Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › wątpliwość, która niepokoi
-
AutorWpisy
-
Czy w terapię jest wpisany, to nie wiem 😛 :whistle: za to jest wpisany w proces, czyli w nas, w możliwość zmian tu i teraz. Bardzo to trudne :dry:
barcelona zapisz:
”
moja terapia jest dziwna, jak pisałam wcześniej. taka szarpana, bez ładu i składu, raz o tym, raz o tamtym, nic dogłębnie. tylko czy to jest moja wina? czy to jest czyjaś wina? czy to niczyja wina, bo to tak przebiega?
”
Hej barcelona- mam mnóstwo wątpliwości podobnych do Twoich, nie tylko w zacytowanym fragmencie.
Mój terapeuta jest od DDA, ale i tak nie mogłam długo się otworzyć, może dlatego, że to facet, a teraz jak przychodzę to plotę trzy po trzy i wydaje mi się, że nic w tej łepetynie się nie ustawia.
Zajęcia są bez jakiegoś planu. Czasem dostaję jakieś zadane, ale na następny raz nawet o tym nie przypominam… Nie wiem dlaczego.
Ale mój małżonek mówi, że odkąd chodzę na terapię, to jest mu lżej- łatwiej się ze mną rozmawia, jestem podobno weselsza 🙂
Może są efekty tylko nie tak spektakularne jakbym chciała, co pewnie wynika z czarno-białego widzenia i chęci, żeby zmiana była od razu i całkowita.Anonim
19 października 2011 o 17:57Liczba postów: 20551To ciekawie z tym chaosem. W trakcie mojej terapii wielokrotnie doświadczam poczucia, że poruszam jakiś problem, mówię o nim, a zaraz potem mówię o czymś zupełnie innym co nie ma związku z tym o czym chwilę wcześniej mówiłam. Często wtedy nawet uprzedzam moją terapeutkę, mówiąc że teraz odbiegnę od tematu. Po czym okazuje się, że nie – wcale nie odbiegłam. Te różne, na pierwszy rzut oka opowieści, okazuje się że mają wspólny mianownik.
To jak z układaniem puzzli. Pracujesz nad jakimś wybranym fragmentem, szukasz związanych z nim części a w trakcie tych poszukiwań często zdarza się tak, że trafiasz na elementy z innego fragmentu i to im zaczynasz poświęcac uwagę.
Czy to oznacza chaos?To jest chaos twórczy 😛 :whistle: wszystko jest prawidłowo.
O nie!! :woohoo: No to, po moim pytaniu do Barcelony:laugh:
Oj Pszyklejony, narozrabiał Pan…:pinch:
Właśnie próbowałam pokazac Barcelone, że jest to twórczy proces, że to ona jest tą która sięga po te różne "puzzle" i łączy je, a terapeuta może wtedy popatrzec na odsłonięty przez nią obraz i powiedziec co widzi tj. zinterpretowac go.😉
słuchajcie, dzięki za Wasze posty. teraz już wiem. zawsze byłam kiepska w układaniu puzzli, stąd coś mi nie pasowało. to teraz się sobie nie dziwię, że porzuciłam ośrodek i póki co nie mam zamiaru wracać.
pszyklejony pisał tu, że nikt nas do końca nie zrozumie, jeśli nie jest DDA. Nie lubię takiego gadania. Bo chociażby DDA to nie są jakieś chodzące kopie siebie, i niejednokrotnie bardzo się różnią i dwóch DDA niekoniecznie się rozumie. A co do terapeuty, to ja np. mam często wrażenie, że mnie rozumie, a nie jest DDA. Terapeuta to człowiek, czyli też przeżywa negatywne emocje. Dlatego chyba przy odrobinie dobrej woli myślę, że w dużej mierze może zrozumieć pacjenta-pomaga mu w tym jego wiedza. Czasem się gada: "DDA to umieją, a tamtego nie", " DDA to, tamto i owo". Dla mnie to jest jakieś szufladkowanie ludzi, według jakiegoś tajemnego szyfru "DDA", który niby wszystko ma wytłumaczyć. Także ja mam inne zdanie niż wielu na tym forum.
barcelona, sorki za odejście od tematu, ale piszę, bo to, o czym mówię pojawiło się w tym wątku.
no mnie też się zdaje, że człowiek prowadzący terapię zna się na rzeczy lub bynajmniej powinien. kwestia tego, by mieć odwagę omówić dyskomfort. terapeuta też człowiek – ma swój charakter, swoją osobowość, czasem nie zaskoczy, nie zadziała i choćby nie wiem, co, nie będzie z nim szło. bo DDA muszą się otworzyć, zaufać, zawierzyć trochę. jak tu gdzieś napisał ten nasz tu osławiony Pszyklejony – "żeby móc wyrwać serce przed kimś", ten ktoś musi być ok.
szufladkowanie DDA też mi się nie podoba. ja nie wiem, czy to moje DDA, czy to raczej ja sama, mój charakter, moje oczekiwania, moja niecierpliwość stają nam na drodze do skutecznej dyskusji. myślę, że czasem oczekuję, że coś się samo zadzieje, bez mojej interwencji. jakbym szła do mojej terapeutki po gotowe opinie, decyzje. podczas gdy przecież ja sama muszę wiedzieć, czego chcę, i to jest dla mnie trudne piekielnie.
jest tu moja wina. jest, jest. ale jej, terapeutki, chyba też. bo gdybyśmy miały faktycznie pewną relację, pewnego rodzaju terapeutyczne zaufanie, nie pisałabym o tym tu, tylko powiedziałabym jej. więc siłą rzeczy coś jest nie halo. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.