Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Zdrowienie, katharsis, nirwana

Przeglądasz 10 wpisów - od 351 do 360 (z 458)
  • Autor
    Wpisy
  • Jakubek
    Uczestnik
      Liczba postów: 932

      To już wyższy poziom zrozumienia – być wdzięcznym wobec osób, którym musieliśmy wybaczać.

      U siebie widzę, że wciąż nie wybaczyłem całkowicie „głównym” sprawcom, choć usilnie pracuję nad tym. Ponoć pomaga modlenie się za nich, o to, by otrzymali to samo, czego pragnę dla siebie. Niełatwa modlitwa.

      Dostrzegam też jak długo potrafię pielęgnować urazy wobec pomniejszych graczy. Pamiętam zdarzenia dosłownie sprzed dziesięcioleci i nadal rzutują na to jak postrzegam konkretne osoby. Jakbym się zatrzymał w ocenie ich. Odebrał tym ludziom prawo do zmiany. Zapewne wynika to z braku zmiany we mnie. Sam sobie odebrałem to prawo.

      Jak sobie radzisz z pomniejszymi urazami Koleżanko?

      Fenix
      Uczestnik
        Liczba postów: 2551

        Przestaję je „karmić”, nie chucham i nie dmucham na nie. Niech sobie przepłyną trochę jak spiętrzona woda po przerwaniu tamy. Rozwaliła się tama to jej nie łatam, niech sobie woda przepłynie.

        Staram się nie obrażać na ludzi tylko wyjaśnieniać nieporozumienia na bieżąco, próbując wytłumaczyć co czułam, dlaczego zachowałam się w taki a nie inny sposób posługując się konkretami i faktami a nie atakując drugiej strony. Czasem mi to wychodzi czasem nie ale jest to dla mnie zdrowsze. Bo uraza niczego nie załatwia, zatruwa jedynie życie nam samym.

        Fenix
        Uczestnik
          Liczba postów: 2551

          Jakubku ja nie musiałam wybaczyć. Ale to ja żyłam z różnymi swoimi emocjami a nie ten człowiek i to mnie męczyło, zatruwało i odbierało spokój.

          A mimo wszystko wiele fajnych rzeczy wyniosłam z tej znajomości, bez względu jakie były motywy drugiej strony. Ale, żeby to dostrzec musiały przepłynąć swobodnie wzburzone wody.

          2wprzod1wtyl
          Uczestnik
            Liczba postów: 1177

            Fenix doskonale rozumiem proces wybaczenia i jego dynamikę uwolnienia dla wybaczająego. Rozumiem też moment, w ktòrym ktoś kto przepracował jakieś np. traumy jest wstanie powiedzieć, że jest szczęśliwy i niczego nie wymazalby ze swojego życia, bo poprzez pracę nad sobą i wybaczenie nie czuje krzywdy. (Jest tu i teraz i przeżycia z przeszłości nie ciążą)

            …ale w mojej ocenie jest zupełnie czym innym  nazywanie i mòwienie kto mnie skrzywdził i jak mnie skrzywdził ( można już nie czuć żalu i krzywdy właśnie po procesie zdrowienia i wybaczenia).

            Rzecz w tym by w pamięci nie uciekać przed tym i nie fałszować upiększając jakąś relację.

            Twòj ostatni wpis trochę odczytałem tak jakby dziecko, ktòre było krzywdzone przez ojca np. bite mòwiło. Sporo się od niego nauczyłem np. naprawiania samochodòw. I wokòł tego dalsze idealizowanie.

            Zwłaszcza, że w poprzednich postach piszesz, że w Twoim odczuciu Twòj były partner był osobą narcystyczną.

            Nie chodzi mi w tym aby nosić tylko złe rzeczy, jakieś krzywdy i podgrzewać je albo przechodzić w ofiaro-sprawcę, bo to byłoby zaprzeczenie wybaczenia, ale o nazywanie i nie fałszowanie wspomnień poprzez idealizowanie tego co było dobre.

            • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, temu przez 2wprzod1wtyl.
            • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, temu przez 2wprzod1wtyl.
            Fenix
            Uczestnik
              Liczba postów: 2551

              2wprzod1wtyl spokojnie, to nie jest idealizowanie i fałszowanie wspomnień. To jest spojrzenie z z dystansem.

              Fenix
              Uczestnik
                Liczba postów: 2551

                Koniec stanu permanentnej wojny i obezwładniającego strachu o własne życie, który zaczął się gdy miałam około 3 lat i trwał latami chociaż pewne rzeczy się skończyły, to w mojej głowie nadal się toczyły nieprzerwanie.

                Ten obezwładniający strach wpełzł całkiem niewinnie od słów mamy „poczekaj jak wrócimy do domu to zobaczysz co ci zrobię”. Dlaczego? Bo  chciałam poznawać świat i różne rzeczy. I jako trzylatka płaczem próbowałam wymusić to prawo do poznawania świata. Od tego momentu zaczęłam panicznie bać się tego, że moja własna matka może mi zrobić największą krzywdę – odebrać mi życie.

                Później były długie lata kiedy siedziałam we własnym pokoju, nasłuchiwałam odgłosów kolejnych awantur, bałam się, że rodzice w końcu się pozabijają a jeżeli, wyjdę z tego pokoju to mnie też mogą zrobić krzywdę.

                Paniczny strach towarzyszący mi niczym cień wypłynął jako ostatni. I dopiero teraz udało mi się go nazwać.

                Ufff. Jaka to ulga wreszcie się nie bać, kiedy własny umysł i ciało przestają być schronieniem dla potwora. potwora dziecięcego strachu.

                Fenix
                Uczestnik
                  Liczba postów: 2551

                  Jak ja się przez te wszystkie lata strasznie bałam 😢😢😢

                  Jakubek
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 932

                    To wspaniałe, że masz dostęp do tak wczesnych wspomnień. Ponoć to jest skorelowane z inteligencją. Inteligentniejsze osoby pamietają wcześniejsze doświadczenia.

                    Ja pamiętam najwcześniejsze zdarzenia chyba dopiero z okresu 4-5. Choć ponoc już czytałem, mając 4 lata, więc to dziwne.

                    Za to nieoczekiwanie zrodziła się we mnie wdzięczność wobec ojca, który od samych narodzin dokumentował fotograficznie dorastanie swoich dzieci. Bardzo mi te zdjęcia pomagają w odzyskiwaniu pamięci i emocji.

                    Pytanie natomiast, co się takiego wydarzyło, że przestałaś się bać śmierci?

                    Pozdrawiam

                     

                    Fenix
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 2551

                      Jakubku zadałeś bardzo trudne pytanie wkraczające w obszar bardziej filozoficzny i duchowy. Dzisiaj zdecydowanie nie jest to czym chciałabym obciążać moje szare komórki. Ale kiedyś postaram Ci się na to pytanie odpowiedzieć. 😉

                      W skrócie. Zaakceptowałam swoją ludzką przemijalność. Wierzę, w to, że przechodzimy różne wcielenia, żeby uzyskać większą świadomość i wzajemne zrozumienie. Wierzę, że jest Bóg, Siła wyższa, która nad nami czuwa i prowadzi nas właściwymi drogami, które mają nam pomóc w rozwoju i ostatecznie osiągnięciu właśnie wzajemnego zrozumienia i szacunku.

                      Ale to co ostatnio przechodziłam to raczej strach przed bólem i cierpieniem. Bo chyba tego człowiek boi się najbardziej w odniesieniu do śmierci.

                      PS. Dziękuję za komplement 🙂

                      • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, temu przez Fenix.
                      Fenix
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 2551

                        Jakubku a może w Twoim przypadku coś blokuję wspomnienia, bo inteligencji z pewnością nie można Ci odmówić

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 351 do 360 (z 458)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.