Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Wieczne kłody pod nogi oraz nigdy nie byłem zakochany

Otagowane: 

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 24)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarPawel12345
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Nie wiem czy to odpowiednie miejsce, ale spróbuje bo nie można wiecznie tego dusić w sobie, a większość  znajomych/bliskich patrzyłaby jak na dziwaka. Od początku jestem po 30 mam stabilną od 4 lat pracę, życiowo ogarnięty (pomimo problemów z pijącym ojcem, którego już nie ma), ostatnio zakończyłem sprawy z mieszkaniem, które przepisałem na siebie, spłacam kredyt, robię prawko (chociaż aktualnie przebywam na zwolnieniu z powodu złamania prawej ręki), mam swoje pasje, które częściowo realizuje, a cześć zrealizowałem.

    Jednakże w moim w miarę ogarniętym oraz uporządkowanym świecie niestety zbyt wiele do powiedzenia ma Murphy (nie nazywam tego szczęściem/pechem lecz właśnie tym prawem/pojęciem) bo samo życie zamyka różnego rodzaju możliwości zmian/wyboru/decyzji tzn jak już uda mi się wyjść na prostą to przytrafia mi się złamanie ręki i pół roku przynajmniej mam z głowy bo rehabilitacja trwa dość długo lub z rodziny ojca nagłe cudowne przypomnienie, że istnieje od strony drugiej „babci” (jej rodzinki), po pieniądze do opieki, ale tutaj na szczęście udało się to ugasić w zalążku i nie muszę dokładać do „babci”, której nawet nie znałem bo się na nas wypiela jak byłem jeszcze gówniarzem.

    Byłem zauroczony (nie wiem czy to właściwe słowo) głównie w liceum jednak nic i tak by z tego nie było bo ta dziewczyna miała chłopaka o czym wspomniała co mnie totalnie zniechęciło i zaczęło sprawiać, że nie chciałem iść w coś co nie miało sensu. Po tym czasie aż do dnia dzisiejszego nic w tym aspekcie się nie wydarzyło/wydarzy coraz bardziej ogarnia mnie zobojętnienie w tej materii. Niby niektórzy wierzą w farmazony tego typu, że miłość/zakochanie przyjdzie niespodziewanym momencie to  coraz bardziej mam wrażenie, że mnie ten „problem” nie dotyczy plus prędzej porwą mnie tzw „szaraki” i będę po pierwszym kontakcie z obcą cywilizacją albo trafię do innego wymiaru (za dużo s-f na L4) lub tym podobne zdarzenia niż w poważnym związku z drugą połówką.

    Generalnie jest też także nie szukałem nic. Zacząłem szukać też nic. Brzydki nie jestem. Trochę za niski ok 165, Zadbany, może lekki brzuszek (chociaż i tak na wolnym odeszło ode mnie ok 10 kg), zaradny życiowo poukładany, zorganizowany, odpowiedzialny (chyba najbardziej z mojej rodziny), pewny siebie, spokojny, normalny (z lekko sarkastyczno-ironycznym poczuciem humoru oraz dystansem, który przyszedł z wiekiem bo tylko to mi zostało, a na inne rzeczy i tak nie mam bezpośredniego wpływu) czy kontaktowy (o czym powiedziała mi znajoma rehabilitantka. Nie mam problemu w nawiązywaniu znajomości i tych mam więcej wśród kobiet to traktuje te relacje na zasadzie kolega-koleżka lub brat/siostra jeśli wiem, że dana znajoma jest już zajęta) , a mimo to mam wrażenie, że ludzie o dobrym usposobieniu czy dobrym sercu jak niektórzy też to nazywają mają zwyczajnie przesrane w tym względzie z różnych czynników, na które tak naprawdę nie mamy wpływu zaś reszta to zwykłe bezcelowo-bezsensowne frazesy jak ten „nie szukaj miłości sama cie znajdzie” (ciekawe czy ta osoba miałaby takie samo podejście, gdyby zamienić się miejscami…wątpię).

    Jestem zwyczajnie zrezygnowany tym faktem i nawet mi się już nie chce nic w tym kierunku robić – zwyczajnie mam po prostu dość i powoli godzę się z tego typu faktem, że nikogo nie znajdę, a nie mam nie wiadomo jakich wymagań, a skończę swój żywot zupełnie sam. Może to przez fakt ojca alkoholika nie wiem, ale czuje totalne zobojętnienie w szukaniu/nie szukaniu swojego miejsca na tym świecie.

    Przynajmniej wywaliłem to z siebie bo mi to bardzo ciąży, a czasami też dobija fakt jeszcze długiej rehabilitacji za nim ręka wróci do pełnej sprawności.

    ps

    Tak całowałem się i obcowałem z dziewczyną w czasach licealnych, ale to raczej było coś na zasadzie romansu niż czegoś poważnego  (uprzedzam głupie uwagi lub nazwaniem przez kogoś nienormalnym bo takich dewiantów również nie brakuje w internecie) bo ciężko nazwać to związkiem może na wyrost tak, ale nie jestem co do tego pewny.

    • Ten temat został zmodyfikowany 4 tygodni temu przez AvatarPawel12345.
    • Ten temat został zmodyfikowany 4 tygodni temu przez AvatarPawel12345.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Witaj, Pawle 🙂 Mnie też wkurzają teksty typu „miłość sama Cię znajdzie”. Dla mnie to tanie teoretyzowanie i podchodzenie do miłości takie, jakby była wirusem biegunki (choć objawy czasem porównywalne 😉).

    Piszesz o sarkazmie i ironii. Ja byłbym z nimi ostrożny, zwłaszcza wobec nowych w Twoim życiu ludzi. Większość osób lepiej odbiera komunikat „jestem niedoskonały” niż „jestem lepszy od Ciebie, wydajesz mi się śmieszny” – a tak odbierane mogą być czasem ironia lub sarkazm (był tu gdzieś nawet niedawno link o asertywności, gdzie sarkazm był podawany jako przykład zachowań bierno-agresywnych).

    Kobiety bardzo łatwo wyczuwają w mężczyźnie lęk, napięcie, frustrację, niepewność czy złość. I to zwykle je odstrasza – ja bardzo często tak miałem.

    Poza tym warto się liczyć z tym, że jeśli jesteś uporządkowany i poukładany, bliska osoba na pewno wniesie do Twojego życia pewien chaos. Choć będzie to „pozytywny chaos”😉

    Przepraszam, jeśli będzie prostackie to, co teraz napiszę, ale może nie doceniasz swoich możliwości. No bo zobacz, z niesprawną ręką napisałeś dość długi i bardzo rzeczowy post.

    Co więc stoi na przeszkodzie na przykład, żebyś poszedł z jakąś sympatyczną panią na „Diunę”, a potem w zaciszu kawiarni lub na spacerze moglibyście porozmawiać na temat swoich ostatnich lektur S-F? Wbrew pozorom wiele kobiet lubi fantastykę.

    Jak się dobrze rozejrzysz, zawsze jakieś możliwości się znajdą. Tym bardziej, jeśli – z tego co piszesz – w przeciwieństwie do wielu DDA/DDD nie żyjesz w społecznej próżni…

    AvatarPawel12345
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Co do ręki to kwestia jest nie samej ręki tylko jej górnej części (przy łokciu – z postępem w rehabilitacji, który daje jakieś możliwości ruchowe). W przypadku poznawania nowych ludzi to faktycznie nie mam z tym żadnego problemu, a z sarkazmem czy ironią, a nawet autoironią to też przy bliżej poznanych ludziach niż tych, których nie znam bo niektórzy faktycznie nie umieją jej interpretować co jest niestety smutne.

    Nie wiem, ale rozglądam/rozglądałem się i nic niestety. Ba nawet się już przestałem starać bo był moment, że się starałem za bardzo i też nic. Może tak ma być, że mam być sam i już i nawet jeśli coś robię lub robiłem w tej materii to zamiast tego dostaje kolejny raz po głowie od życia.

    Ja zwyczajnie nie mam sił na oglądanie się bo to i tak nic nie daje w moim przypadku i coraz bardziej godzę się z faktem, że bez względu na wszystko kogoś takiego nie poznam lub większość jest już niestety zajęta (przynajmniej osoby będące w moim wieku). Po prostu nie mam już chęci czy siły na czekanie czy szukanie i zastanawiam się czy się nie poddać w szukaniu czegoś co nigdy się nie stało i prawdopodobnie nie wydarzy w tej materii.

    Ponadto gdybym miał utknąć w przeszłości bo mój ojciec pił praktycznie zawsze odkąd pamiętam to byłbym w takim samym bagnie jak on. Stwierdziłem, że nie będę w tym bagnie co on, a na tamten moment, w którym wtedy byłem bardzo pomógł mi futbol (może nie trenowałem bo zdrowie na to nie pozwalało, ale stało się to pasją a oglądanie meczów ulubionej drużyny rytuałem – nawet udało się pojechać na mecz i planuje kolejny), który był odskocznią od tego co się działo i dzięki temu wydaje mi się wyjść na prostą czyli nie iść w jego stronę.

    ps

    Do kina chodzę (na różne filmy nie tylko s-f), ale w większości widzę tylko i wyłącznie pary lub przedział licealny. Tak więc też w dzisiejszych czasach tego typu próby różnie mogą być odbierane.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Pawle, wspominasz o ojcu jako anty-wzorcu – a jak wyglądały Twoje relacje z matką? Czy myślisz, że na Twoje obecne położenie mogą rzutować jakieś Twoje przekonania na temat płci przeciwnej albo związków w ogóle?

    AvatarPawel12345
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Kobiety bardzo łatwo wyczuwają w mężczyźnie lęk, napięcie, frustrację, niepewność czy złość. I to zwykle je odstrasza – ja bardzo często tak miałem.

    Poza tym warto się liczyć z tym, że jeśli jesteś uporządkowany i poukładany, bliska osoba na pewno wniesie do Twojego życia pewien chaos. Choć będzie to „pozytywny chaos”

    Bardzo bym chciał tak jak chyba każdy, ale w obecnej nawet przestałem się już oglądać na dziewczyny po prostu z braku przekonania, motywacji, chęci czy wiary z nadzieją włącznie że się coś pod tym względem zmieni na lepsze. Aż tak naiwny nie jestem, że ot tak nagle trafi mi się ta jedyna jak ślepej kurze ziarno. Może to brzmi dość pesymistycznie albo jak jesienna chandra (lub coś podobnego), ale zwyczajnie zaczynam się z tym godzić, że nic takiego mnie już nie spotka.

    a jak wyglądały Twoje relacje z matką? Czy myślisz, że na Twoje obecne położenie mogą rzutować jakieś Twoje przekonania na temat płci przeciwnej albo związków w ogóle?

    Ogólnie są po poprawne w miarę dobre, ale nie wiem tak do końca jakie to ma przełożenie na moje wyobrażenia o związkach czy płci przeciwnej lub przekonaniach na to jak powinno to wyglądać. Ciężko mi to ocenić czy faktycznie tak jest.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Mam wrażenie, że trochę tu kręcimy się w kółko: Nie próbujesz, bo Ci nie wychodzi. Nie wychodzi Ci, bo nie próbujesz. I tak jakoś wszystko bez przyczyny. Tymczasem taki stan rzeczy MUSI mieć jakąś przyczynę.

    Przyczyną mogłoby być na przykład Twoje niskie poczucie własnej wartości, które sprawiałoby, że wszystko jest skazane na porażkę zanim się jeszcze zacznie.

    Przyczyną problemów mogłoby być, gdybyś cierpiał na depresję.

    Przyczyną mogłoby też być Twoje silne rozczarowanie z przeszłości (o niczym aż tak traumatycznym jednak nie piszesz).

    Przyczyną mogłaby być też Twoja ogólna niewiara w sens związków, wynikająca z obserwacji małżeństwa Twoich rodziców.

    A dlaczego pytam o matkę? Dlatego, że wiele żon alkoholików robi krzywdę swoim synom mówiąc: „Zobacz, Twój ojciec jest do niczego. Nie bądź taki jak on.” – „Wszyscy mężczyźni są do niczego” – a w domyśle: „Ty też jesteś do niczego”.

    Tymczasem rzeczywistość zwykle jest bardziej złożona – z reguły kiepski mąż alkoholik i kiepska dysfunkcyjna żona chodzą w parze.

    Twój ojciec pewnie nie był aniołkiem, ale to niedobrze, jeśli dziecko jest wciągane w wojnę pomiędzy rodzicami. Na ile Twoje przekonania na temat ojca są wynikiem Twoich własnych przemyśleń/obserwacji, a na ile zostały Ci wpojone?

    Jeśli matka mówi synowi „Twój ojciec jest zły”, to podkłada rozwijającej się w chłopcu męskości bombę z opóźnionym zapłonem. Pomijając już to, że wiele nieszczęśliwych żon-matek ma nierealne i beznadziejne wyobrażenie o tym, jak młody mężczyzna powinien się zachowywać wobec młodej kobiety – więc zastosowanie ich nauk jest receptą na porażkę.

    Z tego, co piszesz, swoje relacje z kobietami traktujesz tylko w kategoriach aseksualnych (kolega – koleżanka, brat – siostra). Czy samo to nie wydaje Ci się zastanawiające?

    AvatarPawel12345
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Przyczyną problemów mogłoby być, gdybyś cierpiał na depresję.

    Depresji nie mam bo inaczej mógłbym się targnąć na własne życie, a w tym wypadku jest to opcja dla tchórzy.

    Po prostu jak każdy mogę mieć chwilę zwątpienia czy nawet braku chęci ze względu na aktualnie stagnacyjną formę życia lub wegetatywną – ot żyje bo żyję i tyle, a tym bardziej w momencie kiedy życie daje kolejnego kopa w tyłek jak z tym złamaniem.

    Twój ojciec pewnie nie był aniołkiem, ale to niedobrze, jeśli dziecko jest wciągane w wojnę pomiędzy rodzicami. Na ile Twoje przekonania na temat ojca są wynikiem Twoich własnych przemyśleń/obserwacji, a na ile zostały Ci wpojone?

    Są kwestie, których wolałbym nie poruszać bo różne sceny się działy od typowych awantur kłótni po bardziej złożone na podłożu psychologicznym, że tak to ujmę. Finał tego był taki, że to moja matka złożyła pozwem o rozwód, który stał się faktem.

    Z tego, co piszesz, swoje relacje z kobietami traktujesz tylko w kategoriach aseksualnych (kolega – koleżanka, brat – siostra). Czy samo to nie wydaje Ci się zastanawiające?

    Nie może czasami. Natomiast bardziej wynika to z faktów, które znam tzn w 95% moje znajome mają partnerów. Jedna nawet wyszła za mąż. Tak Więc kwestia dobrego wychownania światopoglądu, a nie aseksualność i mam też takie koleżanki, które mi się podobają, ale no właśnie są w długoletnim związku i nie chce być palantem, który to rozwalił. Po prostu wiem na ile sobie w tego typu sytuacjach mogę pozwolić.

    Tymczasem rzeczywistość zwykle jest bardziej złożona – z reguły kiepski mąż alkoholik i kiepska dysfunkcyjna żona chodzą w parze.

    Rzeczywistość jest niestety brutalna i wiele razy się o tym przekonałem. Wg mnie blokada może wynikać z pewnej nieśmiałości jeśli chodzi o fakt podrywania braku doświadczenia obycia w związkach bo co innego rozmawiać bez zobowiązań na totalnym luzie bez oczekiwań, a co innego w kwestii już bardziej złożonej jak właśnie nieszczęsne związki/małżeństwo/rodzina.

    Pomimo iż jestem pewny siebie oraz nie czuje się skrępowany kiedy rozmawiam z dziewczynami wręcz przeciwnie i to jest najbardziej irytujące wręcz zastanawiające dlaczego jednym idzie łatwiej, a takim jak ja trudniej. Może tak po prostu musi być i na nic innego nie mamy wpływy bez względu na to czy coś robimy, aby zmienić swoje życie czy też nie robić nic bo i tak z góry, gdzieś ktoś określił naszą egzystencje od A do Z.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 3 dni temu przez AvatarPawel12345.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 3 dni temu przez AvatarPawel12345.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Co do depresji, nie musi ona oznaczać prób samobójczych. Co do samej interpretacji, dla jednych może być to tchórzostwo, dla innych ostatnia możliwość sprzeciwu wobec Stwórcy. Moim zdaniem życie bez celu i chęci zmiany może być większym tchórzostwem (i nie mam tu na myśli żadnej konkretnej osoby).

    Oczywiście, nie zachęcam Cię do sprawdzania trwałości małżeństw Twoich koleżanek 😉 Miałem na myśli raczej to, czy np. rozmawiając z kobietą widzisz, że ona jest atrakcyjna (co nie musi oznaczać chęci demolowania jej związków), czy odbierasz ją tylko na poziomie zwykłej komunikacji z kimkolwiek.

    Faktycznie, trudno tu znaleźć jakiś jeden jasny powód.

    Natomiast osobiście daleki byłbym interpretacji, że „tak jest, bo tak musi być”. Bliższy jestem interpretacji, że tak jest dziś, bo jutro może ma przynieść coś zupełnie innego.

    Czasem w życiu jest jak w komputerowej grze – nie możesz przejść na inny poziom dopóki nie znajdziesz sekretnych drzwi. A zmiany przychodzą zupełnie niespodziewanie.

     

    AvatarPawel12345
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Natomiast osobiście daleki byłbym interpretacji, że „tak jest, bo tak musi być”. Bliższy jestem interpretacji, że tak jest dziś, bo jutro może ma przynieść coś zupełnie innego.

    10 czy nawet 15 lat temu też miałem takie podejście „że tak dzisiaj jest, bo jutro ma przynieść coś zupełnie innego”, ale po tych x latach wiem, że tak w moim przypadku nie jest jeśli weźmiemy tzw miłość pod uwagę, i fakt iż zaczynam się powoli godzić z tymże niektórzy na to z jakiś niezależnych przyczyn chociaż nie wiem co by robili w swoim życiu to i tak jej nie znajdą/nie spotkają. Po prostu to jest zwykle idealizowanie czegoś co nie istnieje tzn na coś na co tak naprawdę nie mamy żadnego wpływu. Tak wieje ze mnie pesymizm, ale takie są realia życia, które jest brutalne i podłe. Znam to aż za dobrze i jestem na takim etapie, że mam być po prostu sam i tyle i należy ten fakt zwyczajnie przyjąć do wiadomości bo najwidoczniej bez względu na to co zrobię nie zasłużyłem na własny związek/rodzinę.

    Najwyższa pora to olać tak jak to „coś” olewa mnie od x lat bo nie wierzę w zbiegi okoliczności czy przeznaczenie albo zwyczajnie nie zawracać tym sobie głowy skoro i tak nie wiele się tutaj zmieni bez względu na to czy się starasz czy masz gdzieś jak ja na tym etapie życia. Nie wiem może to jesienna chandra spowodowana przedłużającą się rehabilitacją, ale zwyczajnie nie mam już sił na czekanie/szukanie i nie szukanie skoro z jakiś powodów na to nie zasłużyłem tylko na to co złe bo dobre rzeczy mogę policzyć bez problemu na palcach jednej ręki.

    „Czasem w życiu jest jak w komputerowej grze – nie możesz przejść na inny poziom dopóki nie znajdziesz sekretnych drzwi. A zmiany przychodzą zupełnie niespodziewanie.”

    To jest on na najwyższym poziomie trudności zaś reszta to niedostępne dla niektórych dlc szczególnie tych płatnych mających zaporowe ceny. Zmiany o których piszesz to zazwyczaj kopniak, a nie coś pozytywnego np w postaci spotkania „miłości życia”. Tak ten świat niestety nie działa, a przynajmniej nie działa w moim przypadku.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 730

    Mnie zastanowiły słowa, którymi opisujesz siebie niemal na samym początku: „Jednakże w moim w miarę ogarniętym oraz uporządkowanym świecie niestety zbyt wiele do powiedzenia ma Murphy (nie nazywam tego szczęściem/pechem lecz właśnie tym prawem/pojęciem) bo samo życie zamyka różnego rodzaju możliwości zmian/wyboru/decyzji tzn jak już uda mi się wyjść na prostą to przytrafia mi się…”

    Wieje z tych słów pesymizmem. Jakby przeświadczeniem, że jesteś wyjątkowym pechowcem, człowiekiem co prawda o dobrym usposobieniu czy dobrym sercu, ale mającym właśnie z tej przyczyny „zwyczajnie przesrane”.

    Kto Ci wmawiał, że jesteś takim pechowcem? Że przyciągasz kłopoty? Że jesteś skazany na niespełnienie pragnień? Czyje to słowa?

    Piszesz też, że „W przypadku poznawania nowych ludzi to faktycznie nie mam z tym żadnego problemu, a z sarkazmem czy ironią, a nawet autoironią to też przy bliżej poznanych ludziach niż tych, których nie znam bo niektórzy faktycznie nie umieją jej interpretować co jest niestety smutne.” Czyli znowu myślenie w stylu „mam wyjatkowe poczucie humoru, którego otoczenie nie rozumie”.

    Poza tym piszesz o kobietach: „Więc kwestia dobrego wychowania światopoglądu, a nie aseksualność i mam też takie koleżanki, które mi się podobają, ale no właśnie są w długoletnim związku i nie chce być palantem, który to rozwalił.„. Czyli znowu „wyjątkowy”, bo oczywiście każde otwarcie się na koleżankę, oznaczać będzie, że rozwali ona swój związek i porzuci dla Ciebie swego aktualnego mężczyznę – w tej sytuacji najszlachetniejszą postawą jest oczywiście „wycofanie i utrzymywanie dystansu” dla jej własnego dobra.

    Rozpoznaję w Tobie niektóre własne wady. Dorastanie w dysfunkcyjnej rodzinie sprawia, że niektóre dzieci muszą ratować się przed zwariowaniem ucieczką w głąb swojej głowy. Więcej rozmyślają o życiu, niż naprawdę doświadczają w realnym świecie. Poza tym każde dziecko chce czuć się wyjątkowe. Jeśli otoczenie jest nadmiernie kontrolujące czy krytyczne, to dziecko może popaść w lękliwość, a niechęć do ryzyka, sprawdzania… wtedy poczucie wyjątkowości można sobie zbudować właśnie na czuciu się wyjątkowym pechowcem, któremu nic się nie udaje.

    Z czasem zacząłem rozumieć, że to nie jest tak, że ja jestem idealny, a wszystko, czego pragnę w tym świecie (również ludzie, których pragnę) mnie po prostu omija. Odkryłem, że wcale nie jestem idealny, a wręcz bardzo pogubiony i dlatego trudno mi osiągnąć to, co innym przychodzi z łatwością (w tym również dobre bliskie relacje). Wydaje mi się, że pierwszym krokiem jest właśnie spojrzenie na siebie bez złudzeń, stanięcie w Prawdzie. Przytaczasz sporo argumentów na to, że jesteś całkiem w porządku, poukładany, całkiem zaradny, niebrzydki, niegłupi, itp. A jednak coś nie gra. Te argumenty brzmią dla mnie jak kamuflaż. Jakbyś nie chciał przyznać się przed sobą, jak bardzo czujesz się „źle”. Łatwiej przyjąć, że Ty jesteś w porządku, a co złe to po prostu PECH.

    Dlatego, spróbuj spojrzeć na siebie inaczej. O ile masz dość siły. Przyjmij, że nie jesteś w porządku. Masz mnóstwo wad, które blokują Cię w życiu. Nie jesteś nawet odpowiedzialny za istnienie tych wad, bo zaszczepiono Ci je, kiedy byłeś bezbronnym dzieckiem. Dziś jednak jesteś odpowiedzialny za to, co z tymi wadami robisz. Nie ma żadnego PECHA. Wszystko, co spotyka Cię w życiu, jest konsekwencją Twoich działań. To pocieszające, bo Ty sam możesz wszystko zmienić. Na początek trzeba jakoś zmienić podejście, sięgnąć po dotąd niewykorzystany środek. Nie wiem, co to. Terapia. Mityng. Coś innego… Jak siądziesz i pomyślisz, na pewno sam dobrze wybierzesz.

     

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 24)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.