Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Uczucia do terapeuty

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
  • Autor
    Wpisy
  • karol
    Uczestnik
      Liczba postów: 4

      Cześć
      Od dawna czytam to forum, Dziś jednak postanowiłem napisać. Jestem DDA, od roku w terapii indywidualnej. Chciałem podzielić sie osobistą refleksja i chyba dużym problemem jaki mam oraz was zapytać o refleksje i doświadczenia w temacie o którym piszę. Moją terapeutką jest piękna, inteligentna i niezwykle wrażliwa kobieta, starsza ode mnie o kilka lat. Od samego początku, pierwszego naszego spotkania spodobała mi się i czułem, ze ze świetnie sie rozumiemy i dopełniamy w kontakcie terapeutycznym. Spodobała mi sie jej wrażliwość na sztukę i delikatność. Zmierzam do tego, że zakochałem się we własnej terapeutce. Wiem, ze to normalny etap terapii. Dużo o tym rozmawialiśmy, terapeutka nazwała to przeniesieniem, zresztą sami wiecie. Uważam jednak, ze to coś więcej, ze być może przez fakt iż jest ona moja terapeutką tracę szansę na piękną, spełnioną miłość .
      Czy spotkało was cos takiego? Zastanawiam się jak rozpoznać czy uczucie do terapeuty to przeniesienie czy coś więcej? Jak znaleźć granicę? Znacie przypadki takich uczuć i dalszych tego konsekwencji?
      życzę wszystkim udanej drogi do zdrowienia.

      Edytowany przez: karol, w: 2008/10/28 19:26

      kraks
      Uczestnik
        Liczba postów: 14

        Cześć! Napisałam coś mądrego (jak mi się wydaje), ale mi się komputer zawiesił i wszystko padło…i już tego nie mam siły odtwrzać. Mysle, ze to faktycznie mało realne, żeby przenieść to uczucie do życia, bo jeśli terapeutka jest profesjonalistką, to bez wzgledu na to czy to przeniesienie czy nie, to raczej nie pozwoli na zmianę charakteru relacji jaka was łączy. Ona patrzy na to trzeźwo (bardziej trzeźwo niż Ty) i wie co mówi, więc posłuchaj jej uwaznie i weź to do siebie. Takie jest moje zdanie. Jakbys chciał o tym pogadać to nie ma forum, tylko np przez maila lub gg, bo nie wiem co Ci tu napisać właściwie. Otarłam się o to od drugiej strony trochę. Pozdrawiam.

        karol
        Uczestnik
          Liczba postów: 4

          Kraks co masz na myśli pisząc, ze znasz to jakby z drugiej strony? jesteś terapeutką?

          Anonim
            Liczba postów: 20551

            Nie. Nie jestem terapeutką, może kiedyś (mam nadzieję) ,ale jeszcze nie dziś. Sama chodzę na swoją terapię .:laugh: . Pracowałam jednak trochę z ludzmi z problemami, miałam takich niby pacjentów…piszę niby, bo inaczej tego nazawać nie mozna w mojej sytuacji. Aha…kończę psychologię teraz – to chyba ważne, kiedy mówię, o co mi chodzi. Poprostu nigdy w życiu nie spotkałam się z takim uwielbieniem, ze strony mężczyzn, jak własnie tam…3 propozycje ślubu przez pół roku;) Na początku nawet łechtało to moje ego..(bo mam trochę zaburzone podejście do tego wszystkiego- nie jestem specjalistą), ale potem zrozumiałam, ze to nie wynika z niczego innego, jak z charakteru relacji. "Taka miła, wrażliwa osoba, która mnie słucha, rozumie, mądrze gada, błyskotliwa itp…Taka miła sytuacja bezpieczństwa i akceptacji". To zaspokaja wiele potrzeb człowieka niezaspokajanych w realnym życiu…i to może trochę "zaczarowac". Wiem z własnego doświadczenia, ze nieutrzymywanie odpowiedniego dystansu, nawet w takiej sytuacji jak moja, nic dobrego nie wnosi. Wiec po stokroć wiedzą to terapeuci, napewno!…I powiem Ci, ze jednym z głównych zadań tarapeuty jest własnie trzymanie pacjenta… w tych granicach relacji terapeutycznej, bo skałonnośc to przekraczania ich nie jest niczym rzadkim. U mnie jak mówiłam, to nie była terapia, ale systematyczne rozmowy przez dłuższy okres z kilkoma osobami, wiec i o przeniesieniach nie ma mowy…A u Ciebie to realna sprawa, choc uważam, że przypisywanie wszystkich uczuć do terapeuty temu własnie, to duża przesada…Zeby mówić o przeniesieniu trzeba mieć ku temu podstawy. Jesli ona mówi, to zapewne je ma.

            MartaJoanna
            Uczestnik
              Liczba postów: 7

              To zapewne wspomniene przeniesienie. Mój wykładowca z psychologii klinicznej opisał to obrazowo: to nie prawdziwe uczucie, człowiek przychodzi do gabinetu psychologa/terapeuty ze swoimi problemami oraz niezaspokojonymi potrzebami (zwłaszcza miłości, afiliacji itp.) i lokuje te uczucia w osobie terapeuty. Gabinet jest pewną formą przechowalni tych uczuć. Gdy osoba "dojdzie do siebie" zabierze te uczucia i będzie potrafiła obdarzyć nim świadomiei właściwą osobę. Tak mniej więcej tłumaczył to zjawisko i myślę, że miał rację 🙂

              karol
              Uczestnik
                Liczba postów: 4

                Kraks i MartaJoanna obie studiujecie psychologię?:) Chyba Wam zazdroszczę wiedzy, może byłoby mi łatwiej poradzić sobie z moimi uczuciami. Zastanawiam sie jednak czy nie dopuszczacie możliwości, ze kiedyś wśród milionów przypadków terapii może sie zdarzyć, ze spotkają sie osoby dla siebie stworzone, "przeznaczone". Przecież jest to możliwe. Nawet jeśli terapeuta nie pozwoli sobie, ze względu na swój profesjonalizm na kontynuowanie znajomości, to przecież nie można wykluczyć, ze odwzajemni uczucia? Kraks a jak sie czułaś kiedy byłaś adorowana przez tych mężczyzn? Poza tym, ze łechtało to Twoje ego to potrafiłaś się w pełni zdystansować? Dodam, ze wcześniej leczyłem się (przez pól roku) u innej pani psycholog, również bardzo atrakcyjnej a niczego takiego nie odczuwałem.

                Edytowany przez: karol, w: 2008/10/28 23:45

                Edytowany przez: karol, w: 2008/10/28 23:46

                justyś
                Uczestnik
                  Liczba postów: 187

                  W sumie jest taka możliwość…
                  Nie dajmy się zwariować, przecież terapeuta to też człowiek. Jeśli zdarzyłaby się miłość między terapeutą a pacjentem, czyli miłość odwzajemniona, to można by było terapię po prostu przerwać.
                  Ale istotne jest to, żeby nie krępować terapeuty i nie zmuszać go do czegokolwiek.

                  janusz96
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 572

                    Z tego co piszesz Karolku …. jasno widać , że masz problem ze SLAA . Więc nie blokuj miejsc u "atrakcyjnych psycholożek" ….tylko udaj się do starego, brzydkiego terapeuty( faceta)… popracuj nad erotomanią i "zakochiwaniem się" …. No chyba , że się w nim też zakochasz ……to wtedy napisz ….i bedziemy nad tym myśleć :ohmy:

                    Katarzynka21
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 808

                      Karol, a ja mysle, ze uczcia to tez pewnego typu wybor. Mozna sie kims zauroczyc (to o czym piszesz raczej tak bym zawlala) i podjac decyzje,z e nie chce sie tej relacji kontynuowac. MIlosc wg mnie tworzy sie zyjac razem, przezywajac sytuacje, poznajac sie w realcji bliskosci, a nie zawodowej. Mnostwo zauroczen znika z chiala poznania osoby. Tak,z e wg mnie o milosci tutaj nie ma mowy, bo Ty tej kobiety po prostu nie znasz w ogole.

                      A czy bylo by to mozliwe, pewnie tak, pewnie jest mozliwe zeby ktos zwiazal sie z terapeuta, ale dopiero po poznaniu siebie na wzajem, a nie patrzac na osobe i mowiac jej wszystko o sobie, a nic z tych rzecyzx nie dostajac w zamian.

                      karol
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 4

                        Janusz96 zgadzam sie z Tobą i nawet zdecydowałem przerwać terapię i zgłosić się do terapeuty – mężczyzny. Rzecz e tym, ze: po pierwsze liczę, iz terapeutka pozwoli się poznać prywatnie. nie dowiem się czy to zauroczenie "terapeutyczne’ czy coś więcej jeśli jej bliżej nie poznam. Z tym, ze nawet po przerwaniu terapii nie mogę się z nią umówić prywatnie (podobno sa takie zastrzeżenia, ze musi minąć parę lat!:blink: albo w ogóle nie jest to możliwe). Po drugie; terapeutce nie podoba się mój pomysł przerwania terapii; chyba postrzega to jak osobista porażkę, a mnie na niej zależy i nie chcę jej ranić. I tak koło sie zamyka.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.