Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD złość

Przeglądasz 9 wpisów - od 1 do 9 (z 9)
  • Autor
    Wpisy
  • Anonim
      Liczba postów: 20551

      Mam ostatnio problem ze złościa, na ojca (alkoholika), a ostatnio nawet na mamę. Gdy przyjeżdżam do domu, jestem tak wkurzona, że nie mogę nawet przebywać z ojcem w jednym pokoju, mam ochotę wrzasnać. Z drugiej strony wypracowałam w sobie mechanizm nie odzywania się do ojca w sytuacjach, w ktorych to nie jest konieczne, nie mam ochoty na jakikolwiek kontakt z nim, więc nawet wykrzyczenie tego, o co mam do niego żal, nie wchodzi w grę. To jest taka "słabość", do ktorej "nie mogę się przyznać". Do tego dochodzi poczucie winy, przygnębienie, wyżywanie się na innych. Jak sobie z tym radzicie?

      aniaDDA
      Uczestnik
        Liczba postów: 410

        no właśnie…nie bardzo sobie radzimy :huh: ,jak w domu nie pozwalano na wyrażanie złości,to sa problemy,ludzie moga nas wykorzystywać,poniżać,a my będziemy cicho siedzieć.tylko…problem w tym,jak wyrażać złość nie poniżajac innych?ja zanim pomyślę,co powiedzieć,aby kogoś nie urazić,żrodła złości już nie ma w pobliżu lub problem nieaktualny.a jak zachowam się agresywnie,chodzę przygnębiona przez kilka następnych dni,najczęściej złość wchodzi mi w przygnębienie.u mnie jest gorzej,bo nawet wyżywać się na innych nie potrafię.
        a Ty Paulino,masz ochotę wykrzyczeć ojcu,co złego Cię spotkało czy nie?z Twojej wypowiedzi odczytuję,że chciałabyś i nie chciałabyś.i co nazywasz słabościa?złość? przecież to uczucie to normalna konsekwencja tego co Cię ze strony ojca spotkało,więc masz do tego prawo i dziwne by było ,gdybyś tej złości nie czuła.i ciesz się z tego,bo najbardziej skrzywdzony jest ten,kto jest krzywdzony a nie widzi swojej krzywdy.a Ty widzisz,to ważne.

        sellma
        Uczestnik
          Liczba postów: 27

          ja sobie tak (nie) radzę ze złościa, że jak się nazbiera, nazbiera, to z powodu za słonej zupy wszczynam karczemna awanturę. Wszyscy na siebie w domu wrzeszczymy, płaczemu, kurwimy. dzien się nie odzywamy a potem krystalicznie jak po burzy 🙂
          A zdrowo? czasem malutkimi kroczkami bardzo malutkimi wydeptuję swoje granice.bunt się w tedy w domu pojawia, ale co tam. uparcie. im bardziej zaczynaja się ze mna liczyć tym mniej mnie złoszcza. im więcej z nimi rozmawiam i rozumiem tym mniej mnie złoszcza.
          im więcej wiem o chorobie alkoholowej tym mniej mnie złoszcza.
          im więcej się modlę tym mniej mnie złoszcza.
          ale im bardziej mnie maja w dupie tym bardziej mnie złoszcza, więc staram się odpępnić od rodzicow. i tyle.

          Anonim
            Liczba postów: 20551

            Też mam ten problem, tylko z nieco innej strony…Moi oboje rodzice pija i obecnie mieszkam z moim narzeczonym. Wpadam w złość-jeśli moje ataki szału można tak nazwać. Wystarczy, że widzę go z puszka piwa, a dostaję białej goraczki i robię mu z tego powodu straszne awantury. Wydaje mi się, ze to normalne, że raz na jakiś czas idzie z kumplami na piwo, ale choć zdaję sobie sprawę z tego,że to normalne nie umiem się z tym pogodzić…W przyszłym tygodniu idę na pierwsze spotkanie z pania zajmujaca sie DDA. Mam nadzieję, że pomoże mi zmienić moje reakcje. Co sadzicie o moim zachowaniu?

            amelka
            Uczestnik
              Liczba postów: 106

              Wydaje mi się, że jestem na etapie godzenia się na moja złość. Na razie tylko się staram zrozumieć, że mam do tego prawo. ¯e do cholery to nie ja jestem niedobra corka, że to nic złego, że nie rozumiem, że tatuś jest po prostu chory. Godzę się i wściekam w duszy. I zaczęłam płakać, tak po prostu, chłopakowi na ramieniu. On jest kochany, więc nic nie mowi, tylko jest.
              Rzeczywiście jest tak, że z jednej strony chciałabym to wszystko ojcu wykrzyczeć, dla siebie samej, bo moj każdy wyjazd do domu (studiuję w innym mieście) okupuję tygodniowymi migrenami, ale z drugiej strony mam taktykę niezauważania ojca. Musiałam przecież jakoś wytrzymać w domu 19 lat, nie miałam drzwi do pokoju, a na dole były codzienne awantury, więc po prostu udawałam, że nie słyszę… A potem sobie wyobrażałam, że ojca nie mam w ogole. Zostało do dziś. Nie wiem, co z tym robić. Czasem sobie marzę, jak będzie wygladać moje życie, kiedy ojca już nie będzie…
              Co do narzeczonego i wściekania się o picie piwa, to doskonale rozumiem. Ja już się nie wściekam, moj chłopak wie, żeby mnie nie całować, kiedy się czegoś napije, bo zapach sfermentowanego alkoholu wywołuje we mnie bol brzucha. Umiemy się dogadać. Warto chyba pogadać na spokojnie i wytłumaczyć w czym rzecz. Co się wtedy czuje, kiedy ma się 5 lat a tatusia bierze na okazywanie dziecku czułości i całowanie śmierdzacymi wasami po policzku. I ze strachu nie można uciec.

              Anonim
                Liczba postów: 20551

                Problem tkwi…nie wiem gdzie…on twierdzi, że mnie rozumie, ja niby też go rozumiem, ale nie panuję nad swoja złościa, wybuchami, a to strasznie nas od siebie oddala…to chyba normalne, że faceci sie spotykaja na piwku, nie? oby ktoś mi pomogł, bo mnie ten problem zżera jak rdza żelazo…

                amelka
                Uczestnik
                  Liczba postów: 106

                  Iwonko, ja Cię doskonale rozumiem, ale niestety nie rozumiem tego, co się z nami dzieje 🙂 Dlaczego to tak jest, że nie potrafimy tej złości kontrolować. Pewnie było tak, że się kumulowała przez lata i teraz kropelka przepełnia kielich, reaguje się nieadekwatnie do stopnia winy, milczało się dłuuugo, a teraz wystarczy słowo i złość się leje strumieniami. To chyba nie chodzi tylko o to piwo, tylko o demonizowanie alkoholu w ogole. Wtedy jedno piwo się staje demonem, synonimem wszelkiego zła. Wiem coś o tym, bo ja uciekałam w picie jeszcze jakiś czas temu, w picie, palenie i imprezowanie.. A strasznie chciałam być taka idealna i nie pić w ogole. Tak się spinałam, że kiedy na imprezie napiłam się potem jeden kieliszek, myślałam, że wyrzuty sumienia mnie zeżra. A przecież nic wielkiego się nie stało! To taka chyba kompensacja, kumulacja czy jak to się w psychologii nazywa.
                  Rozumiem Cię doskonale, ale nie wiem, co z tym zrobić. Może ktoś pomoże. Modlitwa pomaga na pewno. Zreszta św. Paweł też nie rozumiał, czemu czyni zło, ktorego nie chce, ktorego wręcz nienawidzi. A został świętym. Więc szansa jest!

                  Anonim
                    Liczba postów: 20551

                    Masz rację, Paulino…jedno głupie piwo i awantura gotowa…Ja nie miałam takiej sytuacji, że zaczęłlam pić czy imprezować. Boję się,że kieliszek po prostu może zaczać mi smakować dlatego praktycznie rzecz biorac nie piję. Raz na m-c czy dwa zdarzy mi się wypić piwo bezalkoholowe lub lampkę wina. Na imprezach nie piję i czasami ludzie przez to dziwnie na mnie patrza. A wracajac do wybuchow złości to często wyglada w ten sposob, że mieszkam z moim narzeczonym i jego kolegami na stancji (mamy oczywiście swoj pokoj) i gdy on wychodzi do pokoju obok do kolegow na piwo ja zaczynam wariować. A gdy od nich wraca-ja jestem w takim stanie,że muszę pić melisę a najlepiej wziać tabletkę na uspokojenie(ale tego sie boję choć leża w torebce). Ostatnio prawie go pobiłam tak byłam wściekła. Wtedy też powiedział, że czas zaczać coś z tymi wybuchami robić, bo tak dalej byc nie może…

                    amelka
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 106

                      Chciałoby nam się Iwonko, żeby było na to gotowe lekarstwo, a takiego chyba nie ma… Najczęściej takie rzeczy się leczy latami, trzeba dużo cierpliwości, wyrozumiałości dla siebie przede wszystkim, ciepełka. Mamy trochę inne problemy, bo Ty nad wybuchami nie możesz zapanować, a ja mam wybuchy wewnętrzne, autodestrukcyjne. Może ktoś napisze nam coś madrego 🙂 Pozdrawiam Cię i przytulam.
                      Daj znać, jak poszło spotkanie z pania z DDA!

                    Przeglądasz 9 wpisów - od 1 do 9 (z 9)
                    • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.