Witamy Fora Szukam Ciebie Wszechobecne poczucie odrzucenia

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 122)
  • Autor
    Wpisy
  • Avataratena123
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Oliwio, czytając to co piszesz czytam moje myśli. Ja też nie umiem tworzyć relacji, a ludzie lubią do mnie dzwonić żeby się wyżalić. Jestem „gorsza” nie godna uwagi, ale muszę pomagać ludzią bo tak trzeba, swoje uczucia i potrzeby mam – muszę odkładać na inny czas. Nigdy tak szczeże o tym nie mówiłam.

     

    Przecież nie jestem ani lepsza ani gorsza, wiem to ale w to nie wierzę… błędne koło. Nawet nie potrafię się swobodnie i rzeczowo wypowiedzieć w tej chwili, a Ty piszesz składnie i czytelnie to co ja myślę :))

    Avataratena123
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    To może powiesz jak mówić nie gdy się czuje NIE!!!

    Avatarsdsdsdsds
    Uczestnik
    Liczba postów: 43

    atena, aby zdobyć taką umiejętność potrzeba trochę pracy nad sobą,

    trzeba się też zastanowić jakie masz uczucia związane z tą sytuacją w której nie potrafisz odmówić i czego się obawiasz w związki z tym powiedzeniem NIE, być może jest to wyśmianie, być może boisz się odrzucenia, sama musisz to wiedzieć

    Avatarjoozek
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    pytania

    co w sobie lubię?

    co w sobie lubię dla samego siebie?

    co w sobie lubię wyłącznie ze sobą/w odniesieniu do siebie?

    kim jestem dla siebie?

    co robię dla swojego spokoju?

    pomagają. szczególnie kiedy nasila się sygnał z radaru odrzucenia.

    przetestowane.sprawdzone. odpowiedzi na te pytania (ponawianie łagodnie) są z czasem jak obmywająca ze zmęczenia rześka woda..lub ciepła kąpiel. co kto lubi.

    AvatarOla1977
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Ja mam 38 lat, jestem DDA, chodziłam kilka lat temu na terapię, przeżywałam to ciężko, nic mi to nie dało, może też odpuściłam, może czułam się źle. Dzisiaj wiem, że sama sobie nie poradzę, chyba, nie wiem, jestem depresyjna, samotna, z ciągłym poczuciem odrzucenia, nie jestem łatwa we współpracy, typ perfekcjonisty, samotnika, ciężko nawiązuje relacje z innymi. Mam świadomość tego, że byłam przede wszystkim odrzucona przez matkę, która to właśnie mnie obwiniała za alkoholizm ojca, ponieważ się urodziłam, zawsze mi to wypominała, że nie powinnam mnie rodzić, że jestem wyrzutkiem, takim samym jak ojciec. W moim odczuciu przeszłam przez piekło, bo nie miałam kompletnie nikogo z kim mogłabym dzielić mój ból, w domu matka – chłodna, nie zainteresowana mną, wyrzucająca mi to, że jestem, żyję. Nigdy mnie nie przytulała, nie bawiła się ze mną, nie pomagała w lekcjach, wiecznie była mną poirytowana, szarpała mnie, wyzywała – matka, która nie piła. Ojciec alkoholik, sadysta, awantury ciągnęły się w nieskończoność, ucieczki z domu, kiedy matka była w pracy na noc, sama prosiłam sąsiadów o przenocowanie, bez jedzenia, bez miłości, bez bliskiej osoby. Nie potrafię zaufać, mam męża, jedyną osobę na świecie, którą kocham. W relacje z innymi nie wchodzę, boję się ludzi, boję się, że mnie skrzywdzą, że znowu będę cierpiała. Nie mam przyjaciół, nikogo, czuję uciekający czas, brak dzieci, problemy w pracy, czuję, że chyba powinnam skończyć ze sobą, ciężko mi.

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Aneto 123. Nie wiem co mam Ci powiedzieć. Sama ze sobą nie mogę dojść do ładu. Jestem strasznie zmęczona swoimi myślami. Chciałabym w końcu odetchnąć i powiedzieć jestem szczęśliwa i moje myśli są spokojne. A tu jeszcze rzeczywistość, ścieranie się ze sprawami życia codziennego….

    A właśnie Aneto, czy już wróciłaś do pracy po zwolnieniu?

    Ty wydajesz się fajną osobą, taką o której inni myślą, mogę się przed nią wygadać. Sama to piszesz. Co cenna umiejętność słuchania innych. Ja chyba takiej nie posiadam. Bo mi nawet już ludzie nie chcą się zwierzać, bardziej traktują mnie intresownie odnośnie zrobienia czegoś, pożyczenia, przysług itd. Słuchać też mnie nie chcą. Ciężko jest mi utrzymać długotrwałe przyjacielskie relacje. Bo właśnie ludzi trzeba umieć słuchać. Ale powinno to działać obustronnie. Powinna to być wzajemna zależność w relacjach przyjacielskich. Ci wysłuchiwani z czasem też powinni chcieć słuchać tej drugiej strony interesować się nią.

    Fakt, relacje rozwalają czasami  czynniki zewnętrzne. Ludzie wyjeżdzają, dużo pracy, ja mam dużo dzieci co sprawia, że już nie jestem taka dyspozycyjna. Często poirytowana, zmęczona itd. Tysiąc spraw na głowie. Różne problemy zdrowotne i wychowawcze  dzieci a to nie jest już takie fajne. W niektórych relacjach próbowałam nie wkładać zbyt dużo o dzieciach i rodzinie. Ale to też mi nie wychodzi. Więc może trzeba spróbować być autentycznym i zobaczyć co z tego wyjdzie.

    To, że ludzie chcą się przed Tobą wyżalić to właśnie świadczy o tym, że nie jesteś gorsza. Ludziom nie fajnym człowiek nie chce przecież powierzać swoich spraw, trudności itd. Tak więc tu obalam Twoje powiedzenie o sobie, że jesteś gorsza.

    Chodzi tu chyba bardziej o to, że potrzebujesz stworzenia więzi obustronnej z tymi żalącymi się. Spróbuj im opowiedziec o sobie, może nie od razu wszystko i dokładnie. Tak bezpiecznie, stopniowo. A może z jakiś powodów masz problem z odkryciem siebie? Nie wiem, tak tylko gdybam.

    I jeszcze nasuwa mi się jedna myśl, którą też ciężko jest mi tu wyrazić. Potrzebujesz Aneto aby w Twoim świecie coś więcej się wydarzyło odnośnie pozytywnych uczuć. Rodzice to za mało… Nie chcę tego za bardzo rowijać, bo to tylko moje gdybanie.

    Ja znowu zmuszam się z wyjściem do świata ludzi, chociaż z chęcią bym się schowała :).

     

    Pozdrawiam Cię serdecznie

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Joozek z tymi pytaniami co w sobie lubię idt. to nie takie proste. Ja w swoim życiu juz tak dużo analizowałam swoje wnętrze , że jestem tym strasznie zmęczona. W moim przypadku, w moim sposobie pojmowania świata to chyba nie skutkuję.

    Więc ostanio wolę się „wyłączyć” i  choćby przeczytać w nocy książkę- żeby nie myśleć. Bo to moje myślenie tylko odbiera mi siły i nie wiele wnosi. A zajęcie się czymś np. czytaniem daje odpoczynek umysłowi. Wiem, można sobie też sprawiać przyjemności, ale to już odrębana historia :).

    Pewnych schematów tak bardzo utrwalonych w nas w dzieciństwie nie złamiemy. Zawsze będą one nam towarzyszyły. Możemy ewnetualnie to złagodzić aby one nam nie paraliżowały życia. Ale bądź tu mądrym. W chwilach kryzysu wszystko idzie w łeb,

    Pozdrawiam

     

    skrzatskrzat
    Uczestnik
    Liczba postów: 609

    Dziewczyny … kobiety … spróbujcie pochodzić na MITYNGI ….

    tam mnie nie „muszą”  lubić, ale tam dostaje zrozumienie, ciepełko, wsparcie , czasem nawet „kopa do działania”  ale pozytywnego ….  nikt mnie nie olał, nikt mnie nie skrytykował, nie ocenił,  nie próbował „naprawiać” mojego pokręconego myślenia…..  akceptują mnie taką jaka jestem  i wspierają kiedy chcę coś w sobie zmienić na lepsze ….

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Skrzacie fajnie , że terapia się Ci udaje. Mnie średnio. Chodzę na nią rok i niestety nie mam poczucia akceptacji. Moje, powiedzmy, jakieś tam „odchyły” nie są wcale ciepło przyjmowane. Nie wiem, może to ja sama tego nie akceptuję a może różne bywają grupy. W każdym razie, mam wrażenie, że chyba czuję się oddalona od grupy, albo grupa ode mnie. Przy takim odczuciu trudno jest być otwartym i szczerym.

    Próbuję coś robić ze sobą, dlatego ta terapia. Wbrew swoim odczuciom idę i staram się pracować. Ale jestem już strasznie zmęczona, już mam trochę lat a dalej w myśleniu jak małe skrzywdzone dziecko.

    Też bym chciała móc powiedzieć tak jak Ty: „tam mnie nie ?muszą?  lubić, ale tam dostaje zrozumienie, ciepełko, wsparcie”

    Pozdrawiam

     

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Olu 1977. Przykro mi, że tak cierpiałaś jako małe dziecko . Że miałaś taką zimą i niekochającą matkę, ojca sadystę. To przykre, bo żednemu dzieckum nie powinno się to przydażać. Jak czytam takie historie jak Twoja wypełaniam się złością i jestem wściekła, że Ci dorośli ludzie są aż takimi egoistami i nie potrafią choć trochę dać ciepła i serdeczności małemu dziecku. Są sami sobą zbyt zajęci.

    Mam Olu sporo wspólnego z Tobą jeśli chodzi o dzieciństwo. Może trochę inaczej. Ale tak czytając Twoją historię stwierdzam, że Ci Twoi rodzice i moi to strasznie niedojrzali egoiści, z wielką nieumiejętnością okazywania uczuć i zainteresowania istocie, która ich potrzebuje. Jestem wściekła na to. Nie chodzi mi, żeby zaraz wściekać się i zaciąć się w sobie, żeby im nigdy nie przebaczysz. Przebaczyć trzeba, choćby dla samej siebie i swojego spokoju. Tylko chciałaby krzyczeć do „Niebios”, dlaczego tak musi być!

    Ja sobie przysięgłam, że ja czegoś takiego dzieciom swoim nie uczynię. Dużo pracy w to włożyłam, bo nie wiele w sobie miałam. Cieszę się teraz jak widzę, że moje dzieciaczki czują się kochane i mają poczucie bezpieczeństwa. Ale jest we mnie jeszcze coś z czym sobie nie mogę poradzić- moja wybuchowość w sytuacjach kryzysowych, skarajnego zmęczenia, trudności. Myślę, że to jest w właśnie ten „spadek” z domu rodzinnego, z którym własną pracą nie mogę sobie poradzić. No i moje depresyjne myślenie, wykrzywione postrzegania świata i ludzi, ich zachowań. Próbuję się z niego wydobywać, ale ciągle mnie wciąga…

    Olu napisałaś, że masz męża, którego kochasz. To wielka „kotwica”. Ale spróbuj też sama dla siebie być tą kotwicą.

     

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 122)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.