o rzeczach, które mnie pomogły.
- Wybór terapeuty.
Bardzo ważna kwestia. Na pewno nie mam takiej historii krzywdzenia fizycznego, ale faktycznie nie ma co porównywać. Trauma wczesnodziecięca to trauma wczesnodziecięca. Akurat mój terapeuta specjalizuje się w tej tematyce (nurt psychodynamiczny, ale z elementami innych, m.in. stosuje EMDR), uważam go za bardzo dobrego specjalistę. Znalazłam go w poradni leczenia uzależnień, ale wkrótce przeniósł się do prywatnego gabinetu. Teren to Śląsk (chyba że interesuje Cię online, choć według mnie to uboższa forma) ale to, co mogłabym Ci podpowiedzieć, to konkretny namiar. Należy on do European Society for Trauma and Dissociation. Oddział chyba jest też w Krakowie – moim zdaniem warto szukać terapeutów, którzy do niego należą, bo nie przestraszą się byle czego i wiedzą jak systemowo pracować z dużymi zranieniami.W necie wygooglałam taką przykładową panią terapeutkę z Krakowa, która jest w Stowarzyszeniu (do sprawdzenia, nie znam żadnych opinii osobiście):2. Nie wiem, czy czytasz po angielsku, ale mi bardzo pomaga książka „Complex PTSD. From surviving to thriving” Pete`a Walkera. Tym bardziej, jeśli u Ciebie wprost zdiagnozowano złożony zespół stresu pourazowego. Zawiera MNÓSTWO praktycznych sposobów radzenia sobie ze skutkami traumy – trudno mi się ją czyta, tak jest prawdziwa i trafna (ale po troszeczku ogarniam, stronę dziennie). Mogę Ci przesłać na mejla. Jeśli angielski to problem, warto chociaż przetłumaczyć sobie rozdział o radzeniu sobie z flashbackami emocjonalnymi – to jest czyste złoto. (choćby translatorem google).
3. Napisałaś, że znajdowałaś Boga w przyrodzie. Bardzo mi to bliskie. Rozwiniesz temat? Mnie inspirowały tu zwłaszcza lektury z dzieciństwa, np. powieści Montgomery, w które wchodziłam mocno, tworząc swój wewnętrzny świat.
4. Na terapii dowiedziałam się, że najlepsze sposoby radzenia sobie to są te nasze własne, które rozwijamy potem w terapii, pozbywając się zarazem powoli mechanizmów obronnych. Jakie Ty masz? Ja mam np. śpiewanie piosenek (zwłaszcza tych ważnych dla mnie za czasów nastoletnich np.), spacery marszem, jogę, rozmowy przy kawie z mężem, a odkąd pracuję z wewnętrznym dzieckiem – zabawa na placu zabaw. Plus podglądanie cudzych i eksperymentowanie:)
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana temu przez
kurianna.
Kurianna,
dziekuje za Twoja wiadomość 😉
1. Czuje ze dobrze mi podpowiedziałeś. Spróbuje. EMDR obiło mi sie o uszy,ale jeszcze nie próbowałam. Ta kobieta która mi wysłałaś dodatkowo ma doświadczenie z oddziału Olzone w Babinskim, gdzieś słyszałam ze to dobry warsztat . Chyba w tej chwili dla mnie lepsza jest rozmowa z człowiekiem nie komputerem.
dzieki za kontakt:)!!!!
2. Bardzo dobrze po angielsku czytam. Bede wdzięczna za przesłanie niebonaziemi@op.pl
temat flashbackow to u mnie na czasie;)
ja kupiłam książkę „leczenie traumy rozwojowej” laurence heller (jeszcze nie czytałam). Jezeli chciałabyś kiedyś kopie to pisz;) wymienimy sie.
3. Od chyba zawsze najlepsza dla mnie forma relaksu było wypływanie na zalew z materacem. Leżałam czułam ze woda mnie kołysze a słońce otula. Patrzyłam na niebo i to było błogie uczucie. Tez z dala od zgiełku ludzi na brzegu. To był czas kiedy wszystkie problemy znikały, byłam częścią wody wpatrzona w niebo. Zawsze miałam w aucie materac:) No jest to trochę spaczenie:) ale ja mam zawsze materac.
Spaceruje i do drzew sie przytulam.
medytuje przy zachodzie słońca. Robię ćwiczenia oddechowe. Dziękuje Bogu ze jest przy mnie.
4. Mam olejki indyjskie, po kąpieli rozcieram w dłonie i „otoczę” zapachem ciało mówiąc do siebie wtedy „dzis jestem bezpieczna” jakbym otaczała sie bezpiecznym kokonem bezpieczeństwa z tym zapachem
tez mam dzwonki wietrzne, jak jest zle ich muzyka mnie uspakaja.
tez ulubiony biały koc, jak płacze to sie nim utulam, wyobrażam sobie ze ktoś mnie tak przytula. Czasem zwijam go i do piersi tule jakbym mała siebie przytulała.
Wiem ze to jest substytut i ze to jest dziwne, natomiast teraz jest jak jest, ja bez olejów dzwonków i koca sie nie ruszam:)
rano śpiewam manaam kocham Cię kochanie moje i podlewam wszystkie kwiaty którymi sie w mieszkaniu otoczylam. Spiewam i dla nich i dla siebie.
a jakie masz te zabawy na placu zabaw?;)
„Mam w sobie potrzebę opowiedzienia z najdrobniejszymi szczegółami co mnie spotkało. Jakie momenty grozy przeżyłam. Wypowiedzenia uwolnienia mojej historii. I tez poczucia ze po drugiej stronie siedzia ludzie z powaga uważnościa i jestem słuchana i słyszana. I nie uciekają wzrokiem w sciane, tylko przyjmują mnie w pełni.”
A nie próbowałaś przelać tego na papier. Nawet w formie jakiejś literatury. Wierszy, opowiadań lub czegoś dłuższego, skierowanego do nieoznaczonego czytelnika.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana temu przez
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.