Witamy Fora Szukam Ciebie Wszechobecne poczucie odrzucenia

Przeglądasz 10 wpisów - od 91 do 100 (z 122)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Już nic nie pomaga. Chyba się wyczerpałam i nie jestem zdolna do przyjęcia czegokolwiek. Jeżeli miałam jakieś zasoby, to już się skończyły i gdyby nie dzieci skończyłabym z tym wszystkim. Ale dla dzieci powinnam jednak być „jakaś” nie tylko być.

    Terapia grupowa, indywidualna, miesiące prochów. I…. poszłamm na te studia psychologiczne i istnieje już duże niebezpieczeństwo, że je skończę. Osoba zaburzona z problemami w komunikacji i niskim poczuciem kompetencji. Przez te kilka lat poznałam siebie na ile jestem w stanie coś zmienić. Obecnie czuję się już jak w klatce samej siebie. Już nie drgnę.

    Zmieniłam się. Jestem inną kobietą. Za zmianą siebie idzie niestety zmiana znajomych. Znajomi starzy odeszli ale nie nie mam  umiejętności, żeby „nabyć” nowych. Chyba przedstawiam obecnie taką kombinację cech, która wydaje się nieakceptowalna, niestrawna. Chyba odpycham od siebie. Jestem zmęczona, wypruta, samotna, zgorzkniała. Nikt już nie zabiega o moje towarzystwo. Moje próby utrzymania relacji nie wychodzą.To o czymś świadczy.

    Ciągle jestem zbyt „wrażliwa” na syt. i ludzi agresywnych, nie radzę sobie w relacjach gdzie mogłaby zaistnieć bliskość. Nie jestem wstanie wytrzymać w relacji, po prostu być. Nie wiem co się robi, co mówi jak należy reagować aby relacja rozwijała się. Taki dla mnie zaklęty świat. Zastanawiam się na ile jestem zaburzona, na ile mam w sobie dysfunkcjonalność tego, że zależy mi na bliskości ale nie radzę sobie z najmniejszym przejawem odrzucenia. Usłyszałam od terapeuty, że u mnie dysfunkcjonalna jest potrzeba bycia ważną. Ale kto nie chce być ważny dla tych na których nam zależy? Zresztą jest to dla mnie niesprawdzalne- bo nie mam bliskiej osoby.Przecież to jest ludzkie. Jak o tym myślę, to chciałabym przestać myśleć, czuć i potrzebować.

    Tak czuję zawiedzenie, kolejne powiększające się zawiedzenie życiem i sobą.

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 397

    Witaj znów Oliwio . To może nim ? z tym skończysz ? pójdź na miting ? A może masz jeszcze wiele ?ale? wiele ?jeśli?. Może jeszcze nie masz dość ? Może jeszcze się nie poddałaś? Jeszcze negujesz , warunkujesz ? Jeśli jednak już się poddalas – przyjdź 😃jeśli masz chęć i gotowość rozmowy możesz napisać do mnie . Tak , do tej która taka upierdliwa i tak Cię irytuje . Jeśli jesteś gotowa brać to co dają. Gdzieś tutaj jest mój mail . Pogody ducha Oliwio , oby przyszła i do Ciebie !

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Beata,

    szczerze?

    jak zobaczyłam twój wpis to zastanawiałam się czy chcę go czytać. Dlaczego tak?

    Ponieważ pozwalasz sobie tu na forum na dość otwartą krytykę wobec tu ludzi na forum. Może ma ona za zadanie zmusić ludzi do działania, zastanowienia się. Chcesz ich zmotywować. Niem wiem, może na których to działa. Ja bym się bała, bo boję się atakujących ludzi i tego, że nie poradzę sobie jeżeli to uderzy w zbyt moje niskie poczucie wartości. ?Proste mechanizmy i zależności.

    Potrzeba do tego wszystkiego zaufania aby przyjąć czyjeś „rady” i sugestie a tym bardziej krytykę.  My dzieci DDA mamy to zepsute. Ponieważ to, że raz jest dobrze to nie znaczy , że za chwilę nie dostaniemy „razów” od niby tych, którzy powinni nas chronić. Mamy to zbyt wpisane w instynkt, który każe nam niestety przetrwać. Tylko ja ostatnio zastanawiam się po co….

    Ale mimo tych myśli i obaw zaskoczyłaś mnie Beata. Zaskoczyłaś pozytywnie i zachęcająco aby wejść w kontakt. Jak widać potrafisz być różna o różnych obliczach i nie traktuj to jak krytyki a raczej komplementu, że potrafisz być elastyczna. Elastyczność z kolei świadczy o prawidłowej osobowości, zdolnej do zmian.

    Dziękuję Ci za dobre, ciepłe słowa.

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Tak, po 2 latach terapii grupowej i ponad 3 terapii indywidualnej dostałam „łatkę” borderline. Mój tytuł wątku i to co pisałam, super do tego pasuje, ale wcale nie jest mi lepiej, bo nawet nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Tak właśnie czuję się borderline – zawsze na krawędzi i odrzucone, ale wyjące z bólu z powodu braku bliskości. Dziś poczułam się winna, bo chcę być dla kogoś ważna a to wszystko przez brak zaspokojenia tego w dzieciństwie. Takie koło zamknięte.

    Oznajmienie otoczeniu o otrzymanej diagnozie spowodowałoby jeszcze większe cierpienie. Jest ryzykiem. To zaburzenie nawet przez psychologów jest nie „lubiane” i unikane.

    Pozostała mi tylko diagnoza i tabletki. Jestem z tym sama . I chyba rozżalona.

    Ale według tego co o „nas” piszą , mam zniekształcony sposób odbierania rzeczywistości więc- tylko mi się wydaje. Tak to ironia.

    Po co tu dalej piszę? Sama się nad tym zastanawiam . Może, że warto czasami coś skończyć, zamknąć a nie tylko się „odgrażać” …. A to rezygnacja…

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 722

    Co u Ciebie? Jak sobie dalej radzisz z taką diagnozą? Robisz jakieś postępy?

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Nie radzę sobie. Ta diagnoza mnie powaliła a psychiatra chciał mnie wysłać na odział do szpitala psychiatrycznego. Terapeuta odmawia mi już terapii traktując jak zwierzę w klatce. Stosuje takie metody i techniki, które uwłaczają godności pacjenta. Tak jestem rozżalona i zawiedziona wszystkim i wszystkimi. Znowu tylko dzieci zostały, jeszcze tylko kilka lat jestem im winna. Reszta nie istnieje …

    Nie mam już sił aby udawać, udawać, że będzie dobrze. Nie będzie.

    Ubierać całe to zło w ładne słowa. Tłumaczyć psychologią coś co jest p[o prostu złe- to chore i nie ludzie

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    pytanie- chciałam edytować powyższy post. Dlaczego nie da rady? Kiedyś można było

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Jakubek,

    nie mogę przestać myśleć, dlaczego zapytałeś mnie jak sobie radzę z tą diagnozą.

    Dlaczego mnie o to pytasz? Co Cię w tym ciekawi?

    Ja wydaję się sobie już strzępem człowieka niezdolnym do jakiejkolwiek relacji.

    Czy to aż tak widać?

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Potrzebuję rozmowy, zjechałam bardzo w dół i wizja śmierci wydaje mi się pomocą, rozwiązaniem. Mam tyle do zrobienia a siedzę jak sparaliżowana. Płaczę już po południu, że czeka mnie kolejny dzień a rano nie mam powodów do wstania, tylko obowiązki.  Czas płynie, nic się nie zmienia. Zdaję sobie sprawę, że życie mija mnie bokiem.
    Nie wiem jak długo wytrzymam. Niby wszystko wiem, że to nastrój, moje wypaczone schematy myślenia i zachowania, ale co z tego jak nie umiem już z tego się wydobyć. Zapadłam się…. i nie umiem wydobyć, jakoś działam wręcz na swoją szkodę.

    Zdałam sobie sprawę, że dalej w środku jestem tą małą, niemą wystraszoną dziewczynką w swoim domu rodzinnym,  z którego uciekłam. Każda obecna i podobna sytuacja „umieszcza” mnie tam, przeraża i uciekam, chowam się, bronię się oporem przed pomocą. Chyba wolę się unicestwiać niż znowu to wszystko znosić.

    Zapadam się i nie umiem się z tego wydobyć

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Nie rozumiem co się dzieje ze mną, wokół mnie, ciągle, jak w matni. Naprawdę starałam się zmienić to co jest najbardziej trudnego w moim przeżywaniu. Trwa to od tego czasu jak zaczęłam tu pisać. Było to 6 lat temu, szmat czasu. Wydaje się na zewnątrz, że dużo zmieniło się u mnie. Dużo… w sensie, skończone studnia psychologiczne, praca w zawodzie, ciągła terapia. Podejmowałam nieustanne próby wchodzenia w relację, próbowałam wytrzymywać, wmawiać sobie, że tylko coś mi się wydaje, wcale ludzie mnie nie odrzucają, że ja źle interpretuję rzeczywistość. Jednak rzeczywistość jest taka, że pod względem relacyjnym jest gorzej niż było. Jestem sama, nie mam z kim blisko rozmawiać. Gdy zdarza mi się „faza”, zjazd „nastroju”, gdy już nie wytrzymuję to naprawdę nie mam z tym do kogo pójść. Czasami na siłę wynajduję osoby, z którymi mogłabym spróbować. I nawet to robiłam, w realu i w necie. Ludzie chyba nie dają rady, albo te moje emocje są takie „brzydkie”, czuję i widzę ich blok. Nie próbuję już. Czy moje zaburzenie (które w końcu uznałam swoje borderline, przyjęłam tą diagnozę) jest naprawdę takie zawinione? Czy jestem tak bardzo sama sobie winna? Czuję, że nie jestem w stanie naprawić już tego stanu rzeczy. Po prostu emocjonalnie, społecznie jestem wadliwa. Jeszcze niedawno wierzyłam w to, miałam nadzieję (tak mawiał mój terapeuta, już dawno nie słyszałam tego od niego…), że jest to tylko kwestią zrozumienia, stworzenia jakiejś wspólnej przestrzeni relacyjnej, kwestia być może spotkania właściwej osoby… już straciłam nadzieję… ale nie umiem żyć z takim stanem rzeczy… ciągle na pograniczu, ciągle w zawieszeniu. Ani tak, ani inaczej. Nie umiem żyć bo ciągle boli wewnętrznie, ale nie umiem też jeszcze tego zakończyć. Było też dużo farmakologi.

    Nie umiem już nic zrobić aby poczuć ulgę, aby nie bolało. Złudnym jest to, że ma się nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto wypełni ten brak, ten ból oraz, ze znajdę gdzieś poczucie bezpieczeństwa i spokoju, kiedy przestanie boleć to „coś” w środku.

    Przez to, że nic relacyjnie mi się nie udaje, przestał wierzyć w to co czuję, w swoje odczucia, intuicję a nawet potrzeby. wszystko mi się rozsypało. Nie mam ani skrawka gruntu.

    Piszę, bo już nie mam co z tym zrobić, przelewa mi się….

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 miesięcy, 2 tygodni temu przez AvatarOliwia75.
Przeglądasz 10 wpisów - od 91 do 100 (z 122)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.