Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD W końcu umarł.

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarIzabr
    Uczestnik
    Liczba postów: 30

    Dawno tu nie zaglądałam. A dziś pierwszy raz od dawna poczułam, że jestem samotna i nie mam z kim podzielić się tym co czuje. Że potrzebuje wsparcia.
    Dziś był pogrzeb mojego ojca. Zawsze myślałam, ze gdy w końcu umrze poczuje ulgę, przestane się bać, zacznę żyć. Od 10 lat nie miałam z nim żadnego kontaktu, zreszta obraził się ponoć na mnie śmiertelnie, nawet przekazał mojej siostrze, ze ma tylko jedna córkę ( o tyle ciekawe, ze moja siostra wyrąbane ma na niego po całości od dłuższego czasu, a jednak to mnie miał, a raczej ogłosił, że już nie ma na myśli). Obraził się pewnie dlatego, ze przestałam dawać pieniądze. Nie istotne, przynajmniej miałam spokój. W dzieciństwie i później było jak było, ale zawsze jak widziałam go gdzieś z daleka to zalewałam się łzami, z żalu, z tęsknoty, choć pewnie nie za nim jako osoba, a po prostu za ojcem. Mama nie żyje już od dawna, byłam wtedy nastolatka. Na organizacje pogrzebu ojca nie miałam środków, ani energii. Siostra tez powiedziała, ze zajmować się tym nie ma zamiaru. Był pod opieka mopsu , i to mopsowi zleciłam organizacje pogrzebu. Na pogrzebie byłam sama. Jedyna. To było tak przytłaczające, tak przykre. Załatwili mu jakaś grupowa mogile , z tabliczka, z miejscem na znicz. Nie było księdza – nie wiem czy nie chciał, czy tak wyglądają „państwowe” pogrzeby. I teraz jest już po wszystkim, a ja czuje się winna, ze pogrzeb wyglądał jak wyglądał. Czuje się winna, ze jednak się tym nie zajęłam, czuje się winna, ze był sam, czuje się winna, ze może powinnam być bardziej dorosła i pomóc mu, dowiedzieć się co u niego. Zanim zerwalam kontakt próbowałam. Naprawdę próbowałam. Nawet po śmierci mamy na tyle na ile jako nasto czy potem 20-sto latka umiałam. Ale to był dla mnie za duży ładunek emocjonalny, w końcu się poddałam. Miałam dość życia w piekle. A teraz wydaje mi się, ze przesadzam, przesadzałam. Ze powinnam, ze zle zrobiłam. Nie chciałam pochować go z mama, bo jej grób to moja bezpieczna przystań. Nie chciałam tam oglądać jego patologicznej partnerki z która się związał ( ciekawe – na pogrzeb nie przyszła, ale za nim umarł już pytała po ludziach o pieniądze na ten cel) ani jego ziomków spod sklepu. Nie chciałam żeby spoczywał obok mamy, która tak strasznie krzywdził przez całe życie. A teraz uświadomiłam sobie, ze oboje już nie żyją, ze to nie ma znaczenia i zachowałam się jak sentymentalna szczeniara. I jak sobie wybaczyć?

    Avatarrasputnik
    Uczestnik
    Liczba postów: 21

    współczuję Ci, to jest ciężar tego co mogło być ale nie było, a teraz już na pewno nie będzie.

    Ale czasami się po prostu nie da lepiej, może w innej sytuacji, w innej rodzinie, w innym życiu wyglądało by to inaczej, ale to raczej nie Twoja wina że rodzina się rozpadła i każdy został sam. Może, jeśli to w ogóle realne, porozmawiaj o tym z siostrą i zapewnijcie choć sobie nawzajem trochę tego czego Wam tak brakowało.

    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 95

    Witaj, nie byłam nigdy w takiej trudnej sytuacji, gdybym była, pewnie czułabym się podobnie. Bardzo Ci współczuję, straciłaś już teraz oboje rodziców. Przekaz społeczny czasem wymaga, żeby zajmować się rodzicami. Zastanowiłabym się jednak nad tym, jakie były Twoje intencje względem osób w tej sytuacji uczestniczących. Bo może być także chroniłaś siebie i nie zostawiłaś ojca perfidnie samego…

    Avatariamalive
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Mam 31 lat i dzisiaj zmarł mój ojciec w wieku 66 lat.

    Przez 40+ lat był alkoholikiem, zmarł w samotności mieszkając w domu obok nas, nikt już 'nie miał na niego siły’…. ciężko było niepałać do niego niechęcią, mimo tego że zawsze świadomie chciałem żeby to się dobrze skończyło…. nie miałem siły być miły ani do niego zaglądnąć, a teraz mi szkoda że tak wyszło. został sam i tak naprawdę my dobrze wiemy że to nie był zły człowiek. to był dobry człowiek tylko że z dość toksycznym problemem, i wiedząc że jego ojciec również byl alkoholikiem, wiem że to nie była jego wina.

    I właśnie dzisiaj, pomimo tych wszystkich nerwowych lat i dziwnych sytuacji, wybychłem momentalnie płaczem.

     

     

    AvatarIzabr
    Uczestnik
    Liczba postów: 30

    Szczerze współczuje. Mi po kilku dniach przyszło jednak do głowy, że to jak umarł i jak został pochowany mój ojciec było konsekwencją tego jak żył. Czyli bylo to niejako jego wyborem. Czyli dobrze, ze po raz kolejny – choć to byłby ostatni – nie zamiatałam po nim bałaganu.
    Twój ojciec, niestety ponosi winę. Wybrał takie życie, wybrał alkohol. Może był zbyt słaby, żeby z tym wygrać, wiec się poddał, ale to wciąż Jego wybór.
    Szkoda Ci, że tak wyszło i naprawdę uwierz, ze rozumiem Twój ból i czuje ten sam żal. Ale to nie przez was „tak wyszło”.
    Płacz ile wlezie 🙂 Łzy oczyszczają 😉

     

    AvatarMarta_DDA
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Witaj, poczucie winy, o którym piszesz, jest tak powszechne w naszym życiu DDA. Reagujesz na tę sytuację takim uczuciem prawdopodobnie dlatego, że masz głęboko zakorzenione przekonanie, że to Ty odpowiadasz za swoich rodziców, że na Twoich barkach spoczywa odpowiedzialność za ich szczęście, czy byt. Jest to typowy dla nas, DDA, przerost odpowiedzialności. Myślę, że warto to zakwestionować. W relacjach z rodzicami to nie dzieci odpowiadają za dobre życie i pomyślność rodziców, to jest postawione na głowie myślenie, wynoszone tylko z toksycznych domów. Warto pamiętać, że nasze uczucia biorą się z przekonań – często tych, których nawet sobie nie uświadamiamy. Jeśli chcesz się pozbyć poczucia winy, zastanów się, z jakich (być może niewłaściwych) przekonań ono wypływa. Powodzenia i trzymaj się :-).

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.