Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Uczucia i emocje

Otagowane: ,

Przeglądasz 9 wpisów - od 1 do 9 (z 9)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarmmmmmmart
    Uczestnik
    Liczba postów: 27

    Cześć,

    jestem DDA, jednym z moich wielu problemów jest brak wyraźnego odczuwania emocji i uczuć poza stresem i złością.

    Zastanawia mnie czy człowiek cały czas coś czuje? Czy możesz opisać co czujesz w tym momencie? Czy można coś czuć bez jakiegoś „wyzwalacza”? Ja odczuwam złość wtedy kiedy coś mnie zdenerwuje, stres kiedy dzieje się coś stresującego, a pomiędzy tymi momentami w życiu nie odczuwam niczego, zastanawia mnie jak mają inni ludzie?

    AvatarFunia
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Cześć.

    Do niedawna miałam tak samo i nie zdawałam sobie sprawy, że może być inaczej. Żyłam w swojej emocjonalnej skorupie i jedynymi emocjami, które wyzwalałam i dawałam im ujście była złość i związana z nią agresja. „Obudziłam się” dopiero jak przestałam nawet to czuć i byłam totalnie pusta, funkcjonowałam jak robot albo zombie. Zaczęłam czytać o DDA, emocjach, relacjach i poszłam na terapie. Po niecałym pół roku czuję zmiany. Jeszcze nie bardzo umiem nazwać i właściwie odczuwać poszczególne emocje ale one zaczynają wychodzić ze mnie. Jest już smutek, lęk, frustracja, czasami dziecięca radość. Widzę też, w sytuacjach stresowych albo, które będą bolesne emocjonalnie, że chowam sie spowrotem do mojej bezpiecznej skorupki bez uczuć. Moja relacja z bardzo bliskim mi mężczyzną przechodzi poważny kryzys, który zapewne zakończy się zerwaniem relacji a ja nie umiem poczuć bólu z tym związanego i przejść przez etap żałoby. Jestem zamrożona i nie wiem jak sie otworzyć na emocje. Boję się, że nikt mnie nie ochroni, kiedy przyjdzie wielki smutek, żal i ból a najbardziej boje sie w życiu bezradności. I wiem, że w moim przypadku, ta potrzeba kontrolowania sytuacji sprawia, że nie umiem w pełni otworzyć sie na wszystkie uczucia, które przynosi życie.

    AvatarMary Yellan
    Uczestnik
    Liczba postów: 63

    Tak. To idealne określenie „zamrożona”. Tak samo to znam. Ale u mnie z kolei w okresie zamrożenia potrafiłam odczuwać radość, a poczucie strachu przed bliskością maskowałam wesołością, albo ucieczką. Ale w sferze, w której czułam się bezpiecznie potrafiłam odczuwać radość. Może bardziej zamrożona bylam na odczuwanie miłości względem rodziny, poczucia wsparcia z ich strony, braku zaufania co do wsparcia emocjonalnego od nich. Tu królowała pustka u mnie.  Paradoksalnie zmieniło się to trochę gdy w rodzinie pojawiły się małe dzieci lub gdy zaczelam spotykac się z ossobą dda, (nieświadomą swych problemów). Czyli obie grupy ludzi, które mnie nie skrzywdziły pod względem emocjonalnym. Dziecko bo jest szczere, a osoba z dda bo dla niej nie jestem kimś gorszym czego zawsze obawiałam się w relacjach z innymi ludźmi. I dlatego wobec nich nie ubieram skorupy. Wobec pozostałych tak. Ale liczę, że i to się zmieni. Skoro już coś drgnęło

    Z kolei problem miałam i mam chyba nadal z okazywaniem złości, która zmienia się w płacz. W złości płaczę i jestem mylnie odbierana. Jako słabość. A tak wygląda po prostu mój gniew.  Dlatego w pracy staram się unikać takich stresogennych i konfliktowych sytuacji. Aby nie widziano mojej dziwnej reakcji. Nie umiem inaczej. Nie umiem wściekać się na sucho. Tak jakby mi ktoś poprzestawiał w głowie przyciski odpowiedzialne za emocje. Wiem, że to jest absurdalne. Na szczęście mało mnie ostatnio wkurza. To uczucie pustki długo też mi towarzyszyło. W czasach gdy potwornie bałam się ludzi. Gdy unikałam z nimi relacji. Dziś jest inaczej. Pozmieniały się trochę te emocje. U mnie dopiero daje jakiś postęp wchodzenie w relacje z obcymi ludźmi co było dla mnie kiedyś gehenną. Rozmowa z nimi. Póki co bardziej otwarły mnie spotkania z obcymi niż terapia na której bylam tylko na kilku spotkaniach.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy, 4 tygodni temu przez AvatarMary Yellan.
    AvatarMakadamia
    Uczestnik
    Liczba postów: 18

    Taki brak odczuwania pozytywnych emocji, zamrożenie to anhedonia. Może być jednym z objawów depresji. Zdarza się, że nie czuję nic, nawet tych złych emocji, jestem jak drewno. Nawet płakać mi się nie chce. Czasem czuję tylko te złe i nieprzyjemne uczucia. Dodatkowo to, co kiedyś sprawiało mi radość, jakąś przyjemność, przestało ją powodować. Rezygnuję więc z moich zainteresowań, wycofuję się.

    AvatarMakadamia
    Uczestnik
    Liczba postów: 18

    <p style=”text-align: justify;”>Też się czasem zastanawiam co czują „normalni” ludzie. Jak to jest się z czegoś cieszyć, czuć zadowolenie, satysfakcję, bo już prawie zapomniałam jak to jest. Niby się czasem śmieję, ale czy czuję radość? Chyba nie. Na zewnątrz uśmiech, a w środku pustka.</p>

    AvatarFunia
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Ostatnio też sobie zdałam sprawę, że od wielu lat za usmiechem ukrywam wszelkie problemy. Może dlatego, że nie ufam ludziom to wiem, że jak będę wesoła to nikt nie zapyta co sie dzieje w moim sercu. Widzę, że w pracy jestem cały czas uśmiechnięta a jak wracam do domu to dopada mnie wielki smutek. Paradoksalnie jest to dla mnie powód do radości bo jeszcze niedawno nie wiedziałam, że umiem być smutna. Cieszy mnie fakt, że cała gama uczuć drzemie we mnie i czeka tylko aż odpuszczę kontrolę i wtedy wyjdzie na światło dzienne. Długa droga jeszcze przede mną ale widze światełko na końcu tunelu i to mnie motywuje do jeszcze większej pracy nad sobą pomimo tego, że czuję ból istnienia tak silny jak nigdy. Wiem, że jak przepracuje te wszystkie smutne emocje to te wesołe przyjdą łatwiej.

    AvatarMary Yellan
    Uczestnik
    Liczba postów: 63

    <p style=”text-align: justify;”>A jak to jest u was z ufnością wobec ludzi? U mnie się to zaczęło zmieniać chyba odkąd powiedziałam na głos przed obcymi dla mnie ludźmi o problemach w domu i pokonałam wtedy pierwszy stopień emocji, jakie w ogóle potrafiłam wtedy odczuwać, czyli wstyd spowodowany sytuacja w domu i złamaniem zasady lojalności względem rodziny. A potem takim punktem zwrotnym była zmiana otoczenia ludzi i ograniczenie kontaktów z ludźmi toksycznymi, apodyktycznym i tymi z problemem alkoholowym czy innym uzależnieniem. Unikam jak mogę takich kontaktów tak w życiu jak w pracy. Nawet kosztem tego, że zostanę odebrana jako dziwaczka (więc czasem pojawia się z kolei poczucie winy, że porzucam takie znajomości). Gdziekolwiek jestem. Ale zaczęłam ufać ludziom tak w ogóle. Teraz otaczam się kontaktami z ludźmi otwartymi. Gadułami, co kiedyś było dla mnie nie do przyjęcia bo męczyło mnie takie towarzystwo. I ich niezrozumienie mojego milczenia. Niechęć zrozumienia. Próba uszczesliwiania na siłę. Albo pocieszanie na zasadzie inni mają gorzej. I czerpię z nich ich radość. Kwestia przywiązania się na dłużej pozostaje jeszcze do przepracowania. Ale widzę swoje błędy w relacjach, które się nie udały. I staram się ich nie powtarzać. To uczucie pustki występuje tym rzadziej im częściej spotykam się z pozytywnymi ludźmi. Choćby to byli tylko znajomi. I mniej tych gwałtownych emocji. Czego obawiam się gdy wejdę z kimś w bliższe relacje.</p>

    AvatarMary Yellan
    Uczestnik
    Liczba postów: 63

    Jeszcze o uczuciach. Uczucie maski na twarzy i ściągniętych rysów twarzy (wręcz odczuwalne) nawet w sytuacjach pozornie wesołych (gdzie zagrożenie jest daleko). Ciagle poczucie kontroli na imprezach. I oglądanie siebie z zewnątrz oraz niemożliwość czerpania radości z zabawy. A jednocześnie w środku poczucie winy, że nie dopasowuję się radością do innych. To faza przed powiedzeniem obcym (a przez to i potwierdzenie sobie), że problem istnieje i zaakceptowanie go. To chyba jeden z ważniejszych etapów. To wyjscie z bańki mydlanej. I zdarcie maski. Zauważenie, że ściana istnieje. Chyba to jest kluczowe w możliwości odbudowania całej gamy emocji. Zaakceptowanie, a potem zastanowienie się jak to pokonać. Uwolnienie się od blokad. Potem okazuje się, że można odczuwać wiele więcej. Tryb czuwania wyłączony. Następuje dostęp do większej ilości opcji emocji. Tak było u mnie. Jak to u was przebiega?

    AvatarAgnes83
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Witam umnie to wygląda tak że jak sie pojawiaja uczucia i nowe wyzwania chcem uciec do yego co już znam.Wtedy patrzę w stecz i widzę jak było źle. Nie podpieram się już stwierdzeniami że niemam tak źle jak inni.Z każdym dniem jestem otwarta na nowe zrozumienie siebie choć sie boje.Ale gdy ten strach sie pojawia wiem że ponim będzie coś dobrego.I idę tak schodami do przodu .Ten brak dopasowania do innych jest straszny niemożność znalezienia swego miejsca chęć wyjścia a gdy jestem myślenia że w domu było by bezpieczniej.podoba mi sie odczucie odrazy kiedyś oglądałam filmy pełne  przemocy i krwi a teraz po codziennym poznawaniu siebie niemam ochoty tego widzieć .Mijanie alkoholików osiedlowych budziło strach i jak sie zachować na pijackie uśmiechy teraz jest odraza złość .Ale jak mogłam  myśleć innaczej jak po tatusia trzeba było iść na libacje bo mamy nie posłucha.

Przeglądasz 9 wpisów - od 1 do 9 (z 9)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.