Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD związki

Przeglądasz 8 wpisów - od 11 do 18 (z 18)
  • Autor
    Wpisy
  • MartaJoanna
    Uczestnik
      Liczba postów: 7

      Nie obarczaj sie poczuciem winy, jak widzisz wiele osób ma podobny problem, to nie głupota, a zaburzenie. Ja mam dokładnie te same odczucia jak Ty w takiej sytuacji. Mam wrażenie, że ktoś mną manipuluje, że mnie osacza i , że muszę uciec, chociaż po fakcie, oceniając sytuację obiektywnie, wiem, że tak nie było. Na dokładkę gdy zakończę związek, to myślę, że nie trzeba było, a to wina tego przyciągania-odpychania. Teraz to wiem, niestety dalej niewiele z tego wynika. Bardzo chciałabym się kiedyś normalnie związać, założyć rodzinę, urodzić lub adoptować dziecko, ale póki co, to chyba niemożliwe

      kraks
      Uczestnik
        Liczba postów: 14

        no, ale jak już tak wszystko wiemy w teorii, to co dalej? może trzeba próbować dać sobie szansę, choćby na siłę nauczyć się kogos kochać- nie wiem czy tak się da, ale nie widzę innego wyjscia. Tylko poza mną jest jeszcze ktoś drugi, ktorego krzywdzę i uczyć się na nim normalności, to czysty egoizm…A chyba na kimś trzeba! Zacisąć zęby i nie dać się pożreć własnym filmom.

        JaAga
        Uczestnik
          Liczba postów: 218

          Mysle, ze spotkacie sie z jego znajomymi, dobra kolezanką i staniesz się o niego zazdrosna. Nie odpisze Ci natychmiast na smsa, bo będzie się kąpał, albo zostawi gdzieś telefon i wszystko wróci do normy:P Miłość przyjdzie sama.

          A tak poważnie to dobrze by było znaleźć jakiegos psychologa, bo przeciez tak nie można zyć.

          Ostatnio zauważyłam u siebie coś niepokojącego. Jeśli moj facet o mnie zabiega, duszę się. Chcę być sama.Czuję się osaczona, mam poczucie, ze ogranicza moją wolność.
          Jeśli pyta czy chcę od niego odpocząć, nagle stwierdzam, ze nie chcę. I wtedy na prawdę czuję, że chcę żeby jednak został.

          KObiety zaburzone trzeba chyba olewać, wtedy są niesamowicie przymilające się, słodkie i kochane.

          Mam zły wzorzec przywiązania, nie umiem być stała, boję się ograniczenia "wolności" zle rozumianej oczywiście, albo nadmiernej bliskości i boję się "odrzucenia" zle rozumianego oczywiście.

          Jestem jak takie dziecko, które potrzebuje uwagii i chce mieć drugą osobę tylko dla siebie, a z drugiej strony jestem taka kapryśna, chcę odepchnąć tą drugą osobę i zostać sama. Chociaż tak na prawde nie chcę.

          Wiem dlaczego tak robię, podobne relacje miałam z ojcem, on był strasznie nieprzewidywalny, czasami potrafił mnie przytulić(zazwyczaj wtedy gdy mnie olewał i próbowałam zwrócić na siebie jego uwagę)
          ale tez nigdy nie wiedziałam, kiedy mu coś odwali i kiedy się na mnie wydrze, bo cos mu nie pasuje.Chciałam miec tate, ale tez się go bałam.
          Nigdy nie wiedziałam co jest dobre a co złe, bo to zależało od jego humoru. Tanczyłam sobie pomiedzy "tato chcę twojej uwagii" po "tato boję się ciebie".
          Została mi ta sprzecznosc, to odpychanie i przyciąganie. Zwracanie na siebie uwagi i ucieczka.

          I to jest ten wzorzec. Chcę bliskości i chcę być kochana. W sumie bezgranicznie kochana taką miłoscią absolutną, bo mi tego brakowało, a z drugiej strony panicznie boję się.Pamiętam, ze jako dziecko nie lubiłam jak ktoś mnie przytulał, nienawidziłam się witać, nigdy nie dawałam buziaków koleżankom na powitanie.

          W moim związku ja jestem nie tak, zastanawiam się ile moj facet wytrzyma, albo dlaczego jest w stanie to wytrzymać. Moze tez jest z nim cos nie tak.

          Kraks na siłę nie będzie normalnie, bo się nie zmieni siebie, nie mozna chyba być na siłę normalnym. Sama wiedza, własnie nic mi nie dała. Nadal jestem nieprzewidywalna. Myślałam, ze jak wiem juz jak postępuję i dlaczego, to będę to kontrolować, ale to jest automatyczne, automatycznie czuję się osaczona, mimo, ze wiem, ze to tylko moja chora wyobraznia. To działa jak jakiś program, który się uruchamia niezależnie ode mnie. Wiem, ze zle działa, ale to, ze to wiem niczego nie zmieni. Trzeba zmienic oprogramowanie, ale jak? Nie urodzę się przecież jeszcze raz.
          MOgę przymknąć oko na te błedy, spróbować je obejśc, ale ich nie wyeliminuję ot tak.One i tak będą, mogę je tylko ignorować. POjawia się błąd, a ja tylko wiem, ze to błąd, nie unikam go. Staram się wziąć go pod uwagę, ale to nie sprawia, ze czuję inaczej.

          zielonooka
          Uczestnik
            Liczba postów: 11

            A mnie właśnie nieudany związek pchnął na trop że jestem DDA, gdzieś przeczytałam arta na podstawie wspomnianej książki "Kobiety które kochają za bardzo" i niedawno ją kupiłam, naprawdę polecam. Dostałam dużego kopa żeby coś zrobić ze sobą właśnie dzięki niej. Właśnie siedzę i szukam w necie info o DDA i konkretnych formach pomocy dla nich, właśnie przed chwilą trafiłam na to forum.

            Do kobiet "wolących drani" – wczoraj znalazlam portal http://www.kobieceserca.pl – ja na razie zapisałam się na szkolenie w listopadzie, potem może będę chodzila na spotkania. I jak już mi się uda załapać na spotkania dla DDA to myśle że równolegle.

            Pozdrawiam 🙂

            kraks
            Uczestnik
              Liczba postów: 14

              JaAga!. Przerażasz mnie. 😉 Ten początek jest poprostu okrutny. Już ujrzałam się oczyma wyobraźni…Tak na serio. Aż mnie ścisnęło w żołądku. Co do olewania, to ja reaguje histerią, miła jestem przez 10 min, potem dostaję małpiego rozumu i myśle, a co gorze móiwę nawet " Ty okrutniku niedobry zawsze wiedziałam, ze jesteś burak. I co? wyszło na moje! Heh:P Ja teraz cierpię, przez Ciebie tak"…Jeśli cierpię to znaczy, ze kocham, bo prawdziwa miłośc musi boleć. Jak nie ma bólu, to nie ma miłosci. Więc ten, który nie krzywdzi nie kocha naprawdę, tylko dusi i przytłacza…Jest taki nijaki, Co może mi dać? jakieś poczucie stabilizacji, oparrcia, bezpieczeństwa? E tam! Przeciez to nie miłosć, tylko takie "ciepłe kluchy". Nawet w pracy i na studiach pakuję się w największa kabałę jaką mogę. Jak jest za dobrze, to muszę cos przeskrobać, bo inaczej za długo byłoby spokojnie. Lubię się tak "podrapać do krwi". To jakby urzeczywistnianie własnych lęków. I tak się coś rozwali, więc może lepiej samemu to zrobić? Ma się wtedy poczucie sprawstawa, jakieś pozornej kontroli nad sytuacją. Jestem w czymś co znam, więc paradoksamnie jest to dla mnie bardziej bezpieczne. A poza tym ten komfort, że to nie oni Ciebie …ale to Ty ich! Jakiś sposób na podtrzymanie jako takiego pozytywnego obrazu własnej osoby.

              filemon
              Uczestnik
                Liczba postów: 1

                czesc. jestem w bardzo podobnej sytuacji .po 2o latach toksycznego zwiazku postanowilam odejsc . oczywisci e natychmiast trafilam do domowego piekielka raptem okazalo sie ze eks malzonek nie moze zyc bezemnie ale i wdalszym ciagu bez alkocholu .jestem obiektem pomowien o kochankow co jest wynikiem urojen alkocholowych . mam przyjaciela i to tylko kologe on ma swoje problem a ja swoje i pomagamy sobie wspierajac psychicznie boje sie jednak aby ten chlopak nie mial problemow a ten lek nie jest bezpodstawny .musze miec duzo sily aby walczyc oswoja godnosc tylko zkat czerpac sily gdyczuje sie zagrozona i szantazowana .gnebi mnie taki sam brak zaufania do innych mezczyzn i wiem ze to tylko praca nad soba moze to zmienic tylko nie wiem od czego zaczac zeby troche lepiej sie poczuc

                Katarzynka21
                Uczestnik
                  Liczba postów: 808

                  Dziewczyny, a ja mam normalny zwiazek z najnormalniejszym facetem, ktory ani nie jest draniem, ani dupkiem, jest dobry, pomocny, przyjacielski, bardzo sie lubimy i kochamy oczywiscie, w zasadzie prawie nigdy sie nie klocimy, dobrze sie rozumiemy, on mnie sznuje, szanuje moje wybory, moja wolnosc, z ktorej nie korzystam jakos nadmiernie, bo majac ja zapewniona wcale jej tak duzo nie potrzebuje. Moj facet nieraz gotuje obiady, sprzata jak trzeba, robi zakupy, pomaga mi we wszystkim, nie gnoi itp i kocham go strasznie, ale…..najintensywniej czuje swoje uczucia po chwilach zlosci, tych sporadycznych, ale jednak. Wtedy jak czuje to przejscie ze zlosci, poklocenia na dobre tory to serce mi wali jakbym normalnie dopiero co zaczela sie z nim spotykac.

                  Tak sobie mysle, ze chyba kazda z nas ma ta przypadlosc. Dopiero czujemy intensywnie jak uczucia przechodza z jednej skrajnosci w druga. Pewnie to i normalne,a le u nas duzo bardziej nasilone. Spokoj wydaje nam sie nudny lub zagrazajacy.

                  JaAga
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 218

                    Kiedys bylam i przyjazniłam sie z czlowiekiem, ktory pokazal mi, ze zaufanie nic nie znaczy a słowa kłamią.Zdeptal mnie z ziemią.Teraz nie pozwala mi o sobie zapomniec i chce utrzymywac kontakt.Nie umiem stworzyc nowego zwiazku, bo w nic nie wierze.
                    Skoro nie mogłam ufac komus najblizszemu, to jak mam znowu pozwolic sie komus do mnie zblizyc.

                  Przeglądasz 8 wpisów - od 11 do 18 (z 18)
                  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.