Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD zniechęcenie i lęk

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
  • Autor
    Wpisy
  • JaAga
    Uczestnik
      Liczba postów: 218

      Ostatnio czuję się jakoś depresyjnie, nic mi się nie chce, czasami dopadają mnie stany lękowe i boję się wtedy wyjść z domu, w ogóle bardzo nie lubię chodzić do sklepów, urzędów itp. ale czasami to jest tak silne, ze przypomina panikę i wtedy muszę się bardzo zmuszać by coś zrobić. Wtedy jest ciężko. Gdybym się nie zmuszała to bym nigdzie nie wyszła i tez niczego nie robiła. Przez to czuję się strasznie wycofana z życia, dopadają mnie moje lęki i sprawiają, że czuję się taka niepełna. Nie mam jakiejś takiej motywacji wewnętrznej, która popychała by mnie do rozwoju. Czuję, że stoję w miejscu.
      Zamiast jakiejś radości życia czuję strach przed wszystkim. Ciężko jest z nim walczyć.
      Czuję się strasznie niedostosowana.
      Czasami jest dobrze, ale później znowu nadchodzi gorszy dzień, mam wtedy wrażenie, że wszystko jest mi obojętne.
      Jak sobie z tym poradzić? Czy komus zdarzyło sie cos podobnego? Boję się, że może to się jeszcze bardziej rozwinąć i zamiast tych lepszych dni, będą coraz częściej te gorsze.
      Powinnam teraz szukać jakiejś pracy na wakacje, robić cos twórczego i rozwijającego, ale mnie to przerasta.

      Marianka
      Uczestnik
        Liczba postów: 34

        też tak mam, czasem, ostatnio znów wróciłam na terapię, i czuję się tak samo. Czy jest tu ktoś komu się udało? Kto ma juz to za sobą, czy to będzie wracać?

        sowa
        Uczestnik
          Liczba postów: 234

          moja głowa już taka jest, że podnosi mnie do góry, albo wrzuca w dół
          jedna z kilku recept na to jest taka:
          otoczenie się zaufanymi ludzikami, którzy czają klimat i nie pozwolą mi zbytnio oddalić się od otaczającego świata i rzeczywistości
          chwytają za łapę i czasem nawet na siłę, na przekór ciągną do przodu, albo stopują gdy jest opcja zapędzenia się w "kozi róg"
          trzeba dać sobie pomóc bo przecież nikt nie jest supermenem B)

          zbigniewcichon
          Uczestnik
            Liczba postów: 89

            Witajcie

            Te wszystkie uczucia o których piszecie nie są przyjemne sam je czasami przeżywałem i też czasami to wraca. Najgorsze to uczucie osamotnienia, lęk przed samotnością bo właśnie zakończył się mój kolejny związek z kobietą. Sam go zakończyłem bo niestety okazał się znowu „toksyczny”. Wpadłem w taki dół że balansowałem na granicy destrukcji ale wziąłem się w garść. Już kiedyś pracowałem nad sobą jako współuzależniony. Teraz też powiedziałem sobie że się nie poddam. Zacząłem czytać książki a mam je na półce wróciłem do tego co robiłem kiedyś ale nie ugruntowałem do końca zmian które zaistniały wtedy we mnie. Książki traktujące o rozwoju osobistym min. L.Hay, L.Ządło i inne. Poszukałem też pomocy w Internecie tak trafiłem na trenera radykalnego wybaczania który pomaga mi przez skypa (bezpłatnie). Piszę afirmacje, medytuję, relaksuję. Rozmawiam sam ze sobą wzmacniam poczucie własnej wartości. Jeśli chodzi o uczucia to one powstają pod wpływem myśli więc staram się je kontrolować jeśli jakieś się pojawiają to przeciwstawiam im afirmację : „Ja Zbyszek kocham i akceptuję siebie” lub inną pozytywną myśl może nie działa to od razu ale po pewnym czasie to daje efekt. To jak z ogrodem, myśli są nasionami więc warto siać pozytywne myśli i je pielęgnować a w którymś momencie dadzą piękne owoce. Pomaga mi jeszcze oddychanie głęboki ciągłe oddychanie. Technik oddechowych jest wiele więc warto poszukać te które Ci służą. Ja oddycham powoli i głęboko wdech i wydech.

            malenka
            Uczestnik
              Liczba postów: 382

              hej:_

              Doskonale wiem o czym piszecie…tez czesto miewam takie stany.Staram sie wtedy maksymalnie wyciszyc i zagladam w glab siebie starajac sie znalezc jak najwiecej pozytywnych rzeczy, ktore w sobie lubie..Czesto tez wychodze na dlugi spacer nad morze i medytuje sobie na plazy:)

              sowa
              Uczestnik
                Liczba postów: 234

                mimo wszystko w tych postach dominuje samotność… Ja wiem, że czasem do wyciszenia potrzebujemy magicznego "sam na sam", ale polecam również wyciszenie w gronie bliskich osób. Jeśli nie mamy ich przy sobie-szukajmy, gdzieś tam na pewno czeka osóbka, którą możemy obdarzyć zaufaniem, jednak by ją spotkać trzeba po pierwsze wyjść na zewnątrz, nie zamykać się w samotni. Huh, nooo….do mnie to dotarło po długim czasie, ale dotarło B)

                yucca
                Uczestnik
                  Liczba postów: 588

                  JaAga, znów musze powiedzieć, ze to znam i to za dobrze… Alienacja, lęk przed ludźmi, alergia na chodzenie na zakupy, do urzędów, szukanie pracy brrr (na szczęscie nie muszę), ogólnie kuleje cała sfera interakcji społecznych.

                  Mi się to wszystko kojarzy z bardzo wczesnymi urazami… gdzieś bardzo głeboko w podświadomości ukryte są kłopoty, urazy, nieprzerobione emocje, czesto w ogóle brak relacji we wczesnym dzieciństwie (tak jak u mnie jest) etc. a my chcemy się dopasować do tego co POWINNISMY robić bo mamy już tyle a tyle lat, jestesmy dorosli – przynajmniej wiekiem, powinniśmy umieć, nikt nie będzie tego za nas robił.

                  Tak metaforycznie przypomina to zwykłą gumkę do wciągania, która jednym końcem przymocowana jest gdzieś we wczesnym dzieciństwie, w tych urazach a drugim jest przywiazana do tej cześci nas która decyduje, podejmuje wyzwania – ja to nazywam cześcią decyzyjną albo po prostu DOROSLYM. Im bardziej ten dorosły prze do przodu, tym guma bardziej się naciąga powodując większe napięcia wewnętrzne, jak w zwykłej gumce. Wszystko w nas, w podświadomości jest podzielone na pół, jedna częsć chce iść do przodu, pogania, straszy co sie stanie jesli tego czy tamtego nie osiagniemy, a druga wręcz przeciwnie, ciągnie do tych urazów, do tego by je rozwiązać. Stąd ta stagnacja, bo jesli siły przeciwstawne się równoważą, to obiekt pozostaje bez ruchu – tak to chyba na fizyce było.

                  Jedyna mi znana metoda to się cofnąć, najlepiej na terapii, do tych urazów, które nigdy nie zostały rozwiązane i się nimi zając z terapeutą, machnąć ręką na to co powie rodzina, przyjaciele, co na to normy społecznie . Wiem, że łatwo się mówi, aktualnie własnie się dokopałam do bardzo wczesnego dzieciństwa i wiem jak jest ciężko… bo to jest bardzo głeboko, u mnie na poziomie nowo narodzonego dziecka, niestety. Tak to wygląda na tem moment, tona napięcia, nienazwanych emocji, jedna wielka plątanina, poczucie duszenia. Co będzie dalej nie wiem, jestem własnie w tym momencie.

                  Edytowany przez: yucca, w: 2008/03/31 09:18

                  megi31
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 1

                    Wiem coś o lękach i zniechęceniu, nie spotkałam jeszcze większego lękowca ode mnie:(
                    niekiedy jest lepiej ale generalnie stany depresyjne mam co chwila…
                    Może nie jest tak że boję się wyjść z domu ale boję się ruszyć gdziekolwiek dalej, podróże to dla mnie koszmar, a kiedyś to uwielbiałam i byłam ciekawą świata osobą, teraz od lat mam już stany lękowe, dołki i napięcia, bardzo przeszkadza to w normalnym życiu…
                    pojęcia nie mam już co z tym robić, dobrze jest kiedy ma sie kogoś bliskiego kto może cie wspierać, ja nie mam tekiej osoby. przeszłam już terapię nerwic ale czuje ze moje problemy wynikają z dzieciństwa, dalej czuję sie jak skrzywdzone dziecko, które bardzo potrzebuje milości i opieki…ale jestem już dawno dorosła i tamte czasy już nie wrócą, jak się pozbyć lęków? coż nie umiem w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie.
                    pozdrawiam wszystkich

                    donia
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 12

                      Witaj Megi. Piszesz, że nie masz takiej osoby z którą mogłabyś się pewnymi sprawami podzielić-oto mój mail donias@autograf.pl. Jeżeli masz ochotę to pisz. Pozdrawiam wszystkich:)

                      Anonim
                        Liczba postów: 20551

                        Mi pomaga przymus, musze gdzies wyjść bo sie umowiłam, musze sie zmusic, bo cos obiecałam, pomaga mi tez działanie, jakies takie małe kroczki, ktore pomagają mi się rozpedzic. Tez zmieniam swoje mysli, wmawiam sobie,ze bedzie dobrze, ze sie niepotrzebnie nakrecam i uspokajam sie, uspokajam swoje mysli jak tylko moge.Szukam pozytywów.
                        Ale to wszystko jest bardzo meczące i czasami mimo wszystko dopadają mnie te leki przed zyciem i taka obojętność.
                        Zmusiłam sie,zeby wyjśc, ale wczesniej oczywiscie znowu musiałam czuc ten stres.
                        Mam dzisiaj całkiem dobry nastrój, ale nie jest powiedziane, ze za chwile tak jak własnie napisała Sowa, znowu moja głowa nie zacznie mnie ciągnąc w dół. Mam dość zmienne nastroje.
                        Zaplanowałam sobie juz jutrzejszy dzien, by nie dac sobie szansy na jakiąś obojętność, ktora sprawi, ze nie wiele zrobię, ale ja juz mam dosc, chce po prostu chciec bez przymusu, zmuszania. Brakuje mi takiej spontanicznosci wynikajacej z chcenia, robie wszystko na siłę.Tak jak ta obrazowa guma w poscie Yucci.
                        Rozciąga sie, a pozniej znowu stagnacja.
                        Mogę sobie wmawiac, ze robię coś bo tego chciałam, ale czuję ze nie do konca tak jest.

                        Yucca, mozliwe ze to odbijaja sie jakies zaburzone relacje w dziecinstwie, brak poczucia bezpieczenstwa, strach, poczucie zalu, ponizenia,negowanie moich uczuć itd.ale ja sobie zdaje sprawe co mnie raniło, zdaję sobie sprawe tez ze tego nie nadrobie, ze to juz mineło i jedyne co moge zrobic to powalczyc z tymi skutkami( o ile wynikają z dziecinstwa), nastawiac sie pozytywnie i walczyc z tym lękiem, swoimi dołkami, nawet nie wiem czy nie sa bardziej spowodowane jakimis takimi zwykłymi problemami nasilonymi wiosną niz z wczesniejszymi urazami, bo z nimi sie poniekąd oswoiłam,moze łatwiej mi wpadać w stany depresyjne bo smutek był dla mnie czymś blizszym niz radośc, moze jestem dosc wrazliwa.
                        Moze podswiadomie mnie blokuje dziecinstwo, ale nic sie nie da zrobic, moge jedynie zmienic siebie i swoje myslenie, nie zmienie innych ludzi ich stosunku do mnie i nie naprawie ich problemow, by nagle zmienic ich nastawienie, moge jedynie zmienic swoje.
                        Już dawno rozgrzebałam swoje dziecinstwo, wylałam litry łez, o mało ze sobą nie skonczyłam, przekopałam wszystko,zmieniłam swoje nastawienie o 180 stopni, przez jakis czas towarzyszyła mi niezmącona radość, nauczyłam się ufać, zaprzyjaźniac, cieszyc wewnętrznie a nie tylko z zewnątrz, będąc smutna w środku. Oswoiłam to w koncu.
                        ( Teraz sobie tak myślę, ze faktycznie nie nauczyłam się nie bać)
                        Moze moje dziecinstwo jest moją słabą stroną, moze nie stałam się w pełni takim człowiekiem jakim mogłabym byc mając zaspokojone potrzeby emocjonalne,moze miałabym wyższą samoocenę i wiarę w siebie, ale jestem kim jestem i tylko ja mogę byc sobą, a chcę byc silna.

                        Moze bierze ktoś z Was jakies tabletki przeciwlękowe, jesli tak to czy pomagają, moze ten lęk jest zwiazany z jakas fobią, oderwaną od dzieciństwa, moze wystarczą jakies leki zeby ja zminimalizowac i w koncu sie jej pozbyc na zawsze, albo medytacja?
                        Do tych co medytują czy macie moze ksiązki w pdfie?

                        Nie mam pojęcia co z tym zrobić a mam juz dosyć tych moich schiz.

                        I dziękuje Wam wszystkim, ze napisaliscie, myslałam, ze jestem odludkiem, a do napisania tego posta zbierałam sie chyba przez godzine, nie byłam pewna czy odpiszecie.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.