Witamy › Fora › Szukam Ciebie › Wszechobecne poczucie odrzucenia
Otagowane: wszechobecne poczucie odrzucenia
-
AutorWpisy
-
Kiedy przychodzą takie dni że nic nie ma sensu, na nic siły , nie widać wyjścia z ciemniej studni, cokolwiek zaczynasz nic z tego nie wychodzi i wtedy chce się tylko zwinąć w kłębek i zniknąć. Znam
Jakie wyjście? Fakt ruch zauważam że pomaga ale najtrudniej zrobić pierwszy ruch a czasem jest on nie możliwy. Ja w najgorszym czasie ostatniego półtorej roku zacząłem remont, sam wszystko robiłem , szukałem jak to zrobić, próbowałem , przychodziły dni że jakoś ratowało mnie to, ale i dni kiedy nie pomagało i nie byłem w stanie zrobić czego kolwiek.
Myślę Oliwio że choć w części rozumiem co czujesz sam mam takie dni , ostatnio chyba dopada mnie bezsilność, bezradność w tym jak i dokąd zmierza moje życie, czuję się jak sternik przy kole sterowym które nie działa i nie mam wpływu na to w którym kierunku płynę.
Zbierałam się już wiele razy w sobie, w swojej głowie, aby coś tu napisać. Docenić to co piszecie, proponujecie, chcecie pomóc. Czytam Was i noszę jak papierowe listy, które były i są czymś fascynującym. Nadal mam kuferek na górze szafy wypełniony nimi. Pisałam i otrzymywałam dawno, dawno temu. To zamierzchłe już czasy.
Nikt tak już do mnie nie pisze, nikt ze mną tak już nie rozmawia. Spotykam się tu, od Was z ciepłem, z czymś bezwarunkowym. Motywy nie są ważne, ważne że jesteście i piszecie.
Jakubek dobrze czytało mi się o Twoim dzieciństwie, o tym chłopcu, który miewał trudno. To jakbyś zabrał mnie tam i odsłonił część siebie.
Pozwoliło mi to oderwać się od samej siebie. Czasami zastanawiam się nad tym co robię z tym, jak ktoś odsłania mi swoją ukrytą i wrażliwą cześć. Czy traktuję to z powagą i należytym szacunkiem? Sama siebie o to pytam. Chyba nie, bo jestem często zajęta sama sobą, nie umiem wyjść ze swojej głowy, ze swoich lęków. Jestem małym egoistycznym człowieczkiem, ciągle skupionym na sobie.
„okres przejściowy”… nie widzę tego tak, raczej jako zmierzch.
Ramoiram masz wielka energię i pasję zachęcając do ćwiczenia jogi kundalini. Wierzę, że Tobie to pomaga. Ja nie umiem, z różnych powodów po to sięgnąć. Nie wiem czy chcę. Próbowałam brać się za zwykłe ćwiczenia, ale depresja chyba to pokonała. Dowiedziałam się, że mam lekooporną depresję. Wcześniej myślałam, ze mam tylko negatywny stosunek do leczenia farmakologicznego i nie poddaję się mu. Leki nie pomagają i mam wrażenie, ze wyrządzają mi coraz większe szkody. Dziwne, bo spotykam wielu ludzi, którym to pomaga. Ze mną, jak zwykle jest coś na opak.
Cerber, wielokrotnie zastanawiam się czy pisać, czy wyciągać tą swoja depresję i „częstować” kogoś tymi opisami i myślę wtedy najbardziej o Tobie, że Ci to zaszkodzi. Czasami czuję Twoją kruchość, bezradność, Twoją granicę bycia i obawiam się o Ciebie. Jest to moje jakieś wyobrażenie o Tobie, chciałabym, żebym się myliła. Ja ostatnio wpadłam w swoją wcale nierzadką obsesję, którą mam praktycznie od dzieciństwa, czyli dziesiątki lat. Gdy emocje i ból istnienia przekracza już moje możliwości włącza mi się potrzeba, automatyczna, jak złe podszepty unicestwienia się. Jest to ulgą, ale i dręczeniem, aż do wyczerpania psychicznego i fizycznego. Tak niestety wygląda zaburzenie, które udręcza i odbiera siły. Nie mam już skąd ich brać.
Ciągle myślę o miejscu, innym miejscu, gdzie mogłabym być i nie „częstować” czytających swoim zaburzeniem i ciężkim nastrojem. Ciągnę to już latami. Nie znajduję go. Szukałam kiedyś „bezpiecznego miejsca’ z ważną mi osobą, niestety nie udało mi się. Utknęłam miedzy skałami.
Czasami tęsknię za ciepłym morzem.
Przepraszam za brak optymizmu.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok temu przez
Oliwia75.
Hej Oliwia,
To, ze ćwiczę, to wcale nie oznacza, ze jest dobrze. Jest ciezko, ba! – jest wręcz tragicznie.
Ale dzięki ćwiczeniom jest lepiej.
Widzę, że mi pomagają wszelkie ćwiczenia z zamkniętymi oczami. Wtedy świat fizyczny znika, wyłącza się więc trochę umysł, który pasjonuje się światem fizycznym ( w sensie – silnie przeżywa świat fizyczny), a pojawia się głębia. Olbrzymia głębia, która ciągnie jak narkotyk.
Może zwariuję przez ćwiczenia jogi kundalini, a może nie. Może odpłynę z tego świata i odlecę? Postradam zmysły? Ale to wciąga. To jest jak tlen. Jak się raz spróbuje, drugi, trzeci, gdy zacznie się coś dziać głębokiego, to człowiek chce jeszcze, jeszcze i jeszcze.
Strasznie silne te ćwiczenia jogi kundalini. Bardzo silne energie się w niej pojawiają. Trauma też się w niej pojawia, wychodzi na wierzch, łapie się z nią coraz większy kontakt.
Więc jak sama widzisz, ze mną też jest kicha. Ale ćwiczę dalej. Uzależniłem się od jogi kundalini. I jest ona całkowicie za darmo, ćwiczy się w zaciszu domowym. Daje oddech, daje wytchnienie, daje relaks.
Ale grunt, to ćwiczyć ją z zamkniętymi oczami.
Zamykając oczy widzę siebie mordującą siebie w różnorakie sposoby, od wielu lat. Jestem tym już zmęczona. To wybryk mojego umysłu, który ignoruję. Ja to nie moje myśli więc robiłam to. Wcześniej było to coś z zewnątrz, tak było łatwiej. Mogłam się bronić przed tym czymś. Psychologia nazywa to obsesjami. Gorzej stało się, jak uwewnętrzniłam to coś. To jest coś najskrytszego, czym nie dzielę się. Próbowałam, ale terapeuta tego nie dźwigał, męczył się, ignorował, nie słyszał. Teraz jest to już nieistotne, bo został z tym sama. Czuję się bezbronna, jak to małe dziecko, które było tłuczone przez ojca kata, namawianego przez drapieżną matkę. A siostry cieszyły się, że to nie one. Ciągle w tym siedzę, aż sama nie mogę się zadziwić, że tak mocno w tym siedzę i miotam się jak dzikie zwierzę w klatce. Niby coś mogę, a tak naprawdę nic nie mogę. Ograniczam się sama.
Zamykając oczy widzę widzę swoje sny z cieniami. Na jawie lęki się materializują, obserwują i podążają za mną.
Zamykając oczy marzę czasami o ciepłym morzu, na którym unoszę się i nie musze wracać.
Ważne, że ty dźwigasz!
<p style=”text-align: center;”>” Pokaż mi psychicznie zdrowego człowieka, a ja ci go wyleczę.”</p>
<p style=”text-align: center;”>Warto przyjrzeć się podstawą i swoim postawą czy one nie są są złudna granicą. Nie każdy potrzebuje psychoterapii może chodzi o sens życia czy jego duchowość.</p>
Czy przypadkiem nie siedzimy swoim „….wienku” bo tak nam wygodnie, bo inaczej nie potrafimy i strasznie boimy się zmian.To mnie zastawia. Czy tylko jesteśmy zaprojektowani na przeżycie? Z wszystkimi możliwymi uzależnieniami na tym świecie.
„Nie jestem tym co się ze mną stało, jestem tym, kim zdecydowałem zostać.”
Oliwio…. chciałbym jakoś pomóc, pocieszyć choć sam ostatnio jestem w lęku (może później to opiszę). Ale nie potrafię, pisze tutaj i czytam to co ty napiszesz bo czuję że jesteś mi bliska bo w jakimś stopniu rozumiem twój ból. Mój jest podobny (ale pewnie nie taki sam) i chciałbym żeby ktoś był przy mnie kiedy go czuję, żebym nie został z nim sam tak jak zawsze, z tym lękiem który nie pozwala zająć się czymś przyjemnym albo konstruktywnym a czasem i spać nie pozwala.
Marży mi się nie być sam kiedy czuję ten lęk, jakby „podzielić” go , nie zrzucać go ale żeby ktoś przychylny,kto akceptuje mnie w moim lęku , strachu był obok i nie mówił „nie ma czego się bać” bo to tak jakby mówił : to źle że boisz się.
Więc może w pokrętny, dziwny sposób ale jakoś odrobinę mi lepiej że gdzieś tam jesteś
P.s I sam nie raz chciałbym „odpłynąć” i nie wracać.
Pod depresyjnym nastrojem skrywasz niezwykle bogatą osobowość, Oliwio. Dlatego Twój wątek jest tak wciągający i inspirujący. Dzielisz się sobą i zmaganiem z tym „czymś” wewnętrznym, o czym większość ludzi w ogóle nie chce wiedzieć. Postrzegam to, jako coś w rodzaju „nocy ciemnej”, o której pisał św. Jan od Krzyża (choć nie jestem obeznany z tym tematem). To chwile ciemności duszy, jakim towarzyszy odczucie, iż On – Bóg milczy i jest nieobecny. To czas pustki i osamotnienia. To zarazem czas oczyszczenia się i odszukiwania Boga. Kto przez to nie przejdzie chyba nie stanie się w pełni człowiekiem. To coś jak przejście ciemną doliną. Większość boi się choćby zajrzeć w tę czerń, ale inni z wyboru, odwagi, a czasem z niechcianej konieczności – schodzą tam.
Coś tam jeszcze nosisz w sobie Oliwio, Nieujawnione. Nieukochane. To nieprawda, że inni ludzie nie dadzą rady tego znieść. Może akurat ten terapeuta nie dał rady. Jednak każda głęboko skrywana przez człowieka prawda ma odpowiednik w drugim człowieku, który jest gotów wysłuchać, przyjąć, odebrać ten ciężar. Każda krzywda, ból, cierpienie powinny wybrzmieć przed drugim człowiekiem. Wtedy powraca równowaga w świecie.
Dajesz przykład dzielności i wytrwałości w głoszeniu Swojej Prawdy, Oliwo. Uczę się pięknie od Ciebie.
Dziękuję Wam za wpisy.
Wczorajszy dzień był bardzo trudny dla mnie. Ktoś „odszedł” na drugą stronę i nie mogłam sobie z tym poradzić. Nigdzie nie mogłam być, ani wyjść, ani zostać. wszystko przestało istnieć, ważność różnych spraw, wydarzeń. To tak jakbym była poza sobą, obok. Chciałam o tym komuś powiedzieć, zadzwonić, pójść, przytulić się. Usiadłam w aucie i nie zobaczyłam nikogo realnego do kogo mogłabym się z tym udać. Zasłona nieba jest też twardo zamknięta, ciemna i nieprzepuszczalna. Wykonywałam kolejne czynności na fali przypadków aż do zmęczenia, wyczerpania. Z czymś takim nie można sobie logicznie, umysłowo poradzić. I z matką też, która przez lata umierała i chciała się zabijać. Nie można być po czymś takim normalnym. Tak sobie myślę, że ja przez lata czułam się jakby mnie należało zabić i nie powinnam istnieć.
Justyna2024, przepraszam, ale mam problem z tym, co chciałaś wyrazić poprzez swoją ostatnią wypowiedź. Może jest to wiadome, tylko ja mam z tym trudności.
Cerber piszesz o lęku, o utknięciu w nim. Pora się z nim zmierzyć, niech więcej już Cię nie więzi. Nie wiem jak się czujesz, gdy coś takiego do Ciebie piszę. Ja czuję złość, że coś takiego Ci się przydarza. Nie, nie na Ciebie, tylko na to „coś”.
Jakubek , ten terapeuta to wyjątkowo dobry, cierpliwy człowiek. zaczynam na niego narzekać, gdy czuję się przez niego odrzucona i niezrozumiana. To się powtarza, również moja niewdzięczność wobec niego.
„noc ciemna”… jeżeli jest coś takiego, to ja nie podołałam i nie zasługuję na taki miano doświadczania. Ale to trudny i bolesny temat. Nie mam na niego siły, co nie znaczy, że nie jest ważny. Wielu ludziom takie doświadczenie cierpienia, ale w łączności z Bogiem i trwaniem przy nim, pomaga.
Co to znaczy „stać się w pełni człowiekiem” i ile dróg jest to tego zaszczytnego miana? Ja chyba odpadłam.
I przykro mi, ale ja nie wierzę w „odpowiednik człowieka” dla mnie.
Przepraszam za moje pesymistyczne wypowiedzi.
Pomogliście mi swoimi wypowiedziami, dziękuję .
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok temu przez
Oliwia75.
Cześć, jestem w lęku bo stawiłem czoła mojemu lękowi (choć to górnolotnie brzmi) …zmieniam pracę co jest dla mnie przerażające dosłownie. Bo naście lat pracuję tutaj a wcześniej kiedy to zrobiłem doznałem załamania i zamknąłem się w domu. Dziś nie może do tego dojść bo żyje sam , mam 40lat i to taki wiek że nikogo już nie obchodzisz zwłaszcza jeśli jesteś sam. Nie mogę liczyć jakby co na nic. A w obecnej pracy jest coraz gorzej, płace stoją w miejscu, pogarda kierowników, dyrektorów do zwykłego pracownika jest wręcz namacalna. Boli mnie to bo starałem się dobrze pracować i kiedyś dobrze mi się tu pracowało, myślałem że znalazłem swoje miejsce na ziemi.
W końcu odważyłem się ale momentami (i to niestety częstymi ) mam wrażenie że źle robię, nie zasługuję, nie poradzę sobie i wtedy lęk jest tak duży że mam wrażenie zaraz serce mi się zatrzyma i umrę. I też wtedy przestaję widzieć jakiekolwiek inne rozwiązania, chyba tylko po za ostatecznym. A innym razem widzę że w tym miejscu nic dobrego mnie nie czeka , z dnia na dzień poczucie bezsensu ,rozgoryczenie i frustracja będzie się powiększać.
Staram się z kimś codziennie porozmawiać, ale ludzie kiedy powtarzasz ciągle to samo odsuwają się. Gdzie i tak mam trudnośći w relacjach.
Po prostu boję się.
Cerber,
Ja też się boję, całą dobę, od blisko 50 lat, dlatego Cię rozumiem
Jakubek,
Ta ciemność jest najgorsza, ale to w niej jest rozwiązanie. W niej tkwi nasza utracona siła. Tylko ona mnie już w życiu uspokaja.
Oliwia,
Lubię Cię czytać jak zawsze i wspieram. Odnośnie ciemności, to też czuję, że na tą chwilę ona jest dla mnie za silna, że nie dam z nią rady. A żyć dalej w strachu, depresji, nienawiści i pogardzie nie mam siły. Więc zaglądam w te ciemne zakamarki mojej osoby, mojej duszy. Błądzę co chwilę. Ehhh
Trzymajcie się Wszyscy.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok temu przez
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.