Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Zbytnia Emaptia – brak granic w dda.

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 44)
  • Autor
    Wpisy
  • mase
    Uczestnik
      Liczba postów: 9410

      Ale ja nie żądam. Nigdy nie żądałam.
      „A moze nie zadreczać sie za każdym razem, ze się uległo. Jak sie uległo, to trudno. Szukaj siebie a nie szukaj sposobu od ucieczki, by nie ulegać. Masz prawo ulegać, więc daj sobie prawo do tego co potrzebujesz.”
      Natomiast zauważyłam wreszcie, że czegoś też potrzebuję. Okazuje się, że ja po prostu potrzebuję przyjaciela, który mnie przytuli, wesprze. Największym niebezpieczeństwem jest to kiedy po latach obojętności okazuje się nagle, że można żyć inaczej. Jak się tym człowiek zachłyśnie to ciężko mu oprzytomnieć. I ja już w tym momencie nie wiem co we mnie dominuje: chęć zmiany jego życia czy chęć zaspokojenia swoich potrzeb, opieki itp.
      To co zacytowałaś bardzo mi się podoba. Może jak zaspokoję swoje potrzeby to uwolnię swój umysł. Kto wie? Jeśli chodzi o związek, to sprawa jest sprawa. Nie mniej jednak, w jakiś sposób wzajemnie się potrzebujemy. Zastanawiam się też czy ja coś do niego czuję czy może to jest połączenie litości z różnymi niezaspokojonymi w dzieciństwie głodem. Bo jednak nie jestem pewna tego uczucia. Tak jak kiedyś pisał pszyklejony "to nie miłość", drugiej części wypowiedzi nie pamiętam:) Bo ja jeszcze nie dotarłam do etapu umiejętnego nazywania uczuć. Wiem, już przynajmniej, że je posiadam, ale jeszcze nie rozróżniam. Wiem natomiast, że mi zależy. Pytanie dlaczego i co mi w tym wszystkim chodzi. Ale może odpowiedź przyjdzie z czasem.
      Dygresja
      Dla mnie film "One Day" jest prawie autobiograficzny. Podejrzewam, że na Tobie nie zrobił takiego wrażenia, bo nic nie napisałaś. Osoba Anny Hathaway do złudzenia mi mnie przypomina. Potrafiłam wejść w jej skórę, w jej odczucia. Widziałam co mówi, ale widziałam też, że czuje zupełnie co innego. Do tego to niezawodne, oszukańcze poczucie humoru, a wewnątrz pustka.

      lol
      Uczestnik
        Liczba postów: 5504

        Mase i tak juz przeginam pałe. Ostatni post nie powinien istnieć. Znów zabardzo wtargnełam w Twoje życie. Gorsza sprawa, nigdy z czymś takim nie miałam do świadczenia, to i też nie mam prawa Cie pouczać. Nie mam doświadczenia relacji męsko damskich a pisze, jakby to było mi znane. Przepraszam Cie za to, za bardzo tamtym postem wtargnełam w Twoje sprawy, nie mając oniczym pojęcia.

        Mase a co do filmu "One day" raz mnie dziwił, raz mnie wkurzał i tak dalej. Pamiętałam Twoje wrażenia po oglądnięciu tego filmu i próbowałam coś z niego zobaczyć. Jakoś mi się nie udało. Po pierwsze, że tam główna bochaterka umiała jasno określić swoje granice. Ty ciągle pisałaś, ze nie potrafisz, bo ciągle wracasz jak słyszysz, że twój znajomy ma problem. Główny bochater mnie wkurzał grał cwaniaka zamiast być sobą.
        Dobra film filmem. Co ja mogę rozumieć, jak Ciebie nie znam a tym bardziej Twojego znajomego.
        Ps film oglądałam online, bo jest promocja przedświąteczna.:P

        Ginna
        Uczestnik
          Liczba postów: 1146

          hmm a mi się wydaję ze to właśnie jest eden z problemów. zaczynamy żyć życiem innych ludzi i to nas zjada. przejmujemy ich emocje problemy szcześcia i radości. ale to ich życie. oczywiście ludzie będący w związkach musza w jakis sposob wspoldzielic uczucia ale chyba bez przesady. ja po 5 miesiacach od rozstania w dalszym ciagu myslalam ze kocham swojego ex – tak bardzo chcialam mu pomoc , pokazac ze zycie moze byc piekne ze kobiety sa dobre. i wiecie co? mysle ze głownym przelomem w mojej samoterapii i terapii bylo wlasnie nauczenie sie nazywanie swoich uczuc. zdalam sobie sprawe ze milosc o ktorej caly czas mowilam cale to cierpienie i bol to poprostu niezaspokojone ambicje wobec niego , zlosc frustracja zawiedzione nadzieje i poczucie krzywdy i zdrady. teraz wiem ze nawet gdybysmy byli razem to bylabym nieszczesliwa bo za duzo przykrosci mi sprawil abym mogla przejsc nad tym na porzadku dziennym. nie wiem moze za rok dwa lub piec mu wybacze. nareszcze wiem ze moja tzw. milosc i empatia , chec pomocy byly potrzebne bardziej mnie niz jemu. nie moglam zniesc mysli ze ja tak sie staralam a on i tak zrobil jak uwazal.

          umiejetnosc nazywania uczuc – tego co sie czuje naprawde wyzwala czlowieka – ludzie czesto mysla ze cos czuja , myla pojecia i zle definiuja uczucia.
          nie chce tu uprawiac moralizatorstwa 🙂 pisze poprostu co mi pomoglo w uwolnieniu sie od bolu i cierpienia. oczywiscie jeszcze wiele pracy przede mna ale powoli malymi kroczkami zaczynam odczuwac i poznawac siebie.

          wczoraj mialam cudowne doswiadczenie 🙂 jakies poltorej roku poklucilam sie dosc znacznie z moja przyjaciolka od tego czasu oczywiscie juz sie pogodzilysmy ale chyba dalo sie jednak odczuc ze nie jest tak jak kiedys. umowilysmy sie na piwko i sobie pogadalysmy. ona mnie przeprosila a ja tez powiedzialam jej kilka rzeczy ktore nie podobaly mi sie w jej stosunku do mnie. bez klotni uraz i przykrosci. zakonczylysmy spotkanie i kazda z nas chyba poczula ze nasza przyjazn weszla w nowy rozdzial.
          nauczylam sie ze trzeba rozmawiac bo nie zawsze jest tak jak myslimy albo tak jak ludzie mysla o nas 🙂 z tego bierze sie masa nieporozumien przyktrosci

          ale zboczylam z tematu :d

          co do

          mase
          Uczestnik
            Liczba postów: 9410

            Ona sobie sztucznie te granice wyznaczyła. To nie było to czego naprawdę oczekiwała. Ona nauczyła się jak żyć, żeby jakoś było, ale przez cały czas była nieszczęśliwa. Udawała przed wszystkimi i przed samą sobą. A on, cóż błazen. Ważne, że w końcu się zmienił:)

            mase
            Uczestnik
              Liczba postów: 9410

              Zaneta11 to ja wiem na pewno, że nie umiem nazywać uczuć. Wiem, że coś czuję, ale nie wiem co to jest. Nie wiem też, jak się nauczyć ich nazywania. W jaki sposób to w sobie odkryłaś?

              Ginna
              Uczestnik
                Liczba postów: 1146

                hyhy jakbym czytałam opis mojego ex- z tym sztucznym stawianiem granic i udawaniem.

                ale wiecie co..zauważyłam ze jak czlowiek zrzuci juz maske i naprawde zobaczy co sie dzieje to ciezko pozniej mu wrocic do udawania- jest to o tyle pocieszajace ze droga prowadzic moze tylko do przodu – owszem na dwa kroku wprzod moze byc jeden do tylu ale w konsekwencji bilans jest zawsze dodatni

                Ginna
                Uczestnik
                  Liczba postów: 1146

                  hmm nie tyle ze odkrylam bardziej sobie uswiadomilam. zajelo mi to sporo czasu ale polega mniej wiecej na tym :

                  cos wzbudza twoje uczucie – czujesz sie zle niewygodnie cos cie uwiera
                  zastanawiasz sie co bylo przyczyna ze sie zle poczulas(zle zachowanie szefa, chlopaka , mamy , kolezanki)
                  definiujesz uczucie – czy byla to zlosc, frustracja , przykrosc itp
                  zastanawiasz sie DLACZEGO tak sie poczulas – dlaczego zachowanie innej osoby mialo na ciebie az taki wplyw (poczulas przykrosc bo kochasz , bo czujesz sie jak dziecko , bo czujesz ze ktos powinien sie toba opiekowac choc nie ma takiego obowiazku bo wkoncu jestes dorosla)
                  zastanawiasz sie czy chcesz sie tak czuc – masz wladze nad swoimi uczuciami – jesli nie chcesz czuc zlosci , frustracji , przykrosci – mowisz o tym drugiej osobie ze sprawila ci przykrosc – ale nie mozna zachowywac postawy roszczeniowej – trzeba wziasc tez odpowiedzialnosc za swoje czyny – jesli niemile zachowanie innej osoby bylo twoja wina przyznaj sie do tego – wszystko dziala w dwie strony – jak ty jemu tak on tobie.
                  jesli zachowanie innej osoby ktora wzbudza twoje przykre uczucia nie z twojej winy sie nie zmienia najlepiej sie od takiej osoby odizolowac, oderwac i zaniechac z nia kontaktow.

                  odkrylam ta cudowna zasada – nie jestesmy odpowiedzialni za to jak traktuja nas inni jesli sami jestesmy w stosunku do nich wporzadku. jesli nas krzywdza to nie mamy obowiazku tego znosci niewazne czy jest to maz kochanek matka czy przyjaciolka.
                  poprostu nie

                  mase
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 9410

                    Zaneta11 zapisz:
                    „ale wiecie co..zauważyłam ze jak czlowiek zrzuci juz maske i naprawde zobaczy co sie dzieje to ciezko pozniej mu wrocic do udawania.”
                    coś jest na rzeczy:)

                    Ginna
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 1146

                      🙂 ja czasem sobie wizualizuje to w ten sposob – jesli ktos ( lub my sami ) stara sie mnie wcisnac w jakas role zebym udawala kogos kim nie jestem to mam przed oczami taka dziececa zabawke – szescian z otworami w ksztalcie np. serduszka kwadratu kola i do tego sa przyporzadkowane odpowiednie kloski w tych wlasnie ksztaltach. udawanie to tak jakby wciskac figure o ksztalcie serduszka w otwor o ksztalcie kwadrata. nijak nie pasuje i pasowac nie bedzie.powoduje to straszliwa frustracje zlosc placz i krzyki dziecko ale nijak nie da sie upchac klocka. wkoncu dziecko sie poddaje – i metoda prob i bledow wkoncu uczy sie ktory klocek do jakiego otowru pasuje.

                      kazdy czlowiek ma zbior swoich wlasnych cech i przekonan – takie najzwijmy to otworki w zabawce i teraz przychodza inni ludzie – to sa klocki – ze swoimi przekonaniami i cechami – i staramy sie albo my albo oni sami wepchac sie do nas lub my staramy sie sami ich tam upchac.. ale czasem klocki nie pasuja – zloscimy sie frustrujemy placzemy i walczymy – i predzej czy pozniej musi przyjsc moment kiedy trzeba sie poddac – jest to indywiduzlana sprawa ile czasu to zajmie – a moze nie nastapi nigdy – i zaczynamy ukladac klocki wedlug pasujacych ksztaltow i otworow. jedne klockji pasuja idealnie a inne nie pasuja wogole bo pochodza z kompletu innych zabawek.
                      nie ma co upychac na sile – bo albo zniszczy sie zabawke albo klocka 🙂

                      mase
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 9410

                        aha lol, wracając jeszcze do filmu to ta "autobiografia" nie jest tak dosłowna: tzn. nie chodzi o narkotyki, czy te liczne romanse. To jest głębiej ukryte, ale nie umiem wyjaśnić. Ja się w każdym bądź razie czegoś doszukałam. Ja rozumiem o co mi chodzi, bo to jest coś co siedzi głęboko we mnie. No nie ważne, nie umiem wyjaśnić. Chodzi mi tylko o to, żeby nie czytać tak dosłownie:)

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 44)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.