Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Wątpliwości nocą

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 33)
  • Autor
    Wpisy
  • Anonim
      Liczba postów: 20551

      HERO SOUNDTRACK

      For The World (Theme Music)
      Instrumental

      Mam w sobie biały ogien, ciepło, ktore rozświetla świat przez zamknięte powieki, ogien, ktory nie rani, nie parzy, ale wznosi duszę ponad opadajace w połmroku mgły. Niepokojacy d¼więk dzwonow z bardzo daleka zdaje się wzywać mnie w nienazwane miejsce. Ogien miota się pod powiekami. Rzuca poświatę na cała okolicę. Jednak nie ma nikogo, kto moglby zobaczyć ten blask, odpoczać w jego cieple. Nie ma też nikogo, kto swoim blaskiem doświetliłby druga stronę drogi, aby można nia pojść.

      Moja terapeutka tez mnie nie rozumie. Nie rozumie nieuzasadnionego, nieukierunkowanego pragnienia, ktorego nie potrafię nazwać po imieniu. Czy tylko ja jeden sam siebie rozumiem? Może to wystarczy…. ale zrozumienie nie daje jeszcze odpowiedzi na to – co zrobić. Pragnienie, ktoremu bratem jest nicość, siostra śmierć. A może to zguba, chęć samounicestwienia?

      Czy ja się rożnię od narkomana obsesyjnie myślacego o narkotyku?
      Czy może to pragnienie hazardzisty, nie mogacego doczekać się szelestu kart…. Jeżeli to, co uważam za dpełnienie miłości jest pomyłka, wtedy życie naprawde nie jest już potrzebne. Nie mowię, że nie ma sensu – jest tylko igraszka materii we wszechświecie nieskonczenie większym niż świat, ktory to zycie zrodził. Jest zabawa, gra, gdzie aktorzy tylko pod kołdra zdejmuja swoje maski by płakać do poduszki…

      Nie wiem po co to piszę.

      No więc tak sobie będę siedział w fotelu i czekał w samotności, aż kompas przypomni sobie, gdzie była połnoc.

      Wojtek

      Anonim
        Liczba postów: 20551

        Czesc Wojtek!
        A moze Twoja psycholozka nie dotarla jeszcze do 'wyzszych poziomow abstrakcji’ na ktore wznosi Cie Twoj intelekt i ktorego zaspokojenia chca Twoje uczucia? Twoje pytania nie sa juz chyba skierowane do psychologa ale raczej do istot rozwinietych duchowo. Co nie oznacza, ze masz watpic w skutecznosc i sens terapii – ale moze poszukac jeszcze odpowiedniego terapeuty dla siebie. Jakiegos czlowieka hmmm praktykujacego?
        Jest w Krakowie taki osrodek 'Arche’: http://www.arche.krakow.pl/psychoterapia.html
        Psychoterapeuta Pan Mateusz Borowiec wyglada mi na takiego czlowieka, bo tak przenikliwie i spokojnie mu z oczu patrzy. Ale gdzies moze sa i jacys inni.
        Ciekawe, czy psychoterapeuci sa na tyle prawdomowni by powiedziec (jesli im sie slono placi), ze tu zadna psychoterapia nie jest potrzebna. Ze czasami tak sie dzieje ot poprostu, ze czlowiek dociera do zagadki bytu, ktorej czlowiek nie potrafi rozwiazac.
        Powodzenia!

        sowa
        Uczestnik
          Liczba postów: 234

          ale można też trafić na takiego psajko, co stwierdzi , że to schizolska faza oświecenia… heh…..

          a przecież to może być potrzeba transcendencji…Pan Maslow cosik o tym wspominał B) :y32b4:

          Anonim
            Liczba postów: 20551

            Ale Wojtkowi to jesli dobrze go rozumiem, chodzi o taki szczegolny rodzaj transcendencji. O taki, ktory realizuje sie w spotkaniu z drugim czlowiekiem, a scislej w spotkaniu i obcowaniu mezczyzny z kobieta.O taki szczegolny rodzaj (nad?)zrozumienia, ktory moga razem osiagnac. Zastanawia mnie tylko co takie pragnienie ma do terapii DDA? Czy taka potrzeba wynika z problemow z osobowoscia? Czy z uleczonej osobowosci, ktora pragnie dla siebie drugiej uleczonej osobowosci? Drzwi do szczegolnych doznan okreslanych jako 'mistyczne’ – nie otwieraja tylko praktyki religijne, doswiadczenie graniczne (np smierc kliniczna) czy srodki psychodeliczne. Z takimi doswiadczeniami jest jednak tak – ze sa one intensywne – lecz jesli nie przezyte wspolnie (np w grupie religijnej, mistycznej jak np buddysci lub pitagorejczycy ;-)) – skazuja czlowieka na duchowa samotnosc. A potem czlowiek zachowuje sie tak – jakby to, co utracone staral sie odnalezc. Wydaje mi sie (choc nie jestem tego 'zywym’ przykladem), ze potrzeby duchowe mozna realizowac w zwiazku z Drugim Czlowiekiem – przez to okreslone podejscie do takiego zwiazku. Gdzie realizuja sie ludzie dorosli a nie rozkapryszone dzieci. Takie szczegolne spotkanie ludzi sobie pokrewnych – i odkrycie siebie jako sobie bliskich i realizowanie wspolne tez ma cos z mistyki. I zostalo nawet opisane przez filozofow Dialogu. To jest takie doswiadczanie transcendencji w codziennosci Dwojga. DDA moze w Innym bardziej niz kto inny doswiadczyc Siebie. Dzieki swojej wrazliwosci i towarzyszacej temu potrzebie odnajdywania Czegos. Problem pojawia sie jednak jak z takiego akcydentalnego wydarzenia zbudowac Swoja codziennosc. Problem w tym, ze we wszystkim dostrzega problem, a nie dostrzega go tam gdzie on faktycznie jest 😉

            Anonim
              Liczba postów: 20551

              Daphnie… zastanawiam się jak Ty w ogole możesz istnieć nie będac wytworem mojej wyobra¼ni? :laugh: Z czego wynika Twoje zrozumienie tematu wskazujace na niemałe z nim doświadczenie – przynajmniej doświadczenie intelektualne? Czy ty też tego doświadczasz? Znowu mam wrażenie, że rozumiesz mnie szerzej niż sam potrafię siebie w jednej chwili objać. Jestem tak skrajnie przyzwyczajony do niezrozumienia, że chwilami zapominam, że przecież jednak nie mogło tylko mi 'się tak stać’ – także np. Tobie. Innym razem przestaję dbać o uczciwy i wnikliwy opis całej sprawy – skoro i tak nikt tego nie zrozumie… Atsd – w sumie niewiele piszesz o sobie.

              Jedna z cech stanu o ktory chodzi jest poczucie pełnego bezpieczenstwa chwilowego – to znaczy – możesz być całkowicie soba w czyimś towarzystwie i nie jesteś narażona na krytykę, ocenę, drwinę, niezrozumieine, odrzucenie lub chęć zmieniania.

              W razie nierozumienia jest pytanie, potem kolejne – nigdy jednak nie dochodzi do odrzucenia, krytyki – ktora mowi "bad¼ taki jak ja chcę", albo też drwiny z czegoś pozornie błachego – ale jednak drwiny odczuwalnej. Jest pełna akceptacja, ktora w moim przekonaniu wynika z najwyra¼niejszego przejawu prawdziwej miłości – bycia towarzyszem samorealizacji osoby, ktora się kocha. Ten przejaw wyklucza niezdrowe oczekiwania. Czy to jest transcendentne – oczywiście – nie, chociaż dla osoby żyjacej przez wiele lat w wynikajacej z niewiedzy izolacji (w stanie 'udawania’ wobec innych) – dla tej osoby może się ten stan wydawać transcendentny. A przecież to stan zupełnie funkcjonalnym i naturalnym.

              Co dzieje się dalej – wiecie…pisałem…. co się wtedy tworzy jeśli z dwoch stron zachodzi potrzeba hmm… oddana się sobie i stopienia w jedność. I ten stan ma wiele wspolnego z przeżyciem mistycznym, aczkolwiek nie jest przypadkowy i jednorazowy – jest osiagalny, namacalny i możliwy do powtarzania. Chociaż z drugiej strony odnajdujac ślady doświadczania tego stanu w wielu przede wszystkim świętych księgach – być może jest to dla niektorych transcendentne doświadczanie tworzenia 'raju na ziemi’?
              To sa w zasadzie akademickie rozważania, całkiem przyjemne ale nieco zbędne – szufladkowanie takich doświadczen nie jest przecież do niczego potrzebne, skoro nie można inaczej stwierdzić ich istnienia – niż tylko przez własne wewnętrzne doświadczenie. Daphnie wiesz, że coś takiego istnieje, podobnie jak ja, a przecież nie da się tego wytłumaczyć komuś, kto sam tego nie odczuwa .Ci, ktorzy nie wiedza – pozostaja za gruba czerwona kotara…

              Daphnie, massz rację piszac, iż czasem problem w tym, że we wszystkim widzi się problem. Mimo wszystko nie widzę problemu w tym co odczuwam w zwiazku ze Sprawa. Bardzo jestem rad z Twojego zrozumienia tematu, a przez to także mojej skromnej osoby.

              Gdzieś ty wyrosła? 😀 Napisz coś o sobie.

              Sowo – być może jest to potrzeba transcendencji. Wszystko zaczęło się właściwie od tego.A co do schizy oświeconego – to coś takiego jak fascynacja bogactwem nowobogackiego? W każdym razie po fazie euforii zaczynam się przyzwyczajać do tego stanu tęsknoty – po szoku jakim jest ta 'pierwsza faza oswiecenia’ jeśli dobrze rozumiem. Ale jednak to coś żyje – codziennie, zwyczajnie, niczym się nie wyrożnia, tylko czasami wychodzi i mowi o sobie. Szczerze mowiac samego mnie już nieco żenuje wieczne pisanie o tej tęsknocie, ktora była i jest, nie zmienia się i mam wrażenie, że jest tak blisko w zasięgu ręki i jednocześnie – tak daleko. I wychodzac z każdego kolejnego dołka – tak jak ten w czołowce tematu – moje przekonania utrwalaja się i klaruja.

              serdecznie pozdrawiam
              Wojtek

              Anonim
                Liczba postów: 20551

                Daphnie napisał:
                „Daphnie…”
                To powyżej ja napisałem 😡
                Daphnie mialo być w temacie

                Anonim
                  Liczba postów: 20551

                  Wojtek napisał:

                  Gdzieś ty wyrosła? 😀 Napisz coś o sobie.

                  Hmmm 'niewidzialne dziecko’ zostalo wywolane do tablicy.Postaram sie powiedziec cos o sobie… Wyroslam w dysfunkcyjnej rodzinie, ktorej problemem byla choroba matki. Gdzies to przeze mnie bylo opisane na tym forum w watku 'Brat’. W zasadzie to nie wiem co mozna by dodac jeszcze. Moze tyle, ze mam za soba dwa zwiazki z facetami, dwie krotkotrwale przygody i jedna relacje, dzieki ktorej zrozumialam czym powinna byc milosc wyrastajaca z pelnego zrozumienia i akceptacji, o ktorej Wojtku piszesz. Pomimo, ze WSZYSCY tak jak ja byli ddd/dda dopiero perypetie tej ostatniej doprowadzily mnie/nas do zrodla naszego problemu. Teraz mysle o tym jako o wielkiej ironii losu, ze wsrod ludzi z ktorymi przyszlo mi sie zetknac – moje zainteresowanie potrafili wzbudzic tylko faceci z 'dysfunkcjami’. Co do zrodel 'zrozumienia tematu’, o ktorym piszesz: Doswiadczenie poglebione studiami i obserwacja zycia i chec bycia zawsze 'na pierwszej jego linii’. Nie bylo by mnie takiej bez ludzi, ktorych spotkalam na swojej Drodze we wlasciwym czasie i miejscu. Tak uwazam. Milo jest spotkac 'bratnia dusze’ wsrod zgielku wielu glosow. Jak juz Ci wczesniej wspominalam – Twoje slowa w odpowiednim momencie tez mi pomogly – w odnalezieniu Siebie – w zupelnie nieznanej mi sytuacji. Plataniny uczuc i poszukiwania wlasciwego rozwiazania dla trudnego emocjonalnego problemu. Bycia dla kogos oparciem i nieoczekiwania niczego w zamian. Kiedy kazdy dzien, kazda godzina przynosi inne postrzeganie wszystkiego. A to wszystko przemieszane jest jeszcze z jakas tam wiedza, o ktorej chcialam zwyczajnie zapomniec i normalnie z kims zyc. Uczucie potrzeby 'podzielenia sie’ tym wszystkim tez jest mi znane, choc zauwazone i nazwane dopiero niedawno. Tylko, ze u mnie jest to (jeszcze)konkretny ktos, ktory rozpoczal prace nad Soba. Chociaz nie wiem do czego to wszystko zmierza i jaki bedzie final czego oczywiscie nie wie sie nigdy przedtem, choc zdobyta wiedza przemieszana z doswiadczeniem projektuja rozne mozliwe sytuacje. Tak by nic nie moglo niemilego zaskoczyc i czlowiek staral sie ustrzec przed tym co przykre. Bardziej niz kolejnych rozczarowan obawiam sie zobojetnienia i rezygnacji. To bylo by jak powrot to 'zamrozenia’, ktory jest juz na szczescie? niemozliwy.
                  pozdrawiam

                  Anonim
                    Liczba postów: 20551

                    Rzeczywiscie nie jest mozliwy powrot do zamrożenia, ale ja czuję się jakbym ostatnio miał regres…
                    Sprawa bliskosci, otwarcia, kiedy juz wydaje mi się, że żonka zaczyna się otwierać dostrzegam tez po chwili, że jednak wydaje mi się, że jednak brakuje nam przejawow otwarcia.
                    Ostatnio, mozna powiedzieć w 'zewnętrznej’ relacji dobrze nam się układa – ale cały czas mam poczucie, że to wię¼ oparta na presji 'z zewnatrz’ – oparta na ucieczce od świata –> do siebie. Oczywiscie nie jest tak w moim przypadku, ja nie uciekam, ale mimo, że chociaż jest tak miło być obok siebie, czuję, że bardziej takie bycie tworza zewnętrzne okoliczności, a nie wewnętrzne pragnienie bycia blisko.

                    Ostatnio naprawdę stanałem na głowie zeby wytłumaczyc zonce czym jest zamrozenie i doszedlem do takiej przenosni:

                    Czlowiek odmrozony, odnaleziony będac sam i zatrzymujac się tak na chwilę w swoim życiu nie odczuwa presji i przymusu, nie czuje się ani ¼le ani euforycznie dobrze – to co go cechuje to pogoda ducha. Człowiek zmrozony nie moze się w ogole zatrzymywac i kontemplowac siebie i swiata, bo odczuwa wtedy przerazenie, budza się 'demony’.

                    Bliskosc dla czlowieka odnalezionego jest czyms, co wynika z jego pogod ducha – to potrzeba synergii z kims rownie otwartym po to aby wzajemnie wzmacniac się i katalizowac swoje mozliwosci, po to by dzieki jednej takiej osobie druga mogla przekraczac swoje granice i vice versa. Z kolei czlowiek zmrozony – jego samopoczucie caly czas doluje i taki czlowiek za swoja potrzebę bliskosci uwaza przymus czyjegos towarzystwa, ktory sprawia, ze z dolka czlowiek taki wychodzi na zero. Kiedy to wlasnie przyczyna dolka sa problemy, w ktorych czlowiek moze sobie pomoc tylko sam, a usilowanie naprawienia się za pomoca innej osoby jest strata energii tamtej i własnym przejawem w pewnym sensie tchorzostwa i egoizmu.

                    Co o tym sadzicie?

                    Natomiast moj regres, polega na tym, ze czuję się jakbym lekko spasował ze swoich potrzeb, to lekkie zagubienie i sprzeczne mysli… ale o tym napisze pozniej bo teraz sie strasznie spieszę.

                    pozdrowienia
                    Wojtek

                    grubas_koniokrad
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 144

                      „Ostatnio, mozna powiedzieć w 'zewnętrznej’ relacji dobrze nam się układa – ale cały czas mam poczucie, że to wię¼ oparta na presji 'z zewnatrz’ – oparta na ucieczce od świata –> do siebie. Oczywiscie nie jest tak w moim przypadku, ja nie uciekam, ale mimo, że chociaż jest tak miło być obok siebie, czuję, że bardziej takie bycie tworza zewnętrzne okoliczności, a nie wewnętrzne pragnienie bycia blisko. ”

                      chyba nie jestem jeszcze na tym samym levelu co Ty Wojtku:)
                      wciaż "uprawiam" eskapizm
                      często dopada mnie myśl, że powinienem być sam, żeby…no właśnie
                      żeby co?
                      żeby być człowiekiem?
                      bez sensu…a może nie
                      dlatego wciaż czuję się kłamca

                      czuję, że odmarzam powoli
                      jest to proces dosyć bolesny i otumania mnie okrutnie
                      czuję się obecnie jak rak jakiś :rolleyes:
                      krok do przodu
                      a za chwilę dwa kroki do tyłu

                      kiedy jestem szczery czuję się bardziej śmieszny niż wtedy
                      kiedy zakładam tę głupia maskę błazna / idioty,
                      ktory za wszelka cenę MUSI wywołać,
                      jeżeli nie śmiech
                      to przynajmniej zgorszenie

                      Anonim
                        Liczba postów: 20551

                        pewnie marne to pocieszenie, ale ten stan minie. Ja obecnie czuje sie jak ślimak bez skorupy, powoli jednak ucze się nie bac i nie wyczekiwac na każdym kroku, ze ktos mnie zrani, ale srednio mi to idzie.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 33)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.