Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › zabawa – co to takiego?
-
AutorWpisy
-
Czy Wy też macie problemy z wyluzowaniem się, zabawą? Dla mnie to jest absolutnie nie do zrobienia.
Byłam dzisiaj na pierwszych zajęciach z tańca brzucha – sztywna byłam jak jakiś robot, zupełnie nie mogłam się odprężyć!! Bałam się na siebie patrzeć w lustrze, doszłam do wniosku, że w pewnych sytuacjach wstydzę się samej siebie. W sobotę kolega mojego chłopaka robi urodziny – nie mogę mu odmówić, pójdę, chociaż przeraża mnie to (sprawa dodatkowa, że nie przepadam za jego znajomymi). Prawdopodobnie znowu będę czuła dziwną sztywność ciała, będę kontrolować każde swoje słowo, gest, zachowanie….
Nie znoszę tego!! 🙁
Jak sobie z tym radzić?Wiesz ja się często nie potrafię odnależć wśród ludzi,nawet tych, których znam. Czuję niejednokrotnie barierę, granicę, której nie potrafię pokonać. Zazczęło mi to coraz bardziej przeszkadzać. Czasami nie wiem z czego ludzie się śmieją. Wiem, że tracę w życiu wiele, ale ostatnio naszła mnie myśl, że najlepiejsię czuje będąc sama. Uprzytomniłam sobie,że boję się ludzi…..
ja też czuję taką barierę.
podobnie jak Ty, mam wrażenie, że umyka mi wiele rzeczy…
bardzo chciałabym coś z tym zrobić, nie wiem tylko, jak można się zrelaksować i bawić. Nie wiem.To nie dręczy już od dawna.. Ciągle czuje taki dyskomfort, sztywność i wtedy nie jestem sobą, To jest męczące, i powoduje że zupełnie nie Mam ochoty Na spotkania towarzyskie, nie chce wyjść Na taka poważna osobę, czasami Mam wrażenie że DDA śpi i daje mi trochę luzu wtedy jest cudownie, niekiedy muszę sięgnąć po alkohol chociaż odrobinę by móc chociaż dla samej siebie poczuć wyluzowanie. . Czy tak zawsze już będzie ?
No właśnie, ta sztywność jest przerażająca. Jeśli chodzi o mnie, wśród znajomych, którzy nie znają mnie dobrze, mam opinię bardzo, bardzo poważnej. A po prostu kiedy jestem wśród ludzi nieznajomych, ogarnia mnie jakiś lęk, nie potrafię być wtedy sobą, panuję nad każdym ruchem ciała. Sprawa może wydaje się być trywialna, ale przecież to ważne, żeby nawiązywać jakieś więzi międzyludzkie, rozluźnić się, czuć się dobrze ze sobą…
ja bawiłam się światnie, dpoki mój małżonek mnie nie pokochał, zamknał w złotej klatce i zabronił spontanicznych odruchów… 🙁
Millcia01 poszłaś na lekcje tańca brzucha? To jak dla mnie jestes mega wyluzowana. Ja o tym marzę, a nie mam odwagi żeby choćby na jedną lekcję iść…
A tak bardziej poważnie 😉 to zawsze miałam opinię nad wiek dojrzałej, poważnej. Potrafiłam się wyluzować tylko z daleka od domu. I tak było w czasie studiów. Boże jaka ja byłam wtedy szczęśliwa, beztroska. A teraz nawet uśmiech do własnego dziecka z głębi serca sprawia mi problem.
Pepo, despotyczny małżonek?
Telimeno, poszłam tak naprawdę tylko dlatego, że moje 2 przyjaciółki bardzo chciały i bardzo mnie namawiały – jedne z nielicznych osób, przy których czuję się dobrze. Więc mimo tego, że jestem absolutną łamagą i sztywniarą, poszłam. Było mi głupio, bardzo głupio, chciałam się stamtąd jak najszybciej ewakuować, bo instruktorka ciągle do mnie podchodziła, ciągle coś robiłam nie tak… I powiedziała "Czasem przychodzą do nas takie robociki, ale taniec pomaga to przełamać" – więc mimo tego, że panicznie boję się tych zajęć, czuję się skrępowana i sztywna właśnie, spróbuję tam chodzić regularnie, może to coś pomoże…
„to zawsze miałam opinię nad wiek dojrzałej, poważnej.”
mam wrażenie, że to jakaś nasza cecha wspólna… zawsze byłam bardzo dumna z takiej opinii, teraz coraz bardziej mnie to męczy.
jeszcze mi wpadła do głowy jedna rzecz – podczas większych spotkań towarzyskich, imprez, zawsze jestem obserwatorem. Bacznie się przyglądam, kto to co mówi, jak się zachowuje i odnoszę to do siebie, ciągle głupkowato się uśmiechając i śmiejąc się nerwowo.Jakbym nie miała prawa się odezwać, wtrącić się… Jakby ciągle gdzieś pokutowało przekonanie, że nie mam do tego prawa. I drugie, że nawet jeśli już coś powiem, to będzie to pewnie coś tak głupiego, że nikt nie będzie chciał ze mną gadać. Aż mi wstyd za to.
millcia01 zapisz:
„jeszcze mi wpadła do głowy jedna rzecz – podczas większych spotkań towarzyskich, imprez, zawsze jestem obserwatorem. Bacznie się przyglądam, kto to co mówi, jak się zachowuje i odnoszę to do siebie, ciągle głupkowato się uśmiechając i śmiejąc się nerwowo.Jakbym nie miała prawa się odezwać, wtrącić się… Jakby ciągle gdzieś pokutowało przekonanie, że nie mam do tego prawa. I drugie, że nawet jeśli już coś powiem, to będzie to pewnie coś tak głupiego, że nikt nie będzie chciał ze mną gadać. Aż mi wstyd za to.”To comówisz, to tak jakbym widziała siebie. Denerwowało mnie to i denerwuje mnie to coraz bardziej. Odkąd dowiedziałam się,że jestem DDA, znamjużdlaczego taka jestem. Najgorsze jestto, że chcę cośpowiedzieć, ale nie mówię boboję się być skrytykowana, usłyszeć słowa,że się na niczym nie znam lub nic nie wiem. Postawić na swoim jednakumiem i nawet mąż zaobserwował,że chyba małymi ktokamiskorupa ta pęka. Chcę tego z całego serca.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.