Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › zahamowanie w postępach
-
AutorWpisy
-
Witam.:)
Tak sobie teraz myśle, że kiedy jesteśmy sami mamy więcej czasu i odwagi, żeby nad sobą pracować. Chodzi mi o to, że mam teraz chłopaka i patrząc wstecz to bardziej zależało mi na tym żeby coś w sobie zmieniać jak byłam sama. Wtedy co dzień sie motywowałam. A takim zastrzykiem do działania była chyba chęć znalezienia kogoś aby nie być samotnym, chęć przebywania z kimś. Teraz jak mam kogoś kto mnie akceptuje to pozwalam sobie nawet myśleć, że nie będzie złe jak się nie będę odzywać w gronie jego znajomych, widocznie nie będę jeszcze na to gotowa. Ale to chyba złe myślenie. Musze dążyć do tego żeby to zmienić. Zaakceptować ewentualną porażkę ale dążyć do zmiany. Zle się z tym czuję, bo widzę jak się poddaje i nie za bardzo mi się chce to zmieniać. Mówię sobie, że jestem taka, że nie muszę się zmieniać, że jeśli nie jestem gotowa to nie musze czegoś robić. Np ostatnio nie zeszłam z nim na obiad u niego w domu, siedziałam u niego w pokoju bo nie miałam ochoty widzieć tej sielankowej rodzinki (chociaż ich lubie). Co o tym myślicie? Chyba trzeba coś zmienić…. Macie podobnie?Myślę, że powinnaś pracować nad sobą przede wszystkim dla siebie samej a nie po to by znaleźć partnera i nie powinnaś w tym ustawiać bo masz nadal darzyć do tego, żeby Tobie z sobą samą żyło się lepiej i żebyś była szczęśliwa.
Ale ja się czuję dobrze z samą sobą, taką jaką przy nim jestem. Ale jak go nie ma to coś się wali. Chyba zbudowałam sobie jakąś sztuczną mnie. Tylko gdzie mam odnaleźć tą prawdziwą???
Widocznie opierasz poczucie własnej wartości na nim, a nie na sobie. A właśnie ta druga postawa jest prawidłowa i najważniejsza. Oczywiście możemy być szczęśliwi z drugą osobą, ale będąc sami ze sobą też powinniśmy być. Jeśli tak nie jest to faktycznie jest coś nie tak. I należy się temu przyjrzeć i popracować nad zmianą tej sytuacji.
Ale ja się czuję dobrze z samą sobą, taką jaką przy nim jestem. Ale jak go nie ma to coś się wali. Chyba zbudowałam sobie jakąś sztuczną mnie. Tylko gdzie mam odnaleźć tą prawdziwą???
ha,
ja kiedyś też nie poszlam na obiad do chlopaka i czekalam w aucie.
Teraz z perspektywy czasu jest mi wstyd… Oczywiscie związek sie rozpadł. Chlopak doszedł do wniosku, ze nie ma sensu, bo on tyle robi a ja ciagle niezadowolona.Trzeba nad soba pracowac, myslec o sobie i o drugiej osobie także.
Czasami warto zjesc wspolnie obiad, w szczegolnosci, ze jest to "szczesliwa rodzina". Moze bedzie kiedys i twoja…Wtedy zapytałam swojego chłopaka czy jego rodzice nie będą źli, on na to że nie. No to nie czułam większego problemu. Ale potem było mi wstyd tak jak Tobie niewielemiejsca.
Pomogły mi dużo wczoraj słowa księżniczka8. Zaczęłam od wczoraj pracować nad sobą. Bo w końcu to nie tylko moje szczęście. Ale jego też będzie jeśli będę zachowywać się normalnie.
Cieszę się, że jest to forum. Nawet chyba najbliższej przyjaciółki bym o to nie zapytała, bojąc się robić z siebie słabą. A tutaj można spokojnie pogadać o takich sprawach. Dziękuję 🙂 -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.