Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD wykańczam się… :((((((

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
  • Autor
    Wpisy
  • slonce
    Uczestnik
      Liczba postów: 56

      wykańczam się na własne życzenie…, mam kochającego faceta, który chce dla mnie jak najlepiej, który chce mnie wyciągnąć z tego bagna, ale jednak ja jest jakaś siła która mnie tam 3ma. Nawet powiedzial ze zrezygnuje z kupna samochodu i weźmie ze mną ślub bo wtedy sie do niego przeprowadzę. ( ja tak powiedzialam)
      .. ja myślałam ze da sie ukryć coś przed nim. Ale niestety.., on widzi jak mi sie nie chce do domu wracać, widzi jak sie denerwuje, jak cała chodrze, drże, dygocze na myśl o domu.
      … wczoraj zobaczyłam od tygodnia matkę, to aż sie jej przestraszyłam. Wyglądała przerażająco.. chuda, skóra i kości, jak dziecko z krajów 3go świata.( nadal mieszkam z nią, ona nie chodzi już miesiąc do pracy tylko siedzi i pije z jakimś facetem) Wpadłam w taki ryk i histerie, nie mogalam sie uspokoic. Nabawilam sie nerwicy przez nią.
      Moj T zabrał mnie do siebie, abym sie normalnie wyspała, ale nie moglam tam spać, bo cała chodziłam i drżałam, nie moglam sie uspokoić,więc mnie odwiózł do domu. Widze jak on to przezywa tez jak mnie widzi jak się męcze. Wczoraj mu siedzialam i płakalam ze nie chce mi się żyć,a on raezm ze mną…..
      Zyję w ciągłym stresie,mał śpie mało jem. Moje mieszkanie z nią przypomina wiezienie jednak tu siedze.
      Nie mam wystarczającej kasy aby sie wyprowadzić z domu. Jestem w trakcie zmiany pracy, która jest bardzo stresująca 🙁

      nie wiem co robić…. :((((((((((( dlaczego wyprowadzka jst taka ciężka, wyjśscie z tego bagna…

      luckra
      Uczestnik
        Liczba postów: 299

        Witaj,

        wyprowadzka jest taka ciężka,ponieważ jest to tylko "fizyczna" zmiana.Twoje myślenie nadal pozostaje niezmienione, stąd i uczucia i podobne stany nadal będą miały miejsce. Zeby zmienić myślenie, swoje podejście musisz przejść przez terapię.

        Ja również kiedyś się wyprowadziłam z domu. I mimo, że miało to pozytywne skutki, bowiem nie oglądałam tych wszystkich chorych relacji, scen okrucieństw, to i tak w głębi duszy byłam bardzo nieszczęśliwa, a co zaskakujące (?) tęskniłam z a domem.Teraz wiem, że zmiana miejsca zamieszkania to dopiero pierwszy krok. Jest on jednak niezwykle istotny, bo fizycznie wychodzisz z tego miejsca…nie widzisz ,nie oglądasz, ale nadal czujesz…Dla mnie natychmiastowym, kolejnym krokiem była terapia.

        Ku zachęcie powiem, że jestem po paru lat pracy nad sobą, po terapii i moje życie zmieniło się nie do poznania. Mam po co żyć i chce żyć. Zyje w głębokim poczuciu sensu i wartości tego świata.

        Co do ślubu to uważam, że jeśli decyzje mają padać w takiej "atmosferze", to lepiej je odłożyć na czas, gdy będą one niczym wymuszone.

        Słońce – głowa do góry. Wszystko się na prawdę ułoży, lecz musisz być silna i podjąć decyzję "walki" o siebie samą. Mężczyzna poczeka, będzie u Twego boku.Z tego co piszesz wnioskuję, że będzie Cię w tym wspierał. Nie myśl o tym, co się dzieje teraz między Wami, bo jest to "naturalne" z racji trudności domowych.

        Trzymam kciuki. Mam nadzieję, że w moich słowach znajdziesz coś dla siebie:-)

        Moc uścisków i dobrych myśli.
        Powodzenia!

        Luckra

        slonce
        Uczestnik
          Liczba postów: 56

          luckra ja przszlam przez terapie ale ona mi nic nie dala, moj T Uważa ze terapie sa bez sensu bo nie pomgaja tylko zamiataja porblme pod dywan

          Chce podjąc dezyje walki ale to jest dla mne bardzo ciezka i trdna decyzja.. mowie sobie ze chce ale niz z tym nie robie
          kiedy mialam duzo sily, energi a teraz? juz jej nie mam, wypaliłm sie
          chcewyjsc z tego domu, złozyć własną szczesliwa rodzine, marze o ty,.. ale wszytsko sprowadza sie do mraezn bo nie potrafie nic z tym zrobić.

          Proxima
          Uczestnik
            Liczba postów: 7

            Nie ma innej drogi. Jest tylko terapia. Dobra terapia, która daje tyle, ile sami chcemy, lub jesteśmy gotowi wziąć. Robotę terapetyczną trzeba wykonać samemu. Krew, pot i łzy. I jeszcze… to się nie kończy… naprawianie siebie nie ma końca 🙂
            Swiadomośc tego może być przyczyną frustracji, zaniechania albo… radości. Wybór jest nasz.
            Pozdrawiam.

            crazyfist
            Uczestnik
              Liczba postów: 119

              „nie pomgaja tylko zamiataja porblme pod dywan”

              Zupełnie na odwrót raczej. To, co było zamiecione pod dywan, to teraz jest wyciągane na wierzch.

              Red
              Uczestnik
                Liczba postów: 395

                slonce zapisz:
                „luckra ja przszlam przez terapie ale ona mi nic nie dala, moj T Uważa ze terapie sa bez sensu bo nie pomgaja tylko zamiataja porblme pod dywan”

                Wiesz ja myślę, że z terapiami i terapeutami jest jak z lekarzami. Trzeba trafić czasem na tego jednego porządnego, który jest zainteresowany swoim pacjentem i wykonuje swoja pracę rzetelnie i z zamiłowaniem, a nie na "odwal się". Pewnie trafiają się terapeuci którzy maja w nosie swoich pacjentów, ale to nie norma.

                byszek
                Uczestnik
                  Liczba postów: 341

                  Inna sprawa czy terapeuta rzeczywiście jest do bani, czy my mamy takie wymagania, że on ich nie może spełnić i wtedy rozczarowani kończymy terapię.

                  Stokrotka1000
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 310

                    Moja ps twierdzi, że pomiędzy pacjentem a terapeutą musi oprócz oczywiście gotowości pacjenta, zajść jakieś porozumienie… ja bym to nazwała w dużym cudzysłowie jakąś chemią, szybszym zrozumieniem się…
                    Kilka lat temu chodziłam na terapię indywidualną, do psychologa, mężczyzny… Była poprawa, ale wiele rzeczy jednak gdzieś zamiecionych pod dywan – teraz tak to widzę
                    I dopiero po kilku latach w marcu trafiłam do psycholog, tym razem kobiety. I dopiero przed nią umiałam się bardziej otworzyć, a ona trafić do mnie… Dlaczego ona i dlaczego teraz?
                    Myślę, że we mnie narastała ta gotowość do prawdziwej zmiany min przez nieudane relacje uczuciowe – czułam jakbym doszła do jakiejś ściany, że już dalej tak się nie da żyć, niby na wskroś normalnie, a tak źle..
                    Przed kobietą nie miałam potrzeby grania kogoś lepszego, jak to miało miejsce przed mężczyzną psychologiem,,,
                    Miałam trochę więcej wiedzy pscyh – zajęcia na studiach, literatura,FORUM!!!, więc też miałam konkretniejsze oczekiwania
                    Ta konkretna kobieta rozumie mnie i stosowane przez nią narzędzia i metody działają na mnie
                    Uwierzyłam, że zmiana jest możliwa, że może być lepiej. Choć na pierwszych kilku spotkaniach dużo płakałam, po byłam rozbita, ale już następnego dnia czułam się dużo lepiej
                    Cały czas pracuję nad sobą…
                    Tak więc na podstawie swoich doświadczeń myślę, że bardzo trzeba chcieć coś zrobić ze swoim życiem, mieć choć cień nadziei, że to się zmieni i trafić na odpowiedniego terapeutę… I jeśli po kilku spotkaniach coś nam nie gra, nie widzimy nawet najmniejszej zmiany, to można o tym pogadać z terapeutą i on, albo zmieni metody albo poleci kogoś innego (jeśli jest profesjonalistą). I żeby tym się nie zniechęcać, jest tyle rożnych szkół w psychologii, że każdy powinien coś znależć odpowiedniego dla siebie, tak samo z psychologami…
                    I każdemu kto chce podjąć terapię, a zwleka, chcę powiedzieć, że szkoda czasu i życia…
                    Za wszelką cenę chcemy sobie pomóc sami, ale bardzo często tak się nie da…

                    Bronislavus
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 212

                      Mam podobne doświadczenia jak Ty Stokrotko. Bardzo długo chodziłem do jednej terapeutki, coś się w moim życiu zmieniło, niestety też bardzo wiele zostało pod dywanem. To była moja pierwsza terapia, wydawało mi się, że tak ma być, że przecież to ona jest fachowcem, wszechmocna i w ogóle, że jeśli mi coś nie idzie w terapii, to najwyraźniej ze mną jest coś nie tak, a nie na lini ja – terapeuta. Teraz już wiem, że terapeuci też mają swoje ograniczenia, to jedna kwestia. Druga natomiast to ta chemia, o której piszesz. Albo iskrzy, dobrze nam przy tej danej osobie, albo nie.
                      Zmieniłem terapeutę, na kogoś innego, babkę, z którą miałem kiedyś trening psychologiczny. I to była dobra decyzja, choć dzięki niej zaczyna do mnie docierać rozmiar destrukcji w moim życiu, w mojej rodzinie. Tak jakbym dopiero teraz to zobaczył głębiej, nie tylko na zasadzie takiego oglądania i gadania o tym.
                      No i zajmujemy się konkretami, które nie pozwalają mi normalnie żyć. Lekko nie jest, natomiast coś z tego wynika…

                      duszekk
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 357

                        jedna z pierwszych psycholog, z jaką miałam do czynienia powiedziała mi jedną bardzo ważną rzecz: wyprowadzka z takiego domu zawsze będzie ponad moje siły. I była. Ale przynajmniej wtedy dałam sobie prawo do doświadczenia koszmaru tych wszystkich uczuć i jakoś przetrwałam

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.