Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Zwiazki

Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)
  • Autor
    Wpisy
  • Roza.3
    Uczestnik
      Liczba postów: 5

      Jak wygladaja wasze relacje w zwiazkach? Ostatnio szukam wiele informacji na temat zycia DDA ze swoimi partnerami, bo moje mysli nie daja mi spokoju. Kiedys zwiazek przynosil mi wiele radosci. Mam wspanialego chlopaka, kazdy ma jakies wady, ale dobrze zostal wychowany przez swoich rodzicow i wnosi wiele dobra w nasz zwiazek. Problem tkwi we mnie. Pojawila sie kiedys u mnie bardzo dziwna mysl- czy ja go kocham? Od kilku miesiecy dzien w dzien trapi mnie ta sama mysl, przez ktora codziennie chodze zdolowana. Wiem, ze to tylko mysl, ale samo to ze przychodzi do mojej glowy powoduje, ze czuje sie strasznie, jakbym ranila mojego chlopaka. Czytalam, ze DDA czesto tak maja. Bylam z nim bardzo szczesliwa,dopoki nie pojawila sie u mnie ta mysl. Teraz kazdego dnia przejmuje kontrole nad moim zachowaniem. Nie umiem cieszyc sie juz z prostych rzeczy, ciagle potrzeba mi nowych doznan, przygod. A kiedy moj chlopak spelni wszystkie moje oczekiwania, to wciaz w sercu czuje jakas pustke. Moje serce chcialoby znow zaczac radowac sie jak kiedys, cieszyc sie ze mam obok tak wspanialego mezczyzne. Ale odnosze wrazenie, ze ktos postawil blokade miedy moim rozumem a sercem, przez co endorfiny nie moga wydostac sie dalej.

      Chodze na prywatna terapie, ale mam wrazenie, ze pani psycholog nie zdaje sobie sprawy, jak moja dusza mocno cierpi. Kiedys powodem mojego ciaglego smutku byla moja figura. Wiele razy mialam mysli bulimiczne, ostatecznie glodujac sie schudlam 8 kilo i tak bardzo juz nie doskwiera mi moja figura, choc nadal mentalnir uwazam sie za tlusta swinie. Czy moze byc tak, ze zle sytuacje z dziecinstwa i brak milosci ze strony rodzicow moga byc powodem, ze wynajduje sobie ciagle nowe problemy, choc jest dobrze?

      Nie musi byc wspaniale, chcialabym tylko moc od nowa cieszyc sie z prostych rzeczy i moc dawac mojemu chlopakowi ogromna milosc, na jaka zasluguje.. 🙁

      luk
      Uczestnik
        Liczba postów: 9

        To u nas normalne. Gdy tylko czujemy, że związek ma wejść na nowy wyższy poziom panicznie uciekamy albo dążymy do autodestrukcji. Życie nauczyło nas, że gdy tylko komuś zaufaliśmy odsłaniając nasze serce, od razu dostawaliśmy w nie sztylet. Zwłaszcza, że były to osoby którym dziecko wierzy i ufa bezgranicznie, czyli rodzice. Tworzy się naturalny system obronny, nauka taka sama jak przy oparzeniu  gorące=ból, zaufać=ogromny ból.

        Chcesz wiedzieć czy go kochasz, wyobraź sobie, że stało mu się coś złego, np. wylądował na wózku inwalidzkim i sprawdź jakie jest pierwsze uczucie które się pojawi. Jeśli poczujesz, że się wkopałaś i w sumie wolała byś się rozstać i mieć innego to nie kochasz, a jak czujesz jeszcze większą miłość i chęć opieki to kochasz.

        I nie przesadzaj z odchudzaniem. Odpowiednia waga zależy od każdego przypadku osobno, każdy ma swoją odpowiednią. Ale mi, i jak myślę większości facetów podobają się takie „na budyniu” 🙂  troszkę ciałka nie zaszkodzi. A takiego szkieleta to nawet nie ma za co złapać.

        rebelka
        Uczestnik
          Liczba postów: 1

          Moje relacje z partnerem niestety coraz gorzej. Jestem po 30-tce i myślałam, że z upiorkami DDA pożegnałam się już ładnych parę lat temu – pracowałam nad sobą i udało mi się całkiem ładnie wyjść na prostą. Od kilku lat pozostaję w związku, mamy kilkumiesięczne maleństwo, kochamy je i siebie nawzajem i wydawało mi się, że wszystko powinno się układać. Jednak odkąd zaszłam w ciążę, bywam nie do wytrzymania. Na początku zrzucałam winę na hormony, jednak im dłużej trwało moje zachowanie, ty, bardziej docierało do mnie, że to coś innego. Sabotuję swój związek, myślę, że odtwarzam emocje, schematy z dzieciństwa. Powrócił brak zaufania do partnera, potrzeba kontroli. Punktuję każde potknięcie partnera, zaczynając traktować go jak wroga. Kiedy jest wszystko dobrze, prowokuję zdarzenie i wyolbrzymiam je, krzywdząc mojego faceta. Jest cierpliwy, ale wszystko ma swoje granice. Ostatnio nie ma właściwie dnia, bym nie sprowokowała jakiejś sytuacji. Wczoraj posunęłam się do tego, że porównałam go do swojego ojca alkoholika, doszukując się jakiś bzdurnych porównań. Bardzo go to zraniło, nie odzywa się do mnie. W sekundę później żałuję swoich słów, obiecuję sobie solennie, że to się nie powtórzy, kilkukrotnie rozmawialiśmy o problemie…. i nic. Nic się nie zmienia. Ja jestem świadoma własnego zachowania, jednak je powielam i potem żałuję ogromnie. I tak w kółko od ponad roku. Czemu to powróciło z ciążą? Odżyły wspomnienia, bo zdecydowałam się na założenie rodziny? Chyba powinnam poszukać terapii, bo z dnia na dzień mam coraz mniejszą wiarę, że sama z tego wybrnę.

          hannae
          Uczestnik
            Liczba postów: 49

            Hej dziewczyny. Mam dokladnie to samo. Im bardziej szczesliwa sie czuje, tym szybciej zaczynam szukac dziury w calym. Skupiam sie na tym co negatywne.  I co z tego, ze moge zwierzyc sie kolezankom, skoro wszystkie maja juz dosyc moich ciaglych problemow i wyolbrzymiania. Jestem w zwiazku od 4 lat i jestem zakochana. Moge to stwierdzic bez dwoch zdan. I wiem ze moi chlopak tez mnie kocha, czesto okazuje mi uczucie. Ale jest jednoczesnie tyle sytuacji, ktore mnie unieszczesliwiaja i zwykle sa one spowodowane moja bujna wyobraznia i przewrazliwieniem. Teraz w wakacje jestesmt osobno, bo chlopak pracuje, ale normalnie mieszkamy jeszcze osobno w innych miastach, dlatego jestesmy typowym zwiazkiem na odleglosc. Brak odpowiedzi przez kilka godzin potrafi mnie uderzyc w serce tak mocno, ze caly dzien jestem przygnebiona i smutna.czuje sie po prostu ignorowana i zapomniana. Nie potrafie znalesc sobie miejsca i tak po prostu jak wiekszosc osob olac. Uwierzyc ze nawet jak ukochany sie nie odezwal, to nie znaczy ze nie kocha. Jednoczesnie ze strachu przed odrzuceniem i uzewnetrznieniem sie, nie potrafie do konca mowic wprost o tym co mnie boli. Wydaje mu sie, ze ciagle sie czepiam. Czasem partner ignoruje mnie bo znow obrzucam go pretensjami, ciagle czegos mi za malo, cos zrobil zle. Nie potrafie docenic, ciagle sie boje ze zostane tak samo odrzucona jak kiedys przez tate. Sa momenty w ktorych doslownie nie czuje sie wystarczajaco kochana i akceptowana. Pomimo slow, zapewnien, ciagle widze jakies drugie, negatywne dno. Mysle ze to jest szczegolnie trudne dla osob ktore kochaja nas, dda. Nawet gdy zdarzy sie okres kiedy miedzy nami jest naprawde dobrze, podswiadomie przerazona jestem tym, ze zaraz na pewno cos sie zepsuje, moje mysli znow zaczna spychac mnie na negatywne tory. Musze non stop kontrolowac, wiedziec co partner robi tam beze mnie. Nie dosc ze jako dziecko bylam sama w obliczu walki rodzicow, to jeszcze czuje sie sama ze swoimi negatywnymi myslami. Juz mam dosyc obarczania tym innych.Jako DDA czuje ze potrzebuje czulosci, troski, bliskosci. Tu tego nie mam bo dzieli nas odleglosc. Wiem ze to kwestia pol roku by sytuacja ulegla zmianie, jednak jest mi coraz ciezej wytrzymac sama ze soba. Widze jak bardzo ranie sama siebie i sie zatracam Nie wiem jak sobie z tym poradzic. Jak nie wytykac bledow i jak mowic wprost czego chce. Jak cieszyc sie tym co jest tu i teraz i dawac sobie samej szczescie. Nie oczekiwac tego od drugiej osoby juz na wstepie. Chhce wrocic na terapie, ale nie dala mi ona chyba do konca tego czego chcialam. Trzymam kciuki dziewczyny za nas! Zeby samo zlokalizowanie zrodla problemow i tego skad one w zasadzie sie pojawiaja, jakos nam pomoglo w rozprawianiu sie z nimi.

            Roza.3
            Uczestnik
              Liczba postów: 5
              • Luk- dziekuje, dzieki Tobie poczulam choc cien szansy na lepsze jutro.

              Dziewczyny, mam podobnie jak Wy. Zastanawiam sie, czy kiedys bede miala jeszcze szanse poczuc blogosc i pokoj w sercu.

              KM1982
              Uczestnik
                Liczba postów: 13

                Mam fajnego meza. To on o mnie zabiegal. MIelismy rozne wzloty i upadki. Najtrudniej bylo po urodzeniu dzieci. Caly nasz swiat musial ulec zmianom.

                O dziwo nie balam sie zmian w naszym zyciu.

                Ogolnie jestem typem kobiety cienia. Podazam za moim facetem. Zawsze chce byc blisko. Nie lubie rozstan, troche ograniczam jego swiat. Gdy on jest za mily, drazni mnie to. Zdarza mi sie go odpychac, zdarza mi sie byc nie mila. Nie wiem jak on to wytrzymuje 🙂

                szarem
                Uczestnik
                  Liczba postów: 6

                  Jestem w związku od 3 lat. Moim największym problemem w związku jest brak umiejętności okazywania uczuć. Nie umiem wypowiedzieć najprostszych słów, które tak ucieszyłyby mojego partnera, a każde zażegnanie konfliktu wychodzi z jego strony. Moja psychika blokuje się w taki sposób, że nie potrafię przeprosić w sytuacji, kiedy to ja jestem winna. Podświadomie kontroluje każdy krok w stronę przyszłości, każdy detal ma znaczenie, przejmuję się każdą drobnostką i analizuję ją jakie może mieć znaczenie w przyszłości. Bardzo mi to przeszkadza, ale nie potrafię przestać dążyć do ideału. Mój narzeczony przyzwyczaił się do mojego zachowania, przyjmuje każdą moją złość na klatę, a ja go zawodzę w najmniejszych szczegółach. Wiem jak  bardzo go krzywdzę, nieraz chciałam by odszedł, bo nie potrafię się zmienić. Ale on zawsze zostawał… Boję się, że pewnego razu nie zostanie…

                Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)
                • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.