Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Wszyscy się na mnie patrzą?
-
AutorWpisy
-
Mam do was pytanie, czasami niektórzy o tym pisali, czy macie wrażenie, że wszyscy was obserwują jak jesteście wśród ludzi? A jak nie wszyscy to na pewno ktoś i wtedy zaczynacie się bardziej kontrolować i uważać na swoje zachowanie? Wiem, że to jest iluzja, niemożliwe , żeby wszyscy np. w autobusie czy tramwaju byli mną zainteresowani, ale ta iluzja działa, zastanawiam się po co mi to jest potrzebne?
Mam kilka teorii na ten temat, ale jakoś zadna mnie nie przekonuje.Niestety też tak Mam, nie tylko w komunikacji miejskiej ale też np. W centach handlowych itp. Patrzę czy inni patrzą Na mnie. . Ale zwykle tak nie jest a Ja i tak czuje się dziwnie. Chyba To wynika z moich wiecznnych kompleksów, i całkowitej nie akceptacji siebie. Dlatego nie lubię za bardzo chodzi w miejsca gdzie jest dużo ludzi..
Byszku, nie wiem czy to co napisze coś wniesie, ale kiedyś też tak miałam, nie czułam się swobodnie wśród ludzi, byłam spięta i uważałam, ze ktoś mnie obserwuje, albo miałam poczucie, ze jak ktoś za mną idzie i się śmieje to śmieje się ze mnie. Ale to mi przeszło, właśnie czytając Twój post, zdałam sobie z tego sprawę. I nie wiem ani kiedy przeszło ani dlaczego, ale już tego nie mam. Jak ktoś się za mną śmieje, to najwyżej próbuje usłyszeć z czego, bo może i mnie to rozbawi :).
To super, że Ci przeszło, znaczy, ze wyleczalne 🙂 . Jak tak mam odkąd pamiętam, może to jest związane z jakimś niejasnym poczuciem, że jestem inny od wszystkich i raczej gorszy? Może to jest tak, że się uważam za dziwadło i myślę , że mam to na czole wypisane i wszyscy to zobaczą? A może to jakaś moja iluzja na pocieszenie samego siebie, ze jestem wyjątkowy i dlatego się wszyscy na mnie gapią?
Byszku, jeśli miałabym to z czymś wiązac (zaznaczam, że to jest tylko przypuszczenie, bo nic nie wiem na pewno), to powiązałabym to zniknięcie problemu z poradzeniem sobie z wewnętrznym krytykiem – nie ma go. Może to uważanie, że wszyscy (lub tylko niektórzy) się patrzą to tylko uzewnętrznienie wewnętrznego stanu, gdzie krytyk ciągle obserwuje, krytykuje, obśmiewa, no ale przede wszystkim patrzy.
Ja tez mam takie wrazenie nie raz. A nawet na prawde jest tak ze na przyklad wejde i sie spojrza na mnie ale to jest normalne bo ja tez przeciez patrze jak ktos nowy wchodzi do przedzialu w tramwaju.. tylko po chwili juz nie patrza a ja dalej sie kontroluje i czuje ich wzrosk na sobie. Trzeba moze wtedy podniesc wzrok i zobaczyc ze to iluzja..
Anonim
15 listopada 2010 o 16:12Liczba postów: 12ehh też mam tak, stram się to zwalczyć bo to jest normalne, ze ludzie sie na siebie patrza w miejscach publicznych.. ja tez patrze na innych.. i mimo ze mam ta swiadomosc ze oni sie patrza normalnie "okiem ciekawego człowieka" to ja czuje sie fatalnie, jestem cala spieta i rece mi sie poca ! :/ masaakra 🙁
Też mam podobny problem od wielu lat. Czasem wydaje się nie do zniesienia. Ja mam stwierdzoną fobię społeczną. Oprócz lęku dochodza też zawroty głowy i derealizacja. Wyczerpałam już chyba wszystkie pomysły jak się tego pozbyć
Chyba trzeba to olać, bo to jest tylko objaw, przyczyna leży gdzieś głębiej a to co widać to skutek czegoś, czego jeszcze nie odkryłem. Może to jest to o czym pisze Red, ale zauważyć to co szkodliwe jest trudno, bo to działa od zawsze, a chyba najtrudniej zauważyć to co jest najbliżej i do czego się przyzwyczaiło. W ogóle zdać sobie sprawę, że coś tak naprawdę szkodzi, a nie chroni, to moim zdaniem niezła sztuka jest.
byszek zapisz:
„… zauważyć to co szkodliwe jest trudno, bo to działa od zawsze, a chyba najtrudniej zauważyć to co jest najbliżej i do czego się przyzwyczaiło. ”Powiedziałabym Byszku – odnośnie tego, że inni się patrzą albo, że my patrzymy na innych i zastanawiamy się czy oni patrzą na nas – że najtrudniej jest zobaczyć siebie. I to zarówno w świecie zewnętrznym jak i wewnętrznym. Widzimy tych innych, zastanawiamy się co sobie pomyślą, jak zareagują, co powiedzą, a nie umiemy spojrzeć na siebie, tego siebie tu i teraz.
Usłyszałam niedawno świetne porównanie (to trochę też odnośnie wypowiedzi pszyklejonego o kontroli i jej braku oraz odnośnie podpisu w stopce Bronislavusa).
Człowiek (a człowiek z dysfunkcyjnej rodziny szczególnie) jest jak pokój, w którym mieszka sobie on i różne inne osoby. Te różne inne osoby to to co nazywamy częsciami. I my w większości świetnie znamy te czesci, wiemy czego chcą, nie chcą, jak się zachowują itd. – tak jak w domu wiedzieliśmy czego od nas oczekuje matka, ojciec, albo mogliśmy świetnie przewidzieć ich reakcje na to czy tamto, ale nie znamy siebie – tej najważniejszej osoby w pokoju. Ciągle patrzyliśmy na rodziców, oczekiwaliśmy ich akceptacji, a teraz oczekujemy akceptacji tych róznych "osób" w pokoju. Nasze marzenia, cele, kierunki, to co robimy i czego nie robimy uzależniliśmy od tych cześci, chcemy czego one chcą i nie podejmujemy się tego czego one nie chcą. I już sami nie wiemy czego sami chcemy.
Moze generalizuję, ale ja tak to w sobie widzę.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.