Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD …zWiĄzKi…

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 20)
  • Autor
    Wpisy
  • Plastelina
    Uczestnik
      Liczba postów: 10

      A ja? Dranie to nie to co mnie przyciągało, raczej egoiści albo ludzie obojętni na innych… Nie wiem dokładnie, bo za krótko to trwało żebym mogła ich dobrze poznać. Zrywałam wszystko po kilku miesiącach, z nikim nie wytrzymałam nawet pół roku.W każdym z nich dostrzegałam podobne zachowania jakie serwował mój ojciec i to był początek końca naszej znajomości. Dalej to już tylko szukałam pretekstu do zerwania, żeby na pewno mnie dobrze zrozumieli i się odczepili. Nie wiem nawet czy nadużywali alkoholu…
      A tak naprawdę nie wyobrażałam sobie swojej przyszłości z żadnym z nich. Dziecko? Przecież ja go nie wychowam na normalnego człowieka, będzie mordercą albo kimś takim. Albo będzie się różniło od rówieśników bo ja sobie nie dam rady i po co ma być nieszczęśliwe.Nie wyobrażałam sobie dnia codziennego z żadnym z tych facetów. Zawsze wizję miałam taką, że bedzie miał zmarnowane życie przeze mnie, więc lepiej zerwać już teraz bo potem będzie trudniej. Niech sobie znajdzie kogoś lepszego, bo ja się nie nadaję.
      W ogóle podziwiam ty ch wszystkich DDA, którzy założyli rodziny i mają dzieci. Swietnie sobie w życiu radzą uważam.

      Anonim
        Liczba postów: 20551

        Mam dokładnie to samo. Bardzo długo uważałam to za moją cechę charakteru, to wcale nie jest śmieszne, tzw: zła kobieta. Zranić nim ( a wiedziałam to na 100) mnie zranią. W ten sposób wielu dobrym chłopakom zrobiłam wiele złego, ale nieświadomie. Nie akceptując siebie , nie dając sobie szansy bycia kochaną nie rozumiałam w jakim piekle żyję, bo tak było od zawsze, a niestety otoczenie niewiele widziało, a ja się nie wywnętrzniałam . Zarastałam kolejnymi watrstwami strachu, odrzucenie, a w końcu złości na tych cholernych ludzi, co żyją obok,chodzą, jedzą, gadają, ale nic nie widzą!!!
        Byłam jak jakiś dziki zwierzak zamknięty w klatce, a jak otworzono mi w końcu drzwi , to pobiegłam prosto w paszcze lwa. Ale teraz jest stabilnie, co dla mnie bardzo dużo znaczy. Jestem sama, bo tak chcę, póki co. Bywa, że boję się nadchodzącego dnia, nieżyczliwych komentarzy, ale mam na to sposób. Strachowi pozwalam się uzewnętrznić, obserwuję siebie, jak dostaję wypieków, trzęsą mi się ręce, pocę się, czekam cierpliwie głęboko oddycham, zaczynam się trochę sama z siebie nabijać, oczywiście w myślach, no i po kilku chwilach panika mija, znowu świeci słońce!!!!
        Nie jest idealnie, ale jest lepiej niż w przeszłości, a dzięki temu znajduję w sobie naprawdę nieprzebrane pokłady fascynacji losami ludzkimi i nie tylko ;)))))))
        pozdrawiam Plastelinę, bo mamy wiele wspólnego i wszystkich innych DDA także
        Nigdy nie lubiłam przynależeć do żadnych grup,ale bycie DDA daje mi dziwnie przyjemne poczucie wspólnoty.

        PATRYCJA123
        Uczestnik
          Liczba postów: 471

          Ja szukałam zawsze bratniej duszy i bez nałogów. Związałam się z mężczyzną który tak jak ja jest DDA. Rozumiemy się i jak na razie jest nam ze sobą dobrze. Oboje mieliśmy trudne dzieciństwo i może to nas do siebie zbliżyło. Najgorsze jest jednak to, że ja nikomu nie ufam, również jemu. W mojej głowi aż skwierczy od negatywnych scenariuszy, że zacznie pić, że zdradzi, że okłamie, że skrzywdzi. Trudno żyć z takim przeświadczeniem. Czasami zastanawiam się czy ja tak naprawde kocham, tak prawdziwie, bo coś mi sie nie wydaje, innaczej nie czuła bym się taka samotna- a tak sie właśnie czuję. Czasami mam wrażenie że ludzie( po za nim) mnie nie rozumieją. Zawsze inna i ciągle taka samotna – JA 🙁

          PATRYCJA123
          Uczestnik
            Liczba postów: 471

            Ja szukałam zawsze bratniej duszy i bez nałogów. Związałam się z mężczyzną który tak jak ja jest DDA. Rozumiemy się i jak na razie jest nam ze sobą dobrze. Oboje mieliśmy trudne dzieciństwo i może to nas do siebie zbliżyło. Najgorsze jest jednak to, że ja nikomu nie ufam, również jemu. W mojej głowi aż skwierczy od negatywnych scenariuszy, że zacznie pić, że zdradzi, że okłamie, że skrzywdzi. Trudno żyć z takim przeświadczeniem. Czasami zastanawiam się czy ja tak naprawde kocham, tak prawdziwie, bo coś mi sie nie wydaje, innaczej nie czuła bym się taka samotna- a tak sie właśnie czuję. Czasami mam wrażenie że ludzie( po za nim) mnie nie rozumieją. Zawsze inna i ciągle taka samotna – JA 🙁

            BIZON
            Uczestnik
              Liczba postów: 3

              NAUCZ SIĘ BYC SAM/SAMA ,NIE BÓJ SIĘ CHODZIC NA RANDKI I OCENIAC CZY CHCESZ Z KIMS BYC CZY KTOS CI NIE ODPOWIADA."lASKI I FACECI" ,żeby tchnąć w was trochę optymizmu i pokazać wam,że życie nie jest tak beznadziejne jak myślicie ,i że każdy ma pewien wybór oraz każdy z nas ma silną wolę PRZYTOCZĘ TU MOJA HISTORIĘ. Mam 25 lat i pochodze z fizycznie ,emocjonalnie i psychicznie doskonałej rodziny.Jak z amerykańskiej reklamy wszyscy sobie pomagają i kochaja się nad życie,mówią sobie prawdę,wspierają się i rozumieją.Jest OK.Małotego jestem jedynaczką i rodzina mnie wspiera finansowo i psychicznie we wszyskim zawsze mnia wspierała ,gdyż miałam kłopoty ze zdrowiem i byłam raczej słabym dzieckiem ,dzięki nim wyszłam "na ludzi"-mówiąc pięknie………..plaplaplapla.Wszystko ładnie tak sobie tylko wyglądało od dawna i wygląda nadal ,ale to wszystko jest tylko NA POKAZ. W rzeczywistości BYLO i JEST zupełnie inaczej.To nie jest obrazek i cukierek tylkoo wiele bardziej skomplikowana historia ,którą zaraz tu opiszę. Jak już napisałąm jestem jedynaczką.Mam dziadków którzy obydwoje przeżyli wojnę.Babbia była nauczycielką przez 55 lat ,sfrustrowaną i nękaną różnymi wojennymi obsesjami,lękami i nerwami przez które przeszła wiele poważnych operacji(wynik zbyt dużej kumulacji stresów i napięcia,nipoukładanego życia i samotności w każdej poważnej sytuacji w małżeństwie,którego uporczywie trzyma się aż do dziś z chorego obowiązku).Dziadek były wojskowy całe życie miał problem z piciem i paleniem( despotyzm ,znieczulica emocjonalna i brak odpowiedzialności za rodzinę).wychowali dwójkę dzieci:moją matkę i mojego wujka.Matka bała się mężczyzn i zawsze od nich stroniła,wujek miał bardoz dużo kobiet (naprawdę fantastyczne dziewczyny.normalne,odpowiedzialne).Wuj nigdy się nie ożenił ,jest sam i bardzo tego żałuje,ma 56 lat.Matka wyszła za człowieka z problemami(z patologicznej,ale wyjątkowo uzdolnionej rodziny).Bił ją ,molestował psychicznie i emocjonalnie nawet kiedy była w ciąży.Rozwiodła się z nim za sprawą rodziców(niegodnych niestety naśladowania).Swoje problemy niestety ciągneła przez życie ze sobą ,nadal je w sobie nosi.Co do mnie rosłam sobie nieświadoma niczego,poczucia własnej wartości,normalnych ludzkich relacji,tego jak się bronić i że nie "wszystko jest tylko moją winą i powinnam ponieść karę".Przez całą podstawówkę i liceum rówieśnicy mi dokuczali,nie raz bardzo dotkliwie:kradli przybory z plecaka,zamykali gdzieś ,niszczyli ubrania,upokarzali przed całą klasą i wychowawcą,zmieniali 5tki na 4rki manipulując nauczycielem na różne sposoby.Nie dosc tego chodziłm jeszcze naweekendowe spotkania z ojcem i jego rodziną)gdzie urażano moje emocje i podważano wartość i inteligencję w sposób BARDZO DOTKLIWY).Zwierzałam się babce ona tylko wmawiała mi że muszę czuć sie winna za ten koszmar.pomimo iż czułam że to ja mam rację,nie dosć tego byłam jak na swój wiek dojrzała emocjonalnei,miałąm swoje zdanie,i byłą uzdolniona językoko,polonistycznie .plastycznie i językowo(nadal jestem:)).Nie miałąm nawet do teog prawa,argymentem babki na wszystko było zmusznie ,straszenie i pchanie do kościoła i w religię)która nawiasem mówiąc wcale mi nie odpowiadała i strorzyła jeszcze więcej problemów.prowadzona była przecież przez nie kompetentnych ludzi).W wieku 13 lat moja rodzina zdecydowała ,ze nie radzi sobie z tymi wszystkimi problemami i określiła mnie mianem "bardzo problematycznego dziecka.BYLAM PRZERAZONA…Zaprowadzili mnie do psychiatry,który zrobnił mi test na inteligencje wykazując że jestem niedorozwinięta mam schizofrenie i nerwicę manniakalno-depresyjną ,depresje i BÓG WIE CO JESZCZE,naćpał mnie ciezkimi psychotropami na 9 lat życia.Przez 9 lat borykałam się z nadmierną sennością ,stanami lękowymi-wywoływanymi przez te środki,brakiem koncentrscji na nauce,komentarzami rodziny,otyłoscią ,rozregulowaniem hormonalnym i rozregulowaniem tarczycy oraz rytmu życia normalnego nastolatka,a później kobiety,małym poczuciem własnej wartości i przed wszsystkim samotnością.Rodzina uczyniła ze mnie dziecko,uparcie tierdząc ,ze jestem za słaba,niezdolna,za muszę ,z drugiej strony uczyć się i robić wszystko ponad siły.Płynąc przez życie na tratwie po omacku BEZ UCZUC ,CELÓW,MARZEŃ9BO PRZECIEZ SA NIEREALNE I TRZEBA TYLKO PRZETRWAC)BEZ SIEBIE,BEZ KOBIECOSCI ,SEKSUALNOSCI,POCZUCIA WLASNEJ WARTOSCI,NADZIEJI,PRZYJACIÓL,ZE STRACHEM . Rok temu koszmar się skończył,trafiąłm na dobrych lekarzy i życzliwych ludzi oraz dwie książki BEATY PAWLIKOWSKIEJ:"W DZUNGLI ZYCIA " ORAZ W "DZUNGLI MILOSCI". I …odnalazłam siebie ,wróciły moje pasje i talenty ,przekonałam ,że cały ten czas miałam w sobie mnóstwo marzeń i mysłi ,pozytywnych ciepłych emocji i emergi to były moje zainteresowania:plastyka,muzyka,sport,ksiązki i języki obce,wyobrażnia ,pozytywne kino i wizualizaje siebie w którejś z tych ról w przyszłosci,coś co robiłam w każdej
              trudnej chwili życia ,coś co dałało mi NIESAMOWITA SILE I nadzieje.PRZEZ CALY TEN CZAS NIGDY NIE SIĘGNĘLAM PO PAPIEROSY I ALKOHOL ORAZ NARKOTYKI,NIE SZUKALAM WSPARCIA W SEKCIE.BYLAM SAMA ALE NIE BYLAM SAMA.NIE BOJĘ SIE CHODZIC NA RANDKI,WIEM ILE JESTEM WARTA,WIERZE W SIEBIE I WIERZE,ZE BEDE MOGLA ZYC NORMALNIE I WPELNI SIĘ REALIZOWAC ZAWODOWO ORAZ ZE BĘDĘ W UDANYM ZWIAZKU Z DRUGA OSOBA.NIE BOJĘ SIE MĘZCZYZN I WIEM ,ZE BĘDĘ POTRAFIĘ WLASCIWIE OCENIC DRUGIEGO CZLOWIEKA,A JESLI MEZCZYZNA NIE BĘDZIE MI ODPOWIADAL TO PO PROSTU Z NIM ZERWĘ.WIEM,ZE MOGĘ NA SOBEI POLEGAC,zejście z 9 letnie gehenny psychotropów przypłaciłam roczną bezsennością i ponad 80 cioma atakami paniki(strach,pot,dreszcze,konfulzje oraz wzrost tętna ponad 230 uderzeń na minutę) z większością byłam sama, i pracowałam występując na forum prze prawie 30 osbową grupą. dam radę ,co wiecej chcę sie z Wami podzielić czymś ważnym drogie dziewczyny i mężczyźni:na jedno macie wpływ:NA SAMYCH SIEBIE I NA TO CO TERAZ ZROBICIE ZED SWOIM ZYCIEM, WARTO WALCZYC,WARTO W SIEBIE WIERZYC ,WARTO BYC DLA SIEBIE PRZYJACIELEM I WARTO PRACOWAC NAD SOBA I NIE BAC SIĘ PRZEDE WSZYSTKIM SIEBIE I SWOJEJ DUSZY,A PRZEDE WSZYSTKIM WYBACZYC SOBIE I INNYM I NIE WRACAC DO PRZESZLOSCI(NIE UZALAC SIĘ NAD SOBA TYLKO DO ROBOTY) I CO NAJWAZNEIJSZE NIE PRZEJMOWAC SIE OPINIA INNYCH LUDZI I POKONYWAC TRUDNOSCI. POWODZENIA I 3 MAM ZA WAS KCIUKI . BIZON

              BIZON
              Uczestnik
                Liczba postów: 3

                NAUCZ SIĘ BYC SAM/SAMA ,NIE BÓJ SIĘ CHODZIC NA RANDKI I OCENIAC CZY CHCESZ Z KIMS BYC CZY KTOS CI NIE ODPOWIADA."lASKI I FACECI" ,żeby tchnąć w was trochę optymizmu i pokazać wam,że życie nie jest tak beznadziejne jak myślicie ,i że każdy ma pewien wybór oraz każdy z nas ma silną wolę PRZYTOCZĘ TU MOJA HISTORIĘ. Mam 25 lat i pochodze z fizycznie ,emocjonalnie i psychicznie doskonałej rodziny.Jak z amerykańskiej reklamy wszyscy sobie pomagają i kochaja się nad życie,mówią sobie prawdę,wspierają się i rozumieją.Jest OK.Małotego jestem jedynaczką i rodzina mnie wspiera finansowo i psychicznie we wszyskim zawsze mnia wspierała ,gdyż miałam kłopoty ze zdrowiem i byłam raczej słabym dzieckiem ,dzięki nim wyszłam "na ludzi"-mówiąc pięknie………..plaplaplapla.Wszystko ładnie tak sobie tylko wyglądało od dawna i wygląda nadal ,ale to wszystko jest tylko NA POKAZ. W rzeczywistości BYLO i JEST zupełnie inaczej.To nie jest obrazek i cukierek tylkoo wiele bardziej skomplikowana historia ,którą zaraz tu opiszę. Jak już napisałąm jestem jedynaczką.Mam dziadków którzy obydwoje przeżyli wojnę.Babbia była nauczycielką przez 55 lat ,sfrustrowaną i nękaną różnymi wojennymi obsesjami,lękami i nerwami przez które przeszła wiele poważnych operacji(wynik zbyt dużej kumulacji stresów i napięcia,nipoukładanego życia i samotności w każdej poważnej sytuacji w małżeństwie,którego uporczywie trzyma się aż do dziś z chorego obowiązku).Dziadek były wojskowy całe życie miał problem z piciem i paleniem( despotyzm ,znieczulica emocjonalna i brak odpowiedzialności za rodzinę).wychowali dwójkę dzieci:moją matkę i mojego wujka.Matka bała się mężczyzn i zawsze od nich stroniła,wujek miał bardoz dużo kobiet (naprawdę fantastyczne dziewczyny.normalne,odpowiedzialne).Wuj nigdy się nie ożenił ,jest sam i bardzo tego żałuje,ma 56 lat.Matka wyszła za człowieka z problemami(z patologicznej,ale wyjątkowo uzdolnionej rodziny).Bił ją ,molestował psychicznie i emocjonalnie nawet kiedy była w ciąży.Rozwiodła się z nim za sprawą rodziców(niegodnych niestety naśladowania).Swoje problemy niestety ciągneła przez życie ze sobą ,nadal je w sobie nosi.Co do mnie rosłam sobie nieświadoma niczego,poczucia własnej wartości,normalnych ludzkich relacji,tego jak się bronić i że nie "wszystko jest tylko moją winą i powinnam ponieść karę".Przez całą podstawówkę i liceum rówieśnicy mi dokuczali,nie raz bardzo dotkliwie:kradli przybory z plecaka,zamykali gdzieś ,niszczyli ubrania,upokarzali przed całą klasą i wychowawcą,zmieniali 5tki na 4rki manipulując nauczycielem na różne sposoby.Nie dosc tego chodziłm jeszcze naweekendowe spotkania z ojcem i jego rodziną)gdzie urażano moje emocje i podważano wartość i inteligencję w sposób BARDZO DOTKLIWY).Zwierzałam się babce ona tylko wmawiała mi że muszę czuć sie winna za ten koszmar.pomimo iż czułam że to ja mam rację,nie dosć tego byłam jak na swój wiek dojrzała emocjonalnei,miałąm swoje zdanie,i byłą uzdolniona językoko,polonistycznie .plastycznie i językowo(nadal jestem:)).Nie miałąm nawet do teog prawa,argymentem babki na wszystko było zmusznie ,straszenie i pchanie do kościoła i w religię)która nawiasem mówiąc wcale mi nie odpowiadała i strorzyła jeszcze więcej problemów.prowadzona była przecież przez nie kompetentnych ludzi).W wieku 13 lat moja rodzina zdecydowała ,ze nie radzi sobie z tymi wszystkimi problemami i określiła mnie mianem "bardzo problematycznego dziecka.BYLAM PRZERAZONA…Zaprowadzili mnie do psychiatry,który zrobnił mi test na inteligencje wykazując że jestem niedorozwinięta mam schizofrenie i nerwicę manniakalno-depresyjną ,depresje i BÓG WIE CO JESZCZE,naćpał mnie ciezkimi psychotropami na 9 lat życia.Przez 9 lat borykałam się z nadmierną sennością ,stanami lękowymi-wywoływanymi przez te środki,brakiem koncentrscji na nauce,komentarzami rodziny,otyłoscią ,rozregulowaniem hormonalnym i rozregulowaniem tarczycy oraz rytmu życia normalnego nastolatka,a później kobiety,małym poczuciem własnej wartości i przed wszsystkim samotnością.Rodzina uczyniła ze mnie dziecko,uparcie tierdząc ,ze jestem za słaba,niezdolna,za muszę ,z drugiej strony uczyć się i robić wszystko ponad siły.Płynąc przez życie na tratwie po omacku BEZ UCZUC ,CELÓW,MARZEŃ9BO PRZECIEZ SA NIEREALNE I TRZEBA TYLKO PRZETRWAC)BEZ SIEBIE,BEZ KOBIECOSCI ,SEKSUALNOSCI,POCZUCIA WLASNEJ WARTOSCI,NADZIEJI,PRZYJACIÓL,ZE STRACHEM . Rok temu koszmar się skończył,trafiąłm na dobrych lekarzy i życzliwych ludzi oraz dwie książki BEATY PAWLIKOWSKIEJ:"W DZUNGLI ZYCIA " ORAZ W "DZUNGLI MILOSCI". I …odnalazłam siebie ,wróciły moje pasje i talenty ,przekonałam ,że cały ten czas miałam w sobie mnóstwo marzeń i mysłi ,pozytywnych ciepłych emocji i emergi to były moje zainteresowania:plastyka,muzyka,sport,ksiązki i języki obce,wyobrażnia ,pozytywne kino i wizualizaje siebie w którejś z tych ról w przyszłosci,coś co robiłam w każdej
                trudnej chwili życia ,coś co dałało mi NIESAMOWITA SILE I nadzieje.PRZEZ CALY TEN CZAS NIGDY NIE SIĘGNĘLAM PO PAPIEROSY I ALKOHOL ORAZ NARKOTYKI,NIE SZUKALAM WSPARCIA W SEKCIE.BYLAM SAMA ALE NIE BYLAM SAMA.NIE BOJĘ SIE CHODZIC NA RANDKI,WIEM ILE JESTEM WARTA,WIERZE W SIEBIE I WIERZE,ZE BEDE MOGLA ZYC NORMALNIE I WPELNI SIĘ REALIZOWAC ZAWODOWO ORAZ ZE BĘDĘ W UDANYM ZWIAZKU Z DRUGA OSOBA.NIE BOJĘ SIE MĘZCZYZN I WIEM ,ZE BĘDĘ POTRAFIĘ WLASCIWIE OCENIC DRUGIEGO CZLOWIEKA,A JESLI MEZCZYZNA NIE BĘDZIE MI ODPOWIADAL TO PO PROSTU Z NIM ZERWĘ.WIEM,ZE MOGĘ NA SOBEI POLEGAC,zejście z 9 letnie gehenny psychotropów przypłaciłam roczną bezsennością i ponad 80 cioma atakami paniki(strach,pot,dreszcze,konfulzje oraz wzrost tętna ponad 230 uderzeń na minutę) z większością byłam sama, i pracowałam występując na forum prze prawie 30 osbową grupą. dam radę ,co wiecej chcę sie z Wami podzielić czymś ważnym drogie dziewczyny i mężczyźni:na jedno macie wpływ:NA SAMYCH SIEBIE I NA TO CO TERAZ ZROBICIE ZED SWOIM ZYCIEM, WARTO WALCZYC,WARTO W SIEBIE WIERZYC ,WARTO BYC DLA SIEBIE PRZYJACIELEM I WARTO PRACOWAC NAD SOBA I NIE BAC SIĘ PRZEDE WSZYSTKIM SIEBIE I SWOJEJ DUSZY,A PRZEDE WSZYSTKIM WYBACZYC SOBIE I INNYM I NIE WRACAC DO PRZESZLOSCI(NIE UZALAC SIĘ NAD SOBA TYLKO DO ROBOTY) I CO NAJWAZNEIJSZE NIE PRZEJMOWAC SIE OPINIA INNYCH LUDZI I POKONYWAC TRUDNOSCI. POWODZENIA I 3 MAM ZA WAS KCIUKI . BIZON

                PATRYCJA123
                Uczestnik
                  Liczba postów: 471

                  Piękne słowa, choć trochę oderwane od rzeczywistości w jakiej żyją osoby z DDA Wszystko fajnie tylko to nie jest trakie proste. Gdyby można było rozwiązać każdą sytuacje, za pomocą szczypty optymizmu – nie byłoby nas tutaj. Pocieszanie w naszym marnym życiu odgrywa bardzo ważna role- za co szczególnie Tobie dziękuje, lecz mnie to specjalnie nie ujeło -PRZEPRASZAM.

                  Asia1637
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 5

                    moje związki…nie były zbytnio udane..mam w sobie jakąś blokadę która nie pozwala mi do końca otworzyć się przed mężczyzną z którym jestem w związku..Moi chłopacy byli z nieco innego świata niż ja… nie mieli w domach problemu alkoholowego..dlatego nie potrafiłam rozmawiać z nimi o wszystkich aspektach mojego życia…a szczególnie o tym że w mojej rodzinie jest problem z alkoholem… niewiem dlaczego tak się działo ale poprostu wstydziłam się tego faktu i nadal się wstydzę..
                    Bałam się że chłopak z którym będę nie zaakceptuje mojej rodziny i odrzuci mnie dowiadując się o mojej sytuacji..nie zapraszałam więc chłopaków do domu i unikałam rozmów o mojej rodzinie… nie wiem jak przezwyciężyć w sobie lęk przed poczuciem bycia gorszym od innych.. tych" bardziej normalnych" ludzi.. Na każdym z tych wszystkich chłopaków z którymi byłam zależało mi chyba aż za bardzo… bo nawet kiedy było źle to tak bardzo chciałam być przez kogoś kochana…że nie zwracałam uwagi na wady moich partnerów… Nie czuję się w pełni wartościową dziewczyną.. chociaż tak w głebi duszy mam nadzieję że to nieprawda… że jednak ktoś mnie pokocha taką jaką jestem… bo przecież to że moi rodzicę są nieodpowiedzialni i rezygnują z życia na rzecz alkoholu to nie moja wina… Może ktoś potrafi doradzić mi jak poczuć się pewną siebie i w związku być poprostu sobą… nie przybierać żadnych "masek"….? Z góry dzięuję…:blush:

                    Asia1637
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 5

                      moje związki…nie były zbytnio udane..mam w sobie jakąś blokadę która nie pozwala mi do końca otworzyć się przed mężczyzną z którym jestem w związku..Moi chłopacy byli z nieco innego świata niż ja… nie mieli w domach problemu alkoholowego..dlatego nie potrafiłam rozmawiać z nimi o wszystkich aspektach mojego życia…a szczególnie o tym że w mojej rodzinie jest problem z alkoholem… niewiem dlaczego tak się działo ale poprostu wstydziłam się tego faktu i nadal się wstydzę..
                      Bałam się że chłopak z którym będę nie zaakceptuje mojej rodziny i odrzuci mnie dowiadując się o mojej sytuacji..nie zapraszałam więc chłopaków do domu i unikałam rozmów o mojej rodzinie… nie wiem jak przezwyciężyć w sobie lęk przed poczuciem bycia gorszym od innych.. tych" bardziej normalnych" ludzi.. Na każdym z tych wszystkich chłopaków z którymi byłam zależało mi chyba aż za bardzo… bo nawet kiedy było źle to tak bardzo chciałam być przez kogoś kochana…że nie zwracałam uwagi na wady moich partnerów… Nie czuję się w pełni wartościową dziewczyną.. chociaż tak w głebi duszy mam nadzieję że to nieprawda… że jednak ktoś mnie pokocha taką jaką jestem… bo przecież to że moi rodzicę są nieodpowiedzialni i rezygnują z życia na rzecz alkoholu to nie moja wina… Może ktoś potrafi doradzić mi jak poczuć się pewną siebie i w związku być poprostu sobą… nie przybierać żadnych "masek"….? Z góry dzięuję…:blush:

                      Wisienka
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 28

                        @up

                        Ktoś kiedyś powiedział coś co zapamiętałam i pamiętać będę długo. Nigdy nie oceniaj człowieka wg jego rodziny. Wiem, że łatwo powiedzieć. I wiem, że nie każdy jest na tyle mądry by tak postępować. Trzeba jednak pamiętać, że każda rodzina ma swoje problemy i tajemnice. Ukrywanie prawdy na ten temat prowadzi donikąd. Naklejanie sobie na czole na "dzień dobry" tabliczki :"moja rodzina jest …." też nie jest dobrym pomysłem. Wszystko w swoim czasie. Jeśli związek jest już poważny, myślę że jest gotowy na prawdę w tej kwestii. Ja na początku powiedziałam, że moja rodzina to niestety nieciekawy temat, a na pewno nie wesoły. I, że przykro mi lecz nic na to nie poradzę.
                        Na szczęście związek dotyczy dwojga.

                        @topic
                        Związki są dobre gdy jest w nich miłość.
                        Miłość jest w związkach gdy nie zastanawiamy się czy w nich jest.

                        Edytowany przez: Wisienka, w: 2009/09/28 17:52

                        Edytowany przez: Wisienka, w: 2009/09/28 17:53

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 20)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.