Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Wątpliwości nocą

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 33)
  • Autor
    Wpisy
  • _Wojtek_
    Uczestnik
      Liczba postów: 77

      grubas_koniokrad napisał:

      często dopada mnie myśl, że powinienem być sam, żeby…no właśnie
      żeby co?
      (…)

      kiedy jestem szczery czuję się bardziej śmieszny niż wtedy
      kiedy zakładam tę głupia maskę błazna / idioty,
      ktory za wszelka cenę MUSI wywołać,
      jeżeli nie śmiech
      to przynajmniej zgorszenie”

      Też kiedyś tak mi się wydawało, że powinienem być sam, żeby sobie siebie poprzeżywać. Ale to wrażenie pochodzi w moim przypadku z jednego ¼rodła – poczuciawiny… "Jak mogę się wobec kogoś izolować i chcieć być sam?"
      Dzisiaj przezywam siebie bez względu na towarzystwo. Tzn. potrafię, ale jeszcze włacza się tzw.’strażnik’. Podobno w efekcie terapii strażnik znika i nie ma się świadomości że kiedykolwiek istniał.

      A jeśli idzie o twoja maskę błazna – moja była maska 'służalczości i siły’ – kiedy to okazujac asertywność, albo słabość czułem się winny i bezwartościowy.
      Dzisiaj to minęło, bardzo szybko się wyciagnałem z tej przepasci na terapii, ale pewnie dlatego, że większa część roboty – tj. uświadamiania sobie mechanizmow zrobiłem sam przez ostatnie 10 lat. A terapeutka w zasadzie tylko uświadamia mi w jaki sposob to co naprawdę myślę i czuję przyłożyć do obecnego zycia i gdzie tego w sobie tak naprawdę szukać zeby zmienić.
      To boli, ale to tworczy bol.

      Grubas, a ty jestes na terapii? Nie mow że jeszcze nie :blink: ?!

      pozdrowienia z krypty 😛
      Wojtek

      Anonim
        Liczba postów: 20551

        „pewnie marne to pocieszenie, ale ten stan minie. Ja obecnie czuje sie jak ślimak bez skorupy, powoli
        jednak ucze się nie bac i nie wyczekiwac na każdym kroku, ze ktos mnie zrani, ale srednio mi to
        idzie. ”
        dzien dobry Maju:)
        czy do mnie pisałaś?
        jeśli tak to dziękuję:)
        tak. wiem.to minie.
        i tak. czuję się jak ślimak bez skorupy, ktory sunie sobie uparcie po żyletkach
        a nad nim jakieś dzieci badajace otaczajacy je świat
        o!
        jedno trzyma moja skorupę,
        drugie już wpadło na świetny pomysł:
        -zobacymy cy pancezyk ślimacka się pali?
        i już sięga do kieszeni w poszukiwaniu pudełka zapałek, ktore zwinęło tacie
        a ja sunę po tych żyletkach i czekam z niecierpliwościa,
        aż jedno z dzieci wpadnie na jeszcze lepszy pomysł:
        -a zobacymy cy ślimacek się pali?…

        nie. nie boję się, że ktoś mnie zrani
        najbardziej siebie się boję

        „Grubas, a ty jestes na terapii? Nie mow że jeszcze nie ?!

        nie mowię 🙂
        jestem, jestem.
        terapeutyzuję się
        brudem się chlastam i mlaskam z przekasem
        gdybym miał was to bym kręcił tym wasem

        taaa

        jakiś czas temu w rozmowie telefonicznej z moja matka (oczywiście chciałem napisac : MAM¡, ale się rozmyśliłem bo w koncu nie ma to tamto,
        jeszcze ktoś by pomyślał, że wrażliwy jestem)

        powiedziałem Jej (jakoś niechcacy), że chodzę na terapię DDA
        a moja mama kochana wyłożyła mi, że co ci wszyscy psychologowie wiedza,
        że Ona wie DU¯O więcej od niejednego psychologa, terapeuty czy innego psychogrzeba.
        i powiedziała mi ta moja mama jak by się czuła gdyby na takie spotkania grupowe chodziła:lol:
        ta moja polonistka i rusycystka w jednym, ten moj kochany pakiet dwawjednymfakultetboinaczejpracybyniebyło
        powiedziała, że gdyby chodziła na takie spotkania i mowiła o sobie "tym wszystkim ludziom" to by się czuła jak by tym ludziom dupę pokazywała…
        no kocham Ja normalnie 😆

        Anonim
          Liczba postów: 20551

          no coz moi rodzice musza zajmowac sie moja latorosla jak jade do psychologa, bo ja w tej kwestii mlodziez dojezdzajaca jestem. Na poczatku terapii postawilam sprawe jasno- jak nie mozecie pomoc, chociaz sprobujcie nie przeszkadzać……….i probuja.Naturalnie uwazaja, ze przesadzam, a ja na to, ze jak chca mnie odwiedzac w psychiatryku- to ……..przykro mi, ale sie nie wybieram i dlatego bede jezdzic na terapie i tak od roku, tyle, ze w moim przypadku to terapia indywidualna, raz w tyg. Psycholog tlumaczyl mi, ze ich reakcje mpga byc rozne, podskornie zwyczajnie czuja sie winni i tak na prawde, to trudno im przyjac do siebie fakt, ze cos zrobili zle-1., 2. ze my innym oopowiadamy o tym rodzinnym tabu. Moje dziecie z tyklo dzieciom nalezna niefrasobliwoscia oswiadczylo, ze mama jezdzi do depresjologa :).
          Rada dla slimaka: a moze by sprobowac zaprzyjaznic sie ze lobuziakami, ktore przejawiaja sklonnosci do destrukcji w temacie slimaczka, skierowac gdzie indziej ich energie, chociaz zawsze jest ryzyko, ze moze sie przerzucic na inne slimaki :unsure:

          man
          Uczestnik
            Liczba postów: 303

            Wojtku i Daphnie
            Może nie potrafię tego wyrazić w taki piękny sposob w jaki Wy to wyraziliście,
            jednak dla mnie wzajemne poznawanie przeciwstawnych światow to coś najpiękniejszego, niemal Boskiego wymagajace obopolnej zgody, niesamowitego wyczucia ogromnej odwagi i postępowania z głęboka empatia, gdyż porusza się podczas tego "doświadczenia" najdelikatniejsze sfery naszej osobowości a także wystawia na probę nasz charakter. To jak chodzenie po zaminowanym terenie, w tym przypadku nawet najdrobniejsza ocena może wszystko zaburzyć a nawet narobić szkody, jednak kto się na to decyduje ten jest dla mnie naprawdę wielki:) a co do bezpieczenstwa podczas takich przeżyć to myślę, że najpierw trzeba tę iluzję zburzyć by dopiero je zasmakować w pełni, już z innym, nowym zrozumieniem i wyższym poziomem świadomości siebie i drugiej osoby w myśl zasady, że zrozumienie to stały proces, ktory przewija sie całe życie i
            nie da się na fundamentach starego budować nowego.
            Pewnie zakręciłem 😉
            W każdym bad¼ razie pozdrawiam ciepło i życzę sukcesow także na tym polu (minowym) 😛

            Ja czasem jestem leniwy i mam ochotę poleżeć na łace(tylko) 🙂

            _Wojtek_
            Uczestnik
              Liczba postów: 77

              MPMAN – miło mi, że jesteś kolejna osoba w TYM miejscu i w TYM czasie. Na łace miło poleżeć, ale gdy w koncu odezwa się dzwony – coś wzywa, żeby iść, siać i zbierać plony pośrod tych min 😉

              serdeczne pozdrowienia
              Wojtek

              _Wojtek_
              Uczestnik
                Liczba postów: 77

                ¯onki nie było przez trzy dni w domu.
                Na poczatku czułem się dość zagubiony w tej sytuacji, chociaż mieliśmy stały kontakt. Ale już wieczorem drugiego dnia – nagle poczułem, że wszystko ma sens. Poczułem, że kocham żonkę i że będzie dobrze. Poczułem, że te wszystkie rożne starania i męki do czegoś dobrego prowadza.

                W międzyczasie byłem na spotakniu terapeutycznym, gdzie terapeutka nakłoniła mnie do zaufania i otwarcia się na żonkę, do zdjęcia swojego pancerza. Nie zastanawiałem się nad tym, ale kiedy wrociła żonka byłem zupełnie ufny i otwarty na wszystko co wobec mnie zrobi….

                Dostałem włocznia prosto w słabiznę…Jak pisał R.E. Howard w swoim dziele o przygodach Conana 😉 O coś (nie wiem o co – "powinieneś wiedzieć")zostałem oskarżony i odrzucony, ale bez słowa wyjaśnienia. Mimo że nakłaniałem do rozmowy – nie wyjaśniła tego do dziś.. Po dwoch godzinach jej obecności w domu zostałem całkowicie do szpiku kości zatruty. Czułem się poniżony, odrzucony i znieważony. I być może to właśnie miał być sens takiego otwarcia, bo zrozumiałem kilka spraw.

                Pod¼wignałem sie z tego stanu w ciagu poł godziny i poczułem sie znowu szczęśliwy – miałem już kilka nowych madrych doświadczen.

                1. ¯onka jest toksyczna i trudno to wyjaśnić – ale tak chyba bywa z toksycznościa – przed tym bezwzględnie będę się bronił.
                2. To co jest dla mnie najważniejsze – to samopoczucie i stosunek do świata, ktory miałem będac w domu sam – wszystko poukładane i na miejscu. To się nie zmieniło, ale:
                3. nie potrafię obronić siebie przed toksycznościa – muszę się tego nauczyć.
                4. Można się bronić przed toksycznościa i jednocześnie nie nosić pancerza.
                5. Istnieja osoby godne zaufania.

                I chociaż wcześniej planowałem spędzić wieczor z żonka – nadmuchałem sobie materac w innym pokoju i wyszedłem wieczorem do przyjaciela w ogole się z tego nie tłumaczac. I zupełnie nie majac poczucia winy (ach jakie to wspaniałe uczucie :)).

                Powrot do domu i kilka powrotow w następnych dniach oznaczał dla mnie wejście w toksyczne środowisko – chociaz nie padło żadne słowo na ten temat – to mnie wręcz fizycznie osłabiało. Ale jakoś przetrwałem. Teraz nie wiem jak jest- być może przywykłem do jadu, albo go nie ma, ale nie czuję się zupełnie swobodnie – więc pewnie coś jeszcze jest na rzeczy. Nic nie zostało wyjaśnione – skad niechęć do mnie. Mam przypuszczenia ale ich nie słucham i nie mam zamiaru się domyślać.

                Zrozumiałem też, że ze mna albo będzie rozmowa i otwartość, albo w ogole nie będzie ze mna relacji…

                'Noż w miękkim brzuchu’ powoduje, że wszystkie wyższe uczucia i pragnienia schodza na dalszy plan, kiedy nagle ktoś bez twojej zgody probuje uderzyć w coś co generuje te uczucia – prosto w ciebie, w sens twojego jestestwa. I od razu wiadomo skad przyszły razy i co tak naprawdę jest najważniejsze i podstawowe. I widzę , że ten jad do ktorego sie przywyka, ale też bardzo łatwo odwyknać – to coś co było od dawna i czego nie będzie więcej w moim życiu – zrobię co będzie trzeba, ale jadu nie może być. Choćby się miało wszystko zawalić ….

                Serdecznie pozdrawiam i prosze o jakieś komentarze 🙂

                Wojtek

                grubas_koniokrad
                Uczestnik
                  Liczba postów: 144

                  Jak już zostało powiedziane:
                  jesteś na wyższym levelu niż ja
                  ale widzę,że "droga" jest podobna

                  „1. ¯onka jest toksyczna i trudno to wyjaśnić – ale tak chyba bywa z toksycznościa – przed tym
                  bezwzględnie będę się bronił.
                  2. To co jest dla mnie najważniejsze – to samopoczucie i stosunek do świata, ktory miałem będac w
                  domu sam – wszystko poukładane i na miejscu. To się nie zmieniło, ale:
                  3. nie potrafię obronić siebie przed toksycznościa – muszę się tego nauczyć.
                  4. Można się bronić przed toksycznościa i jednocześnie nie nosić pancerza.
                  5. Istnieja osoby godne zaufania.

                  cieszę się, że "jesteś" na tym forum Wojtku
                  bo dzięki Twoim "tekstom" jak rownież innych dadaistow
                  mogę swoja sytuację "obejrzeć" z rożnych stron

                  ps. Conan wymięka w porownaniu z Kane’m K.E. Wagnera 😆 Czytałeś?
                  Chociaż Conan w wydaniu Howarda miał klimat. Kontynuacje były kiepskie

                  _Wojtek_
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 77

                    grubas_koniokrad napisał:

                    ps. Conan wymięka w porownaniu z Kane’m K.E. Wagnera 😆 Czytałeś?
                    Chociaż Conan w wydaniu Howarda miał klimat. Kontynuacje były kiepskie”
                    Kane’a nie dałem rady, może dlatego, że Conana czytałem majac 12 lat… a za Wagnera zabrałem się majac więcej niż 20. Wtedy już czytałem głownie ksiażki o tematyce realnej (psychologicznej…).
                    Ale z fantastyki – seria Hiszpanscy ¯ebracy – numer jeden (nie pamiętam autorki)
                    Lovelock – O.S. Carda (w ogole dużo rzeczy Carda mi się podobało)

                    I w ogole miło , że Ci to pomaga co tutaj gryzmolę 😛

                    pozdrowienia
                    Wojtek

                    Anonim
                      Liczba postów: 20551

                      O witajcie. Pozwalam sie podpiac pod dyskusje o fantasy, fantastyce i horrorach. Musze sie Wam do czegos przyznac. W wieku lat 12stu po przeczytaniu horroru "Mnich" (o antychryscie i walce dobra ze zlem) napuscilam wody do wanny (w lazience – jedyne miejsce w domu, w ktorym mozna bylo sie zamknac w odosobnieniu) i tak jak nas uczono na religii o dzieciach, ktore przyszly na swiat, a ktorych zycie jest zagrozone- ochrzscilam swojego psa. Poprostu byl mi towarzyszem w osamotnieniu, a ja nie chcialam by pochlonely go sily ciemnosci kiedy ode mnie odejdzie 😉 Wkrecanie sobie roznych niestworzonych historii zostalo mi do dzis. Poltora roku temu wkrecilismy sie tak z kumplem, ze do tej pory nie mozemy sie odkrecic. Tzn on sie odkreca na psychoterapii DDA. Bo zaczelismy sobie razem tworzyc jakas historie (tak nie-rzeczywista jak gry RPG), w ktora wrzucilismy elementy z calego naszego zycia, calej naszej wiedzy, przezyc i doznan. No i przy tym wszystkim sie w sobie zakochalismy. Potem on sie tego wystraszyl starajac ze wszystkiego wycofac a ja nie. Wyczyscilam wszystkie sprawy (niesatysfakcjonujacy mnie zwiazek) zeby moc przezywac w sobie to piekne uczucie. Zeby moc wzrastac a nie upadac.Zeby byc w porzadku z sama ze soba. Podjelam ryzyko choc zdawalam sobie sprawe, ze bedzie to tak trudne jak wejscie na Kilimandzaro w samych tylko sandalach. Przez chwile jakas staralismy sie isc w dwojke, ale tak jak Wojtek piszesz o tym egoizmie i tchorzostwie. To wbrew zdrowemu rozsadkowi. Jak moge nie pamietac, ze z mojej strony ta chec pomocy komus- moze nie tyle tej osobie pomoc ile ja ode mnie jeszcze bardziej uzaleznic? Nie mozna odczuc radosci przebywania na szczycie jesli wchodzi sie tam na czyichs plecach. A szczyt zdobywa sie bardziej wlasna wiara, ze tam sie w koncu wejdzie. A czyjes opowiesci o szczycie wzbudzaja w innych tylko frustracje i dystans do niego sie powieksza bo widzi sie wielka przestrzen pomiedzy tym gdzie sie jest a tym gdzie by sie chcialo dotrzec. A czy mozna odczuwac radosc ze zdobycia szczytu, kiedy wskutek rozdzielenia stracilo sie po drodze towarzysza podrozy? Kiedy to towarzysz mial w rekach mape, ktora wskazywala droge na WLASCIWY SZCZYT. Przez 3 dni pisalam list, podjelam kolejna probe wytlumaczenia dlaczego dalsza wedrowka ma sie odbywac osobno. Naprawde bylo by mi znacznie latwiej gdyby cos z tego zrozumial. Choc tak strasznie bierze to do siebie i odczuwa jako wlasna, kolejna porazke. A takie myslenie mnie utwierdza w jeszcze glebszym przekonaniu, ze z takim podejsciem to dalej sie nie zajdzie, nie wejdzie na wlasciwy szlak. No to tyle o mnie tym razem.
                      Koniokrad pisze o 'eskapizmie’ i o tym czy lepiej samemu czy z kims. A jesli z kims to kiedy? A ja powiem, ze czlowiek odnajduje siebie za kazdym w takiej sytuacji w jaka zostal rzucony. Co Ci da zastanawianie sie nad tym czego nie ma? Tzn nie wiem czy jestes teraz sam czy z kims. Ale jak jestes sam to chyba nie ma co myslec o kims abstrakcyjnym kogo nie ma bo to nie jest zadna zyciowa okolicznosc, w ktorej musialbys sie dzis odnalezc. A jak jestes z kims to tak jak pisze MpMan – dochodzi sie przez rozumienie do porozumienia. Rozmawiajac nawet o tym, ze czujesz sie przy kims wewnetrznie samotny itp. Umiec rozmawiac o wszystkim.
                      Wojtek pisze o zatruwaniu jadem. A ja sie zastanawiam gdzie zyje najszczesliwsze spoleczenstwo na swiecie i jak sie do ma wspolczynnika rozwodow.Jest taki moment krytyczny, w ktorym czlowiek odczuwa, ze ktos jest nie towarzyszem ale usilnie przeszkadza mu na drodze do samorealizacji. Jest taki moment kiedy mozna sie starac naprawiac. Jesli to nie przynosi rezultatu mozna starac sie uswiadomic jeszcze przez separacje, ktora jeszcze rozwodem nie jest. Jesli i to nie pomoze to coz mozna wiecej. Samorealizacja to chyba zawsze cos lepszego od wspolpodtruwania.
                      Pozdrawiam wszystkich i Maje w niedzielne sloneczne popoludnie

                      Anonim
                        Liczba postów: 20551

                        A prospos jeszcze poprzedniego postu. Jeszcze co mnie meczy w tym wszystkim to mechanizm samokontroli. Samokontroli, ktora wlacza sie przy drugiej osobie i powieksza dzielaca nas przestrzen. Czasem pisze przez 3 dni zwazajac by dobierac tak slowa, ktore byly by zupelnie 'czyste’ i nie dawaly miejsca na taka interpretacje, ktora ON moglby sobie przywalic.Moze sie tak zdarzyc, ze ta koniecznosc samokontroli krepuje nas co raz bardziej i zdajemy sobie nagle sprawe, ze przebywamy w sztucznym srodowisku, z ktorego jakis czas temu sie wydostalismy. I ze to wlasnie sztuczne srodowisko staje sie samym problemem. Ja nie jestem zadnym aniolem ani kims kto nigdy sie nie mysli. Daltego to, co oczekuje to nie ZGODA ze mna, z moimi argumentami tylko DYSKUSJA. Za pomoca argumentow. Porozumienie jest tym co sie osiaga, a nie to od czego sie wychodzi. Bo nie odbywa sie zaden ruch, zadne wspolne poszerzanie horyzontow. Horyzontem jest chcec porozumienia ale nie mozemy zapominac o tym co nas rozni, bo te roznice to cos z czego sie skladamy. Kazde osobne Ja. Tylko DDA chyba mozna tak kochac gleboko i nienawidziec jednoczesnie.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 33)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.