Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Wspomnienia z dzieciństwa – te pozytywne
-
AutorWpisy
-
Witam, udzielam się po raz pierwszy, choć od dawna czytam to forum, dosyć nieregularnie, ale zawsze :).
Wiem, że kilka tematów niżej znajduje się post na temat wspomnień z dzieciństwa, ale ja chciałam porozmawiać o tym w troszeczkę innym kontekście.
Jestem DDA i wiem o tym od jakichś 2, 3 lat. Chodzę na terapię od 2,5 roku i widzę jakąś poprawę ale jest to nadal jedna mała kropelka w morzu…
Zastanawiam się, czy ktoś miał tak jak ja, że im dłużej chodzę na terapię, tym większa moja złość wobec rodziców się budzi, kłócę się z nimi, wyżywam się na nich, sprawiam im przykrość i w momencie kiedy to robię, czuję swego rodzaju satysfakcję… Oczywiście później przychodzą okropne wyrzuty sumienia, postanawiam, że więcej nie będę tego robić, ale to jest silniejsze ode mnie, a to nie są już najmłodsi ludzie, schorowani i widzę, że ranię ich swoim zachowaniem, bo oni kompletnie nie rozumieją, o co mi chodzi i o co ja mam pretensje ;//
Rozgadałam się, ale przechodząc do rzeczy, zastanawia mnie ostatnio fakt, że do pewnego momentu w swoim życiu uważałam ich za cudownych ludzi, zwłaszcza mamę, myślałam, że to moja kochana biedna mamusia, tyle w życiu przeszła, poprostu życie bym za nią oddała, a teraz prawie że nie mogę na nią patrzeć.
Czytałam swój pamiętnik i w mojej głowie zrobiło się niezłe zamieszanie, bo od kilku lat pamiętam tylko to co było w moim domu złe, mam mnóstwo żalu, złości, wściekłości, ciągle mówię swojemu facetowi co oni mi złego zrobili, itd. A w tym pamiętniku z lat zanim stałam się (teoretycznie) dorosłym człowiekiem wyłania się obraz szczęśliwej nastolatki, można nawet powiedzieć pewnej siebie, zakochanej w rodzicach, bardzo im wdzięcznej… Bałam się czytać tego pamiętnika, nigdy tego nie robiłam, a teraz jestem w szoku, bo zastanawiam się z czego to wszystko wynika. Dlaczego dopiero teraz czuję tą krzywdę którą mi wyrządzono, dlaczego czuję, że zawsze byłam nieszczęśliwa, a tak naprawdę nie czułam się wtedy aż tak, jak teraz to sobie wyobrażam… Przyszły mi do głowy myśli, że może ja przesadzam, że może tak bardzo się zagłębiłam w tym swoim DDA, że wyolbrzymiłam sobie większość rzeczy, że te wszystkie obrazy są tylko w połowie prawdziwe… Nie wiem co o tym myśleć, jak to wygląda u Was? Jeśli też tak macie, to kiedy nastąpił przełom w Waszym myśleniu i jak ono się zmieniło??
Pozdrawiam…W tym procesie stajemy się kimś innym i dlatego taki szok, jak czytasz swój pamiętnik. Po prostu mamy inne spojżenie na rzeczywistość i to się zmienia :).
Na terapię można spojrzeć jako na czas skupianie się na sobie. DDA zwykle patrzą jedynie na świat zewnętrzny i do niego się dostosowują.
To tak jak pójść do sklepu i kupować ubrania identyczne jak osoba obok. Jak rozmiar jest podobny to jeszcze nie jest źle…Zobacz na to:
http://www.panoramaraclawicka.pl/
możesz podziwiać całość, ale piękno i wielkość jest też w szczegółach. Ogólnie było dobrze – to wynik zaprzeczenia częstego u DDA. Dopiero skupienie się na szczegółach i analiza poszczególnych sytuacji otwiera oczy na krzywdę i pojawia się złość z powodu niezaspokojonych potrzeb.Myślę, że to normalny czas na terapii i zwykle służy bardziej prawdziwemu spojrzeniu na rzeczywistość. Jak było tak dobrze, to dlaczego jest tak do dupy? 😉
MAM TO SAMO
od momentu gdy dowiedziałam się o dda czuję to co ty natomiast wcześniej czyli gdzieś do około 20-stego roku zycia byłam zupełnie inną osobą
poza tym w liceum miałam umiejętność której dziś już nie posiadam -czyli potafiłam mieć zwis na wszystko co mnie otacza, umiałam pójść do dyrektora szkoły i nakłamać w żywe oczy , umiałam olewać znajmych którzy mi przeszkadzali, poprostu ogromny zlew na wszystkoTo może lepiej by było, gdybyśmy nigdy nie dowiedzieli się o swoim dda…??
kiedy ja byłam nastolatka tez byłam bardzo wpatszona w swoją Mamę i podziwiaam ja
myślałam ze ona jest wspaniałą kobietą i miałam zal do siebie że to ja jestem tym złym dzieckiem
teraz widze ze mnie zaniedbywała i to co wcześniej uważałam za poświecanie dla nas było tylko unikaniem problemów Mama lubiła robić z siebie ofiare i brac cała wine na siebie
niebyło to dla nikogo dobreEdytowany przez: tara, w: 2010/08/23 21:30
Edytowany przez: Ewa77, w: 2010/08/23 21:50
Nie,to bardzo dobrze, że dowiadujemy się o naszym DDA.Pamiętajmy tylko o tym,że nie wszystkie nasze problemy i trudności wynikają z naszego dziedzictwa.To był właśnie mój problem. Wszystkie bolączki analizowałam pod kątem DDA.Co do rodziców,to nie dziw się,że nic nie rozumieją.Nie chcę nikogo tłumaczyć czy usprawiedliwiać ale to chyba tak jak z alkoholikami.Do nich też nie dociera to,że mają problem z wódą.Zyją w ułudzie i próbują przekonać innych,że alkoholizm ich nie dotyczy.Tak samo nasi rodzice.Dopóki nie zrozumieją czym jest DDA,nie wgryzą się w temat,doputy będą twierdzić ,że się czepiamy i szukamy dziury w całym.Pozdrawiam.Ewa.
A co do pozytywnych wspomnień,to chyba każdy z nas jakieś ma.Jedni więcej,inni mniej.Wszystko zależy od tego w jakim stopniu mieliśmy styczność z dysfunkcją.Dla dziecka czy nastolatka żyjącego w chorej rodzinie,każdy uśmiech,pochwała,dobre słowo,odrobina troski kojarzy się z miłością i zostaje w pamięci na długo.Pozdr.Ewa.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.