Witamy › Fora › Szukam Ciebie › Wszechobecne poczucie odrzucenia
Otagowane: wszechobecne poczucie odrzucenia
-
AutorWpisy
-
Cześć Oliwia!
Najpierw formalności. 🙂
Czy można edytować posta? Moim zdaniem nie. Próbowałam na różne sposoby. Kiedyś można było to zrobić do kilku minut po opublikowaniu – na górze był tag edytuj. Ale potem znikał.
Jeśli chodzi o stratę wypowiedzi przy publikowaniu ich – to jest norma tutaj. Bardzo, bardzo frustrujące. Ile razy mi się to zdarzyło przy moich tasiemcowych tendencjach, nie chcę mówić.
Robię tak: pilnuję, by być zalogowana wcześniej. Przy długich wypowiedziach zanim je wyślę zaznaczam je w całości (piszę z komórki – klikam i wybieram opcje: zaznacz wszystko a potem kopiuj). Potem kopiuję wypowiedź do schowka. I w razie czego, jeśli.akapity nie wskoczą na forum, tekst jest w schowku. Jest to dodatkowy wysiłek, ale działa.
Najpierw Ci napiszę krótko, o co chodzi u mnie. Odeszłam ze starej pracy (gdzie pracowałam wiele lat i w której pracował mój rodzic, utrzymując z tej pensji cała naszą rodzinę). I jestem na działalności. Nie jest to łatwe, bo ludzie różnie płacą za terapię, wykruszają się często, a koszty są spore.
I też na etacie byłam całe zawodowe życie, blisko 20 lat. Trochę rozumiem, jak to jest, gdy wiele się wali (zdrowie, stabilność, relacje z pracy). Nie wyobrażam sobie stawiać temu czoła w pojedynkę. Bardzo pomogła mi osoba z forum tutaj. Miała ciut podobną drogę i się wspieraliśmy.
Co do tego co piszesz o mejlu… Mam tak podobnie… Dwie bardzo miłe , wrażliwe osoby z forum napisały do mnie mejla i nie odpisałam. Żałuję tego, ale nie dźwignęłam. Jedna dlatego że pisała wtedy, kiedy mocno byłam zatrzymana walką przy zmianie pracy i utrzymaniem się przy życiu. A druga dlatego że kiedy zaczęłam odpisywać, stare mechanizmy mnie jakby rozbolały.
Czasem mam też tak jak Ty. Kiedy ktoś jest po prostu miły, myślę, że nie sprostam oczekiwaniom, że to za dużo, boję się – unikam.
Tak sobie myślę że nawet po roku – można przeprosić. I napisać. Znajomości z forum nie muszą od razu mieć rytmu co tydzień.
Odkryłam u siebie też, że jednak mejle to nie moja rzecz . Nagrywki na Whatsappie to jest forma listów, jaką jestem w stanie podtrzymywać. Czasem po dłuższej przerwie, o czym staram się uprzedzać że tak mam. No i też mam powoli taką zgodę, że nie z każdym pyknie.
He he przyznam w ogóle, że sama chętnie wysmażyłabym do Ciebie mejla przez te lata niejeden raz, ale nie umiałam nigdzie znaleźć adresu:) może tak miało być. Natomiast gdybyś Ty się chciała skontaktować na priv, to mój adres to acidiosus(malpa)gmail.com. jestem chętna ale nie.poczuje się ani trochę odrzucona jeśli nic nie napiszesz:)
Co zobaczyłam przez te 10 lat? Bardzo ludzką osobę, Oliwia. Przede wszystkim Twoją staranność. Nie raz ktoś Ci ewidentnie dał w kość, a Ty zawsze dopytywałaś, co miał na myśli, nie dałaś się ponieść emocjom.
Chciałabym tak umieć – wkurwiam się wtedy często i odcinam, ignoruję. Czasem wchodzę w konfrontację. Ty delikatnie: co próbujesz mi przekazać? Delikatnie też dawałaś feedback, gdy coś Ci nie pasowało.
Delikatnie pisałaś jak masz z mityngami, chyba z parę razy – odpierałaś rady w taki subtelny sposób właśnie. Z poziomu Twoich doświadczeń. Z szacunkiem do doświadczeń innych.
Bardzo umiałaś docenić innych. I nasz wkład tutaj. Dziesiątki razy pisałaś jak Ci te nasze wiadomości pomagają. I że te krople jakoś jednak przenikają do Ciebie.
No i pisałaś o swoich ranach w taki sposób, że moje serce zawsze było głęboko poruszone. Widziałam tę dziewczynkę w lesie, której nie pozwolono nawet płakać po tym jak obrywała. Nienawidziłam Twoich oprawców (dalej to jest żywe we mnie, mam ochotę splunąć) i bardzo chciałam Cie przytulić albo przynajmniej przy Tobie posiedzieć. Moja dziewczynka w środku mocno się budzi wtedy i chcę być blisko.
Nadzieja przenika się tu z brakiem nadziei. Widzę ile zraniła Cię psychologia i bezsensowna łatka borderline. Jesteś po prostu osobą w cierpieniu, po bolesnych przejściach i wszelkie dodawanie poczucia winy czy samoodrzucenia do tego, co przeżywasz, to jest odwrotna rzecz od tego co powinno Cię spotkać. Tak samo piszesz o tych psychopatach – każdy z nas ma taki psychopatyczny kawałek. Z reguły nad nim panujemy i wychodzi rzadko albo nawet wcale. W książkach i serialach on jest często osią całości – bo lubimy sobie w ten cień zaglądać. I tyle.
Przede wszystkim widzę Twoją ogromną wrażliwość. I ekspresję, taką wyważoną a mocną zarazem.
Czasem jest w Tobie fatalizm. To przeświadczenie że dawny ból będzie zawsze. Boję się wtedy o Ciebie . Tak po ludzku. Widząc i szanując że to Twoja droga.
Mogłabym pisać długo ale czas wrócić do trudnej, poświątecznej rzeczywistości. Trochę tu od niej chronię się, uciekam. Czas stawić czoła.
Wybierz wszystko/kopiuj… Publikuje.
Tobie też Oliwia, nadziei i spokoju w nowym roku. Dziękuję za życzenia i za wszystko.
Dopiszę jeszcze. Kartka wszystko zniesie, a zwłaszcza ekran:)
Pytałaś o białe tabletki. Moje były bardzo dobrze dobrane (brintelix – polecam zamiast escitalopramu). Przede wszystkim jednak pomogło mi to, że po nie poszłam i je brałam. Że ogarniam pomaganie sobie. Jeszcze 10 lat temu świrowałabym w tym temacie – jak może być ze mną tak źle, że trzeba brać psychotropy? Czyli właśnie jak bardzo jestem do dupy, że muszę się ratować farmakologią i pójściem do psychiatry?
Teraz już traktuję to normalniej, jak ból stawów – wezmę, wesprę się, potem odstawię jak się poprawi. Jeden kryzys psychiczny przeszłam bez leków i tego żałuję. Po co się było tak męczyć na żywca? Skoro można czasowo ustabilizować. Tak to traktuję teraz. Choć umysł podpowiada po staremu: skoro musisz brać, porażka. Coś jest z Tobą nie tak.
I to jest coś, co zobaczyłam mocno w tym wątku. Że masz mocno przekonanie o swojej wadliwości. Bardzo mnie to boli i wzrusza zarazem. Jakbym słyszała śmiech Twoich oprawców sprzed lat. Że „wygrali”, bo uznałaś to co Ci wydrukował ich gniew, wyzywanie się, nieumiejętność ogarnięcia własnych emocji i rodzicielstwa, którego się podjęli.
Często piszesz że teraz Twój umysł nie przyjmuje za dużo. Tak pewnie jest, gdy jest źle, sama też mam wtedy czarną dziurę. Piszesz czy coś sobie biorę – ogromnie dużo. Pisanie pomaga zobaczyć. Siebie, innych. Odpocząć też od tego, co uwiera w rzeczywistości.
Czytanie tego wspólnego pisania było przygodą. Niewiarygodne, że otwarcie się jednej osoby wywołuje taką głęboką lawinę wypowiedzi, zmian, przemyśleń. Poczucia wspólnoty w człowieczeństwie. W takim upartym kroczeniu, nawet kiedy brakuje sił. I kiedy zdaje się że innym wychodzi lekki balet do celu, a my klękamy prawie pod niewidocznym i widocznym ciężarem.
Teraz to widzę tak, że wszyscy niesiemy. Tylko nie każdy ma ciężar w tym samym miejscu i tak samo widoczny. Kiedys z kolei czułam się zupełnie osamotniona w niesieniu, przeżywaniu. Może pielęgnowałam jakieś ukryte poczucie bycia wybraną przez wadliwość? Wielkość ciężaru? To było mocne w moim domu – kto więcej dźwiga, ten ma rację.
W tym całym przyjmowaniu miłości i dawaniu jej sobie pomogła mi terapia ale też szkoła psychoterapii do której chodzę. Polega ona na tym, że uważamy bardzo na etykietki i widzimy człowieka w całości, a nie zbiór objawów. A zarazem terapia to w tym ujęciu po prostu uczenie się. Tylko tyle i aż tyle. Piszę tu (w swoim obecnym życi) nową historię uczenia się, w świetle poprzedniej, niełatwej. Nadpisuję. Nie lekceważąc przeszłości, która często próbuje przejąć kontrolę (tak z 5-10 razy dziennie mniej więcej).
Dużo ostatnio w głowie pojawia mi się że jestem głupia. Tępa. Bliskie mi to jest co piszesz. Wiem skąd te głosy. Z przeszłości. Z głosów moich sióstr, rodziców, bezlitosnych wobec mnie, ale też wobec siebie przy najmniejszym bledzie. Ale też z tego, że robię nowe rzeczy, boję się też ich, więc często robię je na pałę i improwizując, zamiast gruntownie się przygotować. Więc trochę jestem w prawie uważać, że „jestem głupia” – bo przy robieniu nowego brakuje wprawy i wiedzy.
Z drugiej strony głupota nie jest taka głupia. Sokrates uważał ją za punkt wyjścia i samej wiedzy, i rozmowy. Więc może też być w tym trochę takiej pokory maluczkich. Jestem głupia, nie wszystko wiem. Poczekam co powiedzą inni zamiast się wyrywać. Dziecko jest głupie ale jest też głęboko mądre, bo niewiele zakłada, niewiele wie, tylko pyta i eksperymentuje.
Dziękuję KuriAnna, jest dobrą osobą.
ja czuję się beznadziejna, ale też tak się zachowuję. Nie odpisuje, nie reaguje. Wiem, nic mnie nie usprawiedliwia. Jedno mogę zapewnić, czytam, jestem z waszymi słowami. Dają mi trochę ciepła przy sercu, są treścią. Jest bezpiecznie w kontakcie, dlatego, że właśnie na odległość. Bliskość jest zagrażająca. Moja głowa, ale i moje doświadczenia są takie właśnie, co też nie jest dziwne z moją skrajną wadliwością w tym temacie. Nie może być niestety inaczej. Mój odwieczny utrwalony konflikt wewnętrzny, z którym nie uporałam sie przez lata terapii. Im bardziej bliżej emocjonalnie się robi, tym mocniej dalej w relacji i w moim przerażeniu. Jak w w tępym instynkcie przetrwania Pragnienia i potrzeba „tego” mnie dezorganizuje, więc uczę się nie potrzebować. Świadomość natomiast wpędza mnie w skrajne poczucie bezsensu i braku chęci do życia. Realność jest przytłaczająca….
po co się dowiadywałam?
Wiem jak to brzmi… obłędnie. Moje obecne życie nie zapowiada stabilizacji w wydarzenia. Trudno patrzeć z nadzieją w przyszłość, że może coś…
Uciekło mi i całkowicie poczucie bezpieczeństwa. Gdzie jest to „bezpieczne miejsce”?
Sama nie wiem dlaczego jeszcze funkcjonuję. Może jednak jeszcze wypieram swoją beznadziejną sytuację. A może dlatego, że staram się nie myśleć i nie dopuszczać emocji. Słucham już dziesiątki książek, one są moim „zastępczym” światem wewnętrznym. Jak długo można tak funkcjonować? Głowa już mi pęka. Czy funkcjonuję miedzy obsesją a beznadzieją?
Nie wiem gdzie ta moja osoba, czym on jest? Chyba już dawno znikła, a wydawało mi się, że jest i może się uspójnić, być względnie zadowolona z życia. Miałam kiedyś nadzieję. Tak trudno jest wytrzymać z samą sobą…..
Ja już nie umiem być…. czasami myślę, że potrzebuję „bezpiecznej obsesji”…. bo sama jestem pusta, pusta i taka odpychająca….
Szukam miejsca, gdzie jeszcze mogę pobyć, a nie być dla innych uciążliwą. Jeszcze muszę być.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 2 dni temu przez
Oliwia75.
Weź daj spokój… Jeszcze się obwiniaj, że nie odpisujesz od razu. Fajnie, że w ogóle napisałaś, Oliwia. Przecież to nie jest obowiązek. Czasem wpisy pojawiają się po miesiącach latach – i też OK.
Bliskość i ból z nią związany to temat. Nazywam to trwaniem w oku cyklonu. Myślę że mnie rozwali , takie napięcie, cierpienie i rozkręcone emocje na 10tkach… Jednoczesnie oczekiwanie na ból (dosłowny czasem w moim wypadku, czuję nóż biegnący przez brzuch) i nadzieja, bolesna, tkliwa, że może jednak ciepło. I to ciepło nie do wytrzymania nadchodzi… Człowiek chce uciekać albo się schować. Albo wytrzymać we wrażeniu masochizmu.
Wpuszczam sobie powoli że mnie to nie zabije. I nie zabija na razie. Tak jak tutaj.
Rozumiem ucieczkę w książki. Dobrze jest poprzezywac cudze, odczuć ulgę. Zatrzymać się przy swoim, pozwolić sobie na łzy i ten cały ból, gdy świat wzywa do całej listy żmudnych zadań – trudne. Pozwalasz sobie? Czy Cię zalewa wtedy?
Tu z nami mam tak że jest blisko. A zarazem daleko (bo nie na żywo jednak) i bezpiecznie. Dla mnie. Lubię też po prostu pomyśleć o Tobie. Choć nie umiem Cię złapać, czuję jakąś mgłę. Może tak forma tutaj, chcesz pozasłaniać konkret.
Słyszę, w jakiej jesteś czarnej dziurze. Tak wprost. Tak to widzisz. Usłyszałam takie zdanie wczoraj : czasem granat wybuchnie w życiu i trzeba się rozejrzeć co pozostało. Co pozostało Oliwia? Chcesz odpowiedzieć?
Ja słyszę że pozostałas Ty. Ze zdolnością do czucia. Obie jesteśmy dobrymi osobami, które czasami robią niefajne rzeczy.
Właśnie sobie płaczę jak małe dziecko. Idę zakończyć relację, która była dla mnie światłem przez 7 lat, ale ma charakter profesjonalny i czasowy. Terapeutyczny. Idę odebrać kartkę i stanąć na nogi. Fuj! Tak wolę się na kimś wspierać. Podobno iluzje to nie zasób. Lubiłam iluzję że niewiele zależy ode mnie, tylko od kogoś kto gdzieś tam jest. Idę z odwagą. Dodaje mi jej fakt że gdzieś tam jesteś, masz trudno jak czarnej studni i się nie poddajesz. Piszesz. Jesteś. Dzielisz się sobą. Jesteś bliżej (ja tak to czuję).
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 2 dni temu przez
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.