Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › związki
-
AutorWpisy
-
Witam! Byłam kiedyś z chłopakiem, nie był dla mnie dobry, był totalnym palantem, związek był toksyczny ,a ja w tym siedziałam, bo wydawało mi się, ze go kocham. Było jednak w pewnym momencie tak źle, że z wielkim bólem spasowałam…na szczęście dla mnie. Teraz widzę, ze to było najlepsze co mogłam zrobić. Było to 4 lata temu. Od tego momentu nie byłam z nikim. Bo albo bałam się powtórki, albo poprostu jeśli ktoś był ok to mnie nie pociągał jako mężczyzna. Teraz poznałam chłopaka, który jest cudowny- mądry, zabawny, przystojny, artysta,muzyk (idealny tak na ten moment dla mnie- tak na zdrowy rozum). Patrzy we mnie jak w obrazek, a ja nie mogę tego znieść, ze właśnie jest taki dobry. Zle się czuję kiedy jestem sama i chyba chciałabym mieć kogoś bliskiego. Jednak związek z nim to bycie dla bycia z kimś, a nie wielka miłość. Lubię go, dobrze się rozumiemy, ale czuję sie jak oszustka, bo nie mysle cały czas o nim, bo nie tęskinię, bo…. Mam też poczucie winy i nie chcę go zostawić, bo jest cudowny jako człowiek i mówi, że tak bardzo mu zależy,-Ale być z kimś w taki sposób nie można. Czy mnie się tylko wydaje, ze nie można? …Lepiej dać sobie spokój odrazu? czy próbować? Co dalej? Ale mam kocioł w głowie.
Nie masz się czym przejmować jesteś normalną kobietą. Czyż nie od dawna mówi się że kobiety wolą drani?
Rozumiem Cię doskonale, ja również mam tak samo i też chce się ze mną spotykać tzw. normalny, fajny facet. Trudno mi doradzić co powinnaś zrobić, musisz się chyba zdać na uczucia. Ja zrezygnowałam i boję się, że mogę tego żałować i znów jestem sama, z drugiej strony nie umiem być z nim
Wiecie co, coś w tym jest. Zastanawia mnie dlaczego kobiety wolą drani, czy dlatego, ze większość kobiet jest zaburzona i odgrywa jakies schematy, czy to jest jakos biologicznie uwarunkowane.( Proszę nie pisać, ze kobiety nie postępują logicznie, to jakos nieswiadomie sie takich drani wybiera.) Nieświadomie się człowiek zakochuje,
w takich chwilach nie kalkuluje czy ktoś ma negatywne cechy wskazujące na "draniowatość" czy nie.
Jesli to pierwsze-chodzi mi o zaburzenie, to polecam książkę "Kobiety, które kochają za bardzo", tam jest wyjasnione, dlaczego kobiety lubią tzw. złych chłopców.
Jakbys przeczytała, to bys stwierdziła czy to jest o Tobie i czy potrzebujesz pomocy czy tez nie.
Dzisiaj nawet była wzmianka o takich kobietach na onecie, dla zainteresowanych wklejam linka: http://wiadomosci.onet.pl/1514326,242,1,mezczyzna_za_murem,kioskart.html
Drugie moje wyjaśnienie Twojej sytuacji jest takie, ze nie jestes gotowa na nowy zwiazek i sie jeszcze nie pogodziłas z poprzednim rozsatniem( nie umiesz sie jeszcze otworzyc na drugiego człowieka i zaufac na nowo, blokujesz sie, nie dopuszczasz do siebie miłosci)pisze to pod swoim kątem, taka moja projekcja, bo kiedyś też byłam z takim draniem.Po części też z powodu pierwszego, bo nikt normalny by chyba tego nie wytrzymał i nie ciągnął przez rok.
A trzeci wyjasnienie takie bardziej biologiczne to moze facet Cię po prostu nie pociąga.Moze ma zbyt podobny układ odpornosciowy do Twojego. To kobiety wiedza podswiadomie.
Jak jest zbyt podobny to jest mniejsza szansa na zdrowe potomstwo.
Z drugiej strony ciągle wracam myslami do wyjasnienia nr1. Dawanie i odbieranie, ciagłe emocje, te złe i te dobre potegują uczucia i jesli jestes kobietą zaburzoną, to bedziesz mogła kochac tylko takich drani.
Jest jeszcze inne wyjasnienie, zwiazane tez z zaburzeniem, lek przed bliskoscią, poniekąd wiąże się z wyjasnieniem pierwszym.
Mechanizm jest taki, ze prawdziwa, niedestrukcyjna miłość dla kobiety z niezdrowego domu jest czyms obcym i zagrazającym.A co zrobić? Na pewno nie oszukiwac faceta, ale moze tez dac sobie czas?
Na siłe na pewno z nikim nie bedziesz, ale skoro jest fajny i dobrze Ci się z nim rozmawia, to moze z tego kiedys cos wyniknie, hym?Musisz odkryc przyczyne, dlaczego nie jest tak jak powinno. Czy to dlatego, ze potrzebujesz czasu, czy dlatego, ze Ci sie po prostu nie podoba. Jesli to drugie to powiedz mu, ze nic do niego nie czujesz, oprocz sympatii, jesli to raczej to pierwsze i nie umiesz jeszcze otworzyc sie na miłosc, powiedz mu ze potrzebujesz czasu.
Jesli zadne z nich, a powodem jest to, ze odgrywasz jakis schemat z dziecinstwa, to
są 3 wyjscia, albo byc samemu, albo brnac w zwiazki, ktore bedą podobne i wyniszczające, albo iść na terapię.Ech pokopany ten swiat uczuc.Ja najpierw bym sie zastanowiła. Pomyslała o wszystkich zwiazkach w jakich byłam, czy były tam jakies podobienstwa.Doszłabym wtedy do tego czy to schemat czy nie.
Jesli tak, to chyba bym najpiew zrobiła porządek ze sobą, poczytała,ewentualnie zaczęła chodzić na terapię, po ktorej by mi zaczeli podobac normalni faceci.Nie chciałabym być w kolejnych wykanczających zwiazkach.
Jesli normalny facet by mi się nie podobał po terapii, wtedy miałabym pewność, że to kwestia chemii i nic z tego nie będzie. Zycie stałoby sie prostsze.Mi się wydaje, że, przynajmniej w moim przypadku, jest to tak, że powiela się wzorce z dzieciństwa. Przede wszystkim DDA, paradoksalnie, bezpieczniej czują się z draniami, ponieważ człowiek mniej boi się czegoś co zna i potrafi w tym funkcjonować, a w normalnych relacjach nie za bardzo. Po drugie DDA to osoby, które doświadczały w dzieciństwie przyciągania-odpychania w relacji z rodzicem/rodzicami o czym pisze Janet Woititz w swojej książce o DDA, i dlatego wolą partnerów, którzy na przemian je przyciągają i odpychają emocjonalnie.
A ja się boje męzczyzn w ogóle, jestem samotna, cierpie i jest mi zle z tego powodu.Kiedyś zakochałam się pewnym chłopaku albo żle odebrałam jego intencje albo on na za duzo sobie pozwolił.W każdym bąz razie stwierdził że to były tylko żarty i odepchnął mnie a potem unikał jak ognia:unsure:
Edytowany przez: Hawana, w: 2008/10/26 21:10
Hawano, czasami zdarzają się taborety. Ja juz wam kiedys opowiadałam, miałam sytuacje, gdzie mnie facet adorowal przy wszystkich na imprezie. Myslalam,ze dla niego cos znacze, a po imprezie znalazl sobie jakas laske. To dopiero byl szok. Niektorzy faceci po prostu bawia sie kobietami, ale to nie powod by przez jednego palanta zamykac sobie droge do szczescia i zeby jakis lek przed odrzuceniem, az tak nas paralizował,zeby nie dac sobie szansy na milosc. Ja do pewnego czasu, uwazałam siebie za osobę perfekcyjną i nie pozwoliłabym sobie na bład, na odrzucenie.Otoczenie chciało, zebym była idealna i duzo od siebie wymagała, to starałam się taka być, szukając nawet idealnego chlopaka mając niespełna 13 lat. Teraz to się wydaje śmieszne.
Nie ryzykowałam ze strachu.Kiedyś nie byłabym w stanie zaryzykowac. Tonęłabym w domysłach, ale nie zrobiłabym pierwszego kroku, a ze strachu przed odrzuceniem nie dopuszczałabym nikogo do siebie. I tak toczyłoby się błędne koło. Facet nie mogłby się do mnie zblizyc, bo mu bym na to nie pozwoliła, a ja nie zrobiłabym pierwszego kroku.Miałam tak dość długo. Pierwszego chłopaka miałam dopiero mając 17 lat, gdzie juz wszystkie moje kolezanki były po "powaznych związkach".Co do tego odpychania i przyciagania to miałam tak od dziecinstwa, ze jak chlopak o mnie zabiegał to się broniłam, odrzucałam go. Jak tracił zainteresowanie, myslałam, ze chyba się zakochałam. To jest moj taki pierwszy schemat platonicznej milosci z dziecinstwa.Kurcze juz wtedy patologicznej.
Na prawdę bardzo cierpiałam przez ten schemat. Bo to się tak ciągneło przez jakis czas. Ten moj kolega, zaczynał mnie adorowac, ja zaczełam stwierdzać, ze to nie to i nie pozwalałam mu się bardziej zblizyc. W między czasie znajdował jakąś dziewczynę, a ja zaczynałam nieszczęsliwie cierpieć, przekonana o tym, ze go kocham. Pozniej jak to w czasach szczeniackich miłości, coś się sypało, był sam, jakaś wspólna gra w kosza, większe zainteresowanie mną, cieplejsze spojrzenie a ja zaczynałam być na niego wściekła i przekonana, ze on nie wie czego chce, bo mnie podrywa a pozniej ma inną. I tak w kółko. Podobał mi się jako facet, którego nie mogłam mieć, a nie podobał mi się gdy był na wyciagnięcie ręki. Najlepsze jest to, ze byłam przekonana, ze z nim jest cos nie tak.To straszne mieć świadomość, ze od dziecinstwa było się juz porytym.Jak"dorosłam" przerobiłam tez lęk przed bliskością w zakamuflowanej postaci, który się ładnie nazywał chce byc wolna i miec duzo przestrzeni.
Moj ostatni związek, o którym tu wspominałam i "dzięki" któremu trafiłam na to forum to kompletne dno,ktore mimo wszystko uwazałam za najlepsze w moim zyciu:P( kwitnący masochizm).Facet dda z lękiem przed bliskością. Ja zaczęłam grać w nim rolę kobiety kochającej za bardzo. Chemiczne uzaleznienie. Po tym związku miałam niemal objawy abstynencyjne, mdłości, stany depresyjne, wszystko mnie bolało. Ach szkoda słów.
Pocieszam się tylko, ze byłam bardzo silna, ze udało mi się to zakonczyc. Do tej pory jestem poturbowana, nie ufam, nie wierzę w słowa, alergicznie reaguję na komplementy. Doszukuję się kłamstw, tam gdzie ich nie ma i nie bedzie.Teraz jestem chyba w normalnym związku. Tfu, tfu, albo jeszcze nie wiem co jest nie tak. Jak się teraz nie uda, idę na terapię.
Początek ciężki, za mało wrażen-typowe nie?.Jeszcze nie uporanie się z poprzednim związkiem, mimowolne wracanie do przeszłości. Nie wiedziałam co czuję i czego chce.Podobnie jak kraks. Zastanawiałam się czy go kocham czy tylko bardziej lubię i czy cos z tego bedzie.Był moment, w ktorym stwierdziłam, ze ja w ogole nie umiem nikogo kochac.
Niestety dla niego, był moim przyjacielem i dał mi czas, wiedział o moim poprzednim zwiazku i na swoje "nieszczescie" sie we mnie zakochał.
Na razie jest dobrze, mimo ze czasami włacza mi się ta potrzeba "wolności", ale on pozwala mi wybrac, daje przestrzen. Ja zaryzykowałam i jestem szczesliwa. Z kazdym dniem jest lepiej, ale jak u Ciebie kraks to się ułoży i ile jeszcze mechanizmow obronnych, murów, barier i wszelkich zabezpieczeń będziesz musiała pokonac tego nikt chyba nie wie.
Ja się nie łudzę, nie wierzę, że nagle stałam się lepsza, że się pozbyłam wszystkich lęków, że funkcjonuję w sposób całkowicie niedestrukcyjny…ale wydaje mi się, ze mam większa swiadomość i że jestem w stanie zauważyć problem w sobie, zeby sie w cos nie wrąbac i nie pogrązyc mojej drugiej połówki.hm.. ja natomiast jestem zwykłym tchórzem:) rok temu zakończył się mój związek, a z kim? z kolejnym "kochającym" alkoholikiem. oczywiście to nie ja zerwałam bo nie umiałam się od tego uwolnić, przecież pił "tylko" prawie codziennie :/ teraz jestem mu wdzięczna, że to on zakończył ale wtedy to był koszmar. ogólnie mój pierwszy poważny związek który zakończył się klapą, przy czym od samego początku było to wielkie nieporozumienie. teraz jestem sama bo jest tak bezpieczniej i wygodniej. powiedzmy że mam kontrolę nad wszystkim, a właściwie mam takie wrażenie. nikogo do tego nie zachęcam, bo za kilka lat obudzę się że nie mam dzieci i rodziny o której tak marzę. dzisiaj miałam śmieszną sytuację. mam kumpla w pracy z którym super się dogaduję, żartujemy i takie tam. a on dziś wypalił z tekstem że ma kogoś… yyyy że tak powiem bardzo mnie to uderzyło. a przecież nie myślałam o nim w tym kontekście. i od razu myśli w głowie że to bez sensu i tak nie miało by to przyszłości, ludzie wciąż się krzywdzą, zdradzają odchodzą a potem boli… ja nie chce tego czuć. więc po raz kolejny zamrażam część uczuć, bo tak jest lepiej. wiem że źle robię. jednak patrząc na moją siostrę i na jej szczęście podziwiam i zachęcam do tej tzw miłości. warto próbować ja jednak nie mam na to siły i odwagi
Przeczytałem cały topic (co rzadko mi się zdarza) i muszę stwierdzić z przykrością – jakie kobiety są alogiczne. Faceta jak coś boli to jest złe, gdy coś sprawia że źle się czuje unika tego jak ognia. Nie jestem w stanie zrozumieć jak można zadawać się z facetem po którym widać że to samo zło i nic dobrego z niego nie będzie i jak unikać gości którzy zapewniają dobre życie i szczęście. Co najważniejsze nie jestem sam i w tajemnicy zdradzę że zajmują te tematy rozmowy większości facetów z którymi miałem okazję się zapoznać przy każdej imprezie. Jednym słowem – czasem warto zdać się na zdrowy zrozum kobitki a nie polegać na podszeptach jajników…
Anonim
27 października 2008 o 01:12Liczba postów: 20551wiecie co? własnie rozmawiałm z moim "przyjacielem"chciałam wszystko skonczyć…samo się tak we mnie zebrało, choć wcale nie miałam zamiru tego robić TU I TERAZ. Tak od słowa do słowa. On powidział, ze "zabijam go w jednej chwili, że chce tylko jedengo, żebym nie dała mu odzczuć, ze to ostateczność i nie zamykała drzwi przed nosem, a reszta jest nieważna", "że nie oczekuję, ze bedę zakochana w nim po uszy, tylko żebym była…zwyczajnie" Na początku poczułam się jak uwięziona, że mną chyba manipuluje, wywołuje poczucie winy, miałam zamiar uciec i skończyć te męczarnie dla siebie i jego dobra, zachować się po swojemu…Nawet poczułam ulgę, ze to może bedzie już "po kłopocie" , tylko jeden krok i koniec! ale on mi "zamknął drogę", odebrał argumenty. Zapytał o co chodzi, a ja nie wiem czego nie chcę i o co chodzi.Powiedziałam, ze "o cokolwiek"… Bo wszystko jest ok, do niczego mnie nie zmusza, nawet do żadnych związków, jesli nie jestem gotowa. W sumie bezsensu 🙂 Bo chciałm zwiać, a jak "nie pozwolił mi" to się ucieszyłam, ale nie tak na 100%, bo wracamy do punktu wyjścia, On jest cudowny, taki wyrozumiały..:sick: a ja jestem wstrętną suką…Przecież ja podświadomie prowokuję rozstania. Dążę do tego jak bohater "opery za dwa grosze". Czuję sie jak w kieracie. Niby człowiek jest mądry , a w pewnych kwestaich jest tak głupi, ze piszczy ta głupota i woła o pomstę do nieba. Od wtorku wracam na terapię, bo sobie odpuściłam, chyba niepotrzebnie..:sick:
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.