Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: terapia jest okropna :( #40268
NAPEWNO WARTO!nie rezygnuj,daj czas czasowi a efekty napewno nadejda.poczatki sa zawsze trudne ale warto przeczekac.
w odpowiedzi na: do agniecha ,potrzebuje pomocy!! #40266no wlasnie….jezeli w zwiazku dzieje sie zle najlepiej byloby wspolnie usiasc,porozmawiac i wspolnie probowac cos zmienic.Innym wyjsciem jest zapewne wspolna wizyta u psychologa,jednak jak sama piszesz faceci nie chca z niej korzystac.mysle ,ze im poprostu jest wygodnie tak jak jest-nie musza sie starac ,udawac..tak, zycie w rutynie jest wygodne.
Z drugiej strony zyc w martwym zwiazku?czuc sie samotnym?cierpiec i meczyc sie z druga osoba?mysle ze to nie ma najmniejszego sensu i jesli druga strona nie chce zrozumiec,ze nas rani i nie chce tego zmienic-uwazam ,ze lepiej sie rozstac.Ale to oczywiscie moje zdanie.pozdr.w odpowiedzi na: do agniecha ,potrzebuje pomocy!! #40263Witam Cie Izula!
zastanawiam sie jak ustosunkowac sie do Twojego problemu…Wiesz ,u mnie byl problem z alkoholizmem,wiec moje ,,dojrzewanie,, zpowodowaly i przyspieszaly napewno sytuacje zwiazane z piciem meza/lub jego zachowaniem podczas ,,niepicia,,.
Piszesz ,ze partner twoj jest inteligentny,oczytany ..a z drugiej strony piszesz ze wasze wspolne bycie to dla Ciebie ,,bol i przygnebienie,,,ze zwiazek ten Cie meczy.Mysle ,ze w swoich slowach powinnas znalesc odpowiedz na pytania ,ktore sobie zadajesz.
My dda mamy jak wiesz tendencje wchodzenia w zwiazki toksyczne,ktore nas niszcza i spalaja/niezaleznie czy jest to alkoholik czy inteligent,ktory nas tlamsi/,powielamy schematy z naszych domow -milosc to bol i cierpienie-znajdujemy sobie osobe,dla ktorej mozemy sie poswiecac i cierpiec.
Trudno bardzo jest komus radzic -wydaje mi sie,ze rozmowa z partnerem ,rzeczowe okreslenie tego,co lezy Ci na duszy.Jesli mu na Tobie zalezy postara sie zmienic swoje zachowania.jesli nie….to sama wiesz….
Jeszcze trudniej jest nam zrywac toksyczne zwiazki/ja np.rozwiodlam sie z mezem i mimo tego po kilku latach wrocilam-o zgrozo!/
,,Dojrzewanie,,-mysle ,ze jest wewnetzrna walka ta,ktora teraz Ty przechodzisz,…tysiace mysli,pytan,radzenia sie przyjaciol-nie da sie chyba opisac jak trudna to walka z wlasnym wnetrzem.rozsadek mowi ci jedno a glos wewnetrzny drugie.
U mnie poprostu czara sie przelala,przyszedl moment ,ze mialam dosc i postawilam wszystko na jedna karte.Dzis wiem ,ze to byla najlepsza decyzja.Zaczelam tez wtedy od terapii/chodze juz ponad rok/ i to tez bardzo mi pomoglo sie wzmocnic.
Wiesz ,jak przyszlam po raz pierwszy do pani psycholog,bylam w stanie takim jak ty jestes teraz-zagubiona,nie wiedzialam dlaczego dzmuszam sie do Cierpienia,a ona stwierdzila na pierwszej rozmowie,ze ja podswiadomie juz decyzje podjelam terz tylko ddojrzewam do jej realizacji.Wtedy nie rozumialam o co jej chodzi,dzis mysle,ze i z toba tak jest-mysle ty juz zdecydowalas.
moge ci jeszcze powiedziec ,ze nie wyobrazalam sobie zycia bez niego-a jest ono o wiele lepsze i przyjemniejsze.Troche dziwnie dda przyzwyczaic sie do zycia w spokoju.bez bagazu na plecach ale z czystym sumieniem moge teraz napisac ze jestem szczesliwa-czego i Tobie oczywiscie zycze 🙂
Troche chaotyczne to,co Ci napisalam i mysle,ze nie wiele pomoglam ale wiem tez ze jestes osoba silna i napewno sobie poradzisz. :laugh:
Pozdrawiam i zycze duuuuuuuuuuzo sily 🙂w odpowiedzi na: Alkohol na nie #40040U mnie picie zawsze wywolywalo lęk…moj organizm nie dopuszczal duzych ilosci,nawet po jednym piwie czulam sie okroooopnie.Odzuwalam tez zawsze lek widzac osoby pijace/nawet towarzysko/.lek byl tak silny,ze nawet gdy przechodzilam obok budki z piwem-bolal mnie brzuch.z tego i innych powodow kilka lat temu zrezygnowalam CALKOWICIE z picia alkoholu.Czuje sie z tym bardzo dobrze,czuje ogromna WOLNOSC,…a i lęki minęły… :rolleyes:
w odpowiedzi na: dla mnie najtrudniejsze … #40038Nawe nie wiesz jak bardzo Cie rozumie,bylam w bardzo podobnej sytuacji.Jestem dda a takze byla żona alkoholika.Pomimo rozwodu ponownie wrocilam do niego,stracilam niestety kolejne 5 lat.swoich i dzieci.Gdy zastanawialam sie nad ponownym odejsciem od niego-targaly mna te same uczucia,ktore opisujesz.Nie wyobrazalam sobie kolejnej zmiany w swoim zyciu,przejscia przez to wszystko.Dojrzalam do tego kroku i okolo roku mieszkam juz bez niego.wiesz co jest najdziwniejsze dla mnie?radze sobie lepiej bez niego niz z nim,zyje bez ciezaru na plecach jakim bylo jego picie.moge wreszcie zajac sie sprawami dzieci i swoimi.Wreszcie mam od dawna upragniony SPOKOJ,takze wewnetrzny.
Zycze Ci wiecej wiary w swoje mozliwosci i duzo,duzo sily. 🙂 -
AutorWpisy