Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Zerwanie kontaktów z rodziną

Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)
  • Autor
    Wpisy
  • czarnydym
    Uczestnik
      Liczba postów: 3

      Cześć,

      Zakładam ten wątek, ponieważ chcę się podzielić moją historią, potrzebuję zrozumienia.
      Mimo podjętej decyzji i złych wspomnień, mam też dobre i jest mi trudno ze świadomością, że wszystkie moje lata starań o dobre relacje z rodzicami nic nie dały, a ja niepotrzbnie ignorowałam swój ból i wielokrotnie zagryzałam zęby wierząc, że uda mi się do nich trafić.

      Urodziłam się ponieważ moja matka czuła się samotna nie dogadywała się z moim ojcem i myślała, że kiedy urodzi dziecko to wszystko się magicznie naprawi, jak to określiła „myślałam, że będzie pięknie jak w bajce a był koszmar”.
      Od początku odpychała mnie i to są jedne z moich pierwszych wspomnień, kiedy patrzy ma mnie z obrzydzeniem i mnie od siebie odpycha. Myślałam, że to normalne dopóki nie urodził się mój brat i zobaczyłam, że ona się nim opiekuje zupełnie inaczej niż mną. Tłumaczyła to tym, że były komplikacje przy porodzie i to spowodowało, że stworzyła się między nimi lepsza więź.
      Efekt tego był taki, że okazywała mojemu bratu troskę, zajmowała się nim, natomiast ja byłam odpychana – to doprowadziło do chorej rywalizacji z bratem. Natomiast w kontaktach z matką wcielałam się w rolę brakującego ojca, którego nigdy nie było w domu, a kiedy się pojawiał to najczęściej był pijany. Odkąd mogłam to chodziłam po zakupy do sklepu, żeby matka nie musiała wychodzić z domu, otwierałam przed nią drzwi, nosiłam za nią torby z zakupami i czułam dumę z tego, że mam tak piękną matkę, tak ważną a ja zachowuję się tak, żeby to jeszcze podkreślać. Czasem w drodze ze szkoły do domu kupowałam jej kwiaty.
      Najczęściej siedziała w domu czytając książki – któregoś dnia powiedziała mi: „Książki to moje prawdziwe dzieci.”.
      Nie mogłam liczyć na jej pomoc. Kiedyś wróciłam z rozciętym łukiem brwiowym po tym jak kolega z podwórka rzucił we mnie kawałkiem deski – stwierdziła, że mam to sobie odkazić i nie zawracać jej głowy. W innym przypadku, kiedy biegła w naszym kierunku duża krowa, wbiegła na wysoki podest, wciągnęła na niego mojego brata i moją kuzynkę, ale mnie zostawiła żebym sama sobie poradziła. Takich sytuacji było wiele. Zwyczajnie wykazywała minimum zainteresowania mną.
      Żadne moje starania o jej uwagę nie przynosiły skutku, byłam tym tak załamana, że w okresie od ośmiu do dziesięciu lat, próbowałam skakać pod autobusy albo tramwaje, jednak wszystkie moje próby się nie udały ponieważ byłam powstrzymywana przez przypadkowych ludzi, więc w końcu z nich zrezygnowałam.
      Jeśli miałabym podsumować jednym wspomnieniem moją matkę z dzieciństwa to byłoby to coś co często robiła: uśmiecha się i rozmawia miło z kimś a kiedy zwraca twarz w moją stronę uśmiech jej mija i wygląda na zdenerwowaną.
      W okresie liceum stwierdziłam, że spróbuję nawiązać z nią bliższy kontakt, mimo tego, że cały czas na mnie krzyczała i cedziła słowa przez zęby. Być może moja decyzja wynikała z faktu, że zamieszkaliśmy na stałe z ojcem a on chodził co chwilę pijany i próbował mi rozkazywać.
      Zebrałam się w sobie i stwierdziłam, że ponieważ mam ochotę od niej uciekać i nigdy się do niej nie odzywać, to spróbuję zrobić rzecz dokładnie odwrotną i zacznę być dla niej jeszcze milsza. Co przyniosło zaskakujący skutek ponieważ matka, któregoś dnia stwierdziła „Już przyszedł czas na to żebyśmy się zaprzyjaźniły.”. Zdziwiło mnie to stwierdzenie, ale cieszyłam się, że wreszcie jest dla mnie milsza i nie odrzuca mnie za każdym razem.
      Jednak sama nie wykazywała inicjatywy.
      Mam jedno dość wyraźne wspomnienie z tamtego okresu, kiedy użądliła mnie osa i okazało się, że zrobiłam się cała czerwona, spuchłam i dostałam wysypki, prosiłam matkę o pomoc, ale zbyła mnie ponieważ była zajęta rozmową ze swoją znajomą, poradziła żebym polała się zimną wodą, co zrobiłam. Poszłam do mojego pokoju, położyłam się na łóżku i czekałam aż ten stan minie, jednak serce coraz szybciej biło, i coraz trudniej mi się oddychało, nie mogłam się ruszyć, było mi bardzo słabo i czułam się dziwnie, w tle cały czas jak przez sen słyszałam rozmowę mojej matki ze znajomą. Nie wiem czy zemdlałam czy zasnęłam, ale parę godzin później obudziłam się już z mniejszą opuchlizną i mogłam normalnie oddychać.

      Wyjechałam na studia i dziwiłam się, że moi znajomi tak chętnie odwiedzają swoich rodziców, ja zupełnie nie czułam takiej potrzeby przez pierwsze trzy lata, chociaż z czasem zaczęłam utrzymywać kontakt telefoniczny z matką, aż pod koniec studiów czasem do nich przyjeżdżałam. Na koniec studiów zdarzyły się dwie bardzo trudne dla mnie rzeczy, więc pomyślałam, że dobrze mi zrobi wyjazd na lato do rodziców. Na tym wyjeździe spotkałam człowieka z którym związałam się na parę lat i nie wróciłam do miasta gdzie studiowałam. Po rozpadzie związku zamieszkałam u rodziców w miejscu, gdzie nie miałam żadnych znajomych a wszędzie było daleko. Moje zdrowie od paru lat szwankowało, ale lekarz do którego chodziłam bagatelizował sprawę. W końcu popadłam w głęboką depresję a moje zdrowie totalnie się rozsypało co uniemożliwiło mi wyprowadzkę od rodziców.
      Zostałam u nich na długie lata, najgorsze lata w moim życiu.
      Ciągle słyszałam, że wszystko zawalam, że nigdy sobie z niczym nie poradzę. Za każdym razem, kiedy próbowałam stamtąd uciec nie chcieli mi pomóc, natomiast robili sporo byleby mi się nie udało. Ojciec coraz częściej powtarzał: „Kto mi poda szklankę wody na starość.”
      Kiedy ledwo żyłam i nie byłam w stanie normalnie funkcjonować ignorowali mój stan. Kiedy mówiłam jak źle się czuję, że coś jest nie tak z moim organizmem, że potrzebuję pomocy i leczenia krzyczeli na mnie, że dramatyzuję i że jestem wariatką.
      W końcu się stamtąd wyprowadziłam, udało mi się, chociaż kosztowało mnie to wiele bólu i problemów. Kiedy z nimi mieszkałam wydawałam większość tego co zarabiałam jako freelancer na leki, badania i lekarzy, niestety żaden z lekarzy nie potrafił mnie zdiagnozować. Dopiero po wyprowadzce trafiłam na lekarzy, którzy zdiagnozowali u mnie dwie ciężkie choroby na których leczenie mnie nie stać. Matka była zaskoczona, że jednak coś mi naprawdę dolega, ale ojciec nigdy w to nie uwierzył. W prywatnej rozmowie z moim partnerem powiedział mu, że przesadzam i udaję z tym moim chorowaniem.
      W ostatniej rozmowie telefonicznej z matką dowiedziałam się, że jeśli założę zbiórkę to nie roześle jej po znajomych i rodzinie, ponieważ na pewno nikt nie będzie chciał mi pomóc. Kiedy jej pytałam co by zrobiła na moim miejscu odpowiedziała, że nie wie i że ona do takich rzeczy się nie nadaje, że to ją przerasta. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam jej, że ja dłużej tak nie mogę, że mimo, że próbowałam na różne sposoby rozwiązać ten problem, to jednak wciąż bardzo mnie boli fakt, że ona nigdy sama z siebie nie próbowała mi pomóc, że w moim odczuciu nigdy nie była gotowa emocjonalnie na bycie matką.
      Stwierdziła, że jestem nienormalna, że mam problemy z głową, że przesadziłam i nie chce więcej ze mną rozmawiać po czym się rozłączyła.
      Próbowałam do niej dzwonić, ale nie odbierała.
      Parę dni przed tym, powiedziałam jej, że bardzo żałuję, że przyjechałam do nich po studiach. Gdybym tego nie zrobiła, to bym miała w dużo lepszym stanie życie ponieważ poradziłabym sobie z problemami, które zaniedbywane przez lata narosły do strasznych rozmiarów.
      Na co ona mi odpowiedziała, że przecież były i dobre strony tego, że z nimi mieszkałam. Zapytałam jakie. Z jej odpowiedzi wynikało, że to pomogło jej, ale nie dostrzegała, że to było kosztem, mojej psychiki, mojego zdrowia, mojego życia.
      Nigdy nie zrozumiem moich rodziców. Uważam, że zrobiłam co mogłam żeby ratować relację z nimi, ale nie udało mi się.
      Moi rodzice od zawsze mieli tak ogromne problemy emocjonalne, że nigdy nie powinni decydować się na zakładanie rodziny i dzieci. Myślę, że chcieli dobrze, ale nie potrafią sami siebie kochać i żyją w wewnętrznym nieszczęściu, co ojciec zabija alkoholem a matka ucieczką w swój zimny wewnętrzny świat.
      Kontakt z nimi wyniszczał moją psychikę nawet, kiedy z nimi nie mieszkałam, prześladowały mnie koszmarne sny o nich i przykre wspomnienia.
      Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej a moje rany się z czasem zagoją.

      • Ten temat został zmodyfikowany 2 miesięcy, 1 tydzień temu przez czarnydym.
      rasputnik
      Uczestnik
        Liczba postów: 35

        Twoja matka nie jest gotowa na uwzględnienie Twojego punktu widzenia bo zapewne musiała by przyznać się do błędów i wziąć na siebie odpowiedzialność za przykrości które Ci wyrządziła. A to nie wchodzi w grę – zapewne ona nigdy nie popełnia błędów, nie przyznaje się do słabości, to Ty jesteś ta zła, wybrakowana, robisz wszystko źle i dlatego zasłużyłaś na takie traktowanie jakie Cię spotkało.

        Myślę że to jakiś defekt psychiczny Twojej matki i nie ma sensu dyskutowanie z nią przeszłości – będzie szła w zaparte a winy przerzucać na Ciebie bo nic innego nie umie. Nie masz co liczyć na moment autorefleksji z jej strony – uszkodzona psychika nie jest do tego zdolna. Na pewno nie próbuj zabiegać o jej miłość, szacunek – ona Ci tego odmawiała w przeszłości i odmówi po raz kolejny bo zobaczy że w ten sposób znów ma nad Tobą władzę, a Ty płaszczysz się przed nią błagając by wreszcie uznała Cię za pełnowartościowego człowieka.

         

         

         

         

         

        truskawek
        Uczestnik
          Liczba postów: 580

          Hej, rozumiem twój żal, że straciłaś czas. To jest trudne, żeby sobie przepracować te emocje, mnie w tym pomogła psychoterapia. Czasu oczywiście nie odzyskałem, bywa że ten żal wraca, ale pomogło mi, że mogłem gdzieś ten żal wylać i zdjąć z siebie poczucie odpowiedzialności, że tak się potoczyło. Rzadko już o tym myślę, a gdy sobie przypominam, to już mnie tak nie dotyka i mogę się zająć swoim bieżącym życiem. Mam nadzieję, że i tobie wyjdzie podobnie.

          Nie musisz ratować żadnych relacji za wszelką cenę. Ja też sobie kilka darowałem, także w rodzinie, jeśli czułem, że mi nie służą. Trochę zazdroszczę tym, którym się udało naprawić, ale wiem już, że w relacji ważne jest nie tylko moje staranie i druga osoba może mieć zupełnie inaczej. Jestem w stanie żyć z tą zazdrością i żalem, bo widzę o ile lepiej jest mi teraz, więc ten wybór wydaje mi się bezpieczny i dobry. Jako dorosły potrafię decydować i stanąć przy sobie nawet jeśli to nie od rodziców się tego nauczyłem.

          czarnydym
          Uczestnik
            Liczba postów: 3

            @rasputnik
            Dziękuję za tą odpowiedź.
            Gniecie mnie fakt, że przez te wszystkie lata wykonałam tak wiele prób naprawy tej relacji, dużo mówiłam mojej matce o tematach z zakresu psychologii, także pod koniec zaszły w niej jakieś zmiany i nawet przeprosiła mnie za część tego co mi robiła w przeszłości. Więc miałam nadzieję, że uda się tą relację uratować.
            Jednak mimo tego co mówiła, nadal nie wykazywała inicjatywy.
            Ta sytuacja jak zapewne każda inna, nie jest czarnobiała i jest mi przykro, że są sytuacje w których, kiedy poprosiłam ich o pomoc to mi pomogli w związku z czym z tego co zrozumiałam to oni czują się wykorzystani i poszkodowani.
            Moi rodzice doskonale grają miłych, wykształconych, 'lepszych’, matka wręcz jest do rany przyłóż i na pewno nikt z dalszej rodziny mi nie uwierzy, tylko im.
            Jest mi naprawdę przykro, że przez tyle lat byłam przez rodziców przedstawiania w taki sposób rodzinie a nawet mojemu bratu (jako hipochondryczka i wariatka), że najprawdpodobniej nikt mi nie uwierzy jak sytuacja wyglądała za zamkniętymi drzwiami.

            • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 miesięcy, 1 tydzień temu przez czarnydym.
            czarnydym
            Uczestnik
              Liczba postów: 3

              @truskawek

              Już w przeszłości chodziłam do psychologa, kiedy wałczyłam o wyjście z depresji i wtedy zaczęłam się orientować jak bardzo niezdrowe są relacje z moimi rodzicami.
              Teraz musze inwestować wszystkie pieniądze w ratowanie mojego zdrowia fizycznego żebym w ogóle mogła funkcjonować, w związku z czym nie stać mnie obecnie na terapie u psychologa, ale jak tylko uda mi się chociaż trochę ustabilizowac problemy ze zdrowiem i zwolni mi to chociaż trochę finansów, to planuję się wybrać do psychologa. Wiem, że bardzo tego potrzebuję, na razie jako ekwiwalent wygadania się postanowiłam stworzyć powyższy post.

              Znałam wiele osób, które wyrastały w dysfunkcyjnych rodzinach, różnie sobie z tym radzili, ale nigdy nie widziałam, żeby komuś udało się taką sytuację uzdrowić i odratować, także nawet nie wiedziałam, że są takie przypadki jak te o których wspominasz. Faktycznie, szczęściarze.

              rasputnik
              Uczestnik
                Liczba postów: 35

                Nie wiem jak wygląda Twoja sytuacja, mam taki sam problem w swoim małżeństwie i przez długie lata zastanawiałem się co jest nie tak. Szkoda że nie zdałem sobie sprawy z tego co się dzieje wcześniej – przez długie lata żyłem w przeświadczeniu że złe traktowanie mi się należy bo coś ciągle ze mną nie tak, nie staram się jak należy, nie robię tego co należy, nie jestem taki jak należy…
                Ale jak już raz zobaczysz jaki jest mechanizm i jak daleko może się taka osoba posunąc żeby Cię poniżyć, zdewaluować, sprowadzić do parteru i zdominować, to już nie da się tego 'odzobaczyć’. Próbowałem o tym rozmawiać, zwalczać, sugerować – na nic. Teraz uważam ze osoba zaburzona po prostu postępuje w ten sposób bo taka jej natura, nie potrafi inaczej, nie widzi że jej postępowanie jest krzywdzące, dodatkowo ma cały arsenał historii, fikcyjnych, które potwierdzają że to ona ma rację i ona jest pokrzywdzona a nie krzywdząca. To jest jak ściana, przez to żadne argumenty się nie mogą przebić, to jest jakiś instynktowny mechanizm obronno-agresywny który nie dopuszcza żeby zobaczyć jakikolwiek problem w sobie.
                W tej chwili pracuję nad tym zeby jakoś wydostać się z tego położenia i zminimalizować szkody, choć jeszcze długa droga a nie mam w sobie tyle siły żeby uciąć wszystko tu i teraz. A tak jak piszesz, z zewnątrz wszystko cacy, nie sposób się do niczego przyczepić, nawet udowodnić 'toksyczność’ jest trudno bo przecież w każdym domu się zdarzają różne przykre sytuacje, awantury itp. Życzę Ci mimo wszystko żebyś była w stanie poprawić relacje z matką, ale jeśli druga strona nie robi nic w kierunku poprawy sytuacji to chyba lepiej odpuścić i nie dawać z siebie więcej niż otrzymujesz.

                 

                 

                 

                truskawek
                Uczestnik
                  Liczba postów: 580

                  @czarnydym Zazdrość zazdrością, ale warto przy tym pamiętać jedno zdanie, które ich łączy: „na moich warunkach”. To nie tak, że po prostu mieli szczęście, tylko nauczyli się stawiać swoje granice i ich pilnować. Nie mamy wpływu na to co rodzice czy inne osoby zrobią, ale ta nauka to bardzo ważna rzecz i pomaga w lepszym życiu – z nimi czy bez nich.

                Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)
                • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.