Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Zbytnia Emaptia – brak granic w dda.

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 44)
  • Autor
    Wpisy
  • mase
    Uczestnik
      Liczba postów: 9410

      Okazuje się, że życie jest jednak skomplikowane…;)

      Ginna
      Uczestnik
        Liczba postów: 1146

        spoko 🙂 ja mowie o swoim podjesciu do pewnych spraw. ludzie czesto oczekuja od nas ze bedziemy ich wspierac pomagac itd. empatia owszem ale co z nami ..my tez potrzebujemy wsparcia. kto zaopiekuje sie nami??? fajnie czasem jest poczuc sie waznym dla kogos..mnie na przyklad doluje samotnosc. ciezko jest byc samemu. ale wydaje mi sie ze chyba lepiej jest byc samemu w trakcie terapii. mozna sie zajac naprawde soba swoimi problemami. to przerazajace dla dda. nie miec nikogo bo wtedy wlasnie dochodza do glowy wszystkie straszne glosy i uczucia. ale maskowanie ich zwiazkiem problemami innych czy praca i innymi sprawami jest dla mnie troche jak perfumowanie g**na. nijak nie beda to kwiatki. zawsze bedzie smierdziec spod spodu. ludzie przychodza i odchodza a my sami ze soba zostajemy. jak czlowiek nie bedie sie czul dobrze sam ze soba to nie bedzie sie czul nigdzie dobrze..chocby mial ksiecia z bajki miliony dolarow i wspaniaja rodzine. 🙂

        mase
        Uczestnik
          Liczba postów: 9410

          Wiesz Zaneta, to wszystko ładnie i sensownie brzmi, ale jest to tak trudne do wykonania. Mnie też się wydaje, że o niebo lepiej jest być samemu podczas terapii. ja ciągle jestem w czarnej d jeśli chodzi o terapię…właśnie dlatego, że sobie namieszałam. Już zaczyna odczuwać wewnętrzną presję, że za wolno mi to wszystko idzie, że ciągle siedzę w jednym temacie, że jeszcze tyle jest do zrobienia, a nawet tego nie ruszyliśmy. A to z kolei zniechęca mnie, bo nie robię postępów i pojawia się wstyd przed terapeutą, że znowu sobie nie poradziłam. I czuję bezsens, bo po co chodzić, skoro nie idę do przodu. Ale pamiętam słowa, że zmiany przychodzą niespodziewanie. To mnie jeszcze trzyma, wiara, że w końcu coś we mnie pęknie…kiedyś. Już raz myślałam, że się udało, podjęłam spontaniczną decyzję, byłam z siebie zadowolona. Myślałam, że to przełom, a tu figa z makiem. Przyszedł kryzys w domu i cała siła ze mnie uleciała.

          Ginna
          Uczestnik
            Liczba postów: 1146

            tylko walka, zapewne twoja terapia potrwa o wiele dluzej niz osoby samotnej. problem wydaje mi se tylko taki ze w moim przypadku moze sie okazac ze za jakis czas stwierdze ze jestem zdrowa , spotkam kogos i znwo wszystko sie zawali. z toba bedzie o tyle lepiej ze siedzac w tym gównie po uszy i wydostajac sie z niego na biezaco bedziesz miec pewnosc trwalosci zachodzacych zmian. pieknie ladnie mowi sie na sucho. ja moje postepy bede mogla ocenic dopiero w konfrontacji w przyszlym zwiazku. ty mozesz je konfrontowac na biezaco.:)
            wlasnie moj kolega tak mial. 3 lata terapiiio- byl sam miesiac po zakonczeniu poznal kogos i po roku zwiazku i szarpaniny musi znaw zaczynac od poczatku.

            Edytowany przez: Zaneta11, w: 2011/12/22 11:42

            mase
            Uczestnik
              Liczba postów: 9410

              Zaneta11 zapisz:
              „wlasnie moj kolega tak mial. 3 lata terapiiio- byl sam miesiac po zakonczeniu poznal kogos i po roku zwiazku i szarpaniny musi znaw zaczynac od poczatku.<br><br>Edytowany przez: Zaneta11, w: 2011/12/22 11:42”
              Jakie to pocieszające:) Miejmy nadzieję, że każdy jest inny i to nie reguła:) Zaneta, a od kiedy chodzisz na terapię?

              lol
              Uczestnik
                Liczba postów: 5504

                Pierwsza i najlepsza dla mnie para butów to: bądź sobą, nawet jak uchylisz nieba cierpiącej osobie to i tak to nie wystarczy, jeśli sama nie wyciągnie ręki. Dopuki nie uczyni pewnych kroków, że chce zmian.
                Druga para butów, jestem słaba i mogę popełniać błedy. Błedy ucza. Uchylisz raz nieba to miej nadzieje, że jak popełnisz bład to cię na uczy czegoś nowego.
                Trzecia para butów kobieto nie jesteś alfa i omega czyń tyle ile potrafisz. Rozpoznawaj siebie na tyle ile potrafisz.

                Ps Mase nie jestem głupiutka doszłam do takiego wniosku, że główna bochaterka filmu nie przedstawia Ciebie. Wiem, ze to głębiej gdzieś siedzi, co dla mojego oka nie jest oczywiste..
                Co do udawanych granic ja je inaczej odczytałam.Właśnie odczytałam je za zdrowe granice. Owszem głupiutkie było to, że przyjaźniła się z Dexterem. Jednak zdrowe granice chodzi mi o to, że umiała zrezygnować z rożnych rzeczy by nie poczuć sie zraniona przed uciekającym od siebie Dexterem. Tak cierpiała. Dla mnie to było ważne, bo czułam, że ona wie co che, ale na siłe nie będzie go zmieniać. Boimy sie cierpieć, bo myślimy że nam coś ubędzie. Ja myśle, ze tak nie jest. Ból jest potrzebny, można go przyjąć. Jak ja przyjełam ból, który ojciec mi wyrządził, nie mam do niego teraz rzadnych wymagań a jeszcze ciesze sie, ż ejest, jaki by nie był.:)

                Ginna
                Uczestnik
                  Liczba postów: 1146

                  Na terapie chodzę bardzo krótko. Ale mój ostatnio związek tak mnie przycisnal ze w sumie można powiedzieć ze szukam pomocy od jakiegoś pol roku. Doszłam do pewnego etapu samoterapiii i stanelam. Doszłam do wniosku ze potrzebna mi pomoc specjalisty aby pewne rZeczy zrozumieć. Brakuje mi rownież wiedzy specjalistycznej i narzędzi do walki i zmiany pewnych schematów. Jak powiedziała pani psycholog. Terapia to nie tylko pomoc w doraźnych problemach ale rownież wybicie sie znpwwnych wciąż powielanych w kółko schematów. Jak już mówiłam. Ze mną jest problem nie jak jestem sama tylko jak jestem z kimś. Wtedy zaczyna sie szał. A wkoncu spalam do wniosku ze to nie jest normalne nie moc być z kimś. Poza tym nie chce być zawsze sama. Wiec nadszedł czas to zmienić. Uważam ze dużo tez dają rozmowy z przyjaciółmi. Ale takimi naprAwde od serca. Mam to szczęście ze mam kilku takich. To tez bardzo pomaga. Dla
                  Mnie jest to swego rodzaju terapia grupową.

                  mase
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 9410

                    Lol, głupio wyszło, nie chciałam żebyś tak sobie pomyślała, tylko ja doszłam do wniosku, że mogę wprowadzać w błąd swoją wypowiedzią i przez to można źle ją odczytać. Dlatego sprostowałam. Można to było odebrać wszelako.

                    Napiszę CI jak ja odbieram ten film. Taka dyskusja jest bardzo ciekawa. Zwłaszcza jak są różne poglądy:) można spojrzeć wielowarstwowo.
                    Fakt, że Emmy nie chciała zmieniać Dextera, ale od momentu kiedy go poznała stała się nieszczęśliwa (kto wie, może wcześniej też była). Ona była w nim zakochana przez te 20 lat, tylko wiedziała, że nie ma u niego szans, bo on jest kobieciarzem, bo jest niedojrzały. Dlatego wspierała go, ale nigdy nie zaryzykowała, a nawet jak spróbowała to zaraz dodawała, że to przeszłość. Za to nauczyła się udawać, że jest jej dobrze. Pewnie też dlatego, żeby było jej łatwiej. W wielu scenach to co mówiła, a to co czuła bardzo się rozmijało. To co mnie uderza w tym filmie to sposób w jaki Emma próbuje pokazywać, że jest silna i daje sobie radę. Ten uśmiech, który jest tylko złudzeniem. Radość, która jest nakierowana głównie na niego i po to by zatuszować smutek. Tak naprawdę, ona odczuwa wewnętrzną pustkę, tęsknotę. Ale idzie do przodu. raz mu powiedziała, że jest sama, ale nie jest samotna. To było jedno z wielu oszustw. Dla Dextera była oparciem, mógł się wygadać. Może nawet były momenty kiedy coś do niej czuł. Może czuł cały czas, ale to wypierał. Ale był też tchórzem, nie potrafił wziąć odpowiedzialności za życie. Był niedojrzały. Bał się uczuć, tak jak wtedy w wodzie. Wyparł się, bo się przestraszył. Film pokazuje, że oni wzajemnie siebie potrzebują, że te dni kiedy są razem, są prawdziwe. Reszta to gra. Emma miała w sobie dużo radości, ale nie potrafiła jej spożytkować dla siebie, pożytkowała ją dla niego. A Dexter nie mógł bez niej żyć, chociaż nie od początku był tego świadomy. Ich przyjaźń była prawdziwa, głęboka, szczera, ale i tragiczna. Wiele razy krzywdzili się wzajemnie, bo nie potrafili szczerze powiedzieć co czują. Udawali….
                    Podobno książka jest dużo lepsza, bo sporo obrazów zostało pominiętych. Myślę, że wtedy łatwiej by było wyciągać wnioski.

                    Edytowany przez: mase, w: 2011/12/22 13:36

                    Ginna
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 1146

                      hyhyh jakbym czytala opis mojego zwiazku z H.

                      lol
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 5504

                        Książki za zwyczaj sa lepsze.:P
                        Ostatnio oglądałam "Kwiat pustyni" i "Niewolnice" to film nie siegł do pięt książkom. W książkach było wile opisów i to ze szczegółami a w filmach bach i bach i dalej.

                        Mase to co opisałaś o Emmie i dexterze to też prawda. Ja troche inaczej zrozumiałam, stawianie granic i uważam, z etez miałam słusznosć. Nasza psychika, sfera emocjonalna jest baaaaaaaaardzo złożona i niestety uważam, ż etyle jest nieszczęściua na świecie, tyle nie porozumień. Każdy coś che a większości nie umie tego umiejętnie wykorzystać. Film czy ksiązka "one day" może być klejną lekcją a lekcje trwają przez całe życie.:)

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 44)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.