Witamy Fora Terapie w Polsce Zastój w terapii i zwątpienie

Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarAsaroth
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Cześć,

    Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś mądrzejszy ode mnie-ktoś kto dobrze doradzi. Skończyłam 9 miesięczna grupową terapie DDA/DDD, teraz jestem od 6 miesięcy w terapii indywidualnej.

    Czuję, że dalej nie zabrnę z moją terapeutką. Trochę o tym poczytałam i to nie jest tak, że czuję wewnętrzny strach przed zmianą czy zbliżam się do przełomu. Ogarnęłam już to jak wyglądało moje dzieciństwo, wiem że nie mogę się niczego dobrego od tych ludzi spodziewać, pogodziłam się z tym i odcięłam emocjonalnie. Myślę że to odcięcie z czasem się jeszcze pogłębi bo nie ma we mnie chęci porozumienia, ani oczekiwania przeprosin czy czegokolwiek. Jest za późno.

    Moim aktualnym problemem jest niskie poczucie własnej wartości i jest to konkretnie skierowane na moje kompetencje intelektualne. Taki schemat z dzieciństwa-tak mi wmówiono. Problem w tym, że na terapii ciągle poruszam skąd to się wzięło, czy pamiętam taka sytuację z dzieciństwa i tak dalej. Ja to wiem skąd się to u mnie wzięło, to normalne że nie dostaje żadnych wskazówek? Co mam robić? Jak to zmienić? Cokolwiek… Co tydzień mam ten sam problem-czegoś nie wiedziałam i od razu zalewają mnie negatywne emocje. Co tydzień studiuje podobna sytuację z dzieciństwa i mam wrażenie że nic to nie daje.

    Ktoś tak miał? Taka dogłębna analiza przynosi w końcu zmiany na lepsze?

    Dodatkowo martwi mnie, że nie mam żadnych ram tej terapii-jak długo mam pojawiać się co tydzień itd. Wiem jedynie od terapeuty, że często jest tak że ile lat w toksycznym środowisku=tyle lat terapii. Nie podoba mi się to.

    Funkcjonuje normalnie, mam dosyć dobra pracę, nie mam depresji ani żadnych dziwnych akcji. Chcę tylko nie czuć się wreszcie tak głupia w pewnych momentach.

    Prosze napiszcie coś. Choćby że nie zwariowałam, że się nad tym zastanawiam.
    <p style=”text-align: justify;”>Szukałam artykułów na ten temat i wszedzie to samo, że wewnętrzny oprór to strach przed przełomem.</p>

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 730

    A w jakim nurcie ta terapia?

    Próbowałem behawioralnej, psychodynamicznej i gestalt. Dopiero w tej ostatniej poczułem „flow” z terapeutą.

    Tyle lat w terapii, ile w toksycznym środowisku? To brzmi dość przerażająco w kontekście osób które po dwudziestym i trzydziestym roku życia jeszcze siedzą w toksycznych domach. To by oznaczało praktycznie terapię aż „do śmierci”. Myślę, że nie o to chodzi. U kilku terapeutów słyszałem dość oględnie o okresach dwu-trzyletnich, że po takim czasie są widoczne rezultaty (terapia to w końcu nie kurs, kończący się egzaminem). Często też spotykam się z pewnym zniechęceniem u znajomych terapeutyzujących się właśnie po dwa-trzy lata u tej samej osoby. Sam jednak liczę na to, że te rezultaty będą dość szybkie, nie w sensie zmiany/uzdrowienia całego życia, lecz w osobistym odczuciu – chcę mieć poczucie, że terapeutyzując się w robię coś dobrego dla siebie, że poznaję się i rozumiem siebie coraz bardziej,  że odzyskuję choćby powolutku kontrolę nad moim życiem, że poprawia mi się samopoczucie, że wyzbywam się szkodliwych zachowań, itd. Ponadto musze intuicyjnie wyczuwać ogólnoludzką życzliwość i zaangażowanie u terapeuty, że nie pracuje ze mną jak z anonimowym klientem, wyłącznie dla pieniędzy. Tak chyba oceniam przydatna terapię.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy temu przez JakubekJakubek.
    Avatardedra
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Cześć.

    Powiedz dokładnie to co tu napisałaś terapeucie. Może trzeba popracować nad czymś innym, skoro od wielu tygodni kręcicie się w kółko.

    Miałam podobnie z niskim poczuciem własnej wartości. Pamiętaj gdybyś nie miała odpowiednich kompetencji intelektualnych to nigdy byś nie podjęła terapii i również by Cię na tym forum nie było. Ty natomiast działasz i idziesz do przodu.

    W moim przypadku taka dogłębna analiza nie była pomocna. Ważne okazało się uświadomienie sobie: to że czegoś nie wiem, nie umiem, nie potrafię to nie jest nic złego, ani powód do wstydu. Trzeba sobie dać do tego prawo. Od tego zaczęłam.

    Pozdrawiam

    AvatarAsaroth
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Cześć,

    Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Minęło trochę dni, zdarzyłam to sobie w głowie poukładać i myślę że zakończę terapię. Głupio jednak zakończyć temat bez słowa.

    Oczywiście porozmawiam o moich wątpliwościach z terapeuta, ale boję się tej rozmowy. Co do nurtu to przyznam szczerze że nie zapytałam-to jest moja druga terapia i szczerze mówiąc nie byłam świadoma że jakieś nurty istnieją. Wiadomo-polak mądry po szkodzie.

    Póki co mam wrażenie, że w momencie w którym ktoś orientuje się, że miałam matkę psychopatkę, to od razu zakłada się prostowanie mnie przez lata. Pytałam kilka razy o konkrety, co mogę zrobić aby poprawić swoje funkcjonowanie w konkretnych sytuacjach-usłyszałam że taka terapia może trwać tyle ile się mieszkało w takim domu (u mnie 18 lat) i abym dała sobie czas.  Dla mnie był to kubel zimnej wody i niestety straciłam zaufanie.

    Jednak aby nie kończyć tak pesymistycznie to coś mi ta terapia jednak dala-zakończyłam relacje rodzinne, które nic dobrego nie wnosiły. Cieszę się, że miałam kogoś kto mnie w tym wsparl i pomógł pogodzić się ze stratą, pozbyć oczekiwań i spojrzeć na moją sytuację bez zbędnego koloryzowania.

     

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Asaroth, podpisuję się pod tym, co powiedziała Ci dedra. Gdybyś była niemądra, nie byłoby Cię tutaj, nie zastanawiałabyś się, nie wątpiła. Ktoś kiedyś powiedział, że typowe dla ludzi mądrych są świadomość własnej niewiedzy lub zwątpienie (także dla osób z grubsza „wyleczonych” z DDA czy totalnie zdrowych). Tylko głupcy nie wątpią i żyją w przekonaniu, że wiedzą już wszystko.

    Masz rację, też rozstałbym się z terapeutą, który ma tak kiepskie poczucie humoru (i tak niskie mniemanie o własnej skuteczności). Terapia może trwać latami (2, 3, 5, ale nie 20!), ale to mówimy o dojściu do stanu idealnego (a nie znam nikogo takiego), a pierwsze pozytywne efekty powinnaś odczuwać już po kilku wizytach (np. większy spokój albo zwiększone poczucie rozumienia różnych sytuacji).

    Kryzys w terapii się zdarza i chyba jest rzeczą normalną. Czasem pokazuje, że kręcimy się w kółko z czymś błahym, gdy inne, poważniejsze tematy czekają żeby się nimi zająć. Czasem wychodzi coś wcześniej nie zauważonego (jakaś trauma lub problem spoza DDA).

    Co do poczucia własnej wartości, dla mnie najważniejsze były/są dwie książki: Anna Dodziuk „Pokochać siebie” (to na początek) i Nathaniel Branden „6 filarów poczucia własnej wartości” (tam już b. głęboko i szczegółowo).

    Jeżeli odcinasz się od toksycznego otoczenia i dokonujesz pozytywnych zmian w swoim życiu, już samo to powinno podnieść Twoje poczucie własnej wartości (dojrzałość do zmiany terapeuty na skuteczniejszego też o tym świadczy 🙂).

    Natomiast gdy odmawiano nam prawa do życia i bycia ważnymi przez całe lata, zmiana ta nie dokona się też z dnia na dzień.

    AvatarAsaroth
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    dda93 bardzo Ci dziękuję za słowa wsparcia. No i za polecenie lektury, z pewnością sięgnę po obie pozycje. Z dobrej książki można się dużo dowiedzieć. Kiedyś zaczytywalam się w Susan Forward i już sama książka rozjaśniła mi troszkę w głowie.

    Jestem po rozmowie z terapeutka i klamka zapadła. Mam wykupione jeszcze kilka spotkań ale całkiem możliwe że i z tego zrezygnuje po ostatnim spotkaniu.

    Dowiedziałam się że skoro odczuwam czasami smutek za utraconym dzieciństwem to znaczy że nadal oczekuje aż mama zrozumie i poklepie mnie po pleckach. Trochę to było dziwne bo ja jestem czasem smutna, ale dlatego że wiem że nigdy się tak nie stanie. Dodatkowo że jest to wyraz mojej tęsknoty za rodziną i że mogłabym to sobie zrekompensować zakładając własna. Bo wtedy-mając dziecko-mogła bym przeżyć własne dzieciństwo razem z nim.

    Nawet nie wiem jak to skomentować.

    Nigdy nie rodzi się dziecka po to by sobie coś rekompensować.

    Zostawiam ten post jako przestrogę. Może ktoś kiedyś trafi na taki kwiatek i będzie wiedział, że należy zwiewać.

     

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Przepraszam, powiem szczerze, że teraz ja już tez trochę się pogubiłem w tym, co zadziało się między Tobą a terapeutką… Kogo i przed czym chcesz ostrzec? Ale może coś jeszcze napiszesz, i cos mi się rozjaśni…

    Moim zdaniem masz prawo do fazy bądź okresu żałoby po utraconym dzieciństwie. I nikt nie powinien tego kwestionować.

    Tego, czego nie dostałaś w dzieciństwie – w odpowiedniej dla wtedy formie, w tamtym czasie i tamtych okolicznościach – nie dostaniesz już nigdy.

    Natomiast wciąż jest na świecie dużo rzeczy fajnych, które warto spotkać i które mogą nieco zatrzeć ślady trudnego dzieciństwa.

    Dla mnie wygląda to tak:

    Jeśli oczekuję, że partner zastąpi mi rodziców i odkupi ich winy – to nie jest dobre.

    Jeśli po braku bliskości w dzieciństwie jestem w stanie czerpać radość z bliskości z drugim człowiekiem w małżeństwie czy partnerstwie – to pozytywne i budujące.

    Jeżeli chciałbym, by moje dziecko weszło w rolę mojego rodzica – to patologia.

    Jeżeli mogę dać swojemu dziecku uwagę i miłość, i okazać to, czego mi nie okazano – jest to triumf zdrowienia nad bolesnym śladem przeszłości.

    Jeżeli mogę dać swemu dziecku jego własny pokój, jakiego nie miałem, albo zabawki, których nie mogłem dostać – to też może być fajne.

    O tym, żeby się odcinać od rodzinnej dysfunkcji, ale nie odcinać od swoich korzeni pisałem wczoraj w innym wątku.

    Może Twoja pani psycholog nie potrafi Ci wyjaśnić, że udany związek czy dobre rodzicielstwo nie cofną przeszłości i nie przywrócą Ci dzieciństwa, ale mogą podnieść Twój poziom odczuwania szczęścia, miłości i satysfakcji z życia.

    Może być też tak, że dotarłaś do rzeczy bardzo bolesnych dla Ciebie – i przez to masz prawo czuć gniew i rozdrażnienie – to też jakiś etap radzenia sobie ze stratą.

    Dla mnie po raczej mało budującym dzieciństwie pozytywnym był sam fakt pójścia dalej. To, że mam partnera, dzieci, zakładam własną rodzinę i… czasem popełniam własne błędy, za które już wtedy sam ponoszę odpowiedzialność.

    Dziecko nie jest przedmiotem. Nie jest rekompensatą. Ale – po pewnym czasie zdrowienia z DDA – spojrzenie na to wszystko po wejściu na inny poziom, z perspektywy już nie bycia dzieckiem, ale bycia rodzicem też bywa uzdrawiające.

    I wtedy już przestajesz być odpowiedzialnym tylko za siebie. Jesteś już odpowiedzialny także za inną, mała osobę. To zaszczyt, ale też trud i zobowiązanie.

    Nie mam pomysłu, jak powiedzieć Ci to jeszcze jaśniej…

Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.