Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD znowu ja.. i ja.. mimo że są święta..

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 16)
  • Autor
    Wpisy
  • śpioch
    Uczestnik
      Liczba postów: 215

      kolejne święta popsułam. bo jestem niewybaczalną psują. nie umiem chamować emocji. zapanować sama nad sobą, czasem wydaje mi się że znaku równości z moją osobą i tym określeniem nie ma i nie ma szansy żeby zainstniał.

      bardziej zrozumiale to tak, że wyładowałam smutek i agresję na Mamie. nie zasłużyła na to. i nie umiałam być dla niej Córką. jestem przypadkiem który do tego miana nie dorósł. mam siebie tak serdecznie dość. i tego że mam dość. i że jestem nadal taka sama, nawet gorsza. zupełnie jakbym cofała się w rozwoju emocjonalnym. aa powinno być inaczej, bo nie młodnieję, a wręcz przeciwnie.

      i tak chciałabym żeby ktoś ze mną porozmawiał. i tak boję się tej rozmowy.

      nie umiem być z kimś. nie umiem być sama. nic nie umiem.

      kaktus
      Uczestnik
        Liczba postów: 694

        Tak jak ja. Drę się na moje rodzeństwo, jakby specjalnie robili mi na złość, a nie byli tylko dziećmi. Ja nigdy nie byłam dzieckiem. Pamiętam parę beztroskich sytuacji, które zostały zneutralizowane paskudnym opierniczem, wszystko pamiętam do dziś. Może dlatego im na nic nie pozwalam i wymagam od nich, jak mówią moi rodzice, wojskowego porządku? Ja wiem, że to potworne, chcę być inna, normalna! Tylko że ten smutek mnie przytłacza zwłaszcza w Swięta – a zauważyłam to dopiero przedwczoraj. Kiedyś wydawało mi się, że te kłótnie to zbiór jakichś głupich przypadków. Teraz wiem, skąd się to wzięło, ale co mam z tym zrobić? Jestem wyrozumiała w 2 przypadkach: kiedy mam święty spokój, albo jak mi się w życiu układa. A nie układa się już dawno. I co, mam wszystkich za to obwiniać? Kręcę się w kółko z niewielkimi "skokami w bok", bo normalne życie to dla mnie albo nuda i szarzyzna, albo abstrakcja.
        Miłości się boję, naprawdę. Ogarnia mnie panika jak pomyślę, jakich skrajnych emocji mi dostarcza.

        Edytowany przez: kaktus, w: 2007/12/25 16:36

        Vis
        Uczestnik
          Liczba postów: 95

          ja gdy patrzę na moją schorowaną matkę mam wyrzuty sumienia. powinienem jej pomagać we wszystkim, tak myślę, a ja myślę o sobie. tak od jakiegoś czasu myślę o sobie bo wiem że powinienem i terapeuta tak twierdzi. nie jej wina tego co było chciała dobrze i ojciec może też do pewnego stopnia nie chciał źle, ale za dużo wycierpiałem. święta to taki trudny okres, z jednej strony lubię z drugiej przychodzą smutki. Spiochu, Kaktusie gdy sobie przypomnicie te złe chwile to gdzieś ten żal musi mieć ujście i nie dziwne że w kłótniach, może lepiej, że człowiek tego nie tłumi w sobie.

          śpioch
          Uczestnik
            Liczba postów: 215

            i nigdy nie poddawać się w byciu sobą?
            a jak ja nie wiem kto to jest ta ja? ta złoszcząca się osoba..

            Vis
            Uczestnik
              Liczba postów: 95

              ja też czasem nie wiem kim jestem, ciągle się zastanawiam. zastanawiam się co mam robić teraz jutro, a nawet czy wczoraj dobrze zrobiłem. czy tak właśnie ja prawdziwy powinien postąpić. wydaje mi się że nie ma drogi na skróty, przez wszystko trzeba przejść. przez ten żal też. nie chodzi o użalanie się nad sobą ale o prawdę, stwierdzenie faktów. nie trzeba matce czy ojcu mówić wprost w twarz "mamo skrzywdziłaś mnie, uszkodziłaś". ale trzeba to SOBIE uświadomić. a potem się "naprawiać". nie wiem czy dobrze myślę może kto inny odpowie.
              "nigdy się nie poddawać" to takie moje – ja się nie poddaję, ale czasami załapuję doła, naprzykład po tym jak czemuś nie dam rady. trzymaj się pa

              kaktus
              Uczestnik
                Liczba postów: 694

                Ja bym sie chętnie poddała,choćby dzisiaj…. już mnie to dopadło po powrocie z przerwy okoloświątecznej.Powinnam sie uczyć,siedzieć nad swoja pasją, żeby być dobra w tym,co robie…a tkwię w pracy, która daje mi marne,ale jakieś,pieniądze. Po to tylko,żeby je mieć.No i nie wiem,co mam zrobić…

                nocebo
                Uczestnik
                  Liczba postów: 2

                  Chciałam sie przywitać, bo jestem tu nowa, to znaczy kiedys juz pisałam ale przestalam, wiec witam wszystkich. Chociż już po świętach, to ja do tej pory odcziwam okropny smutek. Wolałam zostac sama w święta niż spędzać je z kimkolwiek, odrzuciłam zaproszenia, bo to wcale nie tak że nikt mnie nie zapraszal, po prostu nie bylam w stanie spedzićich z innymi. Lezalam w łozku. Tak samo bylo w sylwestra, tylko wtedy jeszcze wspomagalam sie odpowiednimi srodkami bo nie dałabym rady. Wcale nie dlatego ze nie miałam z kim spędzić sylwestra. Ja po prostu nie chciałam, wolałam zostać sama i użalać się nad sobą. Kurcze, najgorsze w tym wzystkim jest to, że tak dobrze znam swój problem i nic z tym nie robię. Ja tak sama jak śpioch nie umiem być sama, nie umiem byc z kimś, wkrótce skoncze 26 lat a zdecydowałam niedawno ze zostane sama. Nie potrafie chyba kochać, nie wiem co to jest. Nie wiem czemu, ale jestem sparalizowana, to jest tak jakbym pławiła się w tym cierpieniu bo tylko do takiego stanu jestem przyzwyczajona, a terapia mi niestety nie pomogla… a teraz chyba czeka mnie bezsenna noc…

                  śpioch
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 215

                    hej nocebo… fajno że znowu jesteś 🙂 nie wiem czy to kwestia wieku w jakim mniej więcej jesteśmy czy takiego etapu dojrzewania… to niemiłe co czuję, niewygodne w codziennym życiu.. ja czuję się jak niepotrzebny sprzęt, no… robocik może :blink: tylko że ja granice zaznaczyłam już tak dawno że innego niż prawie samotne święta i sylwester scenariusza po prostu nie widać..

                    i dziwnie jest przeczytać że to też czyjeś życie i problem taki jak kogoś kogo nie widziałam nigdy.. i raczej słowa te nie są krzepiące.. chyba nie zawsze można zagrzewać do walki.. to jest męczące..

                    i kaktus:cheer: …
                    widzę że i tu jestem do kogoś podobna.. zależy mi na studiach a żeby na nie mieć wypompowuję się w mało twórczej pracy.. w tej chwili jakby brak mi było zadowolenia z tego co robię.. każde działanie z którego wynika coś co mi się podoba okazuje się że ma większę "ciemną stronę"…
                    to zniechęcające.. nie wiem już jak się motywować.. mam dość a teraz właśnie powinnam wziąść się w garść..
                    a tak naprawdę mam otwarte dłonie które zdrętwiały w tej pozycji i nie umiem już ich zamknąć, choiaż bardzo bym tego chciała..

                    dziękuję Wam. i nie za to że czuję się tu jak "w grupie"
                    nie widzę Was, widać tu tylko i aż myśli. dziękuję Wam za wasze myśli

                    Asia

                    babsy
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 155

                      Skąd ja to wszystko znam? Tez popsułam Wigilię. Przyjechałam w nastroju "melancholijnym". Przy stole tylko ja, matka i ojciec. Ojciec pyta, czy chcę wina. Ja mówię, że nie, bo jestem samochodem i w ogóle nie mam ochoty. To on nalewa sobie sam. Potem jeszcze jeden kieliszek i jeszcze… Zmienia mu się twarz, zmienia ton głosu, zaczyna się "rozmiękczać" i gadać durne teksty, jak to zwykle po alkoholu. Ja już wiem, jak to wszystko dalej będzie wyglądało i skóra mi cierpnie. Przyjeżdża moja starsza siostra, siadamy do stołu. Zjadamy w 5 minut. Siedzimy. Próbujemy rozmawiać. Mój ojciec bredzi, matka śmieje się nerwowo i próbuje go uspokoić, siostra się śmieje. Ja siedzę sztywno i czuję, jak coraz bardziej się spinam. W końcu wybucham, zaczynam jakąś "poważną rozmowę" z sobą w roli głównej. Wylewam żale. Ojciec chyba odszedł od stołu. Matka zaczęła szlochać. Siostra mnie ochrzania, że jestem dorosła, że dość tych resentymentów, ze muszę żyć na własny rachunek i odpuścić ojcu. Ona potrafi się z niego śmiać, z jego wyglądu po piciu. Ja nie. W takich chwilach naprawdę go nienawidzę. Przypomina mi się palący wstyd, gdy upijał się przy ludziach, gdy holowano go z wesela siostry, kompletnie pijanego. I tak dalej. Wpadam w megadoła. Czuję się winna, że zepsułam Swięta. O 19.00 wsiadam w samochód, wracam do swojej kawalerki. Tylko tu czuję się bezpiecznie…
                      A inni mają normalne domy, normalne Swięta, na które czekają z radością. Ja rokrocznie czekam ze smutkiem, irytacją i "melancholią". Chcę mieć je jak najszybciej za sobą, najchętniej spędziłabym je u obcych ludzi, którzy potrafią się szczerze śmiać i być ze sobą blisko.
                      Potrzebuję pomocy. Czuję się samotna, zagubiona i nierozumiana. Czuję się nienormalna, czuję się ciężarem wobec innych, czuję, że wszystko psuję. Czuję, że lepiej byłoby dla wszystkich, gdybym się nigdy nie urodziła.

                      śpioch
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 215

                        to taki rodzinny brak zrozumienia. raczej nie kwestia a po co nam ona. okaże się że jesteś potrzebna, zobaczysz. i jeszcze to się chyba też nazywa brak troski..

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 16)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.