Witamy Fora Szukam Ciebie Wszechobecne poczucie odrzucenia

Przeglądasz 10 wpisów - od 261 do 270 (z 318)
  • Autor
    Wpisy
  • Cerber
    Uczestnik
      Liczba postów: 147

      Cześć 🙂 kurianna

      że jeszcze niedawno myślałam, że po prostu jestem jakoś „genetycznie” niezdolna do budowania satysfakcjonujących relacji. Mimo ciągłych prób.

      Ja mam tak do dzisiaj ! Ciężko mi nawiązać jakiekolwiek relacje ,ostatnio mi świta (i wyszło na terapii )  że może mieć to związek z tym że nie potrafię złościć się na osoby na których zależy mi , których opina  jakoś jest dla mnie ważna lub może być . Złość zamienia się w smutek , żal , poczucie skrzywdzenia i uciekam z takiej relacji . Nie wyrażam złości , nie oczyszczam atmosfery? Nie walczę o siebie ?

      Przyszedł mi teraz do głowy mój kot przybłęda . Otóż musiał dużo przejść , był bardzo nie ufny ,  do dzisiaj kiedy leży koło mnie  albo na mnie i  zrobię gwałtowny ruch zrywa się chce uciekać . Nie daje wziąć  się na ręce i przenieść ( kiedy stoję ) ale przyjdzie kiedy siedzę i leżę . Boi się podejrzewam że albo był źle traktowany albo był jakiś czas bezdomny i ktoś coś musiał mu zrobić . (chyba jest trochę podobny do mnie )

      takie, nie wiem, dorosłe.

      A czuję się jak nastolatek , który musi radzić sobie ze sprawami dorosłych

      Chciałam to lekko napisać, ale panika mi się włączyła (i smutek, i poczucie straty)

      A jednocześnie czuje się nie tyle stary co zgorzkniały. Jakbym nigdy tak naprawdę nie żył. Albo to też uruchomiło mi się z powodu ostatnich wydarzeń. Czy sobie pomagam ? … to zależy od danego dnia tak naprawdę. Od tego w jak głębokiej czarnej d**** jestem . W sumie nie lubię o tym wspominać ( bo to prywatna sprawa każdego z osobna ) ale zwróciłem się w kierunku Tego na górze . Trochę mi to pomaga. Staram się również zaakceptować te uczucia które mam . Próbuję pocieszać i zaopiekować się wew dzieckiem . Efekty ? Różne .. Czasem z poziomu dna wychodzę na poziom gdzie brodzę „tylko ” po szyję w ….

      Wiesz  w tej sytuacji z gościem,  najbardziej zabolało mnie to co mi powiedział , co ja też o sobie sądzę . I t nie jest nic przyjemnego .

       

      Może przez to że byłam tą najmłodszą siostrą, dopiero zauważam, że jestem po drugiej stronie

      a ja też najmłodszy z trójki i jedyny chłopak , siostry sporo starsze (o 6 i 7 lat ) Może też stąd lepsze porozumienie między nami. Mamy podobne doświadczenia .

      Mam dość silną autoagresję, choć nigdy nie miałam wprost próby samobójczej ani samouszkodzeń.

      ….

      Wcześniej pętał mnie wstyd i niewiedza (że to, co robię, to sprytna i skuteczna autoagrecha). Jak z tym masz?

      Oooooo wstyd to rzeka (rozmiarami przypomina amazonkę ) która mnie zalewa . Czytam książkę  ” Toksyczny Wstyd ” i długo ją czytam , bo ciężko mi przez nią przejść . I tak jak napisałaś  mówienie o tym pomaga . To miejsce też mi do tego służy . Chyba wypracowałem pewien schemat . Najpierw zbieram się na odwagę i gotowość  żeby napisać to tutaj. Później albo wcześniej ( wszystko zależy od „kalibru ” tego  o czym chcę powiedzieć) później mityng online lub/i psycholog  a pewnego dnia może powiem to na grupie .

       

      Hmm, nie będę Cię dopytywać, skoro masz opory tutaj… (ale mam ochotę!)…..(bo możesz np. chcieć ochronić tę dziewczynę, żeby nie cierpiała, ale to moim zdaniem zbytnie branie odpowiedzialności za jej dobrostan).

      Właśnie chyba chcę , i zdaje się kłania się początek mojego postu  o złości , bo boje się też że będzie na mnie zła . A nie chcę za bardzo rozwijać bo jednak to publiczna strona .

      Ostatnio nawet spotkałam taką stronę o klaunach pomagających dzieciom w szpitalu, myślę, że idealnie bym się nadawała

      Hahaha chwiałbym to zobaczyć ( swoją drogą nie mam tu emotek , czasem przydają się , piszę na kompie  ) uśmiechnąłem się

      Więc czasem można poszukać czegoś bardziej w swoim klimacie. Wyobrażam sobie, ile możesz dobrego zrobić ze swoim zapleczem maszynowym (budowlanym też?) np. w jakiś wioskach dziecięcych etc.

      Dokładnie !!! o czymś takim pomyślałem , raczej pomóc naprawić coś , pomóc przygotować występ ale na pewno nie występować ! Nie lubię być w centrum uwagi.

      O tym wolontariacie powracają do mnie od czasu do czasu . A w sumie dawno temu powiedziała mi o tym pewna osoba . Wtedy nie było o tym mowy ale powoli kiełkuje we mnie ta myśl . Jak do tej pory niczego nie znalazłem .

       

      Cały czas mam wrażenie że chciałem jeszcze o czymś wspomnieć ale wyleciało mi z głowy . Może później dopiszę .

      Pozdrawiam

      Cerber
      Uczestnik
        Liczba postów: 147

        Hej kurianna , wszystko w porządku ?

        teraz to ja pytam i pamiętam że też miałaś problemy w pracy

        kurianna
        Uczestnik
          Liczba postów: 106

          Cześć, Cerber,

          fajnie, że pytasz. Chyba tego potrzebowałam. Nie za w porządku. Jak tak mam, to często się chowam do skorupy (stary program: albo jestem potrzebna i w formie, albo lepiej niech mnie nie ma w ogóle).

          W pracy nawet ogarnęłam jakoś po trochu. Wiem, że mnie dużo praca kosztuje właśnie ze względu na dom pochodzenia – szefowie to „rodzice”, wobec których staję jak małe przerażone dziecko (albo z kolei bezczelne i buńczuczne). Koledzy to rodzeństwo, z którym konkuruję albo ściemniam, podczas utrzymywania relacji w pracy często czuję się przytłoczona. Wchodzę w entuzjazm albo pośpiech, tak lękowo. Moje grupy z kolei to idealne miejsce, gdzie realizuję swój potencjał – dużo mnie to kosztuje, ale daje satysfakcję.

          Postawiłam parę granic. Dokończyłam coś, co odkładałam z lęku przed niespełnieniem oczekiwań. Przewartościowuję sobie – czy to, co robię, pasuje w ogóle do profilu mojej organizacji? Czuję się outsiderem. Już nie chcę robić niczego dla efektu, chcę działać głęboko i cieszyć się każdą chwilą, kiedy moje dzieciaki wzrastają. Ale niekoniecznie na scenie, tylko w relacjach, w grupie, w życiu. Muszę głęboko przemyśleć, czy to gdzie jestem i gdzie mi wygodnie, to na pewno moje miejsce. A potem ewentualnie zadziałać. Czego się boję.

          Postanowiłam chyba zrobić sobie przerwę zdrowotną w robocie – mam taką możliwość, ale będę musiała się „przyznać” na kilku poziomach, że chodzę do psychiatry i zmagam się ze sobą. To jest dla mnie bardzo odsłaniające i trudne. W domu nie mogłam się przyznać, że coś ze mną jest „nie tak”, bo to oznaczało, że jestem kolejnym problemem dla mojej matki. Obciążeniem (a przecież niosła już cały dom na barkach). Tylko ona mogła mieć źle (i moja najstarsza siostra, jej zastępczyni-kapo). W terapii też myślałam, że jak zadbam o siebie, to będę tylko wzrastać. A terapia to też konieczność realnego oszacowania, gdzie jestem – zdrowotnie, pod względem możliwości etc. Nie tylko zbieranie sił (miałam taki „magiczny” obraz terapii przez dłuższy czas jak z „Dr Strange”, gdzie oni zbierają tą magię w takie złote pierścienie wokół dłoni – myślałam, że tak se zbieram i w końcu zrobię, co zechcę, rzucę jakiś czar na świat, coś zmienię fundamentalnego, nie wiadomo dokładnie co – nope!).

          Kończę terapię. Bardzo ciężkie to jest dla mnie. Wróciłam do leków. Widzę swoje mechanizmy i bardzo mi się to nie podoba. Widzę swoją chęć kontroli, to jakoś najmocniej boli ostatnio. Wracam do starych nałogów, ryzykuję, potem znowu się podnoszę. To jest jakaś droga, ale bardzo kosztowna. Łzy mam, jak to piszę.

          Przyszedł mi teraz do głowy mój kot przybłęda . Otóż musiał dużo przejść , był bardzo nie ufny ,  do dzisiaj kiedy leży koło mnie  albo na mnie i  zrobię gwałtowny ruch zrywa się chce uciekać . Nie daje wziąć  się na ręce i przenieść ( kiedy stoję ) ale przyjdzie kiedy siedzę i leżę . Boi się podejrzewam że albo był źle traktowany albo był jakiś czas bezdomny i ktoś coś musiał mu zrobić . (chyba jest trochę podobny do mnie )

          Bardzo poruszył mnie ten obraz. Brak zaufania. Ja jestem taką bardziej kotką, która się łasi za opiekę i podchodzi za blisko do każdego, ale nie patrzy, gdzie jest bezpiecznie, tylko idzie na ślepo. To jest jakby odwrotność, ale też wynika z braku takiego dobrego zaufania (wiem, że zostanę skrzywdzona, ale idę, bo sama nie przetrwam przecież, muszę szukać oparcia w kimś). Walczę z tym. Dwa kroki w przód i jakby cały km w tył, mam wrażenie.

          Fajnie, że masz kota. Bardzo chcę się otworzyć na zwierzęta. Na razie nie mam na to zasobów (opieka nad dziećmi mnie przerasta, a co dopiero jeszcze zwierzę). Może to zmienię kiedyś. Albo poszukam u znajomych czy coś póki co jakiegoś zwierzęcia do relacji. Boję się też psów ciągle, co nie ułatwia tematu.

          Wiesz  w tej sytuacji z gościem,  najbardziej zabolało mnie to co mi powiedział , co ja też o sobie sądzę . I t nie jest nic przyjemnego .

          To nie Ty (zdrowy Ty) o sobie tak sądzisz. Tylko toksyczna część, przekazana Ci kiedyś przez prześladowców. Gość po prostu do tego chóru dołączył. Zadźwięczało Ci i stąd dalsze złe myśli o sobie. Nie daj się, proszę. Serio jesteś bardzo wartościową, troskliwą osobą. Cieszę się bardzo, że Cię poznałam. Wiadomo, w jakimś tam internetowym ograniczonym wymiarze. I tak warto.

          Właśnie chyba chcę , i zdaje się kłania się początek mojego postu  o złości , bo boje się też że będzie na mnie zła . A nie chcę za bardzo rozwijać bo jednak to publiczna strona

          Jasne, nie odsłaniaj, jak nie masz komfortu. Natomiast bez złości nie ma autentycznej relacji. Jest to po prostu niemożliwe. Niestety. Fajnie, jak ta złość nie jest wyrażana na 10 (jak często u mnie się dzieje), tylko dajesz radę ją wyrazić na 2,3,4. Wiem, że bardzo bardzo się boję wyrażać złość i boję się, że ktoś mi bliski będzie na mnie zły. Drżę dosłownie podczas takich rozmów. Ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żebym nie poczuła się lepiej po czymś takim. warto to wytrzymać. Bez tego jest to, co pisałeś – takie z powrotem zanurzanie się we własną beznadziejność.

          A jednocześnie czuje się nie tyle stary co zgorzkniały. Jakbym nigdy tak naprawdę nie żył. Albo to też uruchomiło mi się z powodu ostatnich wydarzeń. Czy sobie pomagam ? … to zależy od danego dnia tak naprawdę. Od tego w jak głębokiej czarnej d**** jestem . W sumie nie lubię o tym wspominać ( bo to prywatna sprawa każdego z osobna ) ale zwróciłem się w kierunku Tego na górze

          W dobre dni mam wrażenie, że dopiero zaczęłam żyć. Że dojrzałość (w sensie okolica 40stki) to naprawdę fajny wiek. Może poczucie zgorzknienia bierze Ci się raczej z przeszłości? A teraźniejsze straty Cię do tego odsyłają? Ja tak mam. Może mniej ze zgorzkieniem, a bardziej z rozpaczą.

          Dzięki, że napisałeś o Tym, co na górze… To jest intymna sfera. Ja ostatnio tak się zmagam z tym. Wróciła do mnie wiara, ale jakoś inaczej. Nie chcę już jej tak, jak zostałam nauczona (wiara jako narzędzie tresowania do spełniania oczekiwań). Czuję na nowo tę relację, taki jakby zew do życia duchowego w tym kierunku… Ale coś mnie pęta, boję się tego. Dużo zła mi zrobiono religią. A jednocześnie ten depozyt wraca. Jako relacja z Jezusem (wątpię, żeby jakiś kardynał zaaprobował, to jak rozmawiamy:D). Ale trochę też tego unikam. czuję się tu zagubiona, nie mam też oparcia w jakieś grupie. Nie wiem… Coś się obudziło, ale boję się temu dać głos. Jeśli masz wolę, napisz, jak to rozkminiasz? Mi się to też bardzo kłóci z moim naukowym światopoglądem, wydaje mi się też takie naiwne trochę.

          Dzięki, że się odezwałeś do mnie wprost… Nie dałabym rady sama wypłynąć.

           

          Cerber
          Uczestnik
            Liczba postów: 147

            Cześć kurianna 🙂

             

            Przykro to słyszeć że nie za wesoło u ciebie. I chciałbym coś zrobić bo twoje słowa w kluczowym momencie pomogły mi przetrwać kiedy naprawdę źle się czułem ( „lekkie” niedopowiedzenie) Z odległości mogę chyba tylko trzymać kciuki.

            „Muszę głęboko przemyśleć, czy to gdzie jestem i gdzie mi wygodnie, to na pewno moje miejsce. A potem ewentualnie zadziałać. Czego się boję.”

            Znam to i to bardzo dobrze . Sam jestem w takim miejscu. Zastanawiam się czy szukać tylko nowej pracy czy też nowego miejsca do życia. Przeprowadzka w moim przypadku trochę mija się z celem jeśli chodzi o ekonomię, wynajem mieszkania w nowym miejscu gdzie tu mam własny dom. Ale mam patrzeć tylko na pieniądze? W każdym razie każda z decyzji do podjęcia wzmaga niepewność, czy wybieram najlepszy możliwy wariant? Czy ten najgorszy? A potem trzeba podjąć decyzję . Nie wiem czego bardziej boję się decyzji czy późniejszej realizacji ?

            „Postanowiłam chyba zrobić sobie przerwę zdrowotną w robocie – mam taką możliwość, ale będę musiała się „przyznać” na kilku poziomach, że chodzę do psychiatry i zmagam się ze sobą. To jest dla mnie bardzo odsłaniające i trudne.”

            Domyślam się … Chociaż chyba nie do końca. Dla mnie nie do pomyślenia żebym przyznał się że chodzę na terapię . To dla mnie przerażające.

             

            „W domu nie mogłam się przyznać, że coś ze mną jest „nie tak”, bo to oznaczało, że jestem kolejnym problemem dla mojej matki. Obciążeniem (a przecież niosła już cały dom na barkach). Tylko ona mogła mieć źle (i moja najstarsza siostra, jej zastępczyni-kapo).”

            Miałem bardzo podobnie , tylko że z tego co pamiętam (a nie wiele tego ) nie było mowy wprost że nie można mówić o swoich problemach ale ja odczuwałem taką atmosferę i nie mówiłem ci się dzieje u mnie. Pamiętam pewne zdarzenie kiedy byłem małym chłopcem. Byłem z mamą na zakupach i chciała coś mi kupić . Ja zacząłem płakać że nie chcę tego ! A dlaczego? Bo trzeba było wydać na mnie pieniądze a wiedziałem że mama ma ich mało, za wszelką cenę nie chciałem żeby wydawała je na mnie bo na pewno przydają się jej na coś innego. Bo ma cały dom i gospodarstwo ma na głowie (mieliśmy trochę ziemi i zwierzęta z których utrzymywaliśmy się)

            „Nie tylko zbieranie sił (miałam taki „magiczny” obraz terapii przez dłuższy czas jak z „Dr Strange”, gdzie oni zbierają tą magię w takie złote pierścienie wokół dłoni – myślałam, że tak se zbieram i w końcu zrobię, co zechcę, rzucę jakiś czar na świat, coś zmienię fundamentalnego, nie wiadomo dokładnie co – nope!).”

            Nie wiem co to Dr. Strange .ale doskonale cię rozumiem mam to samo. Cały czas czekam na tą mityczną chwilę zakończenia terapii. Po której nie będę miał już żadnych problemów z lękami, trudnościami w relacjach, będę zawierał je po prostu jak magik wyciąga króliki z kapelusza. Będę w prost idealnym związku, ogólnie to jak gdzieś napisałem : białe gołębie i jednorożce…. Nie będę kończyć. Do tego idealną pracą ( wiesz pieniądze, spełnienie, prestiż jakkolwiek to brzmi)

            To na razie część pierwsza na resztę jeszcze odpowiem (może jeszcze dziś wieczorem )  , mam ostatnie 3 dni zabiegane.:)

            Trzymaj mi się tam 🙂

            chciałem na szybko odp żebyś nie czuła się sama , bo wiem jak to jest .

            Cerber
            Uczestnik
              Liczba postów: 147

              Cześć kurianna ponownie 🙂

              „Kończę terapię. Bardzo ciężkie to jest dla mnie. Wróciłam do leków. Widzę swoje mechanizmy i bardzo mi się to nie podoba. Widzę swoją chęć kontroli, to jakoś najmocniej boli ostatnio. Wracam do starych nałogów, ryzykuję, potem znowu się podnoszę. To jest jakaś droga, ale bardzo kosztowna. Łzy mam, jak to piszę.”

               

              Widzę że boisz się tej ” chęći kontroli ” dlaczego  ?

              Ja kiedy mam gorsze dni też wracam do starych schematów (raz bardziej raz mniej ) system wraca do ustawień fabrycznych,  zaczynam przesiadywać na komputerze co w moim przypadku oznacza to że chcę od czegoś uciec. I parę innych.

               

              A co do kota zauważyłem że nie napisałem tego że zachowania mojego kota bardzo przypomina mi moje własne . Kot chce do ludzi (bo z potrafił łasic się przy nodze) ale jak tylko wykonało się jakikolwiek ruch ręką natomiast uciekał , dopiero długo później po długich próbach (zdobywanie zaufania) pozwoli się pogłaskać a teraz potrafi być nachalny bo chce żeby go miziać . Tak ja chcę do ludzi ale boję się ich, długo zanim zaufam a kiedy to zrobię . Chcę co jakiś czas słyszeć potwierdzenie tego że mogę zaufać (?) (Trudno mi zapisać to co mam w głowie słowami…. ) Coś na zasadzie „wieszania się na kimś ” i mogę chyba być wtedy nachalny. Dzieje się to zwłaszcza w związku z dziewczyną.

              A sam kot to właściwie wychowuje się sam większość dnia spędza na dworze (chyba że zimno to większość dnia spędza na kanapie 😄) do domu przychodzi po jedzenie i żeby go pogłaskać , więc ogóle mało mam z nim pracy. Nie mam dzieci ale wątpię żebym umiał się nimi zająć. Tu chyba potrzeba kobiecej dłoni. Tak sobie kiedyś myślałem że to mężczyźni musieli opiekować się dziećmi to już dawno wyginęli byśmy.

               

              „To nie Ty (zdrowy Ty) o sobie tak sądzisz. Tylko toksyczna część, przekazana Ci kiedyś przez prześladowców. Gość po prostu do tego chóru dołączył. Zadźwięczało Ci „

               

              Oj zawdzięczało , jakbym stał metr od dzwonu Zygmunta .

              Zbiegło mi się to w czasie kiedy pojawił się ten irracjonalny lęk. I też zastanawiam się na jakimiś lekami…

               

              „Serio jesteś bardzo wartościową, troskliwą osobą. Cieszę się bardzo, że Cię poznałam. Wiadomo, w jakimś tam internetowym ograniczonym wymiarze. I tak warto.”

               

              Bardzo miłe słowa , pojawia mi się „ale” ale nie będę teraz tego roztrząsać.

              Dowcip:

              1- dostałem komplement, nie wiem co mam robić ???

              2- smaruj się tym.

               

               

              „Ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żebym nie poczuła się lepiej po czymś takim. warto to wytrzymać.”

               

              Wierzę, tylko u mnie mam wrażenie że jakieś tego nie widziałem lub nie chciałem zobaczyć. dziś kiedy mam to zrobić jestem przerażony i wolę uciekać jak to robiłem wcześniej. Może kiedyś…

               

              „Może poczucie zgorzknienia bierze Ci się raczej z przeszłości? A teraźniejsze straty Cię do tego odsyłają? Ja tak mam. Może mniej ze zgorzkieniem, a bardziej z rozpaczą.”

               

              Hymmmm… Może , ja widzę to tak że kiedy coś się dzieje negatywnego wracam jakby do „ustawień fabrycznych” tak bardzo jak bardzo coś mnie dopadnie . Do młodocianych czasów czy byłem wtedy zrozpaczony? Myślę że w dużej mierze nie docierało do mnie to co dzieje się ze mną. Po pewnym czasie trochę otrzasam się czasem chyba nawet wychodzi mi to na dobre a czasem nie.

               

              Wiara…. Mnie właściwie nie nauczono wiary, do kościoła chodziliśmy rzadko i nigdy „rodziną” . Chodziłem właściwie tylko wtedy kiedy trzeba było : pierwsza komunia , pogrzeby tego typu wydarzenia. Do dziś w jakimś stopniu odrzuca mnie od kościoła (budynku) bo stary chodził do niego co niedzielę praktycznie zawsze wracał pijany i robił awantury. Więc co było w tym budynku?

               

              Po pewnej sytuacji która wydarzyła się na pogrzebie mamy , ksiądz (wikary) jakoś tak na pewien czas przekonał mnie do chodzenia na mszę. Bo gościa naprawdę warto było posłuchać, jego kazania nie były nudne ,klepane na „byle było” . Można powiedzieć że miał tą charyzmę. Po jakimś czasie wikary odszedł. A ja straciłem chęć. I znów poczułem że to wszystko sztuczne , a obraz Boga który miałem wcześniej i później to trochę taki kapo z batem czekający na najmniejszy błąd.

              Później znów popadłem w dół naprawdę spory …. było bardzo źle ze mną. Wtedy miałem do niego tylko pytanie „dlaczego ja ? ” I dlaczego tak mnie nienawidzisz? ” Albo tylko prosiłem o koniec. …

              Po latach jakoś w międzyczasie trochę mój obraz Boga zmienia się z kapo na wyrozumiałego ale czasem surowego (chyba złe słowo , może bardziej wymagającego) rodzica który czasem coś zsyła żeby dziecko czegoś nauczyć. Ale też czasem pomoże, wysłucha .

              Kiedyś słuchałem analizy przypowieści o Hiobie, i tam na jego pytanie dlaczego była odpowiedź ” Nie wiesz wszykiego” (w każdym razie w tym stylu )

              A co do „kardynałów” i ogólnie kościoła hierarchicznego (chyba tak to się zwie, mam na myśli instytucje nie wiarę) to mam wrażenie z Tym na górze mają tylko tyle wspólnego ze powołują się na niego i nic poza tym.

              Poszukaj Antoniego De Mello i jego książki (jezuita ale Watykan go nie lubi)

              Tak chyba w skrócie 😄

              Kurianna trzymaj się 🙂

              P.s Jeśli coś nie jasne dopowiem.

              kurianna
              Uczestnik
                Liczba postów: 106

                Ale fajnie napisałeś! Będę sobie czytać i analizować na spokojnie (teraz mam młyn, dużo zobowiązań, mało zasobów). Dzięki – nigdy Ci nie zapomnę, że w takiej ciężkiej chwili mnie wsparłeś. Bardzo mi to pomogło. Na razie pędzę, lżejsza na duchu – dziękuję!

                Cerber
                Uczestnik
                  Liczba postów: 147

                  Tak sobie pomyślałem Kurianna czy nie przejdziemy na maila bo tu zaspamujemy cale strony.

                  kurianna
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 106

                    Cześć, Cerber!

                    Pechowo – wczoraj odpisałam Ci szumnie, ale niestety się nie zachowało :/. Dawno mi się to nie zdarzyło, kopiuję zawsze i sprawdzam. Więc teraz krócej przed pracą.

                    Przejście na mejla – trochę się boję… Po prostu jak raz przeszłam na mejla, to się urwało. Ja mam taki nieregularny rytm – dużo, dużo, potem dłużej nic. Na forum to jest chyba do przeżycia, ale w wymianie 1 na 1 może triggerować odrzucenie. Nie chciałabym tego. Utracić, tego, co wypracowaliśmy.

                    Nie mam też wrażenia, że spamujemy… Przestrzeń jest wspólna, poczucie odrzucenia nadal rządzi:D Może komuś się te nasze wymiany przydadzą, dla mnie są ważną pamiątką tworzenia relacji (Ty i jeszcze jedna osoba z forum jesteście pierwszymi ludźmi, z którymi „kumam się” przez internet w ogóle).

                    Chyba że chcesz przejść level wyżej i podzielić się rzeczami, których na forum nie za bardzo. To wtedy może bardziej whatsapp? jakoś bardziej mi się sprawdza. I jeśli nie będzie Ci przeszkadzać właśnie ta moja nieregularność, nie będziesz jej brać do siebie. Łatwo mnie przytłoczyć, a mam pracę też silnie relacyjną. Więc okresy wycofania zdarzają mi się długie, długaśne.

                    Dzięki za to co napisałeś ostatnio… O Bogu… Dotarłam do tego wreszcie na terapii (wymagało to przełamania niezłego wstydu, mój t. zawsze tak sympatycznie śmieje się ze mnie, że wstydzę się nie tego, co powinnam). I Twoje przemyślenia też mi pomagają teraz, gdy powolutku układam sobie ten temat.

                    A jak u Ciebie w ogóle? (chyba że jednak przechodzimy na 1:1, to wtedy acidiosus[at]gmail.com).

                    Cerber
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 147

                      U mnie źle ,w ostatnie dni emocje mi szaleją czuję się bezsilny i bezradny wobec tego co się wokół mnie dzieje . Anię umiem sprecyzować co to jest, stany lękowe nasilają mi się, umówiłem wizytę u psychiatry żeby coś mi przepisał, ale nie wiem czy dotrwam…. Bo to dopiero za miesiąc. w głowie kotłuje mi się tylko „bezsensu to wszystko” , nie daję rady, chciałbym to zakończyć definitywnie.

                      Mało jem , albo wpycham w siebie cokolwiek , zupki chińskie itp.

                      kurianna
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 106

                        Cerber, cześć!

                        Współczuję pogorszenia. Wiem też jak ciężko jest, gdy wizyta u psychiatry wydaje się za wieczność (miesiąc, kurczę, jak człowiek ma kryzys).

                        Podać Ci namiar na psychiatrów online? Mam dwoje sprawdzonych – jedna wypróbowana, empatyczna i konkretna, drugiego poleconego przez mojego terapeutę. Wiadomo, prywatnie i kasa, ale czekanie na psychiatrę to jest męka.

                         

                        Podszedł do mnie syn. Zapytał co robię, odpowiedziałam jednym zdaniem, że rozmawiam z osobą która ma trudno – on na to: to wpiszesz mu te numery? Chodziło mu o infolinie wsparcia, które widział w domu kultury. Nie korzystałam nigdy z tej formy, ale bardzo bym nie chciała, żebyś został sam teraz.

                         

                        Jeśli potrzebujesz kontaktu z kimś, komu kryzys nieobcy, to jestem tutaj. Wystarczy napisać.

                         

                        Pamiętam swój kryzys psychiczny. Uczucia wylały się ze mnie jak z rozdartego worka piasek. Przytłoczyło mnie całkiem. Każde auto wydawało się kuszace. Sama nie dałabym rady, mąż mnie bardzo wspierał. Mogłam jeść, spać i chodzić po lasach. Też nie jesteś sam Cerber.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 261 do 270 (z 318)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.