Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 9 wpisów - od 1 do 9 (z 9)
  • Autor
    Wpisy
  • ankakz
    Uczestnik
      Liczba postów: 9

      Dwa lata temu dostałam pracę swoich marzen. Wytrzymałam rok wyłacznie przez marzenia.
      Szef ciagle wymagał. Jak głupia starałam się wywiazywać z coraz większej ilości obowiazkow. Na poczatku świetnie sobie radziłam, ale ciagła krytyka doprowadziła mnie do totalnego chaosu. Niby się starałam a nic nie wychodiło.
      Nie potrafiłam się bronić.
      Ja, ktora zawsze ze wszystkim sobie tak świetnie radziłam!
      Moj szef uznał, że trzeba mi pokazać jakim jestem zerem. Wykorzystał moje marzenia, sprytnie mna manipulował, żebym robiła to co wymaga i żebym czasem nie pomyslała że mi się należy podwyżka albo chociażby pochwała, cokolwiek. On moj dobroczynca – ja, darmozjad, ktory nic nie umie i ciagle go okrada, bo nic nie robi.
      To od tej pracy zaczęły się moje problemy i w koncu poł roku po jej zakonczeniu trafiłam na terapię.
      Z perspektywy czasu wiem, że sama dawałam się wykorzystywać .
      Ale faceta znienawidziłam.

      W ramach terapii napisałam do niego list, w ktorym napisałam co do niego czuję i przeczytałam przyjaciołkom. Wierz mi, że były przerażone tym , co chciałabym mu zrobić. Ten list był wstepem do uwolnienia się od nienawiści do niego
      Ciekawa jestem czy tez w myslach non stop przeżywasz odbyte i wymyślone rozmowy z tym brzuchaczem i z szefowa?
      Ja non stop przeżywałam od nowa sytuacje, w ktorych przegrywałam z szefem najpierw będac uległa a potem agresywna. Wychodziłam zawsze na kompletna "idotkę ze studiami".
      Tak jak Ty uważałam, że nie mogę zmienić pracy, bo zostanę na lodzie i czeka mnie powrot do domu ojca, a tego nie chciałam. Moj szef też uważał, że nie ma ludzi niezastapionych. Te¼ zawalał mnie robota i uważał za nieroba mimo iż naprawdę wywiazywałam się z tego co mi zlecił. ALE NIE POTRAFI£AM TEGO UARGUMENTOWAÆ.
      Teraz wiem jak to powinnam była zrobić.
      Twoja praca czy moja praca dała konkretna korzyść! Nie daj sobie wmowić że jest inaczej. Gdybyś była do bani to już by Cię w firmie nie było! A zapewne jesteś ambitna i pracowita i niestety uległa i jak każde dda będziesz do wyczerpania psychicznego i fizycznego udowadniać swoja katorżnicza praca, że masz jakaś wartość. Przynajmniej ja tak robiłam choć moj szef wyśmiał by tę "katorżnicza pracę" bezceremonialnie.
      Chodzi o tę przeklęta asertywność – Nie ulegać i nie wrzeszczeć.Spokojnie argumentować.
      Do szefa przemawiaja cyferki – konkrety, a nie jakieś tam niesnaski kadrowe, moje łzy lub krzyki.
      Teraz nastapi rada. Zrobisz z nia co zechcesz – skorzystasz lub odrzucisz.:)
      Przygotuj się do rozmowy z szefowa o twojej pracy. ¯adnych uczuć, emocji, oskarżen.
      Tylko CYFERKI.
      Pracuję tyle godzin, wykonałam tyle zadan, w ich wyniku tyle korzyści. Docen swoja pracę. Spojrz na nia chłodno i obiektywnie. Skoro dla szefowej liczy się klient oblicz ilu klientow pięknie obsłużyłaś. Zbierz wszelkie mierzalne dane.
      Przeanalizuj swoje błędy, czy je naprawiłaś i jak.
      Twoje działanie i wynik tego działania. Sama siebie ocen OBIEKTYWNIE na podstawie takich właśnie danych konkretnych.
      I nie daj się sobie samej. I temu grubemu.:)
      Jak coś zrobisz nie tak, sama id¼ na siebie naskarżyć, on nie będzie miał okazji.
      Powiedz jaki bład zrobiłaś i jak go naprawisz.
      Nie boj się. To Twoja siła nie słabość.

      ¯eby to zrobić potrzebny jest dystans do siebie i poczucie własnej wartości i wiara że cokolwiek się stanie to wyłacznie po to żeby było lepiej.
      Jako nieswiadoma tego że jestem dda nie potrafiłabym zrobić tego o czym ci wyżej piszę.
      Ale rosnę w siłę. 🙂
      I życzę Ci tego rownież z całego serca.

      Trzymam za Ciebie kciuki. Zawalcz o siebie bo skonczysz w szpitalu.
      A na grubego szkoda czasu i nerwow.
      (Napisz do niego paskudny list, pamiętaj że masz prawo czuć to co czujesz. )

      Chciałabym Ci bardzo pomoc, bo wiem jaki to koszmar.
      Ale oczywiście, jak zwykle mam ochotę skasować wszystko co napisałam i w ogole tego nie wysłać, ale Ci strasznie wspołczuję bo wiem że taka praca to makabra.
      Niestety nie mogę nic zrobić, ale:
      "Ja Cię wesprę duchowo" – jak Shrek osła gdy szli mostem nad przepaścia. 🙂
      Pozdrawiam i przepraszam za haos wypowiedzi.

      ankakz
      Uczestnik
        Liczba postów: 9
        w odpowiedzi na: Kraina Ducha #24648

        mnie powala obecnie jej brak 🙁

        też miałam dzien do dupy…;)

        dobrej nocy przynajmniej życzę
        z dziewczynami :laugh:

        ankakz
        Uczestnik
          Liczba postów: 9

          a ja cieszę się że coś takiego jak "określone cechy dda" istnieje, bo inaczej byłabym pewnie na dalszej drodze pograżania się w nienawiści do siebie i złości na cały świat, a tak przynajmniej z ulga się zatrzymałam i probuję znale¼ć jakaś inna dragę… 🙂

          Też lubię pomagać ludziom i kiedyś myślałam o nich w pierwszej kolejności.
          Byłam super, umiałam słuchać, byłam akceptujaca, wierzyłam w Boga, ludzi, lubiłam się śmiać…

          A teraz walczę z niechęcia do samej siebie, egoizmem i złościa, ktora wybucha i zalewa mnie od środka, a potem w skandaliczny sposob wylewa się ze mnie. (Zawsze byłam super ale mi coś ostatnio nie wyszło 😉 )…

          Trafiłam na dda dopiero kiedy na dobre zaczęło się moje dorosłe życie. Wcześniej naprawdę dobrze było mi z sama soba.

          Mam nadzieję że terapia zmieni moje złe nastawienie do siebie i że znowu zacznę radzić sobie z emocjami.
          ¯e będę spokojna, radosna, kochajaca, cierpliwa, madra, wrażliwa na innych.
          Wiem że tak można bo tak miałam (ale już nie mam).
          😉
          Terapia nie zmieni chyba mej osobowości tylko przywroci mi wiarę w siebie, ludzi, Boga.(?)
          Mam przynajmniej taka nadzieję, bo strasznie mi za tym wszystkim tęskno.. 🙂 🙂

          ¦wietnie Elu, że znasz siebie, jesteś taka a nie inna i dobrze ci z tym, ale skoro już wiesz o dda, to może warto sprobować poznać to czego o sobie nie wiesz i wyleczyć się z tego, zanim Cię to zaskoczy (tak jak mnie) w najmniej dogodnym momencie życia Twego.
          (Dodałabym amen, ale po zastanowieniu nie dodam :))
          Ale pozdrawiam 🙂

          ankakz
          Uczestnik
            Liczba postów: 9

            rzadko się tu wypowiadam bo czuję że to byłoby niepotrzebne poradnictwo, czasem tylko ulegam pokusie
            ale czytam forum często, bo to świetne miejsce
            czytam tu o własnych problemach opisanych cudzymi słowami
            ale najbardziej podobaja mi się dyskusje zmieniajace nagle totalnie temat i doprowadzajace do rozładowania poprzez śmiech
            można się tutaj wygadać, a to jest najlepsze w tym wszystkim, bo tutaj nikt nikogo nie skreśla, czy się onanizujesz, czy bijesz swojego chłopa, czy kochasz, czy nienawidzisz, ludzie uznaja, że warto z toba pogadać albo podyskutować albo coś doradzić,
            a co z taka rada ktoś zrobi to już chyba jego sprawa

            no i zauważyłam, ze niektorzy otwarcie o taka radę prosza więc czemu nie spełnić ich prośby?
            i tak pewnie maja jakieś swoje rozwiazanie i czekaja na tę radę ktora poprze ich zdanie

            ja też kiedyś dotałam radę i korzystam z niej ciagle:)

            nie widzę w tym nic toksycznego
            😉

            ankakz
            Uczestnik
              Liczba postów: 9

              a ona nie jest czasem dda bo tak się zachowała
              też kiedyś czasami wobec pewnych osob bałam się wyrażać swoje zdanie lub oznajmiać o podjętej decyzji – strach, że nie będę lubiana?

              nie zarzekałabym się że nigdy bym się tak nie zachowała
              w zyciu rożnie się układa, ja też swego czasu byłam przekonana że nigdy nie zrobię takich okropnych rzeczy jakie zrobiłam ostatnio

              kiedyś czytałam jedna z wypowiedzi na tym forum, chyba janusza, że w innych denerwuje nas to co denerwuje nas w nas samych (czy jakoś tak) co Ty na to?:)

              jasne, że fajnie byłoby gdyby wszyscy rozmawiali otwarcie niczego nie ukrywali itp, ale czy nie wydaje ci się to utopia?

              rozumiem Twoj żal, ale czy to na pewno dlatego, że ona tak sie zachowała, czy jednak bardziej dlatego, że zostałaś sama i nie będziesz miała z kim mieszkać?
              wierz mi że uznaję Twoje prawo do krzyku z wściekłości, wiem że to czasem pomaga.

              trzymaj się, wszystko zdarza nam się po to żeby nas umocnić i żeby sie obrociło na dobre. 🙂

              ankakz
              Uczestnik
                Liczba postów: 9
                w odpowiedzi na: rozwód z rodzicami #24406

                a ja nie mieszkam z ojcem, ktory jest alkoholikiem na poziomie, jak ja to nazywam i uważam, że jest to super, bo daje możliwość oderwania się od starej rodziny (ba ja już szczęsliwie mam swoja). Ja mam 29 lat i dopiero teraz, kiedy trafiłam na terapię dla dda uświadomiłam sobie, że jestem dorosła, i że moj ojciec też jest dorosły, i że ja go nie zmienię. Mogę zmienić siebie. I dzięki terapi naprawdę całkiem nie¼le mi idzie.
                Na terapie trafiłam, bo tak jak ty szukałam pomocy dla ojca, bo chciałam żeby mnie akceptował z moimi pomysłami na życie, z moimi wartościami, pogladami itp, a uważałam, że to jego alkoholizm mu na to nie pozwala. Wyobra¼ sobie, kobieta lat prawie trzydziesci, kochajacy maż, dwoje dzieci i płacze, bo jej tatusiowi coś się nie podoba. Odkad na terapi uświdomiłam to sobie potrafię przejść spokojnie ponad jego krytyka.
                Alkoholizm mojego ojca to jego problem, ja go naprawdę kocham, ale nie mam czasu się nim zajmować. Może wyda Ci sie to okrutne, ale pomyśl jak wiele czasu zajmuje nam myślenie o naszych chorych tatusiach. Jak ich wyleczyć , jak ich namowić, jak ich przekonać i gdzie w tym wszystkim my – ich corki, ktore powinny być przez nich wspierane a nie odwrotnie?
                Zrobisz jak zechcesz, ale ja się cieszę, że z nim nie mieszkam – musiałam stoczyć ciężka walkę o nie wrocenie do domu po studiach, musiałam znosić urazę, musiałam znosić wieczne wypominki przy byle jakim problemie z obecnym mym miejscem życia, ale warto , naprawdę. Bo w domu u ojca ciagle byłabym coreczka, a z dala od niego jestem kobieta dorosła.
                Teraz coraz częściej jetem dorosła i w jego obecności. 🙂
                Aż się uśmiecham na tę myśl. 🙂
                To, że nie mieszkam z ojcem i że nie wczuwam się w jego picie nie znaczy że go nie kocham. Ja nie jestem jednak przyczyna jego choroby ani tym bardziej jego lekarstwem. Dlatego nic tam po mnie.
                Pozdrawiam Cie goraco i życzę siły przy podejmowaniu trudnych decyzji.

                ankakz
                Uczestnik
                  Liczba postów: 9
                  w odpowiedzi na: nasze związki #24405

                  właściwie to nie wiem, czy powinnam o moim zwiazku pisać, bo trwa on szczęśliwie od dziesięciu lat mimo, że ja jestem dda i ON też. (o tym akurat dowiedziałam się niedawno, trafiłam na terapię, ale nie w zwiazku ze zwiazkiem :))
                  poczatki były trudne czasami nawet bardzo, ale się udało. 🙂
                  ważne było nazywanie uczuć, gdy byłam zła, smutna, szczęśliwa, zawiedziona itp., mowiłam co czuję, choć czasem miałam ochotę udusić, trzasnać drzwiami (no to się zdarzało) rzucić ciężkim przedmiotem.
                  Wyrażania uczuć w sposob nie raniacy innych można się nauczyć.
                  Ja probowałam też nazywać jego uczucia i jakoś to szło.
                  Zawsze chciałam dać szczeście mojemu mężczy¼nie, przecież nic w tym złego, ale nie zgadzałam się na totalne uzaleznienie od niego, na zmianę siebie i jego przy okazji. On nie lubił wychodzić i bawić sie z lud¼mi, nie lubił tłumu, gwaru. ja lubiłam. Owszem zrezygnowałam kilka razy z uciech w gronie przyjacioł dla spaceru we dwoje, ale wszystko musi być w rownowadze. 🙂 Szanowałam jego milczenie, chęć samotności, jego zamkniecie się na mnie, jego potrzebę wolności. Jednocześnie nie rezygnowałam z własnej. Oczywiście były zgrzyty, ale gdzie ich nie ma.

                  Udało się nam, bo to jest TEN człowiek. Bo naprawdę mocno go kocham i wiem, że on mnie kocha, choć nie mowi tego często. ( teraz to już częściej niż na poczatku )

                  Ale powiem wam jedno, że zwiazek dwojga ludzi to nie tylko WNM (wielka nieskonczona miłość), ale ciężka harowa dzien po dniu.

                  Co do ilości zwiazkow, to coż każdy coś wnosi i z kazdego można wyciagnać wnioski. Trzeba się podnieść i iść dalej i probować do skutku.
                  ¯yczę Wam powodzenia, trzymam kciuki za Wasze udane zwiazki, ktore pewno się zawiaża.

                  mam nadzieję, że nie wyskoczyłam jak Filip z konopii z tym wszystkim, ale chciałam tchnać optymizmem i nadzieja, że dda też potrafia stworzyć razem coś dobrego. 🙂

                  ankakz
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 9
                    w odpowiedzi na: Znalezione w necie…… #24122

                    no to świetnie, wszystko mam w swej podświadomości.
                    Proszę o hasło i odzew, żebym miała do niej dostęp w każdym momencie, w ktorym coś wyda mi się niejasne.:)
                    To prowadzi tylko i wyłacznie do tego, że wszystko jest we mnie. Wszystkie odpowiedzi i reakcje innych ludzi sa spowodowane jakimś moim zachowaniem? a jakaś moja reakcja spowodowana MOJ¡ podświadomościa a nie innych zachowaniem.
                    Ja nie chcę!
                    Ja bardzo dziękuję…

                    Ja chyba jastem na poczatku drogi…

                    Chcę ufać ludziom i kochać ich na trze¼wo tak , jak po wypiciu poł flaszki wodki, chcę kochać siebie tak jak po wypiciu całej…:)
                    Nie jestem alkoholikiem, ale to czasem wydaje mi się tak pociagajace…
                    Wtedy punkt siodmy to bułka z masłem…
                    Przynajmniej na poczatku drogi…
                    I jak tu sama siebie pokochać, kiedy w samej mnie siedzi jakaś znowu ja, ktora mi na to nie pozwala…?

                    ankakz
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 9
                      w odpowiedzi na: Znalezione w necie…… #24115

                      Bardzo fajne rzeczy wyszukujesz januszu.:)
                      Dzięki spotkaniom DDA zaczęłam sobie takie prawdy przypominać.
                      NIestety praca nad punktem 7 zajmie mi trochę czasu… 🙂
                      Co do zapominania, to rzeczywiście w pewnym momencie i w pewnych sytuacjach zapomina się o takiej cudownej prawdzie, że jast się Panem własnego losu, że się ma wolna wolę i że kolor świata wokoł zależny jest od tego jaka farba go pomalujemy.
                      Cieszę się, że przypomniałam sobie o tym.
                      Mam nadzieję już nigdy nie zapomnieć…

                    Przeglądasz 9 wpisów - od 1 do 9 (z 9)