Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Wieczne kłody pod nogi oraz nigdy nie byłem zakochany

Otagowane: 

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 24)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Kurczę, też mam wrażenie, że coś w tym jest, Pawle. Bo z jednej strony robisz wrażenie osoby pewnej siebie, świadomej swojej wartości, krótko mówiąc samca alfa.

    A z drugiej strony pesymizm, fatalizm i jakby w rzeczywistym kontakcie z kobietą gdzieś to uciekało. Pytanie: dlaczego?

    Kiedyś jak czytałem swój pamiętnik z czasów, gdy miałem 20 lat (ćwierć wieku temu) uderzyła mnie w nim moja młodzieńcza mini-megalomania. Niby jestem kimś i mogę wszystko – ale w życiu mi jakoś nie wychodzi. To chyba jedna z cech typowych dla DDA.

    Kiedyś na mityngu lub terapii słyszałem, że przekonanie o tym, że tylko ja mam w życiu przesrane też jest rodzajem narcyzmu. Bo czy wygram milion, czy umrę, świat i tak potraktuje to z życzliwa i obojętnością.

    AvatarPawel12345
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Kurczę, też mam wrażenie, że coś w tym jest, Pawle. Bo z jednej strony robisz wrażenie osoby pewnej siebie, świadomej swojej wartości, krótko mówiąc samca alfa.

    A z drugiej strony pesymizm, fatalizm i jakby w rzeczywistym kontakcie z kobietą gdzieś to uciekało. Pytanie: dlaczego?

    Gdybym znał pytanie dlaczego tak jest to bym nie szukam odpowiedzi, a tym nie zakładałbym takiego wątku. Ogólnie to staram się być naprawdę pozytywnie nastawiony i mieć w pewnym sensie „wywalone” (jak mawia pewne polskie niezbyt ładne przysłowie) nie wieje ode mnie takim pesymizmem jak teraz, który wynika pewnej sytuacji w jakiej się znalazłem, ale nie robię i nie chce robić z siebie „ofiary” tylko zwyczajnie tak mi się wydaje, że po raz pierwszy w życiu czuje się bezradny, zniechęcony, poirytowany tym, że to rehabilitacja trwa dość długo i nie tylko. Zwyczajnie parę spraw nałożyło się na siebie bo zazwyczaj nie jestem nadal staram się coś robić w różnych kierunkach swojego życia czy to rozwoju czy uczuciowego (chociaż tutaj jest ono kompletną klapą i nie mam problemu, żeby się do tego przyznać sam przed sobą). Do tego przychodzi pewnego rodzaju kryzys „formy” psychicznej (kiedyś pewnie by to nastąpiło), jeszcze wcześniej wypalenie zawodowe, zwątpienie w sens bycia, życia, miłości etc.

    Pewnie później jak na to spojrzę z większym dystansem (może nie teraz bo teraz patrzę na to bardziej pesymistycznie) jak to mam zwyczaju robić i pewnie tak zrobię także wstanę otrzepię się jak po faulu i „pobiegnę” dalej mimo iż nie umiem biegać taka zdrowa racjonalna aluzja do samego siebie lub jak kto woli tzw dystans.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Pawle, nie znam Ciebie ani Twojej sytuacji na tyle, żeby ferować opinie. Ale gdyby chodziło o mnie lub kogoś, kogo dobrze znam:

    Piszesz o swoim pozytywnym nastawieniu, a jednocześnie, że masz „wywalone” (co dla mnie trochę się nawzajem wyklucza), o sarkazmie, którego inni nie rozumieją i o byciu poukładanym. A czy nie kryje się pod tym wszystkim przypadkiem złość?

    Z mojego osobistego doświadczenia i z moich obserwacji za problemy w nawiązywaniu relacji z kobietami najczęściej odpowiada nieobecność (brak) ojca i toksyczne relacje z matką. Do mnie świadomość tego dotarła w wieku trzydziestu kilku lat (co nie znaczy, że tak samo musi być u Ciebie, ale moim zdaniem może).

    Czy rozważałeś kiedykolwiek podjęcie terapii DDA? Rozmowy z terapeutą? Cokolwiek…

    Paradoksalnie, ten „gorszy” czas może Cię skłonić do przyjrzenia się temu, co może było ukryte i przyklepane, a jest powodem Twoich problemów – i zmierzenia się z tym.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Spróbuję Ci wyjaśnić pewien mechanizm. Kiedy wychowujesz się bez ojca (który ciągle wyjeżdża na sympozja, pracuje na platformie wiertniczej albo pije), trudniej jest znaleźć oparcie w sobie jako mężczyźnie.

    Kiedy matka jest z jakiegokolwiek powodu rozczarowana albo skłócona z mężem (przemoc, alkohol, zdrady…) wiele kobiet w tej sytuacji podświadomie „podcina skrzydła” swojemu synowi (lub, nazywając rzecz brutalniej, emocjonalnie go „kastruje”) – pod hasłem „Żeby nie wyrósł na takiego jak ojciec”.

    I wiele z nich nawet się do tego nie przyzna – bo nie mają świadomości, że to robią. Nawet nie wiem, czy robią to ze strachu o swoje bezpieczeństwo (sam znałem przypadek, że syn przemocowca potem bił swoją matkę), czy w taki sposób „mszczą się” na mężczyźnie, którego mają najbliżej.

    Ja osobiście w takiej sytuacji, o jakiej piszesz, właśnie w tym miejscu szukałbym praprzyczyny problemów. Chłopcy wychowywani przez samotne matki przeważnie mają później problemy w relacjach z kobietami…

    AvatarPawel12345
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Paradoksalnie, ten „gorszy” czas może Cię skłonić do przyjrzenia się temu, co może było ukryte i przyklepane, a jest powodem Twoich problemów – i zmierzenia się z tym.

    Może tak, może czas pokaże. Bo na razie za dużo o tym myślę/analizuje co także najwidoczniej przeszkadza w życiu uczuciowym bo zawodowym już niekoniecznie.

    Piszesz o swoim pozytywnym nastawieniu, a jednocześnie, że masz „wywalone” (co dla mnie trochę się nawzajem wyklucza), o sarkazmie, którego inni nie rozumieją i o byciu poukładanym. A czy nie kryje się pod tym wszystkim przypadkiem złość?

    Złość czasami u mnie występuje szczególnie w tym gorszym okresie bo wtedy zamiast skupić się na czymś innym jak np pracy to mam za dużo wolnego, i nie ma jak zagospodarować czasem mimo iż staram się to robić, a brak kogoś bliskiego z poza kręgu rodzinnego jeszcze bardziej dobija i obniża samopoczucie czego mam świadomość, a wcześniej nie miałem takich problemów z akceptacją tego co mnie spotyka/spotkało.

    Po prostu czuje wewnętrznie, że coś ważnego mnie omija coś i stąd jest we mnie złość pretensje do wszystkich, całego świata….oraz także do siebie – bo nie wiem czy mam czekać, szukać odpuścić szukanie czy coś innego jeszcze.

    Naprawdę nie mam pojęcia co robię źle czy robię to dobrze bo jednak coś robię i stąd cała ta złość się bierze, a nie dlatego, że nie mam pretensje do matki/ojca za to jak swoje życie ułożyli podobnie jak większość moich rówieśnicy lepiej lub gorzej, ale jednak z kimś byli/są mają dzieci, a ja tkwię w czymś co jest ciężko zaakceptować bo nie uważam się za gorszego od innych, a tym bardziej za lepszego bo takich ludzi jak ja lub podobnych są tysiące zarówno mężczyzn czy kobiet (bo tych tzw „nowych” płci nie liczę). Nikt mnie tego nie uczył/nie na uczył do tego dochodzi brak doświadczenia w tej materii co powoduje pewnego rodzaju obecną sytuacje.

    Co do sarkazmu. Może źle to sformułowałem z tym „sarkaźmie, którego inni nie rozumieją” ,a bardziej chodzi o fakt, że żyjemy w czasach pewnej poprawności politycznej, w tym sensie. Jeśli nie byłem precyzyjny to przepraszam za niecelowe wprowadzenie w błąd.

    Sam czasami nie rozumiem, kiedy ktoś czasami mówi w takim stylu więc on jest praktycznie też mogę go nie rozumieć. Jeśli chodzi o mieć wywalone oraz pozytywne nastawienie wynika z podejścia do życia jako takiego względem tego na co nie mam tak naprawdę wpływu i jest niezależne ode mnie, bo gdybym miał się przejmować wszystkim dosadnie to już dawno popadłbym w depresje, osiwiał, przechodził załamanie nerwowe, miał myśli samobójcze czy bym się zwyczajnie poddał mimo iż nie widzę w tej „walce” szans na zwycięstwo, a przynajmniej jest tak na ten moment mojego życia. Zbyt dużo negatywnych spraw nałożyło się na raz i to jest najpewniej, że pierwszy raz w życiu nie jestem wstanie tego mentalnie udźwignąć.

    W kwestii terapii nie wiem czy mi pomoże bo może wcale nie polepszyć sytuacji wręcz przeciwnie może ją pogorszyć co też zależy od terapeuty, a z nimi jak z różnej maści fachowcami. Wolę taką terapię jak ta tutaj w jakimś stopniu też może przecież pomóc.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez AvatarPawel12345.
    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 730

    Drogi Pawle, to „tutaj” na pewno nie jest terapią. Na forum możesz jedynie rozgrzebać jakieś bolesne emocje, rany, odkryć pewne schematy, zauważyć, że inni mają podobnie… i tyle. Tu można jedynie zebrać motywację i inspirację, by działać dla swojego dobra w realnym świecie.

    Na forum nie przepracujesz swoich problemów. Do tego potrzebny jest rzeczywisty kontakt z drugim człowiekiem, relacja oparta na zaufaniu i otwartości. Czasami pierwszą taka relacją w życiu człowieka, jest właśnie relacja z terapeutą.

    Jasne, że są gorsi i lepsi terapeuci. Dlatego, wchodząc z nimi w kontakt trzeba być uważnym, wybierać ich rozsądnie, poczytać opinie, zbadać nurty terapeutyczne (ja ostatnio jestem bardzo zadowolony z Gestalt). Mimo to, nawet zbliżenie się do terapeuty jest obciążone jakimś ryzykiem. W końcu to też człowiek, który ma lepsze i gorsze chwile. Zastanawiam się, czy to niej jest istotą Twojego problemu: boisz się podjąć ryzyko bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem. Jest to mi bliski lęk, więc może dlatego przerzucam go na Ciebie. Wiadomo, co strasznego może się stać, jeśli podejmiemy to ryzyko:

    • możemy zostać odrzuceni,
    • upokorzeni,
    • zranieni,
    • wyśmiani,
    • skrytykowani,
    • potraktowani obojętnie, niczym powietrze,
    • uznani na dziwnych, wariatów, niebezpiecznych lub niepoczytalnych,
    • ocenieni jako nieatrakcyjni, za niscy, z brzuszkiem, nie umiejący biegać…
    • i tym podobne inne „śmiertelne” zagrożenia.

    Nie przeżylibyśmy takiego potraktowania. Bezpieczniej więc trzymać ludzi na dystans, mieć ich pod kontrolą (poprzez naszą własną izolację – splendid isolation).

    Beż drugiego człowieka nie ujedziesz. Musisz komuś zaufać. On musi Ci pomóc uwierzyć, że jesteś godzien miłości, troski, podziwu, że wszystko, czego potrzebujesz do zbudowania poczucia wartości – masz w sobie. Na początek terapeuta/tka może być tą osobą. Ludzie spotykani na mityngach też mogą pomóc. Musi to być ktoś, przed kim pozwolisz sobie na otwartość podobną do tej na forum.

    Na koniec dodam, że „mieć wywalone”, to zupełnie co innego, niż akceptować to, że świata nie zmienię i nie przejmowanie się rzeczami, na które nie mam wpływu. Akceptacja rzeczywistości wypływa z miłości. Postawa „mam wywalone” ma źródło w zranieniu, żalu i lęku.

    Czas siebie pokochać Pawle.

     

     

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1056

    Przedłużająca się rehabilitacja może być jednym z elementòw podcięcia poczucia wartości, jakiegoś smutku, irytacji przy czym czytając Ciebie mam poczucie, że 'przeszkadza' Ci ona trochę w uciekaniu. W kontekście rehabilitacji zaczerpnę tutaj jeden z wpisòw Fenix o podejściu do takich momentòw jak do stanu przejściowego.

    Drugą kwestią jest 'fatum'. W tym momencie przytoczę słowa mojego byłego terapeuty, że przyczyną takiego podejścia może być sabotaż relacji. Jest takim 'łatwym' wytłumaczeniem. 'Widocznie tak musi być'. – łatwe prawdą? Takie akceptowalne? bo wychodzisz z tego z twarzą? W każdym razie jest usprawiedliwienie 😉

    Zauważ jakie to łatwe? Twoim przeznaczeniem jest być samemu i tak jest. (koresponduje to też z tym co napisał Jakubek, bo spotkanie z prawdą jest trudniejsze i wymaga pracy, ale ostateczna nagroda jest nieporòwnywalna). Innym przychodzi łatwo Ty masz przeznaczenie 😉 – i już nie musisz i już nie trzeba o nic pytać.

    A prawda jest taka, że innym nic nie przychodzi łatwo, co więcej ponad 50% związkòw rozpada się.

    Natomiast faktem jest, że z wiekiem usztywniany się. I to ew. może być problem a nie fatum. Przy czym tak jak napisał Jakubek można się wielu rzeczy nauczyć, ale to wymaga przede wszystkim zaufania, prawdy (to piszę też do siebie), bo wiedz, że te przeszkody, ktòre zbudowałeś sobie w głowie jak np. brak doświadczenia w relacji czy może w seksie dla kogoś kto Cię pokocha nie będą miały znaczenia.

    I ostatnia kwestia to relacje z kobietami. Jak napisałeś jesteś odbierany w nich jako kolega. Po części już w tym można wyczytać 'chronienie siebie'. No bo już tak jest i akurat kobiety odczytują to z łatwością może warto w relacjach z nimi odkryć się i pokazywać siebie jako osobę nastawioną na relację a nie na koleżeństwo?

    Tyle, że taka postawa oznacza odkrycie się, może oznaczać odrzucenie, bo przecież możesz komuś się nie spodobać itp.

    Do tego jest potrzebne porzucenie kontroli, zaakceptowanie tego, że ktoś powie nie i wcale nie będzie to oznaczać, że coś z Tobą jest nie tak a, że po prostu nie jesteś w typie tej osoby lub na odwròt.

    Do tego jest potrzebna jasna komunikacja z kobietami. Typu sorry nie szukam koleżanek. Jak tylko zaczyna się gawędziarstwo i Ty to przecinasz (i nie chodzi w tym o chamstwo, ale o kuminkat).

    Zmiana postawy i komunikacji z kobietami poprzez zaprzestanie  przedstawiania siebie jako kolegę wymaga prawdy o ktòrej pisał Jakubek, ale też porzucenie kontroli i poczucia, że się skompromitujesz.

    'ok. Spoko, ale nie szukam koleżanki' , nie tracę czasu na gawędziarstwo ròwnież ograniczam nieco rozmowy z dotychczasowymi, w nowych relacjach jasno komunikuję i daję sygnały (wystawiam się też na odmowę i życie toczy się dalej)

    Wchodzisz do lokalu i zamawiasz danie np. jakąś rybę a kelner mòwi Ci, że nie ma ryby, ale jest schabowy  a Ty mòwisz dziękuję, bo Ty chcesz rybę.

    W moim przypadku rzecz rozgrywa się na tym, że potrafię zakomunikować kobiecie, że nie przyszedłem w celach koleżeńskich problem leżał w tym, że godziłem się na niepełne danie (też dlatego, że było to w moim poczuciu bezpieczne). A tym niepełnym daniem była relacja damsko-męska, wypełnianie jakiś potrzeb, bez jakiś zobowiązań i nie było to te danie jakie chcę bo  bałem się je zamòwić czyli bliskość.

     

     

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Paweł, z Twojego ostatniego posta bije coś innego niż wcześniej – to nie elokwencja, siła czy poukładanie, ale prawdziwość. A to bycie sobą prawdziwym, bez osłon i masek, może być jedną z najcenniejszych wartości w życiu.

    Też miałem kiedyś złamaną rękę. Przytyłem wtedy 15 kg i osiągnąłem swój życiowy rekord masy😉 Poświęciłem 200 godzin na hobby. Mieszkałem u moich teściów, którzy starali się być mili, ale im nie wychodziło. Moje małżeństwo upadało. Wywalono mnie z pracy (marnie płatnej, ale jedynej, jaką wówczas miałem), bo nie potrzebowali takich, co chodzą na 1,5-miesięczne zwolnienie.

    Każdy ma w swoim życiu takie „ciemne doliny”.

    Być może jednak tę swoją złamaną rękę możesz traktować jako prezent od losu. Bo uzmysłowiła Ci, że samą pracą zawodową daleko nie zajedziesz. Że przyjdzie moment, kiedy zdasz sobie sprawę, że tak naprawdę jesteś sam i czujesz się samotny. I może lepiej, żeby przyszedł on teraz, niż kiedy będzie już na jakiekolwiek działania za późno.

    Za kilkanaście lat dziewczyny, z którymi będziesz się próbował umawiać, mogą już mieć siwe włosy, utarte schematy tego, jak chcą w świętym spokoju, samotnie i bez emocji przeżyć swój dzień, i mogą chcieć spędzać więcej czasu niż z Tobą na planowaniu przyszłości dorastających dzieci czy zabawach z wnuczkami 😉 Czy naprawdę chcesz czekać aż do tego momentu?

    Jakubek ma rację – to forum to NIE terapia.

    Zadaniem dobrej terapii nie jest zaś dawanie Ci biletu na samolot, ale dawanie Ci skrzydeł, żebyś sam mógł wzbić się w powietrze, nawet w burzliwych warunkach. I u szczytu tego procesu każdy dobry terapeuta powinien Cię „wygonić”, żebyś skończył się terapeutyzować i zaczął jak najpełniej żyć – stając się sam dla siebie jednym z najskuteczniejszych terapeutów.

    Ale nie skończysz tego procesu, jeśli go wpierw nie zaczniesz. Możesz się czasem swoimi odkryciami w trakcie zdziwić lub przerazić. Ale też możesz szybko odczuć, że coś zaczyna zmierzać w innym, lepszym niż dotąd kierunku. Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz…

    Terapia nie jest oczywiście jedyną drogą, bo można zostawić sprawy takimi, jakie są. Niektórym osobom ulgę przynoszą kursy rozwoju osobistego, czytanie wróżb, ezoteryka, pasje czy wartościowe filmy i lektury, tworzenie dzieł sztuki, leki przeciwdepresyjne albo religia.

    Ale czemu nie spróbować chwytać byka (syndromu DDA/DDD) za rogi? Myślę, że tak zwanych „jaj” do tego zdecydowanie Ci nie zabraknie 🙂

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1056

    @Dda93, zastanawiałem się długo czy napisać ten post, ale skoro mamy się tutaj też trochę uczyć od siebie to zwòcę uwagę na tą część Twojego wpisu w ktòrym 'przelicytowałeś' problem rehabilitacji Pawła(aby była jasność też jeszcze wielokrotnie popełniam ten błąd głòwnie wtedy gdy się zidentyfikuję z problemem).

    Przelicytowaniem jest sytuacja w ktòrej ktoś mòwi o swoim problemie a my odpowiadamy, że mieliśmy problem o wiele razy trudniejszy. Skutkiem takiej odpowiedzi u osoby, ktòra przedstawiła problem jest poczucie, że jest on mało istotny, został pomniejszony w efekcie nie ma poczucia empatii.

    Natomiast zgadzam się, że terapia jest takim indywidualnym zrozumienia problemu.

    Weźmy np.  podejście Pawła do kobiet (koleżeńskie). Tutaj możemy gdybać i ew. tworzyć hipotezy (przeważnie na bazie własnych doświadczeń a przecież one mogą być inne), ale t przedstawiając ten problem terapeucie i opowiadając o swoim życiu znacznie bardziej precyzyjnie będzie można zrozumieć przyczyny, ktòrych wachlarz może być od orientacji, przez tożsamość (w tym miejscu nawiązuję też do wpisu Jakubka w kontekście 'ozdrowieńczym' ściskaniu się z mężczyznami przez co znika poczucie i skojarzenie, że jest to o podłożu homoseksualnym- no ale to też raczej może być przeprowadzone w grupie mitingowej lub terapeutycznej choćby dlatego, że jest zrozumienie po co jest to robione) aż na oglądaniu pornografii kończąc i nie o moralność chodzi o udowodnione przyczyny spadku potencji z powodu nierealnych wyobrażeń dot. sexu.

    A przecież przyczyn takich, ktòre znają terapeuci może być jeszcze dużo więcej.

    Najważniejsze w tym jest i to już jest duży plus, że Paweł diagnozujesz, widzisz problem  a to już jest etap wiem,  mòwię i myślę o tym. Kolejny czyli działam z czasem przyjdzie.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 730

    Pawle, tak sobie myślę jeszcze o tych relacjach „koleżeńskich” z kobietami. Wydaje mi się, że jeśli mamy wobec danej kobiety romantyczne czy seksualne pragnienia, to choćbyśmy nie wiem jak kamuflowali te uczucia i udawali (przed sobą i przed nią), że ich nie ma – kobieta i tak wyczuje prawdę. Kobiety mają tę intuicję. Jeśli taka kobieta to wyczuje, to może nawet celowo utrzymywać nas w tzw. „friendzonie”, bo nasza atencja i skrywane zauroczenie mile łechce jej „ego”, nawet jeśli jest w związku i nie szuka innego mężczyzny.

    Nie ma w tej sytuacji nic złego, o ile nikt nie cierpi. Jeśli jednak fantazjujemy o „czymś więcej”, a druga strona w pewien sposób „zabawia się” nami, utrzymując relację na koleżeńskiej stopie i robiąc sobie z nas quasi „psiapsiółkę”, przed którą może się wygadać z trosk i problemów (może nawet żalić się na aktualnego partnera, oczywiście nie mając zamiaru odchodzić od niego) i, podkreślmy, ta druga strona dobrze wie o naszym zauroczeniu (choć udaje, że go nie widzi) – to tkwienie w takiej relacji zakrawa na masochizm (po drugiej stronie dźwięczą natomiast jakieś nutki sadyzmu).

    Pewna swej wartości i kochająca samą siebie osoba (mężczyzna) nie wytrzyma w takim układzie – w którym nigdy nie otrzyma tego, czego pragnie, a jedynie jakieś „okruszki” zainteresowania rzucane od niechcenia przez obiekt zauroczenia (kobietę).

    Takie relacje niesamowicie też wyczerpują psychicznie, zabierają energię i radość życia, podkopują poczucie własnej wartości.

    Może warto zrobić przegląd tych „koleżanek” i zastanowić się, czy niektóre z nich nie są „wampirami” emocjonalnymi, wysysającymi z Ciebie wraz z atencją również siły życiowe. Wtedy może lepiej odsunąć się od nich, nie tracić na nie czasu, a rozejrzeć za kobietami, przy których będziesz mógł zrealizować się jako mężczyzna.

    Teza, że wszystkie fajne kobiety są już zajęte, jest całkowicie nieprawdziwa.

    Natomiast, koncentrowanie się na tych zajętych, może być właśnie postawą ucieczkową, aby nie dać sobie tak naprawdę szansy na wejście w bliską relację. Lęk przed odrzuceniem może też mieć tu znaczenie.

    Pozdrowienia.

     

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 24)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.