Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)
  • Autor
    Wpisy
  • AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13
    w odpowiedzi na: Mąż DDA #486184

    Smutne.

    U mnie jest odwrotnie… Ja przyznaję się do DDA, żona nie (choć jej ojciec był ewidentnie przemocowy). W efekcie mam dokładnie to, co Ty, i podobne myśli.

    No i wielką przykrość, że w trudnym dla mnie momencie nie mogę liczyć na jej obecność (wyprowadziła się). Czy trwam? Chyba już tylko siłą inercji, cóż to jednak znaczy, gdy człowiek czuje się nieważny, niekochany i w zasadzie zbędny? Co mi z tego, gdy wychowawczyni córki pisze, że nie zna drugiej takiej osoby, która by równie zaciekle walczyła o normalność swojej rodziny? Mam wrażenie, że tą walkę przegrałem. Walkę o miłość, żonę, rodzinę, dzieci (bo też albo idą swoją drogą, albo wybierają matkę).

    Nawet terapia małżeńska nic nie dała. Co Pani zamierza zrobić, aby mąż odczuwał Pani wsparcie? – „Nie zamierzam go wspierać”.

    Nie wiem, czy próbowałaś wszystkiego. Ja chyba tak i czuję się bezradny… Chciałbym, aby było jak dawniej, nie rozumiem, dlaczego nie jest to możliwe. I nie wiem, czy odejście nie jest jedynym sensownym wyjściem z tej sytuacji, w której ode mnie nie zależy już nic.

     

    AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    @byly optymista

    A, znalazłem w wątku https://www.dda.pl/forum/temat/mama-alkoholiczka/#post-481623 Twoje słowa ”Nie raz [mama] gadała, że chce się zabić, a ja później się bałem.”

    I Ty się dziwisz, że Ciebie odcina?

    Raczej by się trzeba było dziwić, gdyby po takiej sytuacji Ciebie nie odcinało, bo byłbyś gdzieś koło psychopatii.

    Teraz lepiej można Ciebie zrozumieć. I napiszę tak: będzie dobrze. Uwierz.

    AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13
    w odpowiedzi na: Zerwanie z DDA :( #486168
    1. Nie jesteś jego żoną. Nie masz w stosunku do niego żadnych zobowiązań.
    2. Nie musisz i nie powinnaś się poświęcać.
    3. Zażądaj od niego pójścia na terapię. Niezależnie od Waszej przyszłości, jest to niezbędne.
    4. Jeżeli odmówi, tym bardziej wracamy do 2) i w konsekwencji
    5. Chyba najuczciwiej będzie mu powiedzieć, że nie widzisz go w przyszłości jako swojego partnera. Ale źle mu nie życzysz, więc od czasu do czasu będziesz mu mogła poświęcić trochę czasu, aby się wygadał, zwłaszcza, że był Tobie bliski i nie chcesz, aby zrobił sobie krzywdę. Ale warunkiem jest a) pójście (jednak) do specjalisty i b) akceptacja, że jesteś już tylko przyjaciółką.
    6. Swoją drogą, też masz do przepracowania swoją skłonność do składania się w ofierze za problemy, które nie są Twoimi problemami.
    AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    @bylyoptymista

    Hej,

    nie, nie ześwirowałeś. Twoja terapia wygląda wręcz modelowo. Też przechodziłem fazy „baju baju bez efektów”, by nagle usłyszeć od otoczenia, że „jest się niemożliwym do wytrzymania”, zauważyć, że jest się totalnie rozregulowanym emocjonalnie, a na końcu stwierdzić, że coś się jednak zmieniło. Bez realizacji planu, harmonogramu itp. Wyluzuj: to nie jest konieczne.

    Istotne: proces praktycznego końca nie ma. Dla mnie pierwotnym problemem była samotność, więc z poznaniem obecnej żony terapię przerwałem. Błąd: jestem obecnie samotny w związku z osobą narcystyczną. Tak więc w praktyce nie ma sensu ani określać celu, ani horyzontu czasowego terapii. Jak dojdziesz do stanu OK, to i tak zwolnisz sam z siebie tempo, ale konsultacja co jakiś czas nie zaszkodzi.

    Nie pamiętasz treści spotkań? Jezus Mario, człowieku, ale Ty masz nieźle nadrozwinięte poczucie kontroli. Na kilometr widać, że boisz się puścić (wiadomo dlaczego). No, ale musisz się puścić, bez tego nie pójdziesz do przodu. Tobie by się chyba przydał rozbrat z zegarkiem, kalendarzem i notatnikiem.

    Nie bój się też zmiany terapeuty; co prawda będziesz musiał trochę poopowiadać o sobie od nowa, ale potem i tak będziesz dalej, niż zaczynałeś w chwili zero. Nie przypisuj też psychiatrom nie wiadomo jakich umiejętności, być może mówisz o sobie inaczej niż kiedyś. To też zmiana.

    Narzucone sobie tempo robi wrażenie ucieczki od problemu. Tymczasem bez dnia nicnierobienia się nie da. Kiedyś trzeba pogadać ze sobą samym. Tym bardziej, że potrafi Ciebie „odciąć”. Czyli bolało za bardzo. I boli do dziś, tylko to zabetonowałeś. A te Twoje złości (rzecz najłatwiejsza do rozruchu, a u Ciebie i z tym był problem!) to właśnie próby wykipienia przez to, co zabetonowane. Co to jest, to już będziesz wiedział lepiej sam: lęk, opuszczenie, wstyd czy co tam przeżyłeś. Płacz Tobie wskaże, co to właściwie jest. I chyba sporo jego przed Tobą. Ale on Tobie pomoże, nie bój się. Nie rozpadniesz się od niego.

    Fajnie jest, że nauczyłeś się prosić. To trudne, zwłaszcza dla faceta.

    Ciekaw jestem, jak po latach oceni Waszą rozłąkę Twoja była dziewczyna. Mam wrażenie, że opuściłeś ją przedwcześnie, mimo, że była dla Ciebie wsparciem. Może ją jeszcze docenisz, ale to już będzie raczej musztarda po obiedzie.

    Życzę powodzenia w pracy nad sobą. Doceń sam siebie, bo osiągnąłeś już bardzo dużo, choćby umiejętność mówienia o tym, co boli, czego się wstydzisz. To nie jest umiejętność, którą posiada przeciętny Polak:-)

    Trzymaj się.

    A jak chciałbyś się wygadać poza, też jestem do dyspozycji.

     

    AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    @Oliwia 75

    Piszesz, że nie masz siły, ale pisząc to… wyrażasz niejako nadzieję, że coś się u Ciebie zmieni. Na lepsze. Mimo zalewającej Ciebie goryczy.

    I nie jest na to za późno.

    Jakiś rok temu wyszedłem na miasto w nadziei spotkania kogoś, z kim będę w stanie głęboko porozmawiać. Nikogo takiego nie znalazłem.Albo – znalazłem za późno. Wracając do domu minąłem miejsce, w którym ktoś rzucił się pod pociąg. Ciężko to przeżyłem. Być może zabrakło kilku minut, a moje dobre chęci spotkały się z potrzebą zrozumienia. Nie wiem dlaczego, ale poczułem więź z tym obcym dla mnie człowiekiem. Szkoda mi było jego życia i kroku, na jaki się zdecydował. I szkoda, że nie dał się namierzyć wtedy, kiedy wszystko jeszcze było możliwe.

    AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    Hej,

    jeśli masz ochotę na kontakt, to zapraszam. Adam, 44. Po jednej terapii i w trakcie drugiej. Też „nienormalny”, bo mniej lub bardziej mierzą mnie imprezy z alkoholem. Wolę podróże:-) Ale z pisaniem nie mam problemów: lubię poznawać nowych ludzi, bo przez nich poznaję zarazem siebie. Ostatnie lata dały mi w kość, więc miło czasem usłyszeć, że ze mną jest w porządku, i raczej świat zwariował:-) Znaleźć mnie można pod axelman@wp.pl. Pozdrawiam, życzę uśmiechu na spóźnione jesienne lato:-)

     

    AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13
    w odpowiedzi na: Milczenie #485847

    Hej,

    może temat mało wesoły, ale uśmiechnąłem się cały, gdy przeczytałem, gdzie Zytko pracujesz. Od razu przypomniała mi się dawna moja terapeutka, która dowiedziawszy się, że moja młodsza siostra pracuje z niepełnosprawnymi – a oboje jesteśmy DDA – powiedziała z miną starego, karcianego szulera tylko jedno słowo: „Typowe…”

    U mnie jest o tyle ciekawie, że kiedyś „kupowałem” domowy schemat typu „siedzieć cicho”. Było w tym i niskie poczucie własnej wartości, i przekonanie o niedostatkach kompetencji, że nie ma się o czym  mówić… Terapia rozwiązała mi język, ale prawdziwym przełomem okazało się odejście żony. Jak tylko zacząłem opowiadać o swoich problemach, okazało się od razu, że 4/5 kolegów w pracy, sąsiadów, a nawet wspólnych znajomych okazało się osobami wspierającymi. Przy takim „powerze” kurtyna wstydu ostatecznie opadła i teraz mam raczej problem, aby nie okazywać w nadmiarze swoich odczuć, gdy nie jest to potrzebne:-)))

    Zważ, że nie szukając kontaktu możesz stwarzać wrażenie osoby niedostępnej, wyniosłej, nielubiącej zbędnego spoufalania się. Ja takie stwarzałem, a dowiedzenie się o tym było niemałym szokiem!

    Na obawę wyśmiania udało mi się wstawić protezę „a co mnie czyjaś dezaprobata obchodzi? Ważne, co ja czuję”. Nawet zaczynając od absolutnie sztucznego i automatycznego traktowania tej kwestii, łokcie zaczynają się poszerzać:-) Ale bez obaw, tacy jak my nigdy nie staniemy się potworami rozjeżdżającymi otoczenie jak walec:-)))

    Samej komunikacji można się nauczyć. Kwestia wprawy.

    Co do ojca – niestety, też mam problem z komunikacją. Beton. Nawet nie dał się namówić na zwierzenia w stylu „masz ogromne doświadczenie życiowe, co uznałbyś w życiu za godnego działania, a z czego trzeba zrezygnować? Z czego możesz być dumnym, a w co nie wchodzić?”

    „Także do końca nie wiem na ile jestem osobowością introwertyczną, zaburzoną emocjonalnie itp.W mojej rodzinie występuje dużo chorób psychicznych i może genetycznie też jestem obciążona…”

    Tak, jasne. Ciężar dorastania Ciebie przygniata, a nie rzekoma choroba psyche. Pojęcie ludzkie przechodzi, ile można wyciągnąć z siebie smutku, żalu, bólu…

    AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    O, u mnie coś podobnego. Czułości, dotyku, bliskości zero. Mówię, że mi brakuje – to się czepiam (a nawet, że mam iść na dziwki). Domem opiekuję się na równi, więc przeciążona nie jest. Satysfakcji (o ile do czego przyjdzie) to ona ma nawet więcej.

    Jest sens żebrać o bliskość? Nawet na terapii par zapytana, jak mogłaby mnie wspomóc (żeby się przy tym Broń Boże nie zmęczyć), odpowiedziała, że wspierać mnie nie zamierza.

    Ale pretensje – o brak rozwoju duchowego, brak rezydencjina wsi, nawet o kaszel – zapewnione mam w nadmiarze.

    Chyba ciągnąć tego nie ma już dawno sensu…

     

     

    AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13
    w odpowiedzi na: Pozytywne strony dda #485711

    Ja dodam odporność na stres. Nie mogłem uwierzyć, że ludzie lękali się „jakiegoś koronowirusa” czy wojny za granicą wschodnią tak, że wpływało to im na nastrój. Podobnie funkcjonowanie w sytuacji kryzysowej: niemal nie ma u mnie w pracy osób, które są w stanie równie sprawnie funkcjonować i opanowywać niespodziewany bałagan. Dla mnie: no problem:-)))

    AeB
    Uczestnik
    Liczba postów: 13
    w odpowiedzi na: Grzechy terapeutów #485710

    No cóż, mam jakieś tam doświadczenie w pracy z terapeutami i ja trafiłem na takie problemy:

    • gnanie mnie do rozwodu przed moim własnym dojrzeniem do podjęcia decyzji
    • ignorowanie przez terapeutkę w czasie terapii par informacji, że stosowana była wobec mnie przemoc. Nie do przyjęcia było dla mnie potraktowanie tego problemu w terapii jako sprawy przyjętej do wiadomości, bez krótkiego i węzłowatego powiadomienia sprawczyni, że jest to nie do przyjęcia. W ten sposób terapia rozwodniła się i straciła dla mnie sens.
Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)