Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › …zWiĄzKi…
-
AutorWpisy
-
Anonim
8 września 2009 o 00:27Liczba postów: 20551Witajcie!
Chcialabym Was zapytac o Wasze związki, bo pewnie wielu z Was kogos ma…
Ja zauwazylam u siebie ta zaleznosc ze wybieralam facetow, ktorzy "dobrze zrozumieja" moja sytuacje i uczucia. Wiec na ogol z rownie pokreconymi doswiadczeniemi rodzinnymi i chcac nie chcac obciazeniem psyhicznym. Jak sie pozniej okazywalo byli alkoholikami… Okazywalo moze nie jest to dobre slowo, bo przeciez od poczatku widac pewne rzeczy tylko nie zawsze zwracamy na nie uwage…
Sama nie wiem czy bardziej wydawalo mi sie ze ich "wylecze" czy tez ze tylko oni sa w stanie mnie wspierac- bo znaja ta sytuacje z autopsji?
Zauwazylam tez ze kurczowo trzymamlam sie zwiazkow. Nawet jezeli bylo zle i wiedzialm ze to nie moze sie dobrze skonczyc trwalam w tym. Przerabialm dokladnie to samo co moja matka z moim ojcem a pamietam jeszcze nasze rozmowy ze nigdy nie powtorze jej bledow… Nie wiem sama dlaczego czy to z leku przed samotnoscia czy poprostu wydawalo mi sie to normalne bo bylam przyzwyczajona do takiego scenariusza do zycia z alkoholikem?? chyba troche i jedno i drugie…
Kiedy z kolei poznam zupelnie fajnego faceta mysle sobie ze na pewno nie zwroci na mnie uwagi, albo ze ma wokol siebie miliony fajniejszych dziewuch,albo ze poprostu na niego nie zasługuje.
Po ostatnim zwiazku posatanowilam sobie ze musze najpierw poukladac swoje zycie, zeby w koncu bylo takie jak chce w rzeczywistosci nie jedynie w moich marzeniach, Obawiam sie z kims zwiazac "Nie stac" mnie juz na pomylke w tej dziedzinie. Od stycznia jestem sama i wcale nie jest zle, dostrzegam swoje pragnienia i marzenia i probuje je realizowac…. probuje….
jak jest z Wami?????Anonim
9 września 2009 o 08:10Liczba postów: 20551ja w wieku 19 lat poznałam pewnego chłopaka i myślałam, że to miłość… teraz z per9 miesspektywy czasu wiem, że to było tylko fatalne zauroczenie… po jakimś czasie odkryłam, że alkohol, narkotyki i imprezki to jego żywioł a ja wtedy naiwnie wierzyłam że byłabym wstanie go zmienić… teraz dziękuję Bogu, że nic z tego nie wyszło…
Nie da się ukryć, że mam ciężki charakterek, jestem strasznie uparta, lubię postawić na swoim, mówię prosto z mostu to co myślę, czasami jestem zbyt impulsywna i najpierw coś robię lub mówię a potem dopiero myślę… znajomi bardzo często nazywali mnie panną poza zasięgiem… myśląc o tym wszystkim po dłuższym czasie dochodzę do wniosku, że podświadomie zachowywałam się tak jakbym chciała ich sprawdzić. Potrafiłam np. dostając zaproszenie na kawę od kolegi odmawiać tylko po to aby sprawdzić co wtedy zrobi, gdy np nalegał to potrafiłam go zrównać niemal z ziemią twierdząc, że nie mam ochoty robić czegoś tylko dlatego, że on tak chce…że nie jestem marionetką i też mam prawo wyrazić swoje zdanie, że jak chce aby ktoś robił to co on mu każe to powinien raczej zainwestować w pieska, którego będzie mógł sobie wytresować i najczęściej się chłopaka wtedy murowało a ja się rozłączałam… A tak naprawdę to chciałam tylko żeby postarał się mnie zrozumieć, żeby nie narzucał mi własnego zdania a jednocześnie nie pozwolił mi narzucać swojego… Myślę po prostu, że z jednej strony miałam dość tego, że mój tata nie liczy się z moim zdaniem tylko narzuca własne a z drugiej dość tego, że o wszystko musiałam martwić się sama…
W pewnym momencie na mojej drodze Bóg postawił mojego dawnego znajomego, który kiedyś zabiegał o moje względy ale z innych powodów dostał kosza… i ten ów chłopak przez półtora miesiąca starał się mnie zdobyć, okazał się równie uparty jak ja, i choć nie było łatwo to on się nie poddawał bo stwierdził, że warto… Ja potrafiłam mu napisać jednym ciągiem 30 smsów tłumacząc, że to nie ma sensu, że nie chce go zranić itd a on odpisywał na nie tylko dwoma słowami "kocham Cię…", które niestety zamiast sprawiać, że skakałam z radości to sprawiały że płakałam z bezsilności, ale w pewnym momencie wymiękłam, i postanowiłam dać sobie szansę… teraz myślę, że najpierw chyba chciałam mu udowodnić że to jednak ja miałam rację, że on zasługuje na kogoś lepszego, itd, ale bardzo szybko okazało się że wpadłam po uszy… początki mieliśmy naprawdę trudne i to z mojej winy, po jakichś 2 tygodniach czekałam tylko na to, kiedy jego rodzice mnie znienawidzą, bo on wychodził do mnie cały w skowronkach a wracał przybity… byliśmy blisko rozstania i wtedy zdałam sobie sprawę że naprawdę mi na Nim bardzo zależy… On znalazł klucz do mojego serca… nauczył mnie kompromisów, potrafi mnie utemperować jak mało kto i umie poskromić we mnie złośnice, to On nauczył mnie prawdziwej miłości i za to mu dziękuję, chociaż czasami się zastanawiam jak on ze mną wytrzymuje… co do tego że ma pokręcone życie rodzinne to jego rodzice są o krok od rozwodu:-( ale myślę ze w żadnej rodzinie nie jest tak, że jest idealnie… jak w każdym związku tak i nam zdarzają się kłótnie ale staramy się wszystko przegadać na spokojnie w rozmowach w których najczęściej używanym słowem jest słowo "dlaczego?", jeśli nawet za jakiś czas miałoby się to wszystko rozpaść jak domek z kart to i tak nigdy nie będę żałowała ze to się w ogóle zaczęło gdyż wiele dobrego napewno z tego wyniosę…Olia 🙂
Wiesz, co? Ja wlasnie skonczylam zwiazek, w ktorym bylam po drugiej stronie barykady. Walczylam, staralam sie zrozumiec moja druga polowke z problemami, sluzylam wsparciem, pomoca, czym moglam. Dawalam tyle milosci i nie moge powiedziec, ze jej nie dostawalam. Dostawalam zawsze gdy bylismy razem, w danej chwili. Bylam szczesliwa jakw niebie. Ale co jeszcze dostalam? zwlaszcza gdy dzielily nas kilometry? Niepewnosci, oszustwa, klamstwa, obietnice i zapewnienia, ktore szybko okazywaly sie puste. Piekne slowa rownie puste. Frustracja, niepewnosc co to bedzie kiedys, coraz wiecej znakow ze pakuje sie w cos co kiedys mnie zniszczy. To wszystko dlatego ze moj chlopak nie potrafil zrozumiec ( mimo ze twierdzil, ze rozumie ) tego, ze on sam dla siebie potrzebuje sie zmienic, potrzebuje chyba wiekszej pomocy, pomocy psychoterpauety byc moze, a nie tylko mojej milosci i KONTROLI. On sam przyznawal ze on jest inny tylko przy mnie, ze to ja go zmieniam, ze musi byc ciagle pod moja kontrola. Czyli zrzucal odpowiedzialnosc za swoje zachowanie na mnie. Ja mu tlumaczylam dlugo, ze to on ma problem i ze moze sobie pomoc, ale musi wyciagnac reke po ta pomoc. To okazalo sie dla niego za trudne. Isc i pytac o pomoc? Po co? Przeciez wystarczy ze bedziesz przy mnie i bedziesz mnie kontrolowala na kazdym kroku a bede grzeczny. Nie dlatego ze sam tego chce ale dlatego ze ty odegnasz cale zlo…… to za duzo na moje barki….
I tym dlugim wstepem chcialam powiedziec ci Olia jak bardzo Cie podziwiam za to ze sama dostrzeglas ze to w Tobie tkwi problem i postanowilas cos z tym zrobic. Pomoc sobie a tym samym twojemu przyszlemu partnerowi i Twojemu szczesciu! Nigdy nie jest za pozno na to, a Ty wlasnie podjelas dzialania, zrobilas ten NAJWAZNIEJSZY KROK. Wiadomo beda sukcesy i porazki, i pomylki i rozne sytruacje ktore zdarzaja sie wszystkim, ale idziesz w dobrym kierunku i kiedys to zaprocentuje. Sama wzielas inicjatywe i odpowiedzialnosc za swoje zycie, a to duzo. Niektorzy tego nie potrafia…
Trzymam kciuki z calego serca, gratuluje 🙂
Martinko 🙂
Jak on z Toba wytrzymuje? Kocha Cie 🙂 Dostrzega w Tobie to dobro ktore tam tkwi, piekne cechy, zalety. Jest gotow dac Ci tyle milosci ile tylko moze. Nie poddal sie mimo Twojej walki na poczatku i co? I juz to procentuje, juz sie przy nim troche zmienilas prawda? W zadnym zwiazku nie jest idealnie, zawsze sa klotnie, ja mysle ze najwazniejsza jest SZCZERA rozmowa, zadnych oszustw, zadnych klamstw,. bo to zabija i rani a przeciez obie strony daza do szczescia. Badzcie szczesliwi, zaslugujesz na to 🙂
Kochani 🙁 Totalna porażka.
Jestem DDA, 24 lata, ojciec czynny alkoholik, mieszkam z nim i z koalkoholiczka mama.
Związki? Tragedia. Ostatni, zręczeni bylismy skończylam rok temu. Wkończona psychicznie i fizycznie (nerwica, nie jadlam, depresja, leki biore do teraz).
Teraz od kilku mc "krecil się" kolo mnie pewien chlopak. Byl wytrwaly wiec zaczelam sie z nim spotykac. Pelna niepokoju, obaw, ze to nie ten. Byl dla mnie dobry, uczynny. To wystarczylo. Mala nidokochana dziewczynka zlapala sie na ten haczyk, ze ktos jest dla mnie dobry, dba o mnie w jakims sesie. I powoli zaczelam sie do niego przekonywac. Ale… pali marichuane, teraz niby rzuca, ostatnio na imprezie wzial ze znajomymi kokaine. Czy ja jestem skazana na powtórzenie schematu z domu? Czy ja nie spotkam w swoim zyciu normalnego faceta? A jak spotkam to czy bede potrafila z nim zyc?
Mam ogromny lęk przed samotnością. I boje się, że z tego lęku wpakuję się tak samo chory związek jak moja mama, stworzę taką samą, a może ciut inną PATOLOGIĘ. Proszę wesprzyjcie choć dobrym slowem, bo jestem zalamana 🙁BillyJean
Ale zerwalas z tym chlopakiem od kokainy, kochana? mam nadzieje….to bagno gorsze od wszystkich.
Jak to mowia tego kwiatu pol swiatu, i ja tez teraz musze czekac na tego swojego, znowu. zapomniec o tym co bylo, zaleczyc rany i isc do przodu. jak to mowia patrzec w przednia szybe a nie we wsteczne lusterka. Kazdy, czy DDA czy nie, boi sie samotnosci i gdy nie spotyka bratniej duszy majac juz te 20 kilka lat to boi sie ze zostanie juz na zawsze sam. Potem pewnego pieknego dnia pojawia sie ta osoba ktora jest cudowna, wyrozumiala, kochajaca, BEZ powaznych problemow z nalogiem.
Nigdy nie wiemy czy nasze zwiazki beda udane, probuje sie, stara i albo wychodzi albo nie. Jesli nie, zawsze w czyms tkwi problem i jak ten problem juz sie zidentyfikuje mozna nad nim pracowac.
Chodzisz moze do psychologa czy na jakas terapie? Moze to byloby strzalem w dziesiatke , czyms co pozwoliloby Ci odstawic leki i zaczac zyc szczesliwie….?
Sama próbowalam lata temu narkotykow od marichuany po kokaine. To byla ucieczka nastolatki od problemow i radzilam sobie wtedy tak, jak nastoletnie dziecko potrafilo wtedy sobie radzic. Od kilku lat nie biore i nie mam zamiaru, ani ochoty brac.
Od roku chodze na grupe, mam tez psychologa (choc widzimy sie zbyt zadko, raz na dwa tyg). Caly swiat jest w moich oczach grozny, tylu ludzi jest zaburzonych i nic z tym nie robia, czasem nawet nie zdaja sobie z tego sprawy 🙁 A ja czuje sie bezpiecznie tylko na grupie, tylko z ludzmi w grupie i z zasadami tam panujacymi. Boje sie zycia, na prawde sie boje 🙁
Tabletki biore, poniewaz tak jak cukrzyk ma niedobor insuliny , tak moj organizm ma niedobór chemiczny w postaci braku serotoniny i muszę mu jej dostarczac 🙁 Póki co.
Jeszcze nie zerwalam. Ale jeszcze się z nim też nie spotkalam.Mówi, że nie ma z tym problemu , że to byla glupota, że wziąl. Ja w ogóle nigdy w życiu nie wiem gdzie jest granica wszystkiego? Kiedy zaczyna sie uzależnienie? Czy wszyscy ludzie pijący alkohol są alkoholikami? Skąd ja mam to wiedzieć 🙁 Nie wiem co robic.🙂 uśniecham się do Was, ale trochę przez łzy.Skąd ja to wszystko znam?
Acha, wiem!
Jakby moje życie, moje rozterki, moje smuteczki.
Oboje rodziców czynni alkoholicy, długo , a pewnie i teraz trochę nie dostrzegałam połączeń: ja – oni. Ale jestem z ich krwi, co baaardzo trudno mi było przyznać. Zyję bardzo daleko od nich, ale cały czas napiętnowana, jednak z czasem, z wiekiem widzę SIEBIE ! Niestety związki – tragedia!!!!!! Dranie to mój typ, jakby mi ktoś na nich jakiś kod wmontował. Miłość i nienawiść , ból i szczęście to ta sama chemia w mózgu, i naprawdę warto mieć tego świadomość. Różnica polega jedynie na naszej kontroli siebie, zrozumieniu i pokochaniu siebie, czego sobie i Wam, kochani, życzę!!!!!!!
Zyjmy mądrze, chociaż to trudniejsze!
POzdrawiam wszystkich DDACZeść Kochani! Nie wiem czy kogos obchodzi moja historia, ale moze bedzie przestroga dla innych, dlatego pisze jej dlaszy przebieg.
Wczoraj mialam dluga rozmowe, przez tel niestety. Nie potrafie z nim zerwac, byc konsekwentna. Tak bardzo boje sie samotnosci 🙁 Dobija mnie to,ze widze,ze on nic sobie nie robi z moich slow, śmieje sie, że mam przesac z nim zrywac i nie przesadzac.
Porazka 🙁Ja tylko dodam, ze czasem lepsza jest samotnosc niz ciagla udreka, bol, niepewnosc co sie stanie, brak zaufania. To niszczy nas, nasza psychike, to nie jest milosc.Milosc to ufnosc i spokoj i warto o niej marzyc i na nia czekac. Rozstania bola i sa bardzo ciezkie, trzeba sie po nich podnosic. Dla ludzi ze slabsza psychika mysle ze najlepsze jest wyjscie do ludzi. Mimo ze sie nie chce, ze chce sie schowac pod koldre i nie widziec nikogo, tylko cierpiec i plakac, ale gwarantuje ze gdy poznaje sie wiecej ludzi, odkrywa sie ze sa wspaniali ludzie , ktorzy nie serwuja nam ciaglej nerwowki. Warto probowac, po prostu poznawac ludzi, niekoniecznie od razu z nastawieniem ze znajde nowego chlopaka. Poznawac ludzi i dawac sobie szanse na lepsze samopoczucie i na spotkanie milsoci…. Ja wlasnie tez musze sie do tego zastosowac. Wiem, ze to na pewno dobry pomysl, tylko gorzej z realizacja ale zrobie to dla siebie.
Dziewczyny trzymam za was kciuki, za wasza sile. Czego chcecie? Chcecie byc szczesliwe i kochane. Zaslugujecie na to i macie wybor.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.