Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Związek z dziewczyną DDA

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatareyetoy
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Witam serdecznie.

    Zainspirowany historiami, które tu przeczytałem, postanowiłem również podzielić się swoją. Nie będzie ona długa i skomplikowana, ale mam nadzieję że wniesie ona coś do świata i może wywoła ciekawą dyskusję.

    Generalnie trafiłem tutaj ponieważ zacząłem się zagłębiać w temat DDA, ponieważ mam wrażenie że ten syndrom dotknął moją obecną partnerkę, ale zacznę od początku.

    Moją partnerkę poznałem przez znajomych podczas pobytu u nich. Wcześniej wiedziałem o Niej tylko tyle, że jest nieszczęśliwa bo mieszka z facetem z którym nie chce być, alkoholikiem, od kilku lat. Ponadto praktycznie sama utrzymuje mieszkanie i siebie, bo partner dba tylko o swoje potrzeby. Argument czemu to tyle trwa był taki, że sama nie chce się wyprowadzić bo nie znajdzie sobie mieszkania w tak korzystnej cenie. Oczywiście sytuacja była dla mnie absurdalna, a znajomi jeszcze dopowiadali, że praktycznie całe otoczenie ją wspiera i mówi, żeby sama odeszła, no ale tego nie zrobiła, przez co czuła się nieszczęsliwa bo nie jest w stanie budować nowej relacji.

    Podczas wieczoru u znajomych mieliśmy kilka razy okazję wyjść na papierosa i porozmawiać sam na sam. Otworzyła się przede mną i opowiedziała mi swoją historię, dzięki czemu ja mogłem dać swoje spojrzenie na to wszystko, które było dla Niej świeże bo od osoby praktycznie nie znanej. Powiedziałem jej, że sama powinna się dawno wyprowadzić i nie powinna się ograniczać z jego powodu, bo to jest jej życie i ma tylko jedno i powinna z Niego korzystać, poszukać sobie kogoś z kim będzie szczęśliwa i kto ją doceni. Ona mówiła, że nie chce nikogo szukać dopóki się nie uwolni od obecnego faceta z którm mieszka, bo to ją będzie blokowało i źle wyglądało z zewnątrz. Kończąc wieczór postanowiliśmy się wymienić kontaktem i porozmawiać sobie jeszcze później.

    Tutaj w wielkim skrócie, zaczęliśmy ze sobą pisać, uzewnętrzniać się, otwierać. Pojawiło się zauroczenie z jej strony, z czasem także i u mnie. Zaczęliśmy się spotykać, tutaj dodam że mieszkamy w innych miastach, więc raz ja jechałem do znajomych i wychodziłem się z Nią spotkać, raz Ona przyjeżdżała do mnie. Rozpoczęła się miłosna sielanka znana jako „motylki w burzszku i różowe okulary”. Porozmawialiśmy na ten temat i oboje zdecydowaliśmy się spróbować stworzyć relację na odległość od samego startu i do tej pory Nam to wychodziło.

    W chwili obecnej nasza relacja trwa trzy miesiące i do tej pory wszystko się układało dobrze. Wyznawaliśmy sobie uczucia, dawaliśmy sobie bliskość, rozmawialiśmy na równym poziomie zarówno o pierdołach jak i o sprawach ważnych. Kwestie w których kogoś coś bolało wyjaśnialiśmy sobie od razu, to był nasz filar w budowaniu wszystkiego czyli szczera rozmowa. Moja partnerka też trochę opowiedziała mi o swoim dzieciństwie, gdzie oczywiście panował alkohol, rozstanie rodziców, pojawianie się nowych mężczyzn w domu w którym mieszkała moja partnerka z mamą, a także inne patologie.

    Od pewnego momentu zauważyłem, że moja partnerka przestała mi okazywać uczucia sama z siebie. Odpowiadała na moje, ale z jej strony nie było ruchów. Stwierdziła, że pewnie mi się wydaje bo weszliśmy w nowy etap. Potem już było gorzej, bo powiedziała że nie czuje teraz potrzeby okazywania mi uczuć tak jak kiedyś, ale to pewnie przez to że jest przed okresem. Pewnego dnia napisała mi, że chyba nie jest gotowa na związek, że przestała do mnie czuć to co czuła i nie wie z czego to wynika. Nie potrafiła stwierdzić, czy to wypalenie, czy fakt że stało się to tak poważne, czy może przez to że mnie postanowiła kiedyś do siebie zaprosić na noc i to było za szybko (kiedy przyjeżdżałem do Niej to wcześniej u Niej nie nocowałem, zwsze spędzaliśmy czas na spacerach, na kawie lub obiedzie).

    Wiadomo, troszkę się podłamałem bo troszkę mnie kosztowało zwalczenie lęków z poprzedniej relacji, aby otworzyć się na nową, trochę też uwierzyłem że teraz się uda i tu taka niespodzianka. Nie zapadała wprawdzie decyzja po żadnej ze stron, że się rozstajemy. Sama mówiła, że nie jestem jej obojętny, ale w tej chwili nie jest w stanie mi dać tego czego oczekuję, bo sama nie wie co jej jest. Pozytywnym zaskoczeniem było dla mnie jak powiedziała, że chce iść do psychologa na ten temat porozmawiać, że chce się dowiedzieć, bo to dla Niej nie jest normalne że tak z dnia na dzień przestało jej zależeć na czymś czego była tak bardzo pewna. Niestety, minęły już dwa tygodnie a Ona dalej się nie zapisała do specjalisty, bo podobno nie ma teraz na to czasu. A ja wiszę w pewnego rodzaju próżni i nie wiem jak dalej sprawy się potoczą. Od ostatnich kilku dni nastąpiło prawie zupełne odcięcie się mojej partnerki ode mnie, ponieważ nasze rozmowy ograniczają się do napisania sobie „dzień dobry” i „dobranoc”. Ten okres oczywiście wpływa też na mnie, bo czuję wygasającą więź, zanikają uczucia i przestaje już mi na tym zależeć i w zasadzie mam wrażenie, że w mojej głowie ten związek się już skończył.

    Patrząc na moją historię z tą kobietą, a także historie które tutaj przeczytałem i ogólną wiedzę o DDA, mam wrażenie że moja partnerka również na to cierpi. Staram się to rozumieć, nie potępiam jej bo to nie jej wina, nie mniej wydaje mi się, że ta relacja nie ma sensu ze względu na blokady jakie będzie musiała pokonać.

    Chętnie usłyszę Wasze zdanie na temat tej historii 🙂
    Pozdrawiam wszystkich

    • Ten temat został zmodyfikowany 4 dni, 4 godzin temu przez Avatareyetoy.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    Przepraszam za to, co powiem, ale dla mnie wygląda to na klasyczny opis relacji typu „Spotkałem dziewczynę z nie leczonym DDA. Wykorzystała mnie i porzuciła.”

    Dla mnie to dosyć typowe, że relacje z osobami zaburzonymi rozwijają się na początku na swój sposób kusząco i tajemniczo. Potem jednak nadchodzi nieuchronnie moment, kiedy ujawniają swoją prawdziwą twarz.

    Po tym, gdy osobie zaburzonej znikną motylki w brzuchu, opadną hormony i feromony – jej zaburzenia wracają, nieraz że zdwojoną siłą. Włącza się „program autodestrukcji” i z relacji nie ma co zbierać. Sam nieraz doświadczałem takiego scenariusza i jeszcze teraz zgrzytam zębami, po co ja w takie relacje w ogóle się pakowałem.

    Do tego miałeś chyba do czynienia z osobą bardzo silnie współuzależnioną. Taka osoba jest nieszczęśliwym „dawcą”, który do pełni swojego (nie)szczęścia potrzebuje jakiegoś „pasożyta” – czynnego alkoholika, narkomana, przemocowca czy agresywnej osoby chorej psychicznie.

    Dopóki osoba taka sama nie podejmie decyzji o rozpoczęciu trudnego procesu zdrowienia, racjonalna rozmowa z nią przypomina targowanie się z pijącym alkoholikiem, żeby nie pił. A wszystkie „logiczne” argumenty, dlaczego w takim toksycznym związku pozostaje, można o kant tyłka potłuc.

    Pozostaje pytanie, dlaczego akurat Ty i dlaczego właśnie kogoś takiego sobie wybrałeś?…

     

    Avatareyetoy
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    „Pozostaje pytanie, dlaczego akurat Ty i dlaczego właśnie kogoś takiego sobie wybrałeś?…” – dlaczego ja? Pewnie dlatego, że chciałem jej dać bezinteresowną pomoc i wsparcie, taki już jestem. To otworzyło drogę do poznania się i pojawienia się zauroczenia. Dlaczego kogoś takiego wybrałem? Pewnie gdybym wcześniej wiedział czym jest DDA to bym większą uwagę zwrócił na jej zachowania i podjął niewygodne tematy. Ogólnie to przez ten cały czas na prawdę nie mogłem jej nic zarzucić, bo było mi z nią dobrze.

    „Spotkałem dziewczynę z nie leczonym DDA. Wykorzystała mnie i porzuciła.” – nie patrzę tutaj przez pryzmat bycia wykorzystanym. Odkąd troszkę zagłębiłem się w temat tego typu zaburzeń, lepiej rozumiem jej zachowania i decyzje jakie podejmuje. Nie zmienia to oczywiście tego, że wpływa to na naszą relację.

    Nie potępiam jej, nie krytykuję, staram się rozumieć i nawet wspierać na tyle na ile potrafię. Niestety wszystko wskazuje na to, że czeka ją długa terapia na którą musi udać się sama.

    Najbardziej zastanawia mnie dlaczego te „mechanizmy obronne/autodestrukcji” w ogóle się pojawiają. Rozmawialiśmy nie raz i często dostawałem sprzeczne informacje, np. „jest wszystko ok i będzie ok, bo tak czuję” a potem odcina się totalnie. Czy to zawsze ma związek z lękiem przed stratą/odrzuceniem?

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 dni, temu przez Avatareyetoy.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    Być może dlatego, że taka osoba jednocześnie bardzo potrzebuje z kimś bliskości i bardzo nie wierzy, że w ogóle (dla kogoś tak „nic niewartego” jak ona, kto przez całe życie nie widział dobrych schematów) jest to możliwe…

    Dlatego łatwiej jest jej być w czymś, co złe, ale znane, niż mieć odwagę próbować tego, co dobre, ale potencjalnie niesie ryzyko jeszcze większego bólu, gdy coś pójdzie nie tak.

    Można to jakoś próbować podpiąć pod teorie zaburzeń osobowości – np. jako skrzyżowanie osobowości zależnej i unikającej – ale niewiele to wniesie.

    Ważne jest dla mnie, żeby przy kontakcie z taką osobą (o ile takich nie próbujących nic zmienić osób w ogóle nie unikać), pamiętać o obowiązku chronienia się przed byciem ranionym.

    Bo to jest jak kontakt z tonącym. Może być tak, że będzie współpracował z Tobą, żebyś mu pomógł nie utonąć. A może próbować Cię wciągnąć. Różnica – podobnie jak w przypadku alkoholika – czasem jest trudno uchwytna, bo DDA też są mistrzami manipulacji.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 dni, temu przez Avatardda93.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    Dobrze, że wspominasz tutaj, żeby oddzielić osobę od postępowania.

    Człowiek nie staje się złym przez sam fakt bycia DDA.

    Natomiast coś takiego jak zapewnianie alkoholikowi darmowego zamieszkania jest czymś ewidentnie złym i przynoszącym szkodę samej „dawczyni”. Zapewne jednak tak została ukształtowana przez rodziców – że dziecko jest dla wygody rodziców i jej potrzeby nie były ważne.

    Paradoks zaś, że 'jestem od kilku lat z osobą, z którą nie chcę być” niepojęty może być dla osoby mniej zaburzonej i emocjonalnie trzeźwej. Ale to też może się brać z dzieciństwa – przekonania, że rodziców nie można wymienić na innych, choćby byli nie wiadomo jak podli, i że trzeba cierpieć, bo tak po prostu MUSI być.

    To wszystko jest do naprawienia w trakcie terapii dla DDA i osób współuzależnionych – z Twojego opisu trudno wywnioskować co bardziej…

    Avatareyetoy
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Mi samemu też jest trudno to określić, to nie moja specjalizacja, rozumiem to wszystko na tyle na ile jestem w stanie pojąć. Nie mam zamiaru wcielać się w rolę specjalisty, jedynie pogłębiam tą wiedzę w celu lepszego pojmowania i rozumienia takich zachowań.

    To współuzależnienie dostrzegam teraz jeszcze bardziej, raz ta cała sytuacja z poprzednim facetem, dwa to różnego rodzaju zagrywki ze strony rodziny, na moje ewidentne wykorzystywanie w celu osiągnięcia własnych korzyści. Ona sama nie raz mówiła, że zaproszenie na obiad wiązało się zawsze z tym, żeby potem komuś dupę odwieźć do domu. Wspominałem, że skoro to widzi i jej nie pasuje to nie musi się na to zgadzać, a jednak zawsze wyciągała pomocną dłoń. Może to będzie błędne stwierdzenie z mojej strony, ale biorąc pod uwagę potencjalne DDA i współuzależnienie, to raczej nie działał tutaj mechanizm zwykłej pomocy drugiej osobie, a te całe mechanizmy wynikające z zaburzeń. Z boku oczywiście to wygląda raczej kiepsko, bo taka osoba zdaje sobie sprawę z tego i o tym mówi, a jednocześnie nic z tym nie robi.

    Do tego dochodzi dokładanie sobie obowiązków na głowę przez które brakuje czasu na organizację rzeczy ważnych, jak na przykład umówienie się do specjalisty mając świadomość że ma się problem.

    Tak z ciekawości, jeśli jest możliwe odpowiedzenie na to pytanie. Jak wygląda taka terapia? W jaki sposób w trakcie terapii „naprawia” się umysł człowieka dotkniętego przez te zaburzenia? Pytam, bo chciałbym pojąć to w jaki sposób można zwalczyć zachowania takie jak ucieczka, izolacja, nagła zmiana odczuwania emocji i uczuć.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    To bardzo trudne pytanie, na które nie wiem czy odpowiedź mają nawet profesjonalni doświadczeni terapeuci. Może gdybyś na przykład poczytał „Koniec współuzależnienia” Melody Beattie czy posłuchał wykładów na ten temat…

    Z mojego doświadczenia (jako pacjenta i znajomego wielu pacjentów) rzecz się odbywa na różnych płaszczyznach – emocjonalnej, fizycznej, umysłowej i duchowej.

    Jednym pomaga wygadanie się i spojrzenie na świat nowym spojrzeniem – choćby przez uświadomienie sobie, że nie jestem z takim problemem sam.

    Konfrontacja z faktami i tym, co mówią inni – wyrwanie się z zaklętego kręgu własnych sposobów myślenia – rozpoczęcie widzenia rzeczy takimi jakie są, a nie jakimi chcielibyśmy je widzieć.

    Niektórym pomaga wypłakać się, pouderzać w poduszki i wykrzyczeć.

    Niektórym musi jakaś zapadka przeskoczyć w głowie, żeby powiedzieli dość i ujrzeli rzecz inaczej.

    Jeszcze innym pomaga religia, na przykład skoro mam kochać swojego męża, który pije, to nie oznacza przyzwolenia na to, żeby krzywdził mnie i moje dzieci.

    Wielu pomaga po prostu miłość w najprostszej postaci – okazana przez dotyk, życzliwą obecność i zainteresowanie.

    Avatareyetoy
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Wydaje mi się, że najważniejsza jest tutaj ta „zapadka”, która może przeskoczyć podczas pracy na innych płaszczyznach, jak chociażby przepracowanie faktów i błędnego postrzegania rzeczywistości. Wiem co się za tym kryje, bo sam pracowałem z psychologiem żeby uporać się ze swoimi problemami (nie DDA) i pamiętam doskonale ten moment kiedy ta zapadka zaskoczyła. Od tego momentu poprawił mi się komfort życia.

    Kwestia czułości, obecności i zainteresowania była moim zdaniem spełniona z mojej strony, a jednak nie wystarczyła żeby pomóc. Teraz mam wrażenie że to właśnie najbardziej przeraziło moją partnerkę, biorąc pod uwagę kwestię zaburzeń.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    Widzisz, tylko problem jest w tym, że nie u każdego ta „zapadka” przeskakuje za życia. Tak jak u alkoholika, który umiera na skutek picia. Albo u matki, która takiemu alkoholikowi zapewnia darmowy dach nad głową, harując na dwa etaty, podczas gdy on wystaje z kumplami po bramach, pije i gra na kompie.

    Dla mnie wiążąc się z osobą zaburzoną jako człowiek dbający, uczciwy i okazujący uczucia w normalny sposób jesteś na przegranej pozycji. Bo nie zna czegoś takiego, więc jesteś dla niej zagrożeniem. A nawet gdybyś się upił i zaczął ją źle traktować, poczułaby, że nie jesteś w tym autentyczny.

    Jedyna moim zdaniem nadzieja dobrego związania się z osobą obciążoną DDA czy współuzależnieniem pojawia się wtedy, gdy taka osoba zaczyna zdrowieć. Wtedy nowy partner i nowy związek mogą być dla niej nawet wyznacznikiem nowego, lepszego życia.

    Inna sprawa, że duża część takich osób równie szybko przerywa terapię, jak ją zaczyna – bo tak bez wysiłku, ryzyka i prościej. Albo zostawia ją sobie na przyszłe reinkarnacje 😉

    Avatareyetoy
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    „A nawet gdybyś się upił i zaczął ją źle traktować, poczułaby, że nie jesteś w tym autentyczny.” – tak, słyszałem coś podobnego od osoby, która przeszła przez terapię dla DDA. Przy takim zaburzeniu taka osoba lepiej odnajduje się w relacji z kimś kto trzyma „bat nad głową”, mimo że ma świadomość że to nie jest dobre/zdrowe.

    „Bo nie zna czegoś takiego, więc jesteś dla niej zagrożeniem.” – tak, dostrzegłem to w kolejnych decyzjach ograniczających nasz kontakt. Chociaż zaskakujące jest to, że gdy była taka okazja zgodziła się na spotkanie, poszliśmy na spacer który był normalny. Mówiła, że czuje się dobrze i że jest ok. Zastanawiam się czy wtedy „mechanizmy obronne” nie działały czy po prostu się do tego zmusiła.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.