Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Zakochiwanie się w niedostępnych

Przeglądasz 10 wpisów - od 51 do 60 (z 61)
  • Autor
    Wpisy
  • mala*
    Uczestnik
      Liczba postów: 702

      Dziewczyny strzeżcie się jakichkolwiek związków z osobami niedostępnymi.
      Nawet przyjaźń z taką osobą to koszmar a co dopiero związek.
      Taki chłopak nigdy nie ma czasu i nie potrafi okazywać uczuć. A jeśli już okaże jakieś uczucie to będzie to złość skierowana oczywiście w twoim kierunku.
      Dla mnie to jest drażliwy temat bo ja właśnie takich chłopaków przyciągam i swoje przeżyłam.

      testolinka
      Uczestnik
        Liczba postów: 142

        No właśnie to jest najgorsze,że tacy faceci na początku są właśnie bardzo dostepni, miłe esemesy, tysiące esów, wspólne wyjścia,czułość, pocałunki,oczywiście wyznania jak to podobamy sie takiemu kolesiowi,że jestemy miłościa jego życia,że chce z nami być…ale tacy faceci nie wiedza co mówią,oni mówiąc o przyszłości odnoszą sie do teraźniejszosci…nie biorą odpowiedzialnosci za to co mówią..dla nich słowa i czyny choć są wielkie nie mają znaczenia…dopiero po jakimś czasie zaczynają się odsuwać choć nadal wmawiaja partnerce jak bardzo ja kochaja..ale czuje sie ich niedostepnosc..sa jakby nieobecni,mniej zainteresowani,juz nie sa tacy czuli jak na poczatku,czasami twierdzą,że zrozumieni,że tacy nie naprawdę nie są..chca sie przekonać,że cos do partnerki czują, starają się..ale cały czas czuc,ze jakby sa nieobecni..dlatego to jest wielka pułapka..kobieta choc czuje ze facet jest jakby emocjonalnie niedostepny,niobecny nie wie co ma myslec bo jednak on stara sie…to jest straszne..ciezko jest po takim zwiazku dojsc do siebie…ale schemat jest zawsze taki sam..na poczatku wielkie emocje,wielka milosc, czułosc itp.a po jakims zasie sie odsuwaja, wszystko znika…normalny koles nie wyskakuje po paru spotkaniach z wyznaniami milosci czy z pieknymi esemesami jak to nie teskni,jak to mu brakuje danej osoby,jak o niej intensywnie mysli,nie zwraca sie milymi słowkami..normalny człowik wie,ze trzeba czasu zeby sie poznac…

        eldda
        Uczestnik
          Liczba postów: 1077

          testolinka zapisz:
          „No właśnie to jest najgorsze,że tacy faceci na początku są właśnie bardzo dostepni, miłe esemesy, tysiące esów, wspólne wyjścia,czułość, pocałunki,oczywiście .”
          Moim zdaniem to jest tylko sposób na osiągnięcie celu przez faceta, jak kobieta jest niedoświadczona lub głupia to łyka takie teksty i zachowania…. a jak coś tam już wie o życiu i facetach to jest to tylko sygnał ostrzegawczy, zwłaszcza, że teksty faceci maja szablonowe… Są faceci, którzy nauczyli się, że odpowiednie teksty i zachowania wywołują konkretne reakcje z drugiej strony i tak działają jak się nauczyli… po osiągnięciu celu szukają następnego wyzwania, które im zapewni odpowiedni poziom adrenaliny.
          Swoją drogą bardzo przyjemnie jest obserwować co facet jest w stanie zrobić, żeby zdobyć kobietę. Jak facet jest doświadczony i kreatywny to naprawdę to jest coś. Problem jest tylko taki, że albo wchodzisz w tą grę i udajesz głupią albo sprowadzasz faceta na ziemię i ryzykujesz, że odejdzie gdy zobaczy, że głupia nie jesteś.
          Ja niestety ostatnio udawałam głupią… z jednej strony nie żałuję bo było fajnie, z drugiej nauczyłam się, że udawanie głupiej nie prowadzi do osiągnięcia moich celów…
          Swoja drogą ale wątek rozpętałam…B)

          Stokrotka1000
          Uczestnik
            Liczba postów: 310

            testolinka – wypisz, wymaluj, tak miałam:( Może wyznań na poczatku nie było tak dużo, ale olbrzymie zainteresowanie, poświęcanie mi czasu…
            wszystko racjonalnie rozumiem, a emocjonalnie ciągle się zbieram… Jak z takiego dużego uczucia, fascynacji, planów, nagle facet sobie uświadomił, że jednak woli sam mieszkać, sam żyć…Ze boi się być z 2 osobą tak naprawdę, ale na terapię nie jest gotowy…Pewnie jeszcze kilku kobietom zafunduje taką karuzelę i nadal nie będzie gotowy:( Smutne to… Szczególnie, że często to nie są wcale wyrachowani kolesie, którzy to planują… Oni po prostu się zakochują, pragną bliskości, a gdy zaczynają być pewni, gdy bliskości jest coraz więcej, to się dyskretnie wycofują, bo ogarniają ich przeraźliwe lęki i wątpliwości… Ale jak napisał Bronislavus, trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie, za swoje czyny i słowa

            Edytowany przez: Stokrotka1000, w: 2010/10/16 10:50

            Stokrotka1000
            Uczestnik
              Liczba postów: 310

              kaktus – dlaczego boję/bałam się bliskości… bo nie dostałam wystarczajacej miłości w dzieciństwie, przez co nie lubiłam się, poczucie bycia ciągle nie wystarczajacą dobrą, więc bałam się, jeśłi się komuś taka pokaże, ze wszystkimi wadami, to mnie nie pokocha… Teraz to tak racjonalizuje, ale w większości to są podświadome wzorce, jak i próby odwzorowania sytuacji z dzieciństwa np zabiegania o miłość, złej atmosfery z domu, może relacji między rodzicami…
              Przez przypadek nie zakochujemy się w niedostępnych….

              aneczka36
              Uczestnik
                Liczba postów: 265
                testolinka
                Uczestnik
                  Liczba postów: 142

                  To fakt,im ktoś ma więcej doświadczenia tym mniej łapie sie na takie zagrywki..teraz jestem bardziej ostrozna…w mom przypadku było troche inaczej bo jakis czas wcześniej temu kolesiowi zmarła siostra i nie myślałam,ze tak się zachowa ze mną…on napierw dał mi nadzieje,później mnie zaostawił jak juz zaczynało byc troche poważnie..mówiąc,ze to nie miłość,że mysli o swojej byłej(która była na odległosc,zwiazek na odległosc)po jakims miesiacu stwierdził,że chce byc i spróbować ze mna i jest tego pewien…pojechalismy razem na wakcje,zapoznał mnie z całą swoja rodzina..zaczęłam u niego częściej bywać…a on zaczął się zmieniać był odległy,niedostępny…ale cały czas starła się dla mnie..to była taka huśtawka…nagle zaczął mówić,że myślał,że ja jestem inna choć moje wady znał od początku..najpierw mówił jak to chce założyc rodzinę w przyszłości a póxniej ze nie chce miec dzieci bo to duza odpowiedzialnosc..najpierw dawał mi do zrozumienia,że chciałby,żeby ten związek był na poważnie a później chyba chciał trochę przestrzeni..kłóciliśmy sie bo ja widziałam,ze to nie było normalne,ze on jest taki odległy i cały czas mu mówiłam o tym..on twierdził,że mu to ciąży..raz mówił,że jak tak dalej pójdzie to nie bedziemy ze soba a raz przepraszał,ze sie tak zachowuje ale on wie,ze mnie kocha i chce ze mna byc..jakby nie chcial to by ze mna nie był…bedac w takim zwiazku mozna sie wykonczyc bo nie wiesz o co chodzi…on nawet jak ze mna zrywał to twierdził,ze jest zagubiony i nie wie czego chce…ale wmawiac komus przez 7 miesiecy ze sie go kocha,poznac z cała rodzina i znajomymi..dawac nadzieje,wyznajac miłosc to dla psychiki nie jest łatwe jak ktos pozniej zrywa twierdzac,że nie pasowalismy do siebie bo ja chodze wczesnie spac a on pozno,ze ja jestem zazdrosna a on tego nie lubi..gdzie moja zazdrosc była minimalna…kłocilismy sie owszem ale tez i było ok. w wielu sprawach potrafilismy sie dogadac…on cały czas twierdził,ze bycie w zwiazku stwarza mu problemy… dlatego tez tu nie chodzi o naiwnosc..bo jak ktos pokazuje ze mu zalezy to jak normalna osoba ma to odbierac???

                  Torquemado
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 901

                    Czy nie jest tak, że część w was jest sama sobie winna? Winna z powodu zbyt wielkich nadziei, które same sobie robiłyście, z powodu naiwności i wyobrażeń, które brałyście, za rzeczywistość. Jesteście strasznie głodne uczuć, spotykacie jakiegoś mężczyznę, tworzycie w głowach wizje szczęśliwego związku, tego jak on będzie was kochał i otwierał przed wami swoje wnętrze, a po pewnym czasie okazuje się, że rzeczywistość wygląda inaczej. Pojawia się frustracja, złość, upokorzenie i trzeba znaleźć jakiegoś winnego – mężczyznę. W faceta łatwo walić, zwłaszcza tu na forum, gdzie są same kobiety, poza tym narzekanie na mężczyzn jest bardzo powszechne – narzekały babki, matki, a teraz córki. Czy jest jakaś kobieta, która po kłótni pierwsza wyciąga rękę do zgody, czy jest jakaś, która potrafi przyznać się do błędu, która potrafi zamiast narzekać, powiedzieć chociaż jedno dobre słowo o swoim facecie? Smiem wątpić. Więcej autorefleksji, a mniej szukania winnych za zewnątrz.

                    Red
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 395

                      Torquemado zapisz:
                      „Czy jest jakaś kobieta, która po kłótni pierwsza wyciąga rękę do zgody, czy jest jakaś, która potrafi przyznać się do błędu, która potrafi zamiast narzekać, powiedzieć chociaż jedno dobre słowo o swoim facecie? Smiem wątpić. ”

                      Tak, jest taka. Powiem Ci wręcz, że kiedyś w 4 przypadkach na 5 byłam tą która wyciągała rękę na zgodę, za punkt honoru uważałam policzenie się z własnymi błędami i docenianie swojego mężczyzny, bo w końcu z nim jestem, a to nic chlubnego dla mnie chwalić się, że mam faceta który mnie nie szanuje, z którym się kłócę – to niestety świadczy też o mnie. Tylko mężczyzna nie dostrzegł w tym wcale wyciągniętej ręki, chęci naprawy sytuacji, troski o niego czy o związek itd. On w tym dostrzegł słabość, uległość i to, że może się ze mną nie liczyć. Stałam się dla niego niewarta szacunku właśnie dlatego, że byłam taką kobietą w jakie Ty wątpisz.

                      P.s. On chyba też wątpi w to, że mogą istnieć takie kobiety, które kochają, troszczą się, cenią, choć nie zawsze są takie jak by chciały, nie zawsze łapią w lot, bez słów czyjeś intencje, nie zawsze wiedzą co zrobić. I najlepsze, że ja go rozumiem, znając jego matkę… Od kogo miał się nauczyć tego wszystkiego? On szuka mamy, wiem o tym, i to też rozumiem, bo sama te "wieczne" poszukiwania mam za sobą. Wiem też, że nigdy jej nie znajdzie, bo jego matka była tylko jedna – apodyktyczna, niekonsekwentna i zimna alkoholiczna, która tylko obcymi umiała się zachwycać i na pokaz grać to jaka jest super (o czym przekonałam się niestety na własnej skórze ). Gdyby to było takie proste jak się na pierwszy rzut oka wydaje, nie byłoby takie smutne.

                      Edytowany przez: Red, w: 2010/10/16 23:35

                      Stokrotka1000
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 310

                        Podpisuję się rękoma i nogami pod tym co napisała Red. Byłam taka sama, zawsze wyciągałam rekę do zgody, szukałam winy w sobie, dążyłam do kompromisów… Co było brane za słabość, a eksowi podobno zabrakło wyzwań….

                        Edytowany przez: Stokrotka1000, w: 2010/10/16 20:12

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 51 do 60 (z 61)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.