Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › znowu… :(
-
AutorWpisy
-
Witajcie.
Już tyle razy mi się wydawało, że więcej już tutaj nie zajrzę, temat jest za mną, była roczna terapia, w ogóle jakoś się to życie w miarę układa, przecież nie mam tak najgorzej, mój ojciec nie pije od 8 lat… po raz kolejny okazało się, jak bardzo się myliłam.
Dzisiaj wypił. A właściwie pije od tygodnia, jak twierdzi. Popija: przyłapaliśmy go z bratem z litrową butelką. Wypite było 0.7l. Przypuszczamy, że sączył tak cały tydzień, ale dzisiaj już łatwo było poznać, że jest pijany.
Chwilkę z nim pogadaliśmy, ale to była krótka wymiana zdań. Na pytanie, dlaczego zaczął pić, powiedział, że "nie ma do kogo gęby otworzyć" i że "czasem bywa ciężko." Przy czym ostatnio był na jakimś wyjeździe, gdzie – jak przyznał – wypił 2 piwa. Czy było ich 2, czy 10, tego nigdy się nie dowiemy…
I ja, i mój brat czujemy się maksymalnie bezradni. Piszę do Was, bo może ktoś z Was był w podobnej sytuacji? Co robić? Jak go namówić na powrót na terapię, jakich argumentów użyć?
Każda rada bardzo mile widziana…
Jeśli ojciec nie pil tyle lat, a nie potrafil zmienic swojego życia na satysfakcjonujace, nie nauczyl sie radzić sobie z problemami w zyciu, nadal nie wie gdzie znaleźć przyjaznych ludzi – to znaczy, ze poza odstawieniem butelki nie zrobil nic…
millcia01 zapisz:
” Co robić? Jak go namówić na powrót na terapię, jakich argumentów użyć?”
Zadnych…
Bo żadne nic nie dadzą…
Twierdzisz, że jesteś po terapii, powinnaś więc wiedzieć, że nie wytrzeźwiejesz za niego,nie przeżyjesz życia za niego,nie jestes winna jego piciu, ani odpowiedzialna za jego trzeźwienie.
Jestes osobnym czlowiekiem i powinnas dbaćo swoje życie.I mowi Ci to
Gonzo.pl – trzeźwy alkoholik oraz DDDNa wstępie szalenie dziękuję za odpowiedź!
Eh, szczerze mówiąc, miałam trochę takie wrażenie, że jego "zdrowienie" ograniczyło się do odstawienia butelki, chociaż nie powinnam chyba tego oceniać. Zdaję sobie sprawę z tego, że to jest jego decyzja, każdy żyje swoim życiem… wiem, że nie mogę zrobić niczego na siłę, ale po prostu nie wyobrażam sobie, że ten cały koszmar może teraz wrócić… chciałabym temu w jakikolwiek sposób zapobiec – na tyle, na ile mogę… najbardziej ze względu na brata i mamę, którzy z nim mieszkają i znowu przeżywaliby piekło.
A jeśli to wszystko wróci… czuję potwornie bezradna, absolutnie nie wiem, co zrobić. Myślałam, żeby z nim jutro szczerze i spokojnie porozmawiać. Sądzisz, że to dobry pomysł?
„Twierdzisz, że jesteś po terapii, powinnaś więc wiedzieć, że nie wytrzeźwiejesz za niego,nie przeżyjesz życia za niego,nie jestes winna jego piciu, ani odpowiedzialna za jego trzeźwienie.”
Jeśli chodzi o terapię, były to spotkania indywidualne, nawet mi przez myśl nie przeszło wtedy, że poruszyć temat ewentualnego powrotu ojca do alkoholizmu… dlatego kompletnie nie wiem, co robić 🙁
Powrotu do alkoholizmu, powiadasz…
Alkoholikiem się po prostu jest. Raz i na zawsze. I do końca życia trzeba o tym pamiętać jako o najważniejszej sprawie.
Pewnie ojcu wydawało się, ze już się wyleczyl. Z alkoholizmu nie da się wyleczyć.
Nawet nie wiesz, czy on chce przestać pić.Cóż, wskazany bylby dla niego powrot na terapię,regularne mitingi AA, nawet codziennie, poznanie tam ludzi,poczucie wspólnoty, przynalezności. Ale Ty za niego nic nie zrobisz…
Co do rozmowy z nim odpowiedzi Ci nie dam, bo nie wiem…
Najlepszym wyjściem (wedlug mnie) byloby, żebyś Ty jak najszybciej porozmawiala z terapeutą, są dyzury w osrodkach. Ale nie po to, by pomóc ojcu, ale by wiedzieć jak zadbac o siebie.
Jakie są efekty Twojej terapii, jesli Twoje życie nadal koncentruje się wokól alkoholika?źle się wyraziłam z tym powrotem do alkoholizmu, jestem trochę roztrzęsiona wszystkimi wydarzeniami i jakoś trudno jest mi znaleźć słowa tak, żeby się sensownie wypowiedzieć.
ogólnie też od razu na myśl przyszła mi terapia, chociaż faktycznie w pierwszej kolejności pomyślałam o nim… chyba faktycznie ja też powinnam jeszcze wrócić na terapię.
dziękuję za informację o dyżurach w ośrodkach, nawet o tym nie wiedziałam. Twoje wypowiedzi troszkę mi chyba otworzyły oczy, niemniej jednak poczucie bezsilności i biernego czekania na rozwój wypadków jest w tej chwili dla mnie tragiczne i przerażające…
Jutro postaram się z nim porozmawiać na spokojnie, szczerze. Jeśli tego nie zrobię, będę miała na pewno wyrzuty sumienia, że byłam bierna.
Spokojnej nocy.
Pozdrawiam serdecznie.
MarekDziękuję za odpowiedzi i również życzę spokojnej nocy 🙂
I jak się śpi?
Byle do rana. Rzeczywistość wróci.Wiem, że wróci, wiem też, że od tego nie ucieknę. Nie wiem za to, co miała wnieść konkretnego Twoja uwaga. Zwróciłam się do Was, bo tracę grunt pod nogami i szukam drogi.
Jak na razie będę zaraz dzwonić do ośrodków leczenia uzależnienia i współuzależnienia. Chętnie skorzystałabym z rady Gonzo i poszła osobiście na spotkanie, ale niestety nie mam takiej możliwości. Czuję się trochę tak, jakby zostało mi tylko czekać na rozwój wypadków, co mnie absolutnie przeraża, bo domyślam się, jaki on będzie… Gdyby ktoś z Was miał jakikolwiek pomysł, co można zrobić jeszcze poza kontaktem z ośrodkiem, będę wdzięczna.
Hej! A masz jakąkolwiek możliwość wyprowadzenia się? A tak w ogóle to nie masz wpływu na to co on zrobi….Ratuj siebie…..Jesli tylko oczywiście możesz….A jak z Twoimi siłami, byłabyś w stanie np pracować i gdzieś egzystować poza domem? Pytam, bo sama niestety przez ostatni rok zwyczajnie nie miałabym siły gdzieś żyć…Nadal nie jest różowo, po prostu mam depresję, jest lepiej, ale nie wiem czy to nie jakieś chwilowe przebudzenie…
Jakie miałabyś realne możliwości zostawienia tegokramu i zycia na własną rękę? A ojcem zupełnie się nie przejmuj, zajmij się sobą. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.