Witamy Fora Szukam Ciebie Wszechobecne poczucie odrzucenia

Przeglądasz 10 wpisów - od 401 do 410 (z 434)
  • Autor
    Wpisy
  • Jakubek
    Uczestnik
      Liczba postów: 981

      WYSŁUCHANIE

      „Staram się z kimś codziennie porozmawiać, ale ludzie kiedy powtarzasz ciągle to samo odsuwają się.”

      To niestety jest ból niewysłuchania. Większość ludzi nie ma siły na przyjęcie cierpienia drugiej osoby. Zbyt są skoncentrowani na uciszaniu własnego bólu i niepokoju. Trzeba mieć tego świadomość. Terapeuta ma więcej przestrzeni w sobie, może jakiś przewodnik duchowy, ksiądz, ale i oni nie wysłuchają Ciebie (mnie) „całego”. Dlatego lepiej dzielić się sobą „po kawałeczku”, ostrożnie, z namysłem, aby ten słuchający był w stanie to przyjąć, zinternalizować i jeszcze zareagować w pomocny nam sposób. Trudno znaleźć tego właściwego człowieka do słuchania.

      Z własnego doświadczenia wiem, jak rozpiera od środka niewypowiedziany ból. Chciałoby się wykrzyczeć go całemu światu prosto w twarz. Dojrzałość objawia się chyba zrozumieniem, że świat wcale nie jest mną zainteresowany. Jeżeli będę szukał, może otrzymam dar spotkania osoby, której będę mógł to opowiedzieć. A może to już zostanie we mnie – wtedy jest jeszcze nadzieja, że porzucę ten mój ból, przechodząc przez noc ciemną mojej duszy i wyjdę oczyszczony.

      To pragnienie bycia wysłuchanym kojarzy mi się z cierpiącym dzieckiem, które chce wpaść ukochanej mamie w ramiona i w jej troskliwych objęciach wyżalić się i wypłakać. Nie każdy z nas tego doświadczył w dzieciństwie. W dorosłym życiu jednak nie doświadczy już nikt. Przynajmniej nie w takiej formie.

       

      Jakubek
      Uczestnik
        Liczba postów: 981

        Jeszcze tak sobie pomyślałem,że niedługo AI może stać się idealnym i „empatycznym” słuchaczem. Zawsze gotowym, uważnym, reagującym, który nigdy się nie znudzi i zawsze coś odpowie.:))

        Mirka 221
        Uczestnik
          Liczba postów: 41

          Jakubek, Z tym wysłuchaniem też tak myślę- nie ma nikt takiej przestrzeni. Jedynie Bóg/ Siła Wyższa, coś, co jest od nas większe. Zazdroszczę z tego powodu ludziom, którzy głęboko wierzą. Co do AI- to myślę, że raczej ona nie będzie miała empatii, może owszem przytakiwać, zgadzać się, milczeć wtedy gdy trzeba ale nie wierzę że posiądzie empatię. Raczej katastroficznie to widzę: zdobędzie tak wysoki poziom wiedzy i inteligencji że właśnie z powodu  braku uczuć wyższych, empatii, współczucia bez skrupułów pokona swego stwórcę czyli człowieka 🙂

          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 2 miesięcy temu przez Mirka 221.
          Oliwia75
          Uczestnik
            Liczba postów: 161

            Docieram do miejsca w sobie, gdzie mnie nie ma, bo jestem rozpadnięta na wiele kawałków, które nie chcą się zintegrować. Czasami to widzę, czuję, szczególnie wtedy, gdy czuję się odrzucona przez ważną osobą Jest to tak bolesne doświadczenie, tak że aż staje się stanem szoku. Tu nie ma logiki, nie ma możliwości kierowania sobą, wmawiania sobie. Mija z wyczerpania. Jest ciemna samotna, zionąca pustką dziura, gdzie nie ma już nic ludzkiego.  Jest  zawiedzenie sobą i innymi, poczucie bezsensu.

            Czytam w jakimś tak artykule: „Subiektywne doświadczanie siebie jest słabo zróżnicowane, brak mu głębi i refleksyjności”- czytam o sobie, o osobach z taką diagnozą. To rani. Na jakiej podstawie ludzie dają sobie prawo do pisania, wydawania opinii, uważania o innych? Tylko dlatego, że są słabsi, zagubieni, niepewni i szukający pomocy?

            Faktycznie w silnym bólu, jakikolwiek on jest, nie jesteśmy w stanie widzieć innych i zajmować się innymi. Ale…

            Dalej czytam: „Charakteryzuje ich brak zdolności do empatii wobec innych i niezdolność do dojrzałej oceny drugiego człowieka”.                                                        Myślę sobie, że diagnozy są szkodliwe, stygmatyzujące. Nie ma sensu więc się starać, kiedy jest się psychopatą, bo przecież brak empatii jest głównym objawem psychopatii.  Mówię tu o stronach psychologicznych, nie wspominając nawet o wszelakich forach.

            Można by tak godzinami pisać i wynajdywać raniące słowa, ale po co? Ale jak więc zmierzyć z tym co jest trudne. Świadomość jest zbyt przytłaczająca. Może lepiej nie być świadomym?

            W sumie to nie ważne, nikomu nie potrzebne co myślę i uważam. Czas biegnie, przemija wszystko i za chwilę też już zgasnę. Po co to wszystko więc? Chyba chcę jednak zaznaczyć swoje istnienie, nawet jak nie umiem być już zależnościach, relacjach.

            Nie wiem jak mam dalej istnieć? Nic już mi się nie łączy. Boję się już zbliżać do kogokolwiek, bo mogę być kimś niechcianym, przeszkadzającym i szkodzącym. Nie da rady żyć poza wszystkim i wszystkimi i nic nie potrzebować. Chciałaby tak, ale to nie możliwe. Coś poszło nie tak. Mnie nie ma. Jak dalej zyć?

             

             

            Oliwia75
            Uczestnik
              Liczba postów: 161

              Moje własne „cienie” mnie dopadły, powaliły i oblepiły ze wszystkich stron.  A może mają rację? Nie widzę jak jestem wadliwa i żyje w iluzji.

              Gdzie góra a gdzie jest dół? Co jest niebem a co piekłem? Co jest rzeczywistością?

              Jakubek
              Uczestnik
                Liczba postów: 981

                Hej Oliwio.

                Myślę, że przeżywasz tak mocno poczucie odrzucenia z pozycji „wewnętrznego dziecka”. Myślę, że to mała Oliwka jest wtedy w szoku, boi się i cierpi. Dla małego dziecka odrzucenie = śmierć. Dla dorosłego już nie. Ale dla DDA, którego wewnętrzne dziecko nie zostało utulone i nie czuje się bezpiecznie – odrzucenie nadal jest doświadczeniem traumatycznym. Gdzieś w tej ciemnej, pustej dziurze”, o której piszesz, wciąż błąka się mała Oliwka. Trzeba ją odnaleźć i pocieszyć.

                Dziś sobie przepisywałem taki wiersz.

                Czy życie prześmiać czy przeszlochać –
                Iść cierniem, czy przez kwieć,
                Ukochać. Trzeba coś ukochać.
                Coś trzeba w sercu mieć.

                Dla nas – osób DDA, tym czymś jest przede wszystkim nasze „wewnętrzne dziecko”. Ono potrzebuje naszej miłości. Jesteśmy jedynymi osobami na świecie, od których to dziecko może miłości doświadczyć. Poza nami, nikt na całym świecie już o tym dziecku nie pamięta. Ono tylko na nas może liczyć.

                Co do opisu diagnostycznego nie przejmowałbym się nim tak mocno. Każdy przeżywa swą chorobę i swoje cierpienie na własny sposób. Suche definicje organizują świat lekarzom i terapeutom, ale samym chorym raczej w niczym nie pomogą. My, cokolwiek nam dolega, musimy iść własną drogą, na której pomoc terapeutów i zdobycze nauki są tylko jednym z narzędzi.

                Justyna2024
                Uczestnik
                  Liczba postów: 16

                  Niby z pustego i Salomon nie naleje…
                  <p style=”text-align: right;”>Będąc wielkim silnym bólu jesteśmy w stanie przetrwania, który jest  daleki od normalnego.   Gdzie właśnie nasze wewnętrzne dziecko nie czuje się bezpiecznie, jest odrzucone, nieakceptowane. My porostu jesteśmy tymi dziećmi w skórze dorosłego. I tak  dokładnie  wtedy nie mamy empatii ( bo jest pusto)i nie jesteśmy w stanie racjonalnie i dojrzałe ocenić drugiego człowieka.</p>
                  Dziecko uczy się empatii, rodzi się prawdziwym zdrowym egoistą żeby przetrwać i zdobyć doświadczenie.

                  Więc nie zawsze jesteśmy psychopatami…

                  Dostrzeżenie, zrozumienie, zaakceptowanie, ukochanie – jakie strasznie trudne do wykonania.

                  Może to przez nasze wychowanie w traumalandzie

                  Oliwia75
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 161

                    Jakubek,

                    masz rację, nikt nie pamięta o tym małym dziecku. Miałam sytuację w tym tygodniu, kiedy bardzo kogoś potrzebowałam, żeby przyszedł i pobył ze mną. To się nie zdarzyło. I było takim samym stanem, z dzieciństwa. Przypomniałam sobie, że wtedy zblokowałam to pragnienie w sobie, dlatego byłam w stanie dalej żyć. Nie dobrze dzieje się, gdy ono jednak gdzieś bokami się wydobywa, bo ciągle się zawodzi.

                    Filozofia DDA (jest naprawdę słuszna i pomocna), ale muszę pójść już gdzieś dalej, indziej. Oczywiście to dalej nie istnieje. Jednak tu już nie mogę zostać.

                    Pusto wszędzie, głucho wszędzie

                    co to będzie, co to będzie

                    Oliwia75
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 161

                      Nie znajduję tego miejsca, w którym mogłabym odpocząć i poczuć się bezpiecznie – może ono nie istnieje. A mam tylko wrażenie, że odbijam się od ścian w ciemnym i pustym pokoju, w którym nie ma drzwi.

                      Samotność mnie dopadła, siedzi obok i się śmieje. Nie pozwala mi chcieć i potrzebować. Kpi i szydzi, z każdego uczucia, myśli i działania.  Czyżby to echa przeszłości? Do niedawna żyłam w iluzji, ze w końcu to się zmieni. A jest coraz gorzej. Nie wiem skąd biorę jeszcze siły do życia. Jakbym poruszała się poza wszystkim i obok wszystkiego. Wszystko staje się nieistotne, tym bardziej to co przeżywam. Tyko nie rozumiem, dlaczego ciągle mnie boli? Mogłoby przestać.

                      Potrzebuję kogoś. Nie mam nikogo, do kogo mogłabym przyjść i nie obawiać się, że jestem kimś niechcianym. Jak ukoić to „coś”, które raz jest pustką, raz bolącą raną, a raz warczącym zwierzem? I zbyt szybko się zmienia.

                      Czy piszę niezrozumiałe głupoty? Czy jeszcze ktoś ma ochotę ze mną „gadać”?

                       

                      Jakubek
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 981

                        Chyba jednak piszesz o tej  małej samotnej Oliwce. To ona raz jest zamrożona i ma pustkę w sobie, raz cierpi, a raz warczy jak zwierzątko. Jest smutna i nieszczęśliwa. Bez ukochania jej nie dasz rady. Ta mała jest teraz Twoim „wewnętrznym dzieckiem” i czeka na to ukochanie. Przez Ciebie. Tak to widzę. Powrót do podstawowej pracy DDA – z wewnętrznym dzieckiem. Ostatnio terapeutyczne małżeństwo Gajdów (chyba dobrze pamiętam ich nazwisko) miało warsztaty on-line z pracy z wewnętrznym dzieckiem. Ponoć głębokie i wzruszające doświadczenie, zwłaszcza różne medytacje wewnętrznego dziecka oparte na wizualizacjach – tak słyszałem od uczestniczek. Może warto taki kierunek sprawdzić.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 401 do 410 (z 434)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.