Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: droga(moja) #40237
Tak..pomimo tego,że w ostatnim czasie nie jestem w zbyt dobrej formie ,to czytajac ten post mi rowniez poprawił się humor ,a nawet jest dla mnie motywacja do tego aby zakasać rękawy i dalej wziac się za siebie.
Pozdrawiam:)Edytowany przez: agana, w: 06.05.2007 22:20
w odpowiedzi na: droga(moja) #40235ech…mam to samo Dziuba.Sa okresy w moim życiu ,że czuję się i wiem,że funkconuję rewelacyjnie …a potem wraca co jakiś czas stare funkcjonowanie;ogarniaja doły ,właśnie tak jak teraz ..i tak w kołko…
w odpowiedzi na: droga(moja) #40228Cieszę się i gratuluję 10000myśli
Takie watki zawsze czytam z uśmiechem na ustach i wprawiaja mnie w dobry nastroj :wnosza wiele optymizmu.Miło jest czytać,że ktoś idzie do przodu i oby tak dalej 🙂Edytowany przez: agana, w: 06.05.2007 13:45
w odpowiedzi na: od czego zacząć terapię #40214Witaj Krzysztofie .Ja swoje kroki najpierw skierowałam do Poradnii Psychologicznej i to był bład ,gdyż psycholog nie rozpoznał we mnie cech dda ,nawet nie wiem czy miał o tym jakiekolwiek pojęcie.Przewinałam się w ten sposob przez trzech psychologow,co uważam za stratę czasu…
W koncu trafiłam do psychologa przy poradnii odwykowej i własnie tu zaczęłam terapię,najpierw indywidualna ,następnie grupowa.Każdemu DDA zdecydowanie polecałabym wszelkie konsultacje przy Przychodniach Odwykowych.
Nie mam pojęcia czy wizyta u psychiatry jest nieodzownym elementem do podjęcia terapii ,w mojej poradni było to wymagane.Myślę,że jak już wybierzesz się do psychologa to on dokładnie powie Ci co dalej.
Pozdrawiam:)Edytowany przez: agana, w: 06.05.2007 09:27
w odpowiedzi na: bo jakoś tak jest.. #40188Tez to znam i tez się zastanawiam czy to już tak do konca zycia bedzie powracać co jakiś czas?! Cały czas poszukuję jakiegoś złotego srodka ,aby takie stany nie wracały-niestety nie znalazłam.
A moze jest tu ktoś kto uporał się z tymi hmm…"nawrotami"(ja tak to nazywam)
i powie jak tego dokonał?????w odpowiedzi na: Pozegnalam Matke… #40176U mnie natomist lekarz nie chciał wystawić aktu zgonu bo nie mogłam znależc dowodu osobistego mojej Matki więc zaden zakład pogrzebowy bez aktu zgonu nie chciał przyjechać.tak więc musiałam najpiwer jechać do urzędu po zaswiadczenie dopiero potem na pogotowie i czekać na lekarza ok godziny aż łaskawie wystawi ten cholerny akt zgonu – zajęło mi to parę godzin a w tym czasie moja Mama lezała w domu -to było straszne;w głowie mi się nie miesci przywiazywanie wagi w takich sytuacjach do biurokracji ,skoro zidentyfikowałam ….
Pominę już samo mnie potraktowanie przez lekarza wkurzał się na mnie ,że nie mogę znależć dowodu,bo mu baqrdzo się spieszyło ,darł na mnie mordę ech…brak słow …Nie byłam przygotowana na taka sytuację ,teraz już wiem czego mozna się spodziewać.
Dlatego Omega wcale mnie nie zaskoczyło to co napisałaś o podejściu lekarza(już mnie chyba nic w życiu nie zaskoczy) to jest nieludzkie,brak słow,wyobrazam sobie co musiałaś czuć i wspołczuję Ci.Edytowany przez: agana, w: 02.05.2007 17:48
w odpowiedzi na: dla mnie najtrudniejsze … #40158Jerzy 10 lat to już bardzo długo.Domyślam się,ze jest to dla Ciebie trudny zwiazek ,skoro zadałeś takie pytanie.Domyslam się ,że musisz bardzo kochać swoja dziewczynę skoro jak piszesz tyle lat probujesz ja rozumieć i walczyć o nia-za co
jestem pełna podziwu dla Ciebie za dojrzałość, zainteresowanie i miłość jaka obdarzasz swoja dziewczynę,-zrobiło to na mnie wrażenie.
Pozdrawiam.w odpowiedzi na: Pozegnalam Matke… #40154Tez czułam ulgę…przez głowę przelatywały rozne mysli,ze już nigdy nie będę musiała czuć smrodu alkoholu,że już nigdy nie będe musiała znosić pijackich awantur,ze teraz w konu będę mogła zapraszać do siebie ludzi ,bo już nie będe musiała się wstydzić,ze już nie będe musiała się bać,że już kazdy dzien będzie bardziej przewidywalny i wiele ,wiele innych jeszcze mysli mi się pojawiało .Zastanawiałam się jak bedzie teraz wygladało moje zycie bez alkoholiczki,bez tego problemu,sama swiadomość tyego,że już nigdy nioe bedzie przy mnie alkoholika i "takiego" zycia to było coś dla mnie bardzo dziwnego,nie umiałam sobie wyobrazić,uwierzy ć,ze to już koniec ,że już zaden uzależniony człowiek nie będzie przy mnie-i te mysli przynosiły ULGE.Tez wtedy czułam się winna za to,ze czuję ulgę ;myślałam sobie człowiek umarł a ja czuję ulgę,ale jest to naturalne uczucie do sytuacji w jakiej się znajdowałam ;niestety jest to smutne i przykre ale takie sa realia.
Poczułam tez w sobie taka wielka siłe,pomyslałam sobie ,że jeśli dałam radę zmierzyć się ze śmiercia matki(bo w pierwszej chwili miałam ochotę uciec od tego wszystkiego) dałam radę wszytsko zorganizować(najgorsze było wybieranie trumny i ubioru) ,uczestniczyć w pogrzebie tak…pomyślałam sobie ,że człowiek ma w sobie olbrzymie,niewyobrażalne pokłady siły.
Omega kazde uczucie jakie się teraz w Tobie pojawia jest naturalne i jest dobre,bo to czujesz i masz prawo czuć.Trzymaj się .Edytowany przez: agana, w: 02.05.2007 10:43
w odpowiedzi na: Pozegnalam Matke… #40133Omega doskonale wiem co teraz przechodzisz…najgorsze sa poczatki;choc u mnie minęło 5 miesięcy nadal jest to dla mnie trudne …Na pewno jest to mkoje najgorsze doswiadczenie jakie mnie spotkało ,"chować "rodzica jest tragicznym doswiadczeniem…
Mowisz ,ze najgorsze jest to ,ze nie potrafiłas pomoc Mamie hmm…dokładnie takie same miałam mysli…ale nie byłaś w stanie Jej pomoc tak jak ja nie mogłam ,nie mamy takiej mocy..na pewno zrobiłas wszystko co mogłas zrobić;tak jak ja
zrobiłam.Rowniez wiele razy projektowałam sobie jak to będzie ,gdy moja Mama sie zapije (wiele razy zyczyłam jej smierci – miałam juz tak dość)-nie odzwierciedla to w zaden sposob przezycia ,ktore towarzysza gdy w rzeczywistosci trzeba zmierzyć się ze śmiercia rodzica.
.Ruszyło mnie to co napisałaś,bo dokładnie przypomniało mi się to co przezywałam ,to co odczuwałam te 5 miesiecy temu cierpienie,niedowierzanie,rozpacz,bol ktory był odczuwalny rowniez fizycznie i samotność.
Nie znajdę słow na ukojenie Twojego bolu (choc bym chciała bardzo,bo wiem co to znaczy) po prostu nie ma takich słow…
Przez pierwszy miesiac żegnałam się emocjonalnie z Mamaa w samotności -nie wiem ,czy to dobry sposob…mi najl;epiej było samej z tym wszystkim…
Psycholog doradził mi abym jak najszybciej zmieniła umeblowanie w domu po mojej Mamie i abym jak najszybciej pochowała w karton Jej osobiste rzeczy-zrobiłam to na 3 dzien po pogrzebie-chowajac te wszystkie Jej rzeczy osobiste żegnałam się emocjonalnie-nie rozumiałam jeszcze po co mam to zrobić ,ale rzeczywiście pomogło.
Gdybys miała taka potrzebę to zostawiam moj numer gg 5672347Edytowany przez: agana, w: 01.05.2007 17:57
w odpowiedzi na: Pozegnalam Matke… #40130Ja pochowałam swoja Mamę (alkoholiczkę) w grudniu.
Omega bardzo Ci wspołczuję. -
AutorWpisy