Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Życie mnie zjadło
-
AutorWpisy
-
Patrzyłam kiedyś na moją mamę, zajętą utrzymywaniem rodziny, skołowaną, rozmyślającą wiecznie o problemach dnia codziennego, o tym czy wystarczy na jedzenie a jak nie to skąd pożyczyć, martwiącą się o nasze zdrowie (moje i brata), drżącą o to czy w domu nie będzie kolejnej awantury i nie mogłam zrozumieć czemu nie ma w niej radości, czemu nie robi czegoś dla siebie, nie śpiewa, nie tańczy czasem w rytm muzyki z radia czy tv. Przygaszona, zahukana, zaniedbana i zniechęcona. Nie rozumiałam tego co się wokół mnie dzieje. Nie wiedziałam, że cos jest nie tak. Potrafiłam się cieszyć z malych rzeczy, potrafiłam śpiewać do lusterka, emocjonować się muzyką, przeżywać filmy. A dziś jestem taka jak mama…Przytłoczona świadomością rzeczywistości jaka mnie otacza i tego kim jestem. I brakuje mi mnie tamtej, nieświadomej problemów jakie mam, i jakie zaowocują w przyszłości.
Wiedza jest przekleństwem ;/
Chciałabym czasem cofnąc się w czasie i znów popatrzeć na tą dziewczynkę którą byłam zanim poznałam prawdę o mojej rodzinieJa też czasem mam takie marzenia, jednak szybko staram się wrócić do rzeczywistości. Terapeuta zawsze powtarza mi, że nie mogę żyć przeszłością, że już nie jestem dzieckiem, muszę się pożegnać z tym co było i dorosnąć. Wiem, że to ciężkie, ale rozpamiętywanie mnie tylko dołuje.
Mam bardzo podobnie. Co dziwne, teoretycznie moje obezne życie powinno mnie cieszyć, jakoś moja siła wyższa pokierowała mną dobrze (chyba), ale nie potrafię bo zatruwają mnie lęki. Nie potrafię utrzymać rodziny, wykorzystać okazji które niesie mi życie, ciągle się martwię i przez to jestem bierna, uciekam od ludzi i czuję że pomału wariuję… Ale czasami nadchodzą takie momenty kiedy nagle lęk mija i widzę że tak naprawdę niewiele trzeba żeby było dobrze… Myślę sobie, może właśnie dlatego trzeba to przerażone dziecko które w nas tkwi dopieszczać i mówić mu jakie jest fantastyczne, bo to ono daje nam siły żeby się cieszyć nawet głupotami?
@Netka84, ale przecież dorosłość nie oznacza tego że trzeba porzucić wszystkie radości z dzieciństwa! Można przecież dalej cieszyć się całym mnóstwem drobiazgów… Tylko trzeba umieć 🙁towanda zapisz:
„Tylko trzeba umieć :(”To nie jest kwestia umiejętności, jeszcze raz napiszę 🙂 umysł częściowo działa jak maszyna, odwołuje się do tego, co ma zapisane w pamięci. Co tam jest? – lęk, niewiara w siebie i kłębowisko węży. W trudnym procesie terapii, trzeba zmienić te nieprawidłowe przekonania.
Jestem gdzies pomiedzy… Czasem przypominam moją mamę, martwię się głównie o syna, o to żeby nie czuł się inny, gorszy. Nie chcę żeby jego dzieciństwo przypominało moje I częściowo mi się udaje. Nie ma w jego życiu przemocy, awanrur, karania niezauważaniem za gorsze oceny….
Dużo się martwię o teraźniejszość i przyszłość. Od kiedy nastąpiła "DDA aktywacja" bardzo się zmieniłam, nie potrafię brać życia za rogi i z nim walczyć. Kiedys było inaczej. Czasem zaczynam się poddawać.A czasem wyłazi ze mnie tamta dziewczynka, która z dezodorantem w ręku śpiewa do lusterka, albo włączam muzykę z "Mamma mia" i szaleję po pokoju. Oczywiście tylko jak nikt nie patrzy. B) Lubie te momenty, pozwalają mi odsapnąć od rzeczywistości. Powrót malolaty we mnie łączy się z rozpoczęciem terapii indywidualnej. Wcześniej przez kilka lat siedziala zamknięta…
Ech, mnie zycie przezarlo i wypluwa po kawalku… Jak to mozliwe, ze zmagajac sie codziennie z problemem alkoholowym, bylem wesoly i usmiechniety? Ze tyle rzeczy mnie cieszylo i fascynowalo? Ze sie chcialo? Paradoksalnie – teskno do tamtych czasow…
Bo ciągle byłeś sztucznie pobudzany?
Aczkolwiek ludziom uzależnionym od alkoholu to chyba się częściej nic nie chce niż chce? Chociaż może to zależy w jakiej są fazie:whistle: :whistle:Hehe – ja nie pilem i nie pije – w domu byl problem alkoholowy. Mimo to – strachu, placzu, awantur i calego tego piekla – bylem wesoly i spontaniczny. Myslac teraz o tym, wydaje mi sie to pewnym paradoksem.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.