Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD W końcu umarł.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarIzabr
    Uczestnik
    Liczba postów: 30

    Dawno tu nie zaglądałam. A dziś pierwszy raz od dawna poczułam, że jestem samotna i nie mam z kim podzielić się tym co czuje. Że potrzebuje wsparcia.
    Dziś był pogrzeb mojego ojca. Zawsze myślałam, ze gdy w końcu umrze poczuje ulgę, przestane się bać, zacznę żyć. Od 10 lat nie miałam z nim żadnego kontaktu, zreszta obraził się ponoć na mnie śmiertelnie, nawet przekazał mojej siostrze, ze ma tylko jedna córkę ( o tyle ciekawe, ze moja siostra wyrąbane ma na niego po całości od dłuższego czasu, a jednak to mnie miał, a raczej ogłosił, że już nie ma na myśli). Obraził się pewnie dlatego, ze przestałam dawać pieniądze. Nie istotne, przynajmniej miałam spokój. W dzieciństwie i później było jak było, ale zawsze jak widziałam go gdzieś z daleka to zalewałam się łzami, z żalu, z tęsknoty, choć pewnie nie za nim jako osoba, a po prostu za ojcem. Mama nie żyje już od dawna, byłam wtedy nastolatka. Na organizacje pogrzebu ojca nie miałam środków, ani energii. Siostra tez powiedziała, ze zajmować się tym nie ma zamiaru. Był pod opieka mopsu , i to mopsowi zleciłam organizacje pogrzebu. Na pogrzebie byłam sama. Jedyna. To było tak przytłaczające, tak przykre. Załatwili mu jakaś grupowa mogile , z tabliczka, z miejscem na znicz. Nie było księdza – nie wiem czy nie chciał, czy tak wyglądają „państwowe” pogrzeby. I teraz jest już po wszystkim, a ja czuje się winna, ze pogrzeb wyglądał jak wyglądał. Czuje się winna, ze jednak się tym nie zajęłam, czuje się winna, ze był sam, czuje się winna, ze może powinnam być bardziej dorosła i pomóc mu, dowiedzieć się co u niego. Zanim zerwalam kontakt próbowałam. Naprawdę próbowałam. Nawet po śmierci mamy na tyle na ile jako nasto czy potem 20-sto latka umiałam. Ale to był dla mnie za duży ładunek emocjonalny, w końcu się poddałam. Miałam dość życia w piekle. A teraz wydaje mi się, ze przesadzam, przesadzałam. Ze powinnam, ze zle zrobiłam. Nie chciałam pochować go z mama, bo jej grób to moja bezpieczna przystań. Nie chciałam tam oglądać jego patologicznej partnerki z która się związał ( ciekawe – na pogrzeb nie przyszła, ale za nim umarł już pytała po ludziach o pieniądze na ten cel) ani jego ziomków spod sklepu. Nie chciałam żeby spoczywał obok mamy, która tak strasznie krzywdził przez całe życie. A teraz uświadomiłam sobie, ze oboje już nie żyją, ze to nie ma znaczenia i zachowałam się jak sentymentalna szczeniara. I jak sobie wybaczyć?

    Avatarrasputnik
    Uczestnik
    Liczba postów: 21

    współczuję Ci, to jest ciężar tego co mogło być ale nie było, a teraz już na pewno nie będzie.

    Ale czasami się po prostu nie da lepiej, może w innej sytuacji, w innej rodzinie, w innym życiu wyglądało by to inaczej, ale to raczej nie Twoja wina że rodzina się rozpadła i każdy został sam. Może, jeśli to w ogóle realne, porozmawiaj o tym z siostrą i zapewnijcie choć sobie nawzajem trochę tego czego Wam tak brakowało.

    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    Witaj, nie byłam nigdy w takiej trudnej sytuacji, gdybym była, pewnie czułabym się podobnie. Bardzo Ci współczuję, straciłaś już teraz oboje rodziców. Przekaz społeczny czasem wymaga, żeby zajmować się rodzicami. Zastanowiłabym się jednak nad tym, jakie były Twoje intencje względem osób w tej sytuacji uczestniczących. Bo może być także chroniłaś siebie i nie zostawiłaś ojca perfidnie samego…

    Avatariamalive
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Mam 31 lat i dzisiaj zmarł mój ojciec w wieku 66 lat.

    Przez 40+ lat był alkoholikiem, zmarł w samotności mieszkając w domu obok nas, nikt już 'nie miał na niego siły’…. ciężko było niepałać do niego niechęcią, mimo tego że zawsze świadomie chciałem żeby to się dobrze skończyło…. nie miałem siły być miły ani do niego zaglądnąć, a teraz mi szkoda że tak wyszło. został sam i tak naprawdę my dobrze wiemy że to nie był zły człowiek. to był dobry człowiek tylko że z dość toksycznym problemem, i wiedząc że jego ojciec również byl alkoholikiem, wiem że to nie była jego wina.

    I właśnie dzisiaj, pomimo tych wszystkich nerwowych lat i dziwnych sytuacji, wybychłem momentalnie płaczem.

     

     

    AvatarIzabr
    Uczestnik
    Liczba postów: 30

    Szczerze współczuje. Mi po kilku dniach przyszło jednak do głowy, że to jak umarł i jak został pochowany mój ojciec było konsekwencją tego jak żył. Czyli bylo to niejako jego wyborem. Czyli dobrze, ze po raz kolejny – choć to byłby ostatni – nie zamiatałam po nim bałaganu.
    Twój ojciec, niestety ponosi winę. Wybrał takie życie, wybrał alkohol. Może był zbyt słaby, żeby z tym wygrać, wiec się poddał, ale to wciąż Jego wybór.
    Szkoda Ci, że tak wyszło i naprawdę uwierz, ze rozumiem Twój ból i czuje ten sam żal. Ale to nie przez was „tak wyszło”.
    Płacz ile wlezie 🙂 Łzy oczyszczają 😉

     

    AvatarMarta_DDA
    Uczestnik
    Liczba postów: 10

    Witaj, poczucie winy, o którym piszesz, jest tak powszechne w naszym życiu DDA. Reagujesz na tę sytuację takim uczuciem prawdopodobnie dlatego, że masz głęboko zakorzenione przekonanie, że to Ty odpowiadasz za swoich rodziców, że na Twoich barkach spoczywa odpowiedzialność za ich szczęście, czy byt. Jest to typowy dla nas, DDA, przerost odpowiedzialności. Myślę, że warto to zakwestionować. W relacjach z rodzicami to nie dzieci odpowiadają za dobre życie i pomyślność rodziców, to jest postawione na głowie myślenie, wynoszone tylko z toksycznych domów. Warto pamiętać, że nasze uczucia biorą się z przekonań – często tych, których nawet sobie nie uświadamiamy. Jeśli chcesz się pozbyć poczucia winy, zastanów się, z jakich (być może niewłaściwych) przekonań ono wypływa. Powodzenia i trzymaj się :-).

    AvatarMcGrzegorz
    Uczestnik
    Liczba postów: 4

    Mój Tato zmarł w 2018 roku. W dzieciństwie jedyne co pamiętam, to moje pytania do Mamy czy Tata dzisiaj przyjdzie. Często siadałem na parapecie za zasłoną, sam, oddzielony od pustego mieszkania w którym rządziły pod nieobecność rodziców diabły (a tak widziałem je kolorowe i kłębiące się) i wstrzymując oddech by mnie nie widziały czekałem aż klucz zazgrzyta w zamku. Bardzo za nim tęskniłem. Był budowlańcem. Czasem i tydzień go nie widziałem. Był odrzuconym dzieckiem. Zmagał się w życiu z odrzuceniem będąc nieślubnym dzieckiem z cholernej zasranej wsi. Rodzina odesłała Go na drugi koniec Polski aby nie ranił oczu przyzwoitych ludzi. Wrócił, ożenił się, zaczął pić. Potem urodziła się moja siostra. Nie wiem kiedy to się skończyło, Mama go wyciągnęła, choć kiedyś mi powiedziała, że powinna była odejść. Nie było Taty ze mną kiedy Go potrzebowałem. Później, kiedy skończył z chlaniem, był już tylko cieniem ojca. Nie miałem słowa wsparcia ze strony zagonionej Mamy ani od Taty, który go w dzieciństwie nie otrzymał i nie potrafił od siebie dać. Nigdy nie byliśmy sobie bliscy, tak myślę, nie zdążyliśmy. Mam 49 lat. Dwa lata temu pochowałem Tatę. Płakałem na pogrzebie nad nim, jego niesprawiedliwym życiem i nad sobą, bo nie mam już Taty.Kiedy jest mi źle chodzę na cmentarz i tam płaczę. Taka moja tajemnica. Tam mogę.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 3 tygodni temu przez AvatarMcGrzegorz.
    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 704

    @McGrzegorz. To chyba piękny przykład wybaczenia. Zapłakać ze współczucia nad rodzicem. Na razie nie umiem. A chciałbym zrobić to jeszcze za życia ojca.

    Avatarjjola
    Uczestnik
    Liczba postów: 20

    Jakże bliskie jest mi, to co piszesz Izabr… miałam bardzo podobnie. Niedługo minie 3 lata jak umarł mój… ten, którego tak trudno nazywać ojcem. Nie utrzymywał z nami kontaktu od lat, a póki mama żyła, z plotek dowiadywaliśmy się tylko, że żyje, pije i ma długi. Wiedzieliśmy, że gdy umrze czekają nas sprawy zrzeczenia się wszelkiego spadku po nim, bo inaczej będziemy spłacać jego długi. Gdy mama zmarła, liczyliśmy, że jakoś wcześniej dowiemy się z rodzeństwem o jego śmierci niż od komornika. Dowiedzieliśmy się dzięki dobremu zbiegowi okoliczności i podobnie jak u Ciebie nie podjęliśmy się organizacji pogrzebu, by jego dłużnicy się nami nie zainteresowali. Miał pogrzeb z mopsu i żadne z nas na niego nie poszło, choć tylko brat miał z tego powodu poczucie winy. Ja na jego grób nie poszłabym wcale gdyby brat tam w święto zmarłych nas nie zaprowadził. Za te wszystkie krzywdy, które nam wyrządził i naszej mamie, nie chciałam mu nawet świeczki postawić. Też miałam poczucie winy, miałam to szczęście, że byłam aktualnie w terapii, miałam do siebie żal, że się nim nie zainteresowałam przed jego śmiercią, choć też próbowałam jako nastolatka kilka razy bez skutku i pozostawałam tylko z cierpieniem po tych próbach. Ale po jego śmierci płakałam, że może nas potrzebował, podobno już nie chodził i chorował, martwiłam się po fakcie czy miał tam czysto w łóżku (choć jeszcze mieszkając z nami, nie sprzątał w swoim pokoju 10 lat), czy miał się kto nim opiekować. Terapeutka bardzo pomogła mi sobie z tym poradzić. Powiedziała mi ważne wtedy słowa, że płaczę ponieważ jestem dobrym, wrażliwym człowiekiem, który ma empatię. Ojciec taki nie był, nie chciał z nami kontaktu, nie chciał się leczyć i umarł jak umarł. Nie mamy już na to wpływu, a żal… to chyba żal za tym utraconym dzieciństwem, za rodzicem, którego nie było, że teraz nie ma ich już fizycznie i nic już się nie zmieni, a wcześniej może jeszcze łudziliśmy się, że może coś się zmieni? Jestem po latach terapii, myślę, że mocno wyprowadzona emocjonalnie na prostą, a nadal w dorosłym życiu nie potrafię znaleźć sobie celu, rozwijać się, bo gdy inne dzieci się uczyły, rozwijały swoje pasje, potem podejmowały studia i były wspierane w rozwoju przez bliskich, ja walczyłam ze skutkami alkoholizmu w mojej rodzinie, potem ze skutkami narkomanii partnera w poprzednim związku. Teraz gdy jest już dobrze, może nawet stabilnie, ja stoję pod murem, nie mogę iść dalej, bo okazuje się, że nic innego w życiu nie umiałam robić jak walczyć o przetrwanie i wyrwanie się z chorej sytuacji… ale to już temat na oddzielny wątek. Dobrze, że jesteście.

    Avataraktywny187
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    To rodzice, powinni opiekować się dziećmi i je wspierać, a nie odwrotnie.

    Twój ojciec sam takie życie sobie wybrał, cierpiał jak pił alkohol, ale pił go dalej….

    Sobie wybaczać nie masz czrgo, zrobiłaś co było w twojej mocy…

    Możesz wybaczyć ojcu, lata cierpienia, bólu, wstydu, upokorzenia ale do tego musisz wyrazić do niego złość, wściekłość, nienawiść….

    Ktoś kto wybacza, a nie wyrazi swojego bólu, złości…. za to co zostało mu zrobione tak naprawdę neguje sam siebie….

    „Jeśli dasz świadectwo temu co w tobie, to, czemu dałeś świadectwo, zbawi cię. Jeśli wyprzesz się tego, co jest w tobie, to, czego się wyparłeś, zgubi cię.”

     

    Wybaczamy  zawsze dla siebie, aby zamknąć pewien rozdział życia….

     

    Jeśli wybaczam oznacza to, że nie będę się mścił…, nie będę czekał, że ktoś wynagrodzi  mi krzywdy, powie” Przepraszam, wybacz mi ”

    Po wypaczeniu może nastąpić pojednanie, a dopiero potem może dojść zaufanie…

    To że komuś wybaczam, nie jest równoznaczne z pojednaniem….

    Jak ktoś mnie okradł, to ja mu wypaczam, i go za to nie pobije….

    Jednak nie chcę, mieć z nim nic wspólnego…. Bo mam do tego takie prawo…. 😁

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez Avataraktywny187.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez Avataraktywny187.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez Avataraktywny187.
Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.