Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Związek z DDA
-
AutorWpisy
-
Dzięki Wam i moim przyjaciołom udało mi się to trochę poukładać w głowie, ale dużo jeszcze pracy przede mną. Możliwe że zrobił to także On… Albo po prostu bardziej się zaangażował po tym jak… trochę odpuściłam. Do genialności jeszcze wiele brakuje, ale obecnie jestem szczęśliwa 🙂
Zatem – po pierwsze trochę odpuściłam – przyjaciółka powiedziała mi że jak na ponad 1,5-miesięczną znajomość reaguję zbyt emocjonalnie. Powinnam w pierwszej kolejności myśleć o sobie i żyć tak jakby On w każdej chwili mógł zniknąć z mojego życia. I wiecie co? To naprawdę pomogło. Nie mówię że to proste, ale daje duże efekty 🙂 Z powrotem odzyskałam radość z tego co wcześniej sprawiało mi frajdę. To że mam spotkanie z przyjaciółmi i będę mogła spotkać się z nim dopiero później sprawiło, iż zaczęło mu zależeć – nie jestem w końcu na każde zawołanie. Wprost mówimy sobie na co nie mamy ochoty – ja np. na wyjście na piwo, a on na wycieczkę do Wilanowa – i nikt nie robi z tego afery. Nasze spotkania mają sprawiać nam (nie jednej ze stron) przyjemność – i w rezultacie tak jest. Oczywiście łapię się na tym że chciałabym Go zobaczyć chociaż na 15 minut każdego dnia, ale skoro wiem, że jest wykończony to chyba lepiej aby się te 15-minut wcześniej położył spać i aby wstał wypoczęty do pracy. Poza tym codziennie się słyszymy – miło z rana usłyszeć życzenia udanego dnia 🙂 Uczymy się rozmawiać – chociaż jest to trudne. Może trochę przez to że ja bardzo dużo rzeczy analizuję i rozkładam na czynniki pierwsze (umysł ścisły). Powiedział mi ostatnio, że przecież nie da się obgadać wszystkich potencjalnych problemów i poszukać rozwiązań – to tak nie działa. No i że zbyt dużo rzeczy traktuję zbyt poważnie, co go bardzo stresuje… Trafił z tym chyba w sedno, więc przez to też trochę odpuściłam. I wiecie co? Dawno nie był tak czuły. Czuję jak o mnie zabiega… Zobaczymy czy tak będzie dalej 🙂
Dzisiaj trudny wieczór przede mną bo nie będziemy się widzieć – trochę ciężko znoszę takie dni. Ale wiem że warto – i to z 2 powodów – dla walki o moje lepsze zdrowie psychiczne i dla dobra tego związku. Podejrzewam że z czasem nie widzenie się przez kilka dni nie będzie stanowiło takiego problemu – gdy w pełni zniknie niepewność o „jutro”.
sa dwa dni w Twoim zyciu, na ktore nie masz wplywu : wczoraj i jutro. Wczoraj to jedynie HISTORIA… jutro to jedynie MRZONKI…
Jedyny dzień w ktorym masz jakikolwiek wplyw na swoje życie jest DZISIAJ 🙂
Pomysl o tym 🙂
Nie tylko Ty, mamk …. inni też niech sobie troche „pomedytują” te mysl …. 🙂
Mamk, trzymam kciuki.
Co jakiś czas czytam sprawdzam nowości w wątku bo jest mi on poniekąd bliski. Już na początku czułam, że może wchodzić w grę jakieś „uzależnienie”. Widać to po tym jak człowiek sam przed sobą próbuje tworzyć usprawiedliwienia. Dobrze, że pracujesz nad sobą i życzę samych sukcesów bo chyba dobrze się zapowiada 🙂
Chcę podzielić się z Wami dalszymi losami…
1) Tydzień po moim ostatnim poście udało mi się dostać na bezpłatne spotkanie z psychologiem. Opowiedziałam o sobie, o nim, o moim DDD, jego DDA i o tym jak wygląda ten związek. Wyszłam z przekonaniem, iż jest to związek toksyczny, ale nie do końca wiedziałam co z tym faktem zrobić. Czy poczekać i zobaczyć jak się rozwinie (nadzieja, że może uda nam się rozwiązać te problemy) czy zakończyć jak najszybciej (jak sugerowała psycholog)?
2) Refleksje nie były długie, bo wieczorem On postanowił się ze mną rozstać – bo podobno próbuję nim manipulować. Zrobił to przez telefon (bo niby tak było mu prościej). Ta noc była masakryczna. Byłam na wieczór umówiona ze znajomymi i chyba nigdy się tak nie spiłam… Oczywiście pisał do mnie jakieś sms’y (pt. że źle się z tym czuje ale tak będzie lepiej, czy wszystko w porządku, że się niepokoi bo nie odpisuję). No i jak procenty zaczęły działać to się złamałam i odpisałam. W sumie – to się załamałam. Dobrze, że moi znajomi zabrali mi telefon – i z nim rozmawiali jak zadzwonił. Konkluzja na koniec następnego dnia była taka, że spotkamy się za 2 tygodnie i na spokojnie porozmawiamy – jak opadną emocje.
3) Stan obecny – jesteśmy ze sobą i mieszkamy razem. Ktoś może powiedzieć że zwariowałam – możliwe… Wcześniej doszłam do wniosku, że mam zbyt duże naciski w domu w wielu kwestiach i muszę się wyprowadzić. Gdy to zrobiłam to już pierwszej nocy do mnie przyjechał – możecie mówić co chcecie, ale potrzebowałam tego w tamtym momencie (nie wiem do końca czy jego, ale tego by nie być sama). I tak od tych prawie 2 miesięcy spędziliśmy w osobnych łóżkach 3 noce. Na początku chciał żeby to była sprawa otwarta (wiem, że spotykał się z jakąś inną dziewczyną) i (o dziwo!) zgodziłam się na to, ale ostrzegłam iż może tak być tylko przez krótki czas, bo wiem że zamknę się w sobie emocjonalnie, więc w najbliższym czasie będzie musiał zdecydować co dalej. Na drugi dzień po tych moich słowach stwierdził, że nie chce bym się zamykała i (jak to górnolotnie nie zabrzmi) – zostaliśmy parą. Są lepsze i gorsze chwile. Z rzeczy ciekawych – poznałam jego byłą żonę (nie chciał bym sobie coś dopowiadała na temat ich relacji – miał sporo kłótni ze swoją wcześniejszą dziewczyną w tej materii, więc wolał mnie zapoznać i jak to stwierdził, że „skoro już mamy być ze sobą to powinnam”). Jest teraz inaczej – tak spokojniej, nie ma górek i dołków na tym poziomie co były w styczniu czy w lutym – jakby ktoś przygłuszył emocje. Mam jednak wrażenie, że to głównie ja się staram. Jest mu na pewno wygodnie – za dużo się nie dokłada do mieszkania (mam postanowienie by to zmienić), a ma dach nad głową, bliższy dojazd do pracy, jedzenie podane i brak awantur. Czasami okazuje mi uczucia, ale bardzo sporadycznie. Bardziej to ja muszę wychodzić z inicjatywą. Jestem tym już trochę zmęczona. Przestałam nalegać na seks. Potrafi do mnie zadzwonić i przeprosić że jest taki zimny – to jest chyba coś co łapie mnie za serce i mu to wybaczam. Ostatnio poprosił mnie o wolny weekend – że chce go spędzić sam i… nawet nie zaprotestowałam. Wiem, że mnie lubi i mu na mnie zależy – chociaż z drugiej strony to tylko słowa – czasami brak jest pokrycia tego w czynach. Jednego dnia powiedział, iż nic do mnie czuje. Dalej nie wiem czy to była jego obrona przed emocjami które w nim zaczynały kiełkować czy raczej atak na mnie bym go w przyszłości nie zraniła… Powiedział, że jest gotów poznać moich rodziców (ale jakoś nic z tym nie robi), że może byśmy przewieźli wszystkie jego rzeczy do mnie (ale temat umilkł), że byśmy gdzieś wyjechali (ale jak miał dojść co do czego to wolał byśmy zrobili większe zakupy ciuchowe)…
4) Dzisiaj czuję się trochę wyprana z emocji. Gdyby ktoś mnie się spytał o obecne stosunki z nim – odpowiedziałabym: poprawne. Coś nie do końca działa tak jak powinno. I nie wiem w czym jest rzecz. Może ten weekend pozwoli uzyskać odpowiedź na to pytanie. A – i w rezultacie nie chodzi na terapie DDA, więc raczej nie mam co się spodziewać że będzie lepiej… Mimo wszystko coś do niego czuję… Może już nie te fajerwerki co były jakiś czas temu, ale jednak… Nie jest to jednak czas w którym powinnam dalej chodzić w chmurach w amoku zakochania?
Witam.
Nazywam się Patryk i teoretycznie jestem w związku z kobietą z przeszlością (nie lubię używać zwrotu DDA). Dlaczego teoretycznie? Ponieważ od ponad roku mój kontakt z nią praktycznie nie istnieje. tzn. ja próbuję nawiązać z nią jakikolwiek kontakt lecz ona na każdą próbę reaguje tak samo czyli milczeniem. W tym momencie możecie pomyśleć, że sprawa jest prosta. Po prostu mnie nie chce i musze sie z tym pogodzić ale wlasnie w tym momencie zaczyna się mój problem z którym nie mogę sobie poradzić. Sprawa wyglada tak, że daje mi 'znaki’ abym o nią walczył (przynajmniej tak mi się wydaje ze właśnie po to daję mi te znaki). Dziwnie to brzmi ale już wyjaśniam na przykładzie. Tydzień przed jej imieninami wstawiła zdjęcie profilowe na fb, to samo zdjęcie ma ustawione jako zdjęcie w tle i dokladnie o tym zdjęciu tj. zdjęciu w tle które ma po dzień dzisiejszy mówiłem że jest to jedna z dwóch rzeczy która daje mi nadzieje ze jeszcze nie jest wszystko przekreslone. Dlaczego jedna z dwóch? Ponieważ pierwszą i kluczową rzeczą jest fakt, że powiedziała że 'bedzie zawsze’, że 'nigdy nie odejdzie’, i że to ja nie bede czekal na nia jak taka sytuacja bedzie miala miejsce… Mówiła że w poprzednich związkach działo sie podobnie, czyli też były okresy milczenia z jej strony ale nie tak długiego. Wracając do jej imienin. Ponad dwa miesiące wcześniej powiedziałem jej że juz nie mogę tak funkcjonować i odchodze z tego 'ukladu’. Nie było to prawda. Chciałem w ten sposób ją nakłonić do odezwania za co po dzień dzisiejszy bije się w pierś. No i się odezwałem z życzeniami. Zadzwonilem ale……….. zablokowała mój numer telefonu. Napisałem smsa z zyczeniami to po 3 godzinach odpisała „Dziękuję za zyczenia. Pozdrawiam. Imię Nazwisko…” pomysłałem ok. kolejna gra, super, ciekawe jak długo jeszcze. Po dwóch/trzech tygodnia od tego wydarzenia stwierdziłem że nie mogę siedzieć w miejscu i musze coś zrobić. Pojechałem do niej z kwiatami, padłem na kolana przed jej blokiem i czekałem. Doczekałem się… Powiedziała: „Dawno Ci juz powiedzialam że nic od Ciebie nie chce. To moje życie i mi go nie pier**l”… Fakt, powiedziała mi kiedyś że nic juz ode mnie nie chce. Tak się złożyło że wtedy pracowaliśmy razem i w dodatku była moją przełożoną… Po tych słowach stwierdziłem ze skoro tak to nie widzę przyszłości z tą firmą i w takiej relacji z moją przełożona. Po złożeniu rezygnacji z pracy zostało mi 7 dni wypowiedzenia. Przez ten czas na każdym kroku pokazywała że ją to nie rusza i dosłownie skakała z radości. Uśmiechnięta. Szczęsliwa. Gadatliwa. Gdy w końcu odszedłem i nasze drogi miały się już nigdy nie złączyć dostałem wiadomość z pretensjami od niej ze z niej rezygnuje i chce o niej zapomnieć… No i znowu zacząłem o nią walczyć, tylko z taką różnicą ze już nie pracowaliśmy razem. Od tego momentu, a był to poczatek marca ubiegłego roku widziałem ją raz. Jak wyszła do mnie gdy klęczałem i oznajmiła zebym nie niszczył jej życia……………………………………………………………………. Było to 13 listopada 2015. ……………………………………………… 24 grudnia 2015 roku odezwałą się z życzeniami świątecznymi. Zaznaczę że zawsze jak milczała a zdarzały się takie momenty tez przed jej 'milczeniem rocznym’ ale jakos to wracalo do normy i zylismy razem, NIGDY, czy to urodziny, czy jakakolwiek inna okazja nie pisała z żadnymi życzeniami czy z czymkolwiek. Stwierdziłem że to jej kolejny element gry która za mną ciągnie juz bardzo długo i co prawda podziękowałem jej i również złożyłem życzenia stwierdzilem ze sięnie odezwe z zyczeniami noworocznymi i sie nie odezwalem. Moi Drodzy. Teraz przejde do sedna. Napisałem ten post bo się boję czy dobrze zrobiłem. Wiem ze ona coś ode mnie chce. WIem, że się da to uratową i wiem ze nie jestem jej obojętny ale jak mam zrobić żeby sie do mnie odezwala. Co mam zrobić. Mogę zrezygnować z tego wszystkiego ale uwierzcie mi. Nie spotkałem nigdy w życiu bardziej wartościowego człowieka i nie zamierzam się poddać. Nie ma takiej opcji żeby się poddał wiec jesli czytasz tego posta i zamierzasz mi pisać ze nie wytrzymam i ze się rozchoruje czy że moja głowa nie wytrzyma, nie piszcie nic takiego. Ja już jestem chory, Zaobserwowałem ze jestem, moze juz byłem a może sie stałem bardzo podobny do niej. Ale co się dziwic jak próbuję ją zrozumieć i zrbić tak żeby jej nie skrzywdzić ale nie wiem czy sie tak da. Czytam wszystko co dotyczy DDA. Byłem u psychologa to mi powiedzial ze musze zrozumieć siebie, że nie mam granic ale w żaden sposob mi nie pomogl rozwiazac mojego problemu. Mówią że wszystko jest możliwe jesli się wystarczająco tego chce. Zależy mi na niej jak nigdy na nikim mi tak nie zależało. Nie zamierzam się poddać choćbym miał paść z wyczerpania. Na codzień jest dobrze tylko czasami mam słabsze dni i płącze… ale nie wszystkie łzy są złe… Czy ktoś potrafi mi pomóc? Coś zasugerować? Możliwe że niewiele zrozumiecie z tego co napisałem dlatego chętnie odpowiem na każde pytanie, wysłucham każdej porady i obiecuję ze każda z wyjątkiem 'odpuść sobie’ przemyśle.
Po pierwsze nie narzucaj czego nie chcesz usłyszeć, ponieważ na tym forum jest wiele doświadczonych podobnie ludzi i jeśli już poprosiłeś o pomoc to bierz wszystko na klatę.
Jeśli myślisz, że ktoś nie rozumie co napisałeś to jesteś w błędzie. Myślę, że większość tu rozumie, ale do sedna…
Rok temu miałem podobną sytuację, z którą nijak nie potrafiłem sobie poradzić. Dziewczyna z którą „byłem” nie odzywała się, nie tęskniła, nie szukała bliskości itd itp. Było mi z tym bardzo źle i doszedłem do wniosku, że przecież to ja się źle czuję, więc ode mnie zależy czy będę szczęśliwy, czy nie. Zacząłem pracować nad sobą. Codziennie mówiłem sobie, że to nie jest sytuacja w której czuję się dobrze. Kiedy tylko mogłem odrywałem myśli od tej sytuacji i po kilku tygodniach było już na tyle dobrze, że nawet ja nie parłem na kontakt, ponieważ zacząłem być znowu sobą i robić swoje rzeczy.
To co masz teraz to klasyczny toxic. Musisz zdać sobie sprawę, że to chemia tak działa na Twój mózg i jest to normalne. po prostu nie wkręcaj się zbytnio i nie rozmyślaj. Nadinterpretacja jest totalnie niepotrzebna. Najpierw TY musisz być szczęśliwy, żeby być szczęśliwym i kimś drugim.
Reasumując…nie musisz odpuszczać, bo jak widzę jesteś w środku tzw chemii, a wtedy człowiek nie myśli racjonalnie. Pracuj nad sobą, wszystko co myślisz zapisuj i próbuj siebie lepiej poznać. Dzięki temu możesz zdystansować się do siebie i tym samym do innych (to bardzo zdrowe)
Pamiętaj, że to Ty się źle czujesz i to Ty musisz chcieć przestać się źle czuć…warto popracować 🙂 Uwierz mi przerobiłem to jako partner kobiety „z przeszłością”
Trzymam kciuki!!!
Przepraszam za moje uprzedzenia.
Do szczęścia w moim życiu potrzebna jest mi tylko kropka i aż kropka. Ta kobieta jest po części dopełnieniem mojej wizji szczęścia. Ja nie jestem na co dzień ponurym człowiekiem. Mam świetną pracę z której jestem bardzo dumny. Śmieszna sprawa, kiedyś wspomniała, że jeśli się na mnie obrazi i nie będzie się do mnie odzywać to praca w tej firmie spowoduje ze mi cytuje wybaczy. Od 6 miesięcy tam pracuje, prawdopodobnie ona o tym nie wie 🙂 I kolejna śmieszna sprawa, ok 500m od jej miejsca zamieszkania 😀 A wracając do wizji mojego „szczęścia”. Mam 24 lata. Chciałbym mieć rodzinę gdzie 'jedno jest całym sobą za drugim i odwrotnie’ i jestem o tym przekonany, że właśnie z tą osobą to szczęście osiągnę.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.