Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › (u)więź z siostrą…
-
AutorWpisy
-
Anonim
29 września 2009 o 17:51Liczba postów: 20551witam wszystkich Forumowiczów i zwracam się do Was z prosba o…poradę, pomoc…cokolwiek.napiszcie o swoich relacjach z rodzeństwem.moze to mi jakos pomoże.
oto, w czym tkwi problem.
mam o półtora roku starsza siostre, z którą łączy mnie silna więź granicząca z uwięzią.pomimo, że jestem po pogłębionej terapii dda, najwyraźniej nie uporałam się z tym aspektem.
moja siostra chorowała poważnie jeszcze kilka lat temu,choroba powracała dość regularnie, co uniemożliwiało jej m.in. ukończenie rozpoczynanych kilkakrotnie studiów.
w tamtych czasach wsparcie ze strony rodziców polegało na bieganiu z nia po leakrzach, kupowaniu leków, pilnowaniu, by je brała i na uważnym obserwowaniu jej zachowania.wspierali ją głównie finansowo.
cała "skromną" resztę, czyli wsparcie emocjonalne, duchowe, starałam się jej dawać ja.
i tak się jakoś poukładało, że do dziś moja siostra, pomimo, że jest 30letnią kobietą, stale wymaga uwagi, opieki.nie wiem, na ile faktycznie chroni ją to przed ewentualnym popadnięciem w chorobę ponownie, a na ile wykorzystuje fakt, że od tak dawna "bazuje" na nas-na rodzicach i na mnie……
ponad rok temu spełniło się jej wielkie marzenie-została mamą ślicznej dziewczynki.
poza tym nie zmieniło się nic.nie ma pracy, utrzymują ja rodzice i ja pomagam jej finansowo, choć od dłuższego czasu jestem bezrobotna, a żyję za kasę zarobioną podczas ostrej tyrki za granicą.
czuję się kompletnie rozdarta pomiędzy poczuciem winy, a walką o samą siebie. często mam wyrzuty sumienia, ponieważ ja mam pieniądze,a jej musi na miesiac wystarczyć ok 1000 zł na wszytsko.
dlatego pożyczam jej kasę, podsuwam jedzenie jej i siostrzenicy.i regularnie wysłuchuję historii o tym, jak to ona bardzo chciała by miec pracę i pieniądze,ale nic nie może sobie znaleźć.dodam, że ona sama wychowuje dziecko, bo z ojcem jej się nie poukładało.dostaje od niego alimenty.
stale miotam się pomiędzy poczuciem winy i wrażeniem, że siostra mnie, świadomie, bądź nie, wykorzystuje.
że wykorzystuje nas wszystkich,bo przyzwyczaiła się do roli ofiary przez odbyta chorobę i przez to, że stale mogła liczyć na rodziców i na mnie.
do niedawna jeszcze biegałam do niej o każdej porze dnia i nocy, gdy tylko łapała jakiegoś doła.nakłaniali mnie do tego często rodzice( wyprowadzili się na wieś), do których wydzwaniała i płakała w słuchawkę, że się gorzej czuje.
albo zostawia jakieś niepokojące opisy na gadu…teksty o samobójstwie itp….
czuję się tak, jakbym od wielu lat żyła na stand by-u, jakby moje życie gdzieś tam zawsze sprowadzało się do opieki nad siostrą, która przecież stale bierze leki, jest pod kontrolą lekarza, robi badania i…od wielu lat nie choruje.
rozumiem, że bardzo chciała miec dziecko, kogś do kochania.
ale czasem czuję taką wściekłośc, że lekkomyślnie zaszła w ciąże nie mając pracy, żadnego finansowego zabezpieczenia.
zastanawiam się,co sobie wtedy myślała: jakoś to będzie? przecież i tak mi pomogą?
nie mogę mieć do niej żalu o to,że bardzo pragnęła dziecka(tym bardziej,że lekarze jej to odradzali ze względu na możliwość dziedziczenia choroby).cieszę się, że jest na świecie kochana mała istotka.
ale czuję taką wściekłość!!!!!!!!!!
ilekroć przychodzę do nich do domu, lodówka straszy pustkami, siostra notorycznie podbiera mi jakieś ciuchy( nie ma kasy na nowe).dba o córkę, mała jest zawsze nakarmiona itp,ale ona sama nie dojada( w sumie jest jej to "na rękę"-od lat podejrzewam ją o zaburzenia odżywiania).i jak mogę jej nie pożyczyć kasy???choć wiem,że robiąc to, stale utwierdzam ją w przekonaniu, że jakoś to będzie, że inni pomogą.jak mogłabym nie pomóc własnej siostrze????a co dopiero siostrze z małym dzieckiem na utzrymaniu????
Boże,tyle tego jest w mojej głowie i sercu…..nie chcę Was zamęczać.Napiszcie cos, cokolwiek…
jak postępować?
chciałabym móc żyć swoim życiem i nie mieć stale poczucia,że za mało im daję.
jej dziecko było jej wyborem, moja ciężka praca, a w zamian dobry zarobek-moim wyborem.
wiem,że ona ma swoje życie,a ja swoje i próbuję to oddzielić w głowie.a jednak przegrywam.
udało mi się po latach namówić siostrę na terapię pogłebiona dda.albo raczej: po latach wreszcie sama się na to zdecydowała.
czuję się uwiązana, jakby siedziała mi od wielu lat na plecach i podduszała stale swoją niestabilna sytuacją życiową.tak bym chciała móc oddychać swobodnie wiedząc, że ułożyła sobie nareszcie życie, jest odpowiedzialna i zaradna i ja też mogę na nią liczyć.
kiedyś, w podbramkowej sytuacji pożyczyłam od niej pieniądze.bardzo jej wtedy zależało na tym,żeby mi pomóc.i owszem,pomogła mi.ale sama żyła wtedy dosłownie o chlebie, jabłkach i tym,co dostawała od rodziców.
chora,chora relacja, która mnie wykańcza….
ufff…na tym skończę,choć to nie koniec.
dziękuję, jeśli ktoś przez to przebrnął.
pomóżcie….współczuję 🙁
z tego co wiem:
syndrom DDA/DDD bierze się m.in. z tego, że w rodzinie jest osoba, która absorbuje całą uwagę – w przypadku alkoholika, cała rodzina zajmuje się alkoholikiem i jego potrzebami, a nie zauważa (albo zauważa w niedostatecznym stopniu) potrzeb innych członków rodziny
wydaje mi się, że sytuacja w jakiej teraz jesteś to coś w rodzaju "powtórki z rozrywki" z dzieciństwa, tyle, że teraz całą uwagę ma Twoja siostranajlepszym "sposobem" na alkoholika jest pozwolenie mu na ponoszenie konsekwencji swoich czynów – nie sprzątanie po nim, nie ratowanie go z opresji itd – wtedy, kiedy musi wziąć odpowiedzialność za swoje życie, najczęściej się "budzi" i idzie na terapię, zaczyna robić coś ze swoim życiem, bo zauważa, że coś jest nie tak
wydaje mi się, że mogłabyś w przypadku swojej siostry zastosować podobną metodę, metodę tzw. twardej miłości. Twoja siostra nie jest przecież już chora, nie trzeba jej leczyć, może wziąć odpowiedzialność za swoje życie i wydorośleć w końcu.
bardzo polecam Ci książkę "Przebudzenie" Anthony de Mello, wydaje mi się, że w tej sytuacji pomoże Ci uświadomić sobie parę rzeczy,
osobiście jestem pod dużym wrażeniem tej książkipozdrawiam
bardzo Ci dziekuję za te słowa.nie przypuszczałam,że ten schemat tak może powracać….dziekuję jeszcze raz i…brrrrr……zaczynam próbować od zaraz.
Wg mnie należy jak najszybciej porozmawiać szczerze z siostrą na ten temat. Im dłużej tak będzie tym trudniej będzie się od tego uwolnić.
Z jej strony wygląda na to, że (po chorobie, która była wielkią niesprawiedliwą krzywdą dla Niej) jest w centrum uwagi i w pewnym sensie jest jej to dla niej wynagrodzenie – w postaci ciągłej opieki, ciągłego zainteresowania i pomocy.ush! zapisz:
„…stale miotam się pomiędzy poczuciem winy i wrażeniem, że siostra mnie, świadomie, bądź nie, wykorzystuje.
..”
Klasyczny przykład konsekwencji "siostrzanej uwięzi". Postawiłaś sobie doskonałą diagnozę. Teraz czas na podjęcie decyzji, czy chcesz rozwiązać problem, który masz. Jak zdecydujesz się na "tak", przyjdzie kolej na właściwe i konsekwentne działanie.W pierwszej kolejności należy spróbować rozwiązania poprzez rozmowę. Może się uda, choć siostra i Ty będziecie musiały wykazać wiele wzajemnego zrozumienia i cierpliwości. Na rozluźnienie takich przykrych relacji dobrze wpływa duża odległość i brak częstych kontaktów, np. przez wyjazd za granicę (piszę o tym, bo już tam raz byłaś).
Z mojego doświadczenia wiem, że gdy "pokojowe" sposoby zawodzą, pozostaje konsekwentne dążenie do zerwania toksycznych relacji, co niestety skutkuje bolesnym niezrozumieniem z drugiej strony. Ale po czasie (długość jest nieprzewidywalna) rodzą się zdrowe relacje z korzyścią dla obu stron.Powodzenia
szok.jakbym jej w ogóle nie znała…próbowałam z nią porozmawiać ale się nie da.albo zarzuca mnie epitetami albo ucina rozmowę.jak dziecko,jak rozkapryszony bachor.że ja tego wcześniej nie dostrzegałam.szok.z nią się nie da spokojnie rozmawiać.albo wyrzuca z siebie wiązankę z szybkością karabinu(monolog) albo nie pozwala mi nawet skończyć zdania.chce być wysłuchana ale nie umie, nie chce kompletnie słuchać.mam serdecznie dość.
przykro mi tylko,że stracę kontakt z siostrzenicą.
trudno.
dziękuję jeszcze raz za wszystkie posty.dżizus… rodzina…..Anonim
3 października 2009 o 01:38Liczba postów: 20551Ush!, przykro mi, że nie udało się. Widać, Twojej siostrze "wygodnie" na obecnie zajmowanej "pozycji" i chyba rozmowy nic nie dadzą. Toksyczne związki mają to do siebie, że niszczą "niezauważalnie", bo niewłaściwe rodzinne relacje od dawna / lub od "zawsze"/ stały się czymś "normalnym".
Ja "odkryłam" taki stan rzeczy parę lat temu. Gdy dotarło do mnie, że toksyczność mojej rodziny próbuje pochłonąć moje dzieci, rozpoczęłąm "dialog". Ale rozmowy nic nie dały, dlatego wyznaczyłam własne granice i ich bronię do dziś. Relacje zmieniły się. Pomogła też duża odległość i brak odwiedzin. Na początku było bardzo trudno, ale teraz nie żałuję. Jestem samodzielną i stanowiącą o sobie osobą, bez "sznurków" toksyczności rodziny. Z dystansem obserwuję wzajemnie uwikłane relacje mojego rodzeństwa z rodzicami i żal mi ich wszystkich, ale wiem, że im nie mogę pomóc, bo żeby z tej matni wyjść, trzeba podjąć własną decyzję i konsekwentnie ją realizować. Nie jestem już traktowana jak "dobra" córka i siostra, ale jak "buntowniczka" (choć przynajmniej z jedną siostrą nie straciłam ciepłego kontaktu). Jednak czas leczy rany i teraz wiem, że lepiej być fikcyjną "buntowniczką", z nadzieją na dalszą poprawę wzajemnych zdrowych relacji, niż prawdziwą "niewolniczką" własnej rodziny, bez jakiejkolwiek perspektywy na uznanie mojej odrębności.
Bardzo szybko podjelas decyzje. Mysle ze trafna. Sa ludzie ktorzy potrzebuja "terapii wstrzasowej" zeby wkoncu sie przebudzic. Tak czy inaczej postawa Twojej siostry bardzo przypominala mi postawe mojej matki. Po rozwodzie i po smierci jej matki , ( ktora wszsytko za nia kontrolowala ) okazalo sie ze moja matka nie potrafi sama sobie z zyciem radzic i czuje sie jak biedna zagubiona dziewczyna porzucona w wielki lesie. Nie umiala gospodarowac pieniedzmi, robila dlug za dlugiem, przy czym w sprytny sposob wciagala mnie i moja siostre w ich splate, jako ze jeszcze wowczas mieszkalysmy razem z nia – pozwalala sobie ttwierdzic ze dlugi te sa naszym wspolnym zobowiazaniem i wspolnie mamy je splacac. W praktyce to oba pozostawala bezrobotna i dlugi splacalam ja i siostra. Ona jedynie utwierdzala sie w swojej racji i roszczenia jej rosly …dlugi zreszta tez. CZesto posowala sie do szantarzowania nas tym ze popelni samobojstwo i ze "zabierze brata ze soba" – brata ktory mial wowczas ok. 5 lat. Tak bylo niegdys, jak jest teraz: nie powiem bo bylam bardzo wkrecona w toksyczny zwiazek z moja matka: bylam jej powiernikiem, pomagalam, psychologiem, psychoanalitykiem, spowiednikiem i niewiem kim jeszcze…nawet pracodawca. Zeby dac jej szanse zarabiania w koncu pieniedzy. I wiesz co? Ona w perfidny sposob ciagla ze mnie ile sie dalo, malo tego w sklepie ktory dla niej otwarlam, doprowadzila do takich naduzyc, ze az mi bylo wstyd, gdyz teoretycznie ja bylam wlascicielka. Dopiero wowczas powiedzialam dosc, zamknelam sklep i ona zostala bez pracy, urwalam kontakt i powiedzialam ze to czego sie dopuscila ni che juz jej widziec ani slyszec. Niech sobie robi co che. Dotalo do mnie to ze pasozyt, dotad bedzie z ciebie ssal az cie kompletnie nie zrujnuje, pozniej znajdzie sobie innego losia. Boje sie o brata, on ma teraz 15 lat.
„Bardzo szybko podjelas decyzje. Mysle ze trafna. Sa ludzie ktorzy potrzebuja "terapii wstrzasowej" zeby wkoncu sie przebudzic. ”
Trudno w to uwierzyc, ale nasi bliscy moga byc czasem naszymi emocjonalnymi wampirami,ktore zywia sie nasza energia i nas ssa.Mozna ich tez nazwac pasozytami, tak jak zrobila to Zuzanna.Najwazniejsze jest chyba to,zeby zdystanswoac sie do tych ludzi.Nie jest to latwe, gdyz Ci ludzie beda manipulowac nami,za pomoca naszego poczucia winy: JAKA Z CIEBIE CORKA,SIOSTRA itp.,itd.INNI TO MAJA DZIECI, NIE TO CO JA.ALBO INNI TO MAJA RODZENSWTO, NIE TO CO JA.
Ja cale zycie slyszalam te teksty- inni to maja dzieci,inni to sa szczesliwi,bo maja super dzieci, nie to co ja.I tak w wieku kilku lat,zajmowalam sie gospodarstwem domowym-sprzatanniem.Jako nastolatka gotowalam,pieklam ciasta,chodzilam do szkoly,gdy mlodszy brat sprawial problemy wychowawcze w szkole.A mama zapracowana biznes women? Skadze.Jej glowne zajecie- narzekanie,ogladaniwe filmow i siedzenie w domu.
Nigdy nie otrzymalam od niej zadnej pochwaly,czy wsparcia.Wiecznie musialam sie nie zajmowac, pocieszac,wspierac.Ja zawsze musialam byc ta silna, niezwyciezona,pomagajaca wszystkim, swieta meczennica, ktora poswieca sie nie oczekujac nic w zamian.Odplaca miloscia za egoizm,czasem nawet za zle slowea czy wizwiska.
Obecnie jestem na etapie emocjongo uwalniania sie od matki,nie wazne co ludzie powiedza.
jestem w podobnej sztuacji
moja mama jest (przykro to stwierdzić ale) zyciowym nieudacznikiem też z tendecją do obarczania winą wszystko do okoła
trudno skończyć relacje własną matką tak samo jak trudno na to wszystko patrzeć jak sama siebie pogrąża
dziwne ale też czuję się jakbym to ja była rodzicem , doradcą spowiednikiem itd itp
a przecież powinno być odwrtonie…
przez całe swoje życie latałą za mężulkiem alkoholikiem
nigdy nie miała swojej godności, swojego zdania, zawsze niesamodzielna ofiara
gdy tylko przynosił pieniądze do domu była skłonna zrobić wszystko aby je dostać – a on się wtedy czuł panem
najgorsze jest to ze ja mam wyrzuty sumienia no bo jak nie pomóc własnej matce?
dzwoni do mnie tylko jak coś potrzebuje, narzeka , stęka a sama nic nie robi
to jest strasznie ze moze cię wkórwiać własna matka – straszne ale niestety….
dzięki tej stonie wiem ze nie jestem sama, ze to nie moja wina , i ze takie sytuacje się poprostu zdarzają -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.