Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Uczucia, rozmowa o uczuciach.

Przeglądasz 2 wpisy - od 1 do 2 (z 2)
  • Autor
    Wpisy
  • Pawel1234567890
    Uczestnik
      Liczba postów: 8

      U mnie w domu nigdy się nie rozmawiało, a zwłaszcza o uczuciach drugiej osoby. Choć teraz tego bardzo potrzebuje, ale może od początku i w wielkim strucie. U mnie ojciec był przemocowcem psychicznym i fizycznym, nigdy z nim nie zamieniłem żadnego zdania. Nie wiem co myślał, nie wiem co czuł, po prostu do 18 roku był, jak nieznany przechodzień, tylko, że ja się jego bałem. W wieku 18 lat uciekliśmy z matką i rodzeństwem. Wylądowaliśmy w miejscu, którego do dzisiaj nie  lubię i bardzo tęsknię za moim miastem rodzinnym. Matka? Nie wiem, do listopada powiedziałbym, że miała trudne dzieciństwo i na pewno mnie kocha, ale zacząłem przypominać sobie różne sytuacje, nigdy nie dostałem prezentu, zawsze zapominano o moich urodzinach. Gdy poszedłem do mojej pierwszej pracy w wieku 16 lat, dostałem marne grosze. Dałem trochę na dom, a resztę chciałem zaoszczędzić. Moja mama poszła wybrała je i nigdy ich więcej nie zobaczyłem. Nie boli mnie to, że zostały wybrane, to są tylko pieniądze, ale to, że nawet nie zostałem poinformowany. Co miesięczne awantury, że mam dać na dom, bo jeżeli nie to mam wyp…, zawsze się bałem, że wyląduje na ulicy i sobie nie poradzę.  Pieniądze  zawsze przelewałem, zawsze tego pilnowałem, zawsze. Rodzeństwem też nie rozmawiam, po prostu nie mam sił i odwagi, aby być przy nich, boję się zranienia. To wszystko wygląda tak, jakbym to ja był winny i zacząłem szukać w pamięci, czy ja czegoś nie zrobiłem, dlaczego nikogo koło mnie nie ma. Nie pamiętam, żebym był agresywny, boję się ludzi agresywnych, zawsze starałem się pomagać, chociaż już coraz mniej. Na pewno są jakieś cechy, które zrażają ludzi do mnie. Nieśmiałość, chociaż… chociaż nauczyłem się ją kontrolować. W tym roku odważyłem pokazać pewnej dziewczynie, że mi się podoba, później jej to powiedziałem, mogłem latać, mogłem góry przenosić. Nie jeden raz byłem odrzucany. Próbowałem jej bronić, przed gościem dość agresywnym, chociaż to troszkę za dużo powiedziane. Chciałem, aby zobaczyła we mnie faceta, nie chciałem pokazać słabości. Z drugiej strony bałem się, że zostanę przez nią zraniony. To nie była faza związku, ale coś małego było między nami. Zostałem przez nią zauważony i… odrzucony. Na zewnątrz nic się nie stało, nadal rozmawiamy, próbujemy żartować. W środku? W środku się rozsypałem,  trudno nie pierwszy i nie ostatni raz.. W głównej mierze rozsypałem się z powodu, pomimo, że znamy się przez x lat, wie jaki jestem, nawet nie powiedziała mi wprost słuchaj nic nie czuje do Ciebie (wiem, że to głupie, ale ostatnio poczułem się, że nie jestem lepszy od tego faceta, chociaż nic takiego nie zrobiłem. Powiedziałem, że zawsze może na mnie liczyć (tekst zmieniony, ale sens taki sam). Ta relacja rozsypała się nie z jej winy, tylko dlatego, że próbowałem udawać kimś kim w ogóle nie jestem. Wydaje mi się, że pomiędzy ludźmi bardzo mało się mówi o uczuciach, które są bardzo ważne bez oceniania, a wszyscy tego potrzebujemy. Mówi się bardzo mało bez dramatyzmu, bo jakie one nie były one po prostu są. Nie wiem, ale może gdzieś na świece są również ludzie, którzy bez dramatyzowania są w pewnej nicości, choć na zewnątrz świeci słońce, a oni się uśmiechają i mówią, nic się nie stało, mnie mało co jest w stanie złamać. Choć w środku jest strach, lęk, pewnego rodzaju ból i świadomość, że ból z tylu lat nigdy nie zniknie. Nie chcę porad, współczucia etc. bo z tym się bardzo źle czuje, ale może ktoś, kiedyś znajdzie się i powie, słuchaj rozumiem, nie jesteś sam, mam tak samo, przeżyłem podobne rzeczy, czułem podobnie.

      Pablooo
      Uczestnik
        Liczba postów: 41

        Hi Pawel

        Smutno mi się robi jak tego słucham. To nie Twoja wina że urodziłeś się w takiej rodzinie. Każdy ma prawo do szczęścia. Mam takie wrażenie że w nieludzkich warunkach organizm się adoptuje i przechodzi w tryb przetrwania  a potem nie da się tego samemu odkręcić

        Miałem  podobnie z tym że ojciec alkoholik. Długą drogą za mną  a mam już koło 40 ki. Ja byłem na 2 letniej terapii i wydaje mi się że wróciłem do siebie. Nie mam już  problemu żeby nawiązywać zdrowe relacje oparte na szacunku. Wcześniej funkcjonowałem tak jakby w trybie przetrwania.

        jeśli mogę Ci jakoś pomóc to zostaw jakiś namiar do siebie.

        Pozdrawiam

      Przeglądasz 2 wpisy - od 1 do 2 (z 2)
      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.